45 y/o
For good luck!
185 cm
member of parliament
Awatar użytkownika
there's an old Italian saying: "you fuck up once, you lose two teeth"
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjipłynny?
postać
autor

Tylko znów wszystko sprowadza się do tego, że Love miała prawo popełniać takie błędy podejmować takie decyzje i że to Anthony powinien być tym mądrzejszym i trzymać się od takich sytuacji z dala. Jego nie tłumaczył wiek, zawodowe doświadczenie, sytuacja w domu czy potrzeby, z których wiele pomagała mu spełniać w tym nieszczęsnym hotelu. Od początku wiedział, gdzie zmierza ta relacja, ale i tak czerpał z niej bez żadnych skrupułów, a co więcej – nawet nie zastanawiał się nad tym, co – już po wszystkim – się z nią stanie. Więc nawet jeśli redaktor Roderick była (tu wstaw odpowiednio mocną obelgę – przyp. redakcyjny), która sypiała z mężczyzną żonatym i w dodatku spodziewającym się dziecka (mam nadzieję, że można tak o nim powiedzieć w tej sytuacji……..), to i tak miała na sumieniu mniej, niż Anthony. Zwłaszcza, że miał już córkę i życzyłby sobie, żeby ta nigdy nie znalazła się w takiej sytuacji – ani w roli Kimberly, ani w roli Love.
A swoją drogą to ciekawe, jak na to wszystko zareagowaliby faceci, sypiający z dużo młodszymi kobietami. Łapaliby się za głowę, że „wypchnął ją z łóżka”, czy jednak, bo niczego się nie nauczył i znów ryzykował wpadką? A może po prostu żałowaliby tych usuniętych zdjęć, które mu wysyłała, kiedy jeszcze się spotykali w trochę innych okolicznościach. W każdym razie na pewno byliby obleśni i rubaszni.
A myślisz, że dlaczego skończył jako ktoś, kogo będzie łatwo tym wszystkim obarczyć, co? – Powiedział spokojnie, jeszcze zanim zaczęła lamentować i nawet rozchylił usta, żeby kontynuować diagnozę tego biednego Malarza, ale jej obawy skutecznie wybiły mu to z głowy. Nie musiała wiedzieć o konkretach, skoro te niewiele zmieniały w kontekście jego ewentualnego zachowania. Może innym razem – może wtedy będzie wiedziała, na co zwracać uwagę u Bellore. – Masz zamiar mu pomóc – wtrącał się, gdy Love brała swoje przerwy na oddechy, ale widocznie był mało przekonujący. Brnęła dalej. Może miała rację, może nie – nieważne. Najtrudniejsze było to, że nie udało mu się jej uspokoić. I że nie zdobył się na więcej niż kpiarski uśmiech, którym skwitował zakończony wreszcie wywód. – Myślę, że dałabyś mu radę. Gdyby rzucił się z łapami. – Rzucił ni to szczerze i pokrzepiająco, ni luźno i z rozbawieniem; nie zastanawiał się nad tym, bo napotkał wreszcie jej spojrzenie, a nawet zdążył porozumiewawczo kiwnąć głową, zanim klakson jadącej za nimi taksówki przypomniał o tym, że czerwone światło nie trwa w nieskończoność. – Wiem, że to nigdy nie brzmi dobrze, kiedy trzeba to powiedzieć, ale on nie jest agresywny. Naprawdę – podjął dopiero za kilka chwil, gdy auto przecięło skrzyżowanie i w spokoju mogli kontynuować drogę do zoo. – To niespełniony inteligent. Brzydzi się przemocą. Dlatego to wszystko jest takie popieprzone. W każdym razie – jest diabelsko spostrzegawczy i bystry. Może wyciągnąć… Może zauważyć coś krępującego i nie będzie mieć problemu z powiedzeniem o tym na głos, więc… Nie reaguj. To po prostu jego osobliwość. – Nie, żeby jakoś bardzo biedaka usprawiedliwiał, ale skoro już miała z nim rozmawiać, to powinna być przygotowana. I pamiętać o tym, żeby zapytać, co zauważył u Bellore, jak już będzie po wszystkim.
W telewizji. Na żywo. Będziesz musiała udawać zaskoczoną, bo wszystko stanie się parę minut przed wejściem na antenę. A potem z bliska popatrzysz, jak wygląda koniec politycznej karierytylko jednej, mam nadzieję, pomyślał sobie w duchu, zanim dla niepoznaki uśmiechnął się krnąbrnie. – I wtedy już nikt nie odważy się spojrzeć ci w dekolt – dodał z przesadzoną pewnością siebie, a potem sięgnął po telefon, który dotąd spoczywał w cupholderze i wyciągnął go w stronę Love. – Ostatnie połączenie. Napisz, że dojeżdżasz i zapytaj, gdzie się spotkacie.

