29 y/o
For good luck!
182 cm
prokurator w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
Everyone's a star
Baby, it's a dream
Show me who you are
Take me in your arms
You're something supеrior
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Nie trzeba. Może jestem pijany, ale nie głupi — mruknął, uśmiechając się przy tym krzywo. Chociaż ten cały alkohol, który spożył tej nocy, zaczynał w końcu z niego schodzić, przez co okropnie zaczynała boleć go głowa. No tak, po tylu latach stałego imprezowania, nadal nie potrafił nauczyć się tej granicy, gdzie powinien przestać. No cóż, trzeba wziąć na klatę konsekwencje swoich dziecinnych wyborów; jutro rano minie sporo czasu, zanim poczuje się lepiej. Może powinien wziąć dzień wolny?

Słysząc jej brawa, Caleb ukłonił się lekko, jakby rzeczywiście był wdzięczny za jej owacje. Zaśmiał się na jej słowa, unosząc przy tym brew; tak bardzo nie podobała jej się myśl, że przyjechał właśnie do niej, mając tyle dziewczyn w zasięgu ręki? Wiedział, że nie była zazdrosna. Te czasy już dawno minęły, jednak lubił ją drażnić, jeśli miał do tego sposobność. Zachowywała się wtedy strasznie uroczo, bo bardzo próbowała mu udowodnić, jak to nie robił na niej absolutnie żadnego wrażenia.
— No nie wiem, Chloe. Chyba lepiej spotkać się z kimś bardziej wartościowym niż z człowiekiem, który liczy tylko na szybki numerek — parsknął, wzruszając obojętnie ramieniem. Caleb nie był przecież głupi; spotykał się z kobietami bez zobowiązań i wiedział, że zwykle działało to w obie strony. Zazwyczaj było to rozwiązanie, które go satysfakcjonowało, ale dzisiaj potrzebował kogoś z duszą. Nawet, jeśli była to Wilson, która miała mocny temperament.

Widząc ten jej ładny uśmiech, który w końcu pojawił się na jej wargach, Fairchild szybko go odwzajemnił. W końcu mu się udało. Sukces. Zaraz jednak uśmiech zszedł mu z twarzy, może to dlatego, że wyobraził sobie tę rzeczywistość, gdzie był tym sławnym piłkarzem, a Chloe naprawdę mogłaby być jedną z tych dziewczyn, które przychodzą wspierać swoich chłopaków. To byłoby… inne, ale na pewno równie przyjemne. Wyczuwając, jak klepie go po ramieniu, parsknął pod nosem, na krótką chwilę odwracając wzrok. Czy on się z tego kiedykolwiek wyleczy? Czy zawsze wszystkie sprawy z nastolatkami będzie traktował priorytetowo, właśnie ze względu na Elenę?

— Czy to komplement? Jeśli tak, to musisz bardziej poćwiczyć — parsknął pod nosem. Był dobry i był na pewno popularny, choć raczej typowo w gronie innych prokuratorów, niż na skalę całej społeczności. Nie potrzebował nic poza tym; po prostu chciał spełniać swoją rolę.

Caleb wychylił prawie całą szklankę wody za jednym razem. Orzeźwiła go, przez co odetchnął, jakby powoli odzyskiwał swój rozum. Praktycznie od razu ruszył za dziewczyną do pokoju, odstawiając niemal pustą szklankę na biurko i opadając na jej materac.
— Pozwól mi tu dzisiaj przenocować. Nie chce mi się wracać do domu — mruknął, podkładając sobie mniejszą poduszkę pod głowę. — Obiecuję, że nie będę dotykał twojego tyłka — powiedział poważnie, układając wolną dłoń na swoim sercu w ramach wielkiej przysięgi.

