29 y/o
For good luck!
170 cm
informatyk (oficjalnie) pracuje zdalnie
Awatar użytkownika
Dzisiejszy program tego nie przewiduje.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czaj.
Poczytała tylko o jego rodzajach, ale nie sposobie zaparzenia. Mogła to zrobić. W sieci znajdowały się wszystkie najpotrzebniejsze informacje, o które potem nie musiałaby się dopraszać. Fiji to doskonale wiedziała, ale po pięciu latach intensywnego wykonywania zleceń w końcu nauczyła się rozgraniczać pracę od realiów. Życie za ekranem a to wśród ludzi pełnych historii, pasji, informacji i wiedzy. Umiała powiedzieć sobie – stop. Wręcz ograniczała użycie telefonu i laptopa do minimum, o ile akurat nie pracowała. To było lepsze. Zdrowsze. Zmuszało do interakcji i wyjścia z jamy.
Jak teraz; bo zamiast obejrzeć dokument o czaju lub poczytać o nim na forach herbaciar, to mogła na żywo zobaczyć proces jego zaparzania.
Nie kryła zaskoczenia, gdy baristka bez zająknięcia zaczęła wyciągać potrzebne produkty. Nagle informacja o zamówieniu paczki indyjskiej herbaty zamieniła się w pełnoprawną usługę, którą Zivai bacznie obserwowała zza lady. Stała opierając się o blat i wychylała na tyle aby dostrzec jak najwięcej detali. Ilość poszczególnych produktów, mleko nie sięgające wyżej niż połowa wysokość dzbanka przechylonego pod (jak sądziła) wymaganym kątem względem dyszy. A może kąt nachylenia dzbanka nie miał nic wspólnego z dyszą? Zastanawiała się nad tym, gdy nagle wyczuła intensywny zapach herbaty, choć powiedziałaby, że bardziej pachniało przyprawami.
Może to właśnie urok czaj?
- Trzymam cię za słowo. – Miło byłoby znów oderwać się od rzeczywistości. Zamknąć za sobą drzwi od kawiarni i po prostu pobyć w towarzystwie kogoś niezwiązane z jej własnym światem.
Przestała się wychylać i z nutką zastanowienia oraz niepewności (czy będzie jej smakować) popatrzyła na zawartość postawionego przed nią kubka.
- Mix kawy i mleka brzmi bardzo Brytyjsko. – Choć takie nie było zwłaszcza pod względem formy przygotowania. – Wiadomo kto od kogo podpatrzył ten pomysł? – Brytyjczycy dolewający mleko do kawy czy indyjscy herbaciarze mieszający przyprawy z mlekiem?
Dłonią dotknęła kubka analizując jego ciepło. Nie chciała się popatrzyć i wciąż niepewnie wpatrywała się w jasny napój. Sam zapach bardzo przypominał jesienną herbatę, ale kolor i świadomość tego, że w środku było mleko kazało Fiji podejść do tego z dystansem.
- Mogę z nią porozmawiać i powiedzieć, że.. – Zaczęła mówić zanim jej umysł przeanalizował słowa baristki, której uśmiech zasugerował aby na chwilę się zatrzymała i zastanowiła.
Zagalopowała się.
- Więc dobrze, że nie powiedziałam nic więcej. – Również się uśmiechnęła sugerując, że miała do powiedzenia wiele złych słów na temat szefowej, co wcale nie było prawdą. – Chociaż może powinnam pochwalić przed szefową jej pracownicę, która parzy świetną kawę. – Czaj na pewno też był dobry, nawet jeśli jeszcze go nie spróbowała. Podchodziła do niego jak niepewne dziecko, które na widok zielonego cukierka myślało, że to ohydny brokuł. – Oh i świetnie, że nie prosicie klientów o imiona. – Wielka znana sieciówka miała marketingowe powody aby wprowadzić coś takiego jednocześnie wykorzystując fakt, że ludzie chcieli czuć się wyjątkowo. – Nie ma niczego specjalnego w tym, że zmęczony pracownik, jak w fabryce robiąc setną kawę w przeciągu godziny, poda mi kubek z napisem „Fiji”. – Nie czuła się z tego powodu wyjątkowa ani zauważona. Wręcz tego nie znosiła umyślnie unikając miejsc, w których wprowadzono podobne działania.
Wyróżnieniem za to było dostać czaj, w pustej kawiarni od kogoś, kto nawet nie musiał tego robić. Od kogoś, kto mógł machnąć na nią ręką; podziękować za otwarcie drzwi i kazać spadać.