Love Roderick
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
przeciwko sztucznej inteligencji i upadkowi zasad
28 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
'Cause I'm a real tough kid
I can handle my shit
They said, "Babe, you gotta fake it 'til you make it"
And I did
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Mogła, czy nie mogła… to pojęcie bardzo względne. Bo jeśli była dorosła i on też traktował ją jak dorosłą to powinna liczyć się z konsekwencjami. I gdyby coś poszło nie tak, gdyby nagle dowiedziałby się o wszystkim cały świat, a przynajmniej pół Kanady – nie zamierzała się tłumaczyć wiekiem, brakiem doświadczenia, czy daddy issues. Przynajmniej w swojej głowie, bo tak naprawdę nie miała pojęcia, co zrobiłaby przyparta do muru. Wina i odpowiedzialność leżała dokładnie na środku. To, że opinia publiczna na pewno miałaby inne zdanie na ten temat to było pewne. To, że koniec końców ponieśliby zupełnie inne konsekwencje – również. Ale wina była wspólna. I może dlatego tak łatwo przyszło jej po prostu wejść w to znowu. Odpisać na wiadomość Bellore, przyjść na umówione spotkanie, wsiąść do wskazanego przez niego pociągu i zgadzać się na to wszystko, co teraz robili. Nawet jeśli jednocześnie dramatyzowała! To dramatyzowała i robiła. Płacz i rób, czy coś…
Za to, gdy wspomniał, że dałaby mu radę… spojrzała na niego wymownie, żeby sobie nawet z niej nie kpił. Bo była przekonana, że to się właśnie działo skoro była mowa o mężczyźnie, który pracował fizycznie (nawet jeśli w przeszłości), a ona miała metr sześćdziesiąt wzrostu w kapeluszu. Była jedną z tych osób, które zawsze słyszały, że w telewizji wydają się wyższe i była brutalnie świadoma, że na tym świecie było bardzo mało mężczyzn, którym dałaby radę. Chyba, że z tym było tak źle…
Nie jest agresywny. Zanotowała kolejny raz w pamięci i świadomości, żeby nie uprzedzić się do mężczyzny jeszcze zanim go poznała. Wiedziała o nim tylko tyle, co znalazła w aktach, a coś jej podpowiadało, że tamten Malarz i ten aktualny Malarz to dwie różne osoby. Skrajnie! I ten nowy może jednak był całkiem interesujący? Przynajmniej to, co powiedział jej Bellore było interesujące. I odnotowała to w pamięci tak samo jak to, że nie był agresywny.
Sięgnęła po telefon, gdy wyciągnął go w jej stronę, ale zanim skupiła się na ekranie jeszcze przez krótką chwilę wpatrywała się w profil mężczyzny, gdy on sam skupiał się na drodze – Mam nadzieję, że nie dlatego, że zamkną mnie za zdradę stanu i szpiegostwo, a więzienne pasiaki nie mają odpowiednio dużych dekoltów. – dodała przekornie, trochę półżartem nawiązując do tego, że już wytknął jej przesadne poleganie na tym, co działo się w filmach, gdy oni w żadnym filmie nie grali. Chyba. Czasami się zastanawiała, czy to nie jest jakiś przekręt albo bardzo rozbudowany sen. Jednocześnie wystukała wiadomość i wysłała ją do odpowiedniego kontaktu. Nie musiała czekać długo na wiadomość, właściwie pojawiła się od razu, ale skwitowała ją wyraźnym grymasem.
- Ptaszarnia… eh. Naprawdę liczyłam na wybieg dla lwów. – westchnęła teatralnie i zupełnie niepoważnie. W tym momencie dowcip był jej reakcją obronną. Tym bardziej, gdy zdała sobie sprawę, że właśnie zatrzymują się na parkingu przed zoo. Aż przeszedł ją dreszcz. Nie bała się spotkań z ludźmi, nie bała się z nimi rozmawiać… teraz po prostu zupełnie nie wiedziała, czego się spodziewać – Co krępującego zauważył w twoim przypadku? Na jakiego typu komentarze mam się przygotować? – zapytała, trochę żeby przeciągnąć moment wyjścia z auta, a trochę dlatego, że zwyczajnie była ciekawa. Znał ją wystarczająco dobrze, żeby się tego spodziewać.


anthony bellore
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”