Chloe Wilson
26 y/o
For good luck!
162 cm
barmanka Emptiness
Awatar użytkownika
Shots, shots, shots, shots, shots
Everybody!
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Skoro tak mówisz… - wzruszyła ramionami, choć korciło ją, by powtórzyć raz jeszcze swoje słowa no ale ostatecznie odpuściła - niech zna jej łaskawe serce. Przez myśl Chloe przeszło by nalać sobie wina. Może też bym się najebała, bo czemu nie? W najgorszym przypadku poszłaby na kacu do roboty - co zdarzyło się niejednokrotnie i o ile obawiała się przypału, gdy zaczynała pracę w Emptiness, tak teraz jakoś zbytnio się nie przejmowała, bo najwyżej zostanie wyrzucona, a wtedy poszuka sobie nowej pracy - zapewne w innym barze. Ostatecznie mogłaby spróbować robić paznokcie w jakimś salonie kosmetycznym, bo uważała, że całkiem nieźle jej wychodziły, a w razie co, mogła zapisać się na jakieś dodatkowe szkolenia.
- No, moim zdaniem tak, masz rację, choć co kto lubi. A że jesteś pijany, tym bardziej jestem zaskoczona, że tak pomyślałeś. Większość wolałaby pewnie opcję z numerkiem. - stwierdziła, czując nagły przypływ ciepła, choć nie była pewna, czy powinna je czuć, skoro między nimi było już skończone. Łącząca tę dwójkę wstęga została przecięta i opadła na ziemię, odzwierciedlając to, że zarówno Caleb jak i Chloe szli w swoją stronę.
Ona też sobie wyobraziła siebie jako wspierającą dziewczynę, chodzącą na KAŻDY mecz swojego chłopaka z koszulką z jego nazwiskiem na plecach. Do tego cieszyłaby się za każdym razem, gdy drużyna Caleba wychodziłaby ze starcia zwycięsko, a gdyby ponieśli porażkę, podnosiłaby go na duchu, mówiąc, że następny mecz wygrają. Jeżeli chodziło o sporty, to najbardziej lubiła siatkówkę - reszta była jej całkowicie obojętna. Czasami lubiła sobie w lecie pójść na plażę, by pooglądać, jak przystojni mężczyźni grali w siatkówkę plażową. Cóż, może któryś by się nią zainteresował - a niektórzy ładnie się do niej uśmiechali, więc kto wie?
- No wiesz co? - pacnęła go w ramię. - A ja się tak starałam dobrze wypaść, ech… - westchnęła, kręcąc głową. Oczywiście zgrywała się, podłapując słowa Caleba.
Uniosła kąciki ust, kiedy zobaczła, że Fairchild bez zbędnego ociągania opróżnił szklankę i nawet chciała powiedzieć: Dobry chłopiec. lecz ostatecznie ugryzła się w język.
Parsknęła natomiast śmiechem, kiedy poprosił o nocleg… u niej.
- Nie. - rzuciła krótko, praktycznie od razu, choć z jakiegoś powodu, po chwili westchnęła i przejechała palcami po mokrych włosach.
- No dobra. Niech Ci będzie. A tylko mnie dotknij, to obudzisz się bez palca. - zagroziła surowym tonem, zginając trzy palce, a zostawiając dwa wyprostowane, by zademonstrować tnące nożyczki. Oczywiście pewnie niczego takiego by nie zrobiła, a z drugiej strony… choć bardzo nie chciała tego przed nikim przyznać, pragnęła choćby bardzo krótkiego przytulenia, które zagłuszyłoby nawałnicę w jej głowie, spowodowaną przytłoczeniem.
Tak czy inaczej, zaczęła suszyć włosy, a kiedy skończyła, spryskała je jedwabiem, bo o włosy (jak i o paznokcie) dbała najlepiej jak potrafiła - miała mnóstwo różnych odżywek oraz kosmetyków przeznaczonych właśnie do włosów.
- Kładź się. - rozkazała, a sama poszła po butelkę z wodą, by postawić ją obok łóżka - taka dobra dla byłego była, a przecież mogła absolutnie nie przejować się jego losem.
- Mam nadzieję, że nie zbierze Ci się nagle na wymioty… - dodała nagle, zastanawiając się czy nie powinna na wszelki wypadek przynieść miski, choć zdawało jej się, że Caleb zaczynał wracać do siebie… aczkolwiek z drugiej strony, mogła mieć mylne wrażenie.