To było lepsze od naprędce nakreślonego imienia na kubku.
- To twoje miejsce - szepnęła sięgając po kubek z czaj. Poczuła przypływ odwagi aby go spróbować. – To dlatego ciągle tu jesteś. – Od kiedy przyleciała do Toronto widywała baristkę codziennie. Jak nie w cztery oczy to przez szybę, ale ciągle tam była, jakby nie robiła sobie ani jednego dnia wolnego. - Nie przepracowujesz się? - Zapytała z ciekawości i odrobiną troski, bo szkoda byłoby nie móc znów wypić kawy w pustej kawiarni. Pora dnia była idealna, nawet jeśli Zivai nigdy nie miała regularnego/sztywnego planu dnia sugerującego, że najlepiej pijało jej się kofeinę o bardzo wczesnej poprze, a potem co cztery godziny byleby nie po dwudziestej bo nie zaśnie.
Przysunęła kubek z czaj bliżej nosa. Wciągnęła powietrze i przeanalizowała zapach, który zachęcał do spróbowania go pomimo mlecznej podstawy. Przywarła dolną wargą do ceramiki i przechyliła naczynie czując jak intensywne smaki atakują język. Mleko w tym wszystkim odchodziło na odległy plan sprawiając jedynie, że napój miał przyjemniejszą konsystencję. Była zaskoczona i to bardzo, czego nie ukrywała przed Miss Pandorą.
Musiała wziąć drugi łyk aby skonfrontować poprzednie odczucia z kolejnymi. Dopiero wtedy wyda ostateczny werdykt.


Willa Turner
foxy
napiszę, jeśli coś nie będzie mi pasować
27 y/o
For good luck!
165 cm
Właścicielka Lucie's
Awatar użytkownika
But thoughts of you are in my mind always
Like a memory that I can't erase
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Will parsknęła cicho na uwagę o brytyjskości czaju, opierając biodro o krawędź baru. Zdecydowanie nie spodziewała się, że zwykły kubek mleka z przyprawami stanie się przedmiotem dyskusji o kulturowym pochodzeniu napojów, ale z jakiegoś powodu wcale jej to nie przeszkadzało. Właściwie zaczynała podejrzewać, że przy tej kobiecie wszystko mogło w pewnym momencie zamienić się w dygresję. Pytanie o kawę prowadziło do czaju, czaj do Wielkiej Brytanii, Wielka Brytania do Indii, a potem zapewne mogłyby dojść do tego, kto pierwszy uznał, że mleko jest dobrym pomysłem na poprawienie czegokolwiek. Will nie miała pojęcia, dokąd prowadziłaby taka rozmowa, ale chyba właśnie to było w niej przyjemne.
– Myślę, że zaczęło się w Chinach… – Uśmiechnęła się pod nosem, rozważając na głos, jednocześnie próbując sobie przypomnieć, czy jej trening poruszał kiedyś ważną kwestię mleka w herbacie. – …potem cała Azja, aż w końcu Anglia?
Uważnie obserwowała jej twarz, kiedy powoli docierało do niej, że szefowa stoi tuż przed nią. Uśmiech, który pojawił się na jej ustach, był wystarczającą odpowiedzią, a Will nie mogła powstrzymać własnego. Tym razem nawet nie próbowała.
– Przekażę komplement. – Zażartowała jeszcze, po czym lekko zmarszczyła brwi, słysząc jej imię. Fiji.
Przez krótką chwilę miała ochotę powiedzieć na głos, jak wyjątkowo brzmiało i że nigdy wcześniej nie znała żadnej Fiji, ale ostatecznie tylko pokręciła lekko głową.
– To nie w moim stylu… – mruknęła. – Wolę poznać czyjeś imię, kiedy zorientuję się, że jest tu regularnie. Po rozmowie albo dwóch. To bardziej osobiste. Tak myślę… Obróciła się przodem w jej stronę, opierając dłonie o krawędź baru. – Też nie lubię widzieć „Will” na kubku. – Dodała mimochodem. – Ale ostatnio przeczytałam, że jedna z sieciówek zmusza pracowników do rysowania obrazków na kubkach. Wyobraź sobie to przy całej kolejce ludzi.
Wywróciła oczami i na chwilę wróciła do porządkowania baru przed otwarciem.
