Było w niej strasznie dużo sprzeczności. Chciała odciąć się od niego, a jednocześnie marzyła, żeby na nowo zatopić się w jego ramionach. Najchętniej cofnęłaby czas, żeby wymazać nie tyle co ten nieszczęsny wieczór na ich tarasie, ale także całą tę sytuację. Może nawet wróciłaby do początku roku, kiedy wszystko zaczynało się powoli sypać? Nie była osobą, która zastanawiała się nadmiernie
co by było gdyby, a jednak serce krajało się jej na myśl, że straciła najważniejszą osobę w jej życiu — jej przyjaciela, miłość życia i człowieka, który nie oceniał jej, bezwarunkowo żyjąc z nią od tylu lat. Wydawało jej się, że ona sama dawała mu wystarczająco wsparcia i miłości, ale może jednak rzeczywistość wyglądała inaczej? Może w najcięższym momencie postanowił uciec, bo sądził, że nie była w stanie mu pomóc?
Był cierpliwy. Naprawdę był cholernie cierpliwy, utwierdzając ją po raz kolejny w swoich słowach, a jednak to wszystko docierało do niej bez przekonania. Jakby uderzało o betonową ścianę jej mózgu i spływało po niej jak kleks śmietany lub rozbite jajko. Spojrzała na niego nieco niepewnie, kiedy powiedział, że zostanie. Nie uciekał, nie robił uników, nie bagatelizował jej potrzeb, nawet jeśli przecież mógł… Nie zrobiłaby mu wyrzutów, nie miała prawa. Co mogła poradzić na to, że nie umiała spać bez niego? Zastanawiała się, czy kiedykolwiek nabędzie tę umiejętność.
Nie chciała się tego uczyć, ale tłumiła te myśli za każdym razem, wmawiając sobie, że
musiała.
Serce ścisnęło jej się mocno, kiedy słyszała wszystkie jego słowa. Nie chciał nowego życia, dalej tkwił w tym starym, w ich wspólnej przeszłości, w momencie kiedy ona próbowała porozstawiać pionki na nowo na zrujnowanej planszy. Jego figurka cały czas leżała, jakby była zbyt ciężka, aby mogła ją sama z łatwością podnieść.
— A co, jeśli nie uwierzę? — zapytała, nie cofając się na jego pół kroku do przodu. Nie uciekała wzrokiem. Patrzyła twardo w jego czekoladowe oczy, które nadal mogłaby podziwiać godzinami.
— Co jeśli nie uda mi się tego wszystkiego przetrawić? Co jeśli jesteśmy w takiej rozsypce, że nie będę potrafiła ci uwierzyć, że zależy ci tylko na mnie? — dodała cicho.
— Co jeśli bezpowrotnie wyrwałeś moje serce i już nigdy nie będę w stanie pokochać kogoś tak bardzo mocno jak ciebie? — Chciała dotknąć jego twarzy. Przejechać lekko palcami po jego policzku, wplątać palce w gęste, ciemne włosy i sprawić, że sam dotknie ją swoimi dłońmi, wywołując ten ekscytujący dreszcz. Ich dusze były ze sobą uwięzione — chociaż nie — może po prostu ich serca były zaprogramowane tak, że potrafiły bić tylko w sposób odpowiedni dla siebie nawzajem. Tylko jak przywrócić je do ustawień fabrycznych? Czy w ogóle dało się to zrobić?
To wszystko było ciężkie i przytłaczające, a fakt, że była pijana, potęgował jej wszystkie negatywne uczucia. Sięgała do znajomych i bezpiecznych rozwiązań, kiedy czuła się źle. Kiedy miała już wszystkiego dosyć, wracała z pracy i po prostu przytulała się do niego, nie odsuwając się nawet przez długą chwilę. Teraz zrobiła to znowu, najpierw na ulicy przed parkiem, a teraz we własnej sypialni, mimo że akurat wtedy jej
wizja artystyczny sięgała zupełnie czegoś innego. Musnęła jego ciepłą skórę, pozostawiając po sobie pamiątkę, która będzie zwracać na siebie uwagę przez kilka najbliższych dni. Nie pomyślała tylko o tym, że skoro przekroczyła tę granicę, to on również miał możliwość zrobić swój krok. Poczuła jego dłonie na swojej talii, przez co serce automatycznie zaczęło bić jej szybciej. Stała przez chwilę blisko niego, trzymając swoje ręce na jego ramionach, patrząc mu w oczy i mając wrażenie, że wręcz siłuje się z nim na spojrzenie.
— Tylko mój? — powtórzyła za nim, unosząc lekko brew. Pokiwała przecząco głową.