lay and rest
29 y/o
For good luck!
182 cm
prokurator w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
Everyone's a star
Baby, it's a dream
Show me who you are
Take me in your arms
You're something supеrior
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— To przez Aidena. Im więcej pierdolił o swojej lasce, tym mniej miałem ochotę spotykać się z kimś, kto nie ma większego znaczenia — stwierdził, wzruszając lekko ramieniem. Może po prostu po całej rozmowie z przyjacielem, Caleb zatęsknił za pewną stałością w relacji; boże, to brzmiało aż nierealnie w jego głowie. Po tym, jak zdecydowali razem z Chloe, że każdy pójdzie w swoją stronę, Fairchild nie próżnował. Spotykał się z kobietami, ile wlezie, w zależności od humoru lub dnia; z nikim nie związał się jednak na dłużej. Podobał mu się taki stan rzeczy, bo nie dość, że mógł skupić się na robocie to jeszcze zmieniał sobie dziewczyny, jeśli w którejś coś mu przeszkadzało. System idealnie dopracowany, prawda? Szkoda tylko, że niesprawiedliwy w stosunku do jego one night standów. No cóż, nie można mieć wszystkiego, a one wiedziały na co się piszą.

Fairchild nie lubił tak na dłuższą metę gdybać, bo ostatecznie do niczego to nie doprowadzało. Caleb zaczynał wówczas żałować, że nie spróbował swoich sił w sporcie, zanim zdecydował się na prokuraturę, a teraz było już na to o wiele za późno. Czasem, gdy wypił za dużo, jego myśli odbiegały w nie tę stronę, co powinny, ale starał się to szybko ukrócać. Zawsze może dalej praktykować to jako hobby w wolnym czasie, którego… no nie miał za dużo. Choć pewnie miałby znacznie więcej, gdyby przestał wiecznie chodzić na te imprezy.

Słysząc odmowę, padającą z jej strony, Caleb sapnął pod nosem z wyraźnym niezadowoleniem. Nie widział problemu, skoro zagwarantował, że jej nie dotknie w nieprzyzwoity sposób; robili znacznie gorsze rzeczy przez cały okres ich znajomości. Dopiero po chwili, gdy usłyszał jej groźbę, roześmiał się pod nosem, przykładając dłoń do serca, jakby swoimi oszczerstwami cholernie go zraniła.
— Pinky promise? — zażartował, unosząc w jej stronę mały palec. Może jednak wciąż był odrobinę pijany. Fairchild milczał, przyglądając jej się z namysłem, podczas gdy przygotowywała się do spania. — Leżę. All ready — mruknął, jeszcze przed tym zdejmując swoją koszulkę. — Uspokój się i chodź tu już — rzucił, chwytając ją za nadgarstek, by łagodnie pociągnąć ją w swoją stronę na łóżko. Narzucił na nich kołdrę i mimo wszystko, objął ją w pasie, opierając podbródek na jej ramieniu. — Nie dotykam twojego tyłka, więc nie marudź — powiedział, przymykając oczy. — I tak przez sen mnie najprawdopodobniej skopiesz — parsknął, czując narastające znużenie.

Nie pamiętał, kiedy po raz ostatni spał z kimś, z kim łączyła go jakakolwiek głębsza więź. Trochę mu tego brakowało, ale nie zamierzał przyznawać tego na głos. Szczególnie, że Chloe najpewniej by go za to wyśmiała, a on był zbyt zmęczony, żeby się z nią jeszcze kłócić.