Dopiero pytanie o przepracowanie sprawiło, że na moment zamilkła. Spojrzała w stronę ekspresu, jakby odpowiedź mogła znaleźć się gdzieś pomiędzy filiżankami a młynkiem. Lucie’s było jej całym światem. Światem, na który ciężko pracowała. Nie mogła przeliczyć, ile lat biła się z myślami w swoim mieszkaniu, ze wzrokiem wbitym w drzwi starej szafy, na dnie której stał regularnie sprawdzany plecak, gotowy do zabrania, gdyby znowu musiała zniknąć. Otwarcie Lucie’s było niemałym przełomem w jej życiu. Oznaczało, że była tutaj na stałe. Naprawdę na stałe, po siedmiu latach życia w podskakiwaniu na każdy głośniejszy dźwięk i w ciągłej gotowości do ucieczki.
Może dlatego nie miała ochoty zbyć jej żartem.
– Czasami. – Przyznała w końcu, wzruszając lekko ramionami. – Ale to chyba jedna z tych rzeczy, których nie zauważam.
Przesunęła wzrokiem po pustej sali, po stolikach, krzesłach i miękkim świetle wpadającym przez szyby. O tej porze Lucie’s zawsze wydawało jej się trochę inne. Jeszcze nie należało do klientów, nie było w nim gwaru, zamówień rzucanych jedno przez drugie ani ludzi sprawdzających zegarki między kolejnymi łykami kawy. Było po prostu jej. Może właśnie dlatego tak łatwo było jej tutaj oddychać.
– Poza tym nie jestem tu cały czas. – Dodała po chwili, choć sama wiedziała, że brzmiało to jak dość kiepska próba obrony. – Czasami można spotkać mnie, na przykład, w garażu.
Spojrzała z powrotem na Fiji i dopiero wtedy przypomniała sobie jej wcześniejsze słowa.
To twoje miejsce. To dlatego ciągle tu jesteś.
Coś w tym zdaniu zatrzymało ją na sekundę. Lucie’s było jej miejscem. Nie tylko kawiarnią, którą prowadziła, ale także jednym z niewielu punktów na świecie, w których znała każdy dźwięk, każdy kąt i każdą drobną niedoskonałość. Miejscem, do którego mogła wrócić nawet wtedy, kiedy wszystko inne wydawało się trochę za trudne.
Kącik jej ust uniósł się lekko, kiedy sięgnęła po ścierki, które zaczęła składać w kostkę.
– Lubię przychodzić tu rano, o wiele za wcześnie, przygotować stanowiska, dopracować każdy szczegół, a później posiedzieć jeszcze z kubkiem kawy, zanim będę musiała otworzyć. – Przyznała. – Z książką, albo po prostu tak, to prawie jak medytacja.
Przez chwilę pozwoliła rozmowie zwolnić. Fiji spróbowała napoju, a Will pozwoliła jej spokojnie wyrobić sobie własne zdanie, zajmując się przy okazji porządkowaniem rzeczy na barze. Nie czuła potrzeby natychmiastowego wypełniania ciszy, zwłaszcza że sama obecność drugiej osoby w pustej kawiarni nie wydawała jej się już czymś, co trzeba było czymkolwiek usprawiedliwiać. Zamiast tego zerknęła na kobietę znad blatu, a potem na trzymany przez nią kubek.
– No i? – zapytała w końcu, unosząc brwi. – Czy właśnie przekonałam cię do mleka z herbatą i przyprawami, czy raczej nie?



Fiji Zivai
29 y/o
For good luck!
170 cm
informatyk (oficjalnie) pracuje zdalnie
Awatar użytkownika
Dzisiejszy program tego nie przewiduje.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Will.
Nie od razu dotarło do Fiji, że opowiadając o swoim podejściu do sieciówek kawiarni bezwiednie wyjawiła swoje imię. Bez uprzedniego przedstawienia się, bez grzecznościowego podania ręki lub dobrze znanego „Jestem..” lub „Mam na imię..”. Nie. Ono po prostu padło. Jak jeden z wielu wyrazów, których używało się w codziennych rozmowach. Jak coś naturalnego, co Miss Pandora powinna znać. Wiedzieć, że „Fiji” na kubku to nie zlepek przedziwnych dźwięków ani kompleks wysp. Że należało do kobiety zastanawiającej się nad pochodzeniem dolewania mleka do kawy, herbaty i wszystkich innych spożywanych rzeczy. Do kogoś, kto właśnie poznał imię baristki w równie prosty i nieoczywisty sposób.