— Powiedz mi coś, co przypomni mi, że rzeczywiście jesteś tylko mój. Chcę uwierzyć, że naprawdę nikt inny cię nie interesuje i że znowu mnie nie kłamiesz. — Miała problemy z zaufaniem; sam zgotował jej właśnie taki los. Pokazał jej, że bardzo szybko i łatwo można zniszczyć coś, co budowało się przez lata, a ona… bała się znowu być naiwną i głupią, zakochaną tak bez pamięci, że uwierzy w każde jego kolejne słowo, które miało nią manipulować. A i tak chciała pobudzić swoje własne uczucia i przekonać się chociaż na własnej skórze, utwierdzić w przekonaniu, że
niestety nic się nie zmieniło.
Że nadal go kochała.
Może to lekka panika sprawiła, że finalnie wycofała się? Stawienie czoła wobec własnym uczuciom nie było łatwym zadaniem. Łatwe nie było również leżenie obok niego, a jednak czuła spokój — nawet jeśli leżeli w ciszy, wpatrując się w sufit, a każde z nich pogrążone było we własnych myślach.
— Dobranoc, Charlie — rzuciła cichutko i wbrew swoim wcześniejszym słowom, zasnęła dość szybko. Może to właśnie dzięki jego obecności? Poczuciu bezpieczeństwa i świadomości, że nie była sama? Chociaż kto wie, czy nie obudzi się w pustym, zimnym łóżku? I po zapadnięciu w nieco głębszy sen, obróciła się w jego kierunku, wtulając nos w bok mężczyzny; robiąc to tak zupełnie automatycznie, że jej śpiące ciało potraktowało to jako coś oczywistego… bo przecież było, prawda?
ִֶָ 𓂃⊹ ִִֶֶָָ 𓂃⊹ ִִֶֶָָ 𓂃
Obudziła się przez promienie słońca, które przesmykały się przez zaciągnięte zasłony przyciemniające. Przez pierwszą chwilę miała wrażenie, że czuła się dobrze — no, dopóki nie podniosła głowy i okropny ból ściągnął jej łepetynę z powrotem na poduszkę. Sięgnęła jedynie po telefon, na którym miała dosłownie dwa procent i przejrzała wiadomości, powoli przypominając sobie wczorajszy wieczór.
Jezioro. Wiadomości. Powrót do domu. Charlie.
Charlie.
Podniosła się gwałtownie do siadu, krzywiąc się z bólu. Pamiętała jak go przytuliła, pamiętała jak chciał ją odwieźć, jak w końcu odwiózł, jak wniósł do góry. Czuła dotyk jego dłoni na swojej talii, ale dlaczego? Miała kilka momentów z tego wieczora, a nawet w sumie nocy, które przebijały się przez jej umysł szczególnie, ale czuła, że wspomnienia były dość mocno poszatkowane. Teraz siedziała tu sama i czuła… śniadanie? Jajecznice? Wstała z łóżka, idąc do łazienki przy sypialni, żeby spojrzeć na swoje odbicie. Chryste panie, nie pamiętała, kiedy ostatnio zasnęła w makijażu. Obrzydliwe. Stała tragicznie potargana, w jego za dużej bluzie i czuła ciężar na sercu. Ogarnęła swoją twarz, umyła zęby i wyglądała
nieco mniej niż wrak. Wyszła z sypialni, przechodząc cicho przez korytarz i obserwując go przez chwilę, jak krzątał się po kuchni, przygotowując śniadanie. Dramatyczne było to, że po raz kolejny zachciało jej się płakać, bo ten widok był zbyt znajomy, zbyt bliski, zbyt… domowy. Odwrócił się w kierunku wyspy, jednocześnie będąc na wprost niej, przez co speszyła się dodatkowo. Nagła konfrontacja odsłoniła jej obecność i zmusiła do spojrzenia mu prosto w oczy.
— Hej — rzuciła, głosem jakby co najmniej nie mówiła nic od tygodnia. Co miała mu więcej do powiedzenia? Było jej głupio, że pisała do niego, że zaangażowała go w to wszystko, że zmusiła go do opieki nad nią…
W jej głowie obijały się słowa, które pamiętała z wczoraj — że nikogo nie miał, że chciał jej, że będzie czekać, póki uwierzy, że tylko jej chciał.
Podeszła do wyspy kuchennej, przejeżdżając ręką po blacie i po chwili podnosząc znowu na niego spojrzenie, krótko odchrząkując.
— Przepraszam, że wczoraj do ciebie pisałam i trułam ci tyłek w środku nocy… Nie wiem, co we mnie wstąpiło — powiedziała, przygryzając lekko dolną wargę. Co w nią wstąpiło? Miłość? Tęsknota? Bliskość, która była tak przyjemna, a przypomniał jej, jak miło było mieć go obok siebie? Nie powinna o tym myśleć, ale tak strasznie bała się, że zaraz wyjdzie… chociaż co miał innego zrobić, skoro cztery dni temu rzuciła w niego pierścionkiem, który kilka lat temu był początkiem ich obietnicy i pierwszym
na zawsze.
are you still mine forever?