26 y/o
For good luck!
173 cm
part time legal assistant | | part time bartender
Awatar użytkownika
i can get real cold when I need you and you don't show up
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

No czasami musiała mu porządnie pacnąć, powygłupiać się albo rzucić swoje kilka groszy, bo inaczej by tego nie przeżyła. Ich relacja właśnie na tym polegała.. and it worked, ya know? - Dla mojej ukochanej Thall, byłaś cudownym kompanem w łapance myszy - rzuciła pewnie, z zadziornym uśmieszkiem, - Myślisz, że dasz radę podpisać to markerem na moim pośladku? Może dam sobie to wytatuować. - Końcówkę powiedziała już tonem, który jasno sugerował, że robiła sobie jaja i absolutnie nie mówiła serio. Chociaż, gdyby ktoś wystarczająco mocno ją sprowokował, to mogłaby jeszcze potraktować to jako wyzwanie. - No a jaki wygodny jesteś. Czemu nie udostępniałeś mi siebie wcześniej, hm? - uniosła brew, śmiejąc się pod nosem.

Był cholernie wygodny. Aż sama się zdziwiła, jak idealnie jej główka leżała na jego kolanach. Nie miała w zwyczaju pytać o pozwolenie. Po prostu działała, ale wiedziała, że przy nim mogła sobie pozwolić na takie rzeczy. W innym wypadku Arch nie miałby żadnego problemu z powiedzeniem jej, że ma przestać traktować go jak prywatną kanapę. Skoro jednak nic takiego nie powiedział, to znaczyło, że oficjalnie zaakceptował swój los. A Thalia, jako kobieta rozsądna i szanująca cudze decyzje, nie zamierzała mu w tym przeszkadzać. - Nie wierzę, że w tak krytycznym momencie nie możemy na nich liczyć! - prychnęła pod nosem. - Musimy zdecydowanie zorganizować jakąś kolację i ustalić, że to oni będą gotować, a my będziemy siedzieć i ładnie pachnieć. O. - No plan genialny. Odwet za brak pomocy w upolowaniu tych gryzoni. Sam fakt, że Charly miała pomysł przygarnięcia jednej z nich, bo miała uczucia, i nazwania jej po imieniu, po prostu zmiótł Rosenhall z planszy. W sensie, droga wolna, jeżeli Miller nie miał nic przeciwko udomowieniu tej bandy gryzoni, ale ona nie zamierzała się w to mieszać.

- Archibaldzie - westchnęła głęboko, przewracając oczami po raz kolejny, bo najwyraźniej dzisiaj był to jej chleb powszedni. - Jeżeli tak bardzo chcesz wiedzieć, co się tam działo, to polecam przeczytanie jej - Spojrzała na niego swoimi brązowymi ślepiami, unosząc kącik ust. - Spodoba ci się na tyle bardzo, że będziesz chciał pożyczyć drugi tom. No cap - zaśmiała się,- Ty mi lepiej opowiedz, jak tam twoje podboje miłosne i praca, dopóki nas znowu nie zaatakują. - Serio była ciekawa, co się u niego działo. Właściwie jeszcze nie mieli żadnego takiego momentu, w którym mogliby po prostu usiąść i porozmawiać, bo zawsze któreś z nich było w pracy, lub mijali się w domu. Więc z dwojga złego ta cała mysia armia była swego rodzaju przysługą od losu. Nawet jeżeli Thalia wieczorem zamierzała ugościć się w jego pokoju i tam przenocować. No bo przecież nie będzie spała z myszami. Sama. No nie?

Arch
vitka
you're right, i know we love to argue, let's get at it
ODPOWIEDZ

Wróć do „#7”