Obie to przemilczały. Nie zrobiły wielkiej afery ani nie podkreśliły żadnym gestem. Pomimo otwarcia się przed sobą, wyjawienia istotnego faktu na co dzień zbyt łatwo rozdawanego na prawo i lewo, zachowały się tak, jakby to nadal była tajemnica. Jakby był to ich prywatny sekret.
To jej się podobało.
- Nie zauważasz, czy ignorujesz? – zapytała może zbyt bezpośrednio, ale wcale nie czuła się z tym źle, bo.. – Wiem po sobie, że kiedy pracuje to mogę nie zauważyć minionej pory na posiłek, nieodebranych połączeń, wiadomości czekających na odpowiedź lub że od pięciu godzin nie byłam w łazience, chociaż wypiłam dwa litry wody. Bywa też tak, że pracując ignoruje wszelkie bóle w lędźwiach, nieprzespane noce lub suche oczy, które ciągle pocieram palcami. – Wyjaśniła różnicę pomiędzy niezauważeniem czegoś a ignorowaniem problemów. – Nie musisz odpowiadać. Nie mi. – Fiji nie była nikim ważnym, przed kim trzeba się tłumaczyć lub cokolwiek wyjaśniać. Sobie samej Will mogła odpowiedzieć. – Po prostu.. – Po prostu Fiji zbyt wiele rzeczy rozkładała na czynniki pierwsze. Nie doszukiwała się problemów, ale głębi w istocie rzeczy, w funkcjonowaniu czegoś lub w słowach.
Westchnęła i machnęła ręką na znak, że nie będzie kończyć wypowiedzi. Że i tak powiedziała za dużo i pewnie wyszła na dziwną osobę. Wolała aby Miss Pandora to zignorowała lub – jeśli tak będzie lepiej – zapomniała o poruszanym temacie.
- Lepiej mi powiedz, co takiego dzieje się w twoim magicznym garażu. – Bo tłumaczenie – Nie spędzam całych dni tylko w pracy. Bywam też w garażu – brzmiało tak, jakby Miss Pandora przebywała w tajemniczym miejscu, o którym nikt nie wiedział. Albo wręcz przeciwnie – garaż – był publicznym nocnym klubem, w którym działy się szalone rzeczy. – Masz tam swoją bawialnię? W tajemnicy składasz replikę Toronto z Lego? Ćwiczysz? Naprawiasz auto? Czy chowasz się przed resztą domowników, bo o wiele lepiej czujesz się sama ze sobą? – Pomimo tego, że poprzedni temat spróbowała zbyt machnięciem ręki znów to robiła.
Wnikała. Rozkładała słowa, choć wcale nie musiała.
Jednak nie zrobiłaby tego, gdyby teraz stała w kolejce po kawę czekając aż jej zamówienie zostanie przyrządzone. Korzystała z momentu, w którym niespodziewanie przerywając wczesną przebieżkę zdecydowała się pomóc Will. To była chwila prywatności i możliwości poznania kogoś nowego.
Kierowała nią ciekawość. Nie powierzchowna a głęboka, jak smak dobrze zaparzonej kawy.
Uśmiechnęła się pod nosem słuchając zwierzeń Miss Pandory na temat jej porannych rytuałów. Potraktowała to jak coś osobistego, co należało przyjąć z należytym szacunkiem i bez zbędnego komentarza. Przyjęła to i zaakceptowała.
Zamiast tego obserwowała kobietę, jej przygotowania na kolejną część dnia i sama szykowała się na spróbowanie nowego smaku, który był intensywny, lekko gładki z powodu mleka, ale z nutką pazura na samym końcu.
- Smak jest znajomy. – Czuła go minimalnie choćby w kawie, którą pierwszego dnia zaserwowała jej Will. – Konsystencja jednak.. z nią będę miała problem. – Mleko sprawiało, że nie piło się ów herbaty tak samo. – Nie wiem, jak to opisać, ale mleko pozostawia zupełnie inne doznania od wody. – Wbiła ciemne spojrzenie w Will z nadzieją, że ta rozumiała, o czym była mowa. Przyrodnia siostra nauczyła Fiji głębiej wnikać w smak tego co jadła i piła. Skupiać się na tym bardziej, jak na otoczeniu, co miała zakorzenione. Dlatego wzięła trzeci łyk czaju pozwalają aby ten rozsmarował się po podniebieniu. – Z powodu mleka mam mieszane uczucia, bo sam smak jest bardzo w porządku. – Intensywne przyprawy sprawiały, że czuła się odpowiednio dopieszczona. Lubiła je. Lubiła jesienne smaki i intensywne aromaty.