Chloe
26 y/o
For good luck!
162 cm
barmanka Emptiness
Awatar użytkownika
Shots, shots, shots, shots, shots
Everybody!
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Och… rozumiem. A tak poza tym, u niego wszystko w porządku? - spytała z czystej ciekawości, bo przecież kojarzyła najlepszego przyjaciela swojego byłego chłopaka. Z drugiej strony, po chwili zaczęła się zastanawiać, czy dobrze zrobiła, pytając o niego, skoro to właśnie ON lub raczej TO, o czym mówił, było powodem przybycia Caleba prosto pod drzwi jej mieszkania. Cóż, doskonale rozumiała Caleba, ponieważ ją też często przytłaczało, gdy słyszała, jak niektóre laski chwaliły się tym, co zrobił dla nich ich chłopak lub dokąd je zabrał. Jasne, flirtowała z innymi, lecz nikt do tej pory nie potrafił sprostać ani jej oczekiwaniom albo nie mieli tego… no tego czegoś. Poza tym, czy faktycznie chciała wchodzić w kolejny związek po tym, co przeszła, wiedząc też, że przy obecnym trybie pracy będzie jej ciężko, aby znaleźć czas… Jasne, mogłaby pracować mniej, tylko pracując mniej, otrzymałaby mniejszą wypłatę, co niezbyt jej się podobało.
No ale nic, może kiedyś dane jej będzie spotkać rycerza na białym koniu, kto wie? A jak nie, to cóż, trudno. Nie każdy sobie przecież znajdował drugą połowę i żył. Wszystko kwestia przyzwyczajenia i pewnych nawyków. Także koniec końców w Wilson były dwa wilki: jeden mówił: „skacz”, drugi nie, tj. jeden zachęcał, by sobie kogoś znalazła, a drugi próbował jej wmówić, że jest dobrze tak jak jest, bo skoro straciła rodziców, to skąd pewność, że nie straci także tego, kogo obdarzy prawdziwym uczuciem? Tak, tego też się cholernie
bała


Tak samo bała się gdy po raz pierwszy wsiadła na rower i po pokonaniu niewielkiej odległości, przewróciła się tak, że zdarła sobie kolano, ale tata jej mówił, że
Jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz.
Przewracała się wiele razy, ale wreszcie dała radę i nauczyła się jeździć. Tak samo było z jazdą na łyżwach. Też zaliczyła upadki na zadek lub ręce, ale dzięki nim potrafiła śmigać - choć profesjonalistką by siebie NIE nazwała.
Czy w takim razie powinna podjąć rękawicę i faktycznie spróbować kolejny raz? Niejednokrotnie o tym rozmyślała.

Dobra, co jak co, ale tym pinky promise to ją nawet rozbawił, dlatego parsknęła śmiechem.
- Pinky promise. - odpowiedziała, a swoim małym palcem zahaczyła o mały palec Caleba. Mimo, że niejednokrotnie widziała go bez koszulki, jej wzrok i tak spoczął na Calebowej klatce piersiowej ciut dłużej niż powinna ale no cóż… miała słabość do dobrze zbudowanych oraz wyraźnych mięśni brzucha.
- To dobrze, leż. - rzuciła, a zaraz potem poczuła dłonie mężczyzny na swoich nadgarstkach.
- Miałeś… - zdążyła tylko powiedzieć, nim wciął się ze swoimi słowami. Faktem było, iż jego dłoń NIE spoczywała na jej pośladkach, więc uznała, że mu odpuści. Ogólnie miała mu tylko przypomnieć o tym, co powiedziała wcześniej, ale NIECH ZNA JEJ DOBRE SERCE.
- Już nic nie mówię, poza tym, że pewnie będzie, jak mówisz. Albo poczujesz na sobie moją stopę, albo moją rękę. - rzuciła, patrząc w sufit, na który patrzyła wiele razy.
- Obyś tylko głośno nie chrapał. - powiedziała jeszcze, siląc się na groźny ton i dźgając Caleba w klatkę piersiową - a dokładniej w mostek - aczkolwiek doskonale wiedziała, że jak zaśnie, to już nic jej nie będzie przeszkadzało. Poza tym, zawsze mogła pójść po zatyczki, choć już zdążyło ją ogarnąć przyjemne ciepło, a oczy… oczy jakby zaczęły być coraz cięższe.
Chyba była naprawdę zmęczona, choć wcześniej tego aż tak nie odczuwała…
Ciekawe, czy i co jej się przyśni...

late visitor
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Dzielnica Mieszkalna”