— Nie pozwoliłabyś, wiem o tym — odpowiedziała z westchnięciem, przy czym też pokręciła głową.
— Dziękuję za to — dodała, nie ukrywając swojej wdzięczności za to poświęcenie, na jakie się zdobyła. W końcu - nie musiała, to po pierwsze. Po drugie, miała swoje zajęcia, obowiązki, a przede wszystkim nowonarodzone dziecko. Na pewno wolałaby tam z nim spędzać czas, niż przyglądać się kobiecie, która sama zgotowała sobie i swojemu dziecku taki los, jaki obecnie ma miejsce. Ale co by nie powiedzieć - Andrea zrobiła coś, czego tak naprawdę potrzebowała, do czego nie przyzna się przed samą sobą. Przynajmniej ma do kogo zaufanego odezwać się, porozmawiać, odrobinę odciągnąć myśli od spraw, o jakich nie powinna obecnie rozmyślać - skoro miała się nie stresować.
— Gdybym wiedziała wcześniej co się wydarzy, powiedzielibyśmy razem o tym od razu — w końcu, na pewno chciał sam pochwalić się taką nowiną. A teraz… takiej szansy już nie będzie posiadał, nie mając też możliwości na obserwowanie swojego dziecka jak się rozwija. Dobrze, że będzie miała wsparcie z Andy i jej rodzinie. Że cała rodzina Huntera nie zostawi jej, pomagając wkroczyć w nowy etap, żeby poradzić sobie w tej roli jakoś prościej. Naturalnie, będzie chciała i tak sama wszystko zdziałać, ale nie oznaczało to iż nie planuje przyjmować pomocnych dłoni.
— A Hunter? On też na pewno będzie potrzebował. Poradzę sobie z zakupami, bo pewnie w sklepach wszystko będzie mi wręcz błyszczało w oczach — znając siebie, będzie chciała go rozpieścić na tyle, na ile to będzie możliwe oraz oczywiście zdrowe. W końcu - będzie pewnie chciała mu jakoś wynagrodzić brak ojca. Nie jest to dobry sposób… ale jakoś to jest, prawda?
— Przede wszystkim to pojedziesz ze mną po wyprawkę szpitalną i domową kiedy będzie to już potrzebne — bowiem choć przeczyta wszystkie broszury, książki oraz artykuły, to doświadczenie zebrane przez Andy zdecydowanie będzie bardziej wartościowszym planem do zrealizowania w sklepach.
Nie sadziła jednak, że nagle zostanie poruszony temat Gustava. Słuchała jej uważnie, w trakcie czego przyglądała się spływającemu lekowi kropla po kropli z kroplówki. Przy okazji przypomniała sobie jego słowa z karetki, jego pocieszne podejście, jego uśmiech i tą życzliwość. Czy on czuł się zobowiązany do udzielania jej pomocy? Bo on i jego brat mają dziwne spojrzenie na kwestie związaną z tym, co miało miejsce na misji? Nie wiedziała, miała nadzieję że tak nie jest. Chyba w przypadku najbliższej możliwej okazji postara się delikatnie wybadać grunt.
— To zdecydowanie przydatna umiejętność — lepiej wiedzieć, niż nie wiedzieć, to pewne.
— Coś często o nim wspominasz nagle.. czyżby uczucia jakieś odżyły? — zażartowała, trochę na pokaz że lepiej się czuje, a trochę dlatego bo nie rozumiała co tak nagle Gustav się pojawił jako temat rozmowy.
— Nie, kochana. Niczego nie potrzebuję. Oprócz tego, że wolałabym być w swoim łóżku — lecz tego nie byłaby w stanie obecnie załatwić. Jednakże pod naciskiem, poprosiła o przyniesienie wody i może czegoś słodkiego, bo nagle zachciała coś przekąsić.
Parę razy podpytywała czy aby na pewno nie jest potrzebna w domu. Nie chciała jej zabierać czasu. Nie chciała wyjść na osobę, która egoistycznie potrzebuje jej towarzystwa, nie patrząc na to że ma w domu malusieńkie dziecko i to ono potrzebuje uwagi Andrei, nie taka Prudence Lane - terapeutka, która stara się ogarnąć swoje życie na nowo. Nie spodziewała się, że tym wywoła Ethana, próbującego skontaktować się z żoną aby jednak w miarę możliwości powróciła do nich, bo nie miał więcej pomysłów na to, jak mógłby uspokoić malca.