Da temu szansę. Jak z piosenką, która za pierwszym razem nie wpadła w ucho, ale po parunastu przesłuchaniach nagle stawała się tą ulubioną. Najważniejsze, że w tej chwili Fiji z niesmakiem nie wywaliła języka na wierzch. To już coś.
- Dołączysz się? – zapytała mając na myśli wspomnianą wcześniej przez Will kawę, którą to pijała przed otwarciem kawiarni.
Nie poprosiła jej aby usiadła. Wcześniej jasno oczytała sygnał, że sam proces przygotowania przestrzeni pod klientów był dla Will ważny, więc nie śmiała go zaburzać zwłaszcza, że miło obserwowało się krzątającą po przestrzeni baristkę.

Willa Turner
foxy
napiszę, jeśli coś nie będzie mi pasować
27 y/o
For good luck!
165 cm
Właścicielka Lucie's
Awatar użytkownika
But thoughts of you are in my mind always
Like a memory that I can't erase
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Właściwie nie spodziewała się, że pierwsza próba mieszanki skończy się pełnym zachwytem – mleko rzeczywiście zmieniało wszystko, od konsystencji po sposób, w jaki przyprawy zostawały na języku. Sama przez chwilę zastanawiała się, czy powinna bardziej bronić swojego napoju, czy po prostu pozwolić Fiji wyrobić sobie własne zdanie, ostatecznie dochodząc do wniosku, że skoro przyprawy jej smakowały, to chyba nie było jeszcze powodów, żeby uznać pierwszą próbę za porażkę.
– To chyba trzeba polubić. Albo się przyzwyczaić. – Przyznała z lekkim uśmiechem. – Ale skoro przyprawy ci smakują, to może jeszcze nie wszystko stracone. Możesz kiedyś spróbować drugi raz.
Pytanie o dołączenie do kawy wywołało u niej krótki uśmiech. Ekspres zdążył się nagrzać, więc Turner przepłukała grupę, zmieliła ziarna i przygotowała dwie kawy. Tę dla siebie bardziej z przyzwyczajenia i rutyny, o której mówiła wcześniej, niż z potrzeby – flat white, dla Fiji espresso. Wszystko zrobiła niemal automatycznie, pozwalając dłoniom zająć się czymś, co znały na pamięć, a kiedy odstawiła filiżankę przed sobą i przesunęła espresso w stronę Fiji, poprawiła odruchowo kosmyk włosów, który wysunął się jej przy twarzy, po czym wygładziła dłonią fartuch. Dopiero wtedy zorientowała się, że chyba potrzebuje takich drobnych czynności, kiedy rozmawia z nią dłużej niż ostatnich kilka razy.
– Proszę. – Wskazała na filiżankę. – Nie będę cię zmuszać do kończenia czaju. A ja teraz już mogę oficjalnie zacząć dzień.

Pytanie o garaż wróciło do niej chwilę później i tym razem Will nie mogła powstrzymać rozbawienia. – Nie mam tam Toronto z Lego. – Przyznała. – Chociaż… teraz trochę żałuję, że nie wpadłam na ten pomysł.
Obniżyła się lekko, opierając łokciami o krawędź baru, przez moment zastanawiając się, ile właściwie chce o tym powiedzieć. Ostatecznie wzruszyła lekko ramionami.
– Mam starsze Suzuki. Kupiłam je jakiś czas temu i powoli je odnawiam. Sama, właściwie. Znaczy… z YouTube’em. – Uśmiechnęła się trochę niepewnie. – Nie jestem mechanikiem. Po prostu lubię wiedzieć, jak coś działa. A jak już coś kupiłam, to szkoda mi było od razu oddawać komuś innemu.
– Na moment zamilkła, po czym dodała:
– Czasem nim jeżdżę. Jak współpracuje.