— Oczywiście, że nie. Jeszcze raz Ci dziękuję za wszystko — ucałowała ją więc na pożegnanie w policzek, pomachała na pożegnanie - zostając samej w sali, bo miała taką, gdzie nie musiała dzielić pomieszczenia z innymi pacjentami. A to akurat coś dobrego - może się poczuć swobodniej, wygodniej, luźniej. Tak się stało, gdyż Prudence położyła się wygodnie na łóżku i patrzyła to na kroplówkę, kolejną jaką otrzymała w międzyczasie przesiadywania Andy, czasem na sufit, czasem w kierunku okna, do jakiego nie miała za bardzo ochoty podchodzić, aby zmienić rzeczy do obserwowania. Przymknęła w pewnym momencie powieki, ale nie była w stanie usnąć. Zawsze tak miała - w nowym miejscu pierwsza noc jest zawsze tą najgorszą i najmniej korzystną dla snu i odpoczynku.
Sądziła, że to będzie pielęgniarka, chcąc sprawdzić jej stan oraz ile jeszcze pozostało leku do przyjęcia, więc gdy spojrzała w kierunku drzwi, od jakich niosło się zapukanie, mocno zdziwiła się widokiem Gustava. Wtedy od razu podniosła się wyżej, aby lepiej go móc obserwować. Wyglądał inaczej - nie był ubrany elegancko i na czarno, jak to było na pogrzebie. Nie był w swoim uniformie, gdy pracuje jako ratownik. Przyszedł w zwyczajnym, nieco luźniejszym ubiorze, może jakby planował odwiedzenie. Co prawda, zapowiedział się iż to zrobi, lecz nie sądziła aby miało to być prawdą. A jak już - to raczej o wiele później.
— Nic się nie dzieje, nie będę robiła im rabanu o to — przyznała z cieniem uśmiechu na ustach, poprawiając się na materacu i ponownie znajdując się w półsiedzącej pozycji. I choć chciała powiedzieć coś jeszcze, szybko została uciszona wyciągniętym bukietem białych róż. Patrzyła na nie mocno zaszokowana, nie mając pojęcia że zdecyduje się na taki gest - w szczególności, że się kompletnie nie znają.
— Bardzo dziękuję, są… są piękne — powędrowała spojrzeniem raz jeszcze po Gustavie, a następnie przyglądając się temu, jak wkłada je ostrożnie do wazonu. Przesunęła następnie palcem po płatkach jednej z róż, unosząc nieco wyżej kąciki warg.
— Przepiękne — dodała trochę ciszej, przesuwając tęczówki na mężczyznę zajmującego miejsce na krzesełku, na którym całkiem niedawno siedziała Andrea.
— Jest… lepiej, to pewne. Byłoby dobrze, gdybym mogła być w domu — tak, to kolejny, klasyczny przykład osoby, która nie lubiła spędzać czasu w szpitalu. Choć wiedziała, że to dla jej dobra, to czuła się jakby marnowała czas.
— Powtórzę się po raz któryś, ale bardzo dziękuję. I za to na cmentarzu. I za to dzisiaj… nie wiem jak Ci się odwdzięczę za wyciąganie z tarapatów — czuła się w obowiązku, żeby znów to powiedzieć. Może i go zamęczy tymi podziękowaniami - jednakże jak miałaby tego nie robić, skoro zrobił w tak krótkim odstępie czasu tak wiele dobrego względem jej osoby?
— Mam nadzieję, że więcej nie będziesz musiał mnie ratować, bo w końcu stanie się to jakąś częścią etatu dla Ciebie — rzuciła z delikatnym rozbawieniem, choć zaraz tego pożałowała - czując, jakby sobie pozwoliła na powiedzenie zbyt wiele, nie wiedząc czemu. Może z obawy, że przez takie słowa oraz zachowanie wydawać by się mogło, że Prudence prędko pogodziła się ze stratą? Tak nie było, to jasne, ale ludzie czasem lubią snuć domysły i tezy tak wyssane z palca, że nie zdziwiłoby ją to, iż ktoś mógłby to tak odebrać.
Gustav Hansen