Brzmiało to całkiem niewinnie, a jednak kiedy tylko skończyła mówić, uświadomiła sobie, że przez ostatnie kilka minut powiedziała o sobie więcej, niż zazwyczaj mówiła komukolwiek. Nie były to przecież żadne wielkie sekrety – motocykl, poranna kawa, sposób, w jaki lubi zaczynać dzień – ale sam fakt, że opowiadała o tym bez przygotowanej wcześniej odpowiedzi i bez pilnowania każdego kolejnego słowa, wydawał jej się dziwnie obcy. Nie pamiętała właściwie, kiedy ostatni raz prowadziła z kimś tak szczerą, zwyczajną rozmowę. Przez krótką chwilę pomyślała nawet, że może powinna była zatrzymać się wcześniej, zanim rozmowa zacznie przypominać coś bardziej osobistego niż pogawędkę przy kawie.
Tylko że Fiji nie naciskała, a Will sama nie chciała jeszcze kończyć tego poranka.
Dlatego pytanie pojawiło się niemal samo, choć zanim zdążyła je wypowiedzieć, przez głowę przemknęła jej cała seria wątpliwości. Chciała wiedzieć, dlaczego Fiji właściwie znalazła się w tej części Toronto. Nie tylko dlatego, że wypadało zapytać. Po prostu była ciekawa. A gdzieś pod tą zwyczajną ciekawością czaiło się coś jeszcze, czego Will wolała na razie nie nazywać... Chciała wiedzieć, czy jej obecność tutaj jest czymś tymczasowym, czy może będzie miała okazję przyzwyczaić się do tego, że pewnego dnia drzwi Lucie’s znowu się otworzą, a w środku pojawi się znajoma twarz.
– A ty właściwie… – zaczęła, po czym na moment się zawahała. – Co cię tu sprowadziło?
Zmarszczyła lekko brwi, jakby dopiero po wypowiedzeniu pytania uznała je za zbyt ogólne.
– Znaczy… do Toronto. Praca? Mieszkanie? Czy tak po prostu? – dopiero po chwili, trochę ciszej, dodała – Mówiłaś, że jesteś tu od niedawna. Zostajesz na dłużej?


Fiji Zivai
29 y/o
For good luck!
170 cm
informatyk (oficjalnie) pracuje zdalnie
Awatar użytkownika
Dzisiejszy program tego nie przewiduje.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z wdzięcznością przyjęła filiżankę z espresso i jednocześnie przysunęła bliżej siebie kubek z czajem w taki sposób, jakby go broniła. Nie lubiła wyrzucać jedzenia ani wylewać czegokolwiek (poza truciznami), więc zamierzała dopić napar.
- Wow. – Automatyczna reakcja wprost wyrażająca podziw. Nie takiej odpowiedzi się spodziewała. Wprawdzie niczego z góry nie zakładała, więc wszystko by ją zaskoczyło, ale grzebanie przy starym motocyklu było dalej na liście. Aż (jeszcze raz) spojrzała na dłonie Will, bo najwyraźniej wcześniej przegapiła jakiś istotny szczegół. Coś, co zasugerowałoby taką a nie inną odpowiedź, do której sama powinna dojść. Poprawka – nie powinna – ale to sobie narzucała. Zbyt wiele razy przegapiła istotne sygnały przed metaforycznymi trzęsieniami w swoim życiu, więc od lat czuła presję wcześniejszego przewidywania wszystkiego. Bez znaczenia, czy to było istotne czy nie.
- To bardzo imponujące. Nie fakt, że masz ciągłe problemy z rzeczami martwymi – Co wywnioskowała ze słów o mniej lub bardziej chętnej współpracy z motocyklem (a raczej motocykla z Miss Pandorą). – ale to, że naprawiasz te stare. – Współczesne czasy (i producenci) coraz bardziej nakładały nacisk na to aby nie naprawiać a wyrzucić niedziałające i kupić nowe. Fiji tego nie lubiła. – I też to, że jeździsz na motorze. – Wcześniej pochylała się nad ladą, ale teraz wyprostowała tułów i cały czas patrząc na Wille dodała: - To bardzo seksowne. – Uśmiechnęła się pokazując rząd białych zębów z wyraźnie odznaczającymi się kłami.
Czy podrywała baristkę?
Biorąc pod uwagę, że przyjechała do Toronto tylko na spotkanie z bratem, nie spodziewała się żadnych rewelacji w temacie romantycznym. Nawet o tym nie myślała, bo nie czuła się w ów mieście na tyle dobrze i swobodnie aby niczym lampart na polowaniu dopadać piękne niewiasty. Toronto nie było jej terenem, co jednak nie odbierało jej prawa do komplementowania kobiet. Uważała, że to ważne, nawet jeśli tylko (lub aż) miała tym kogoś podbudować, podbić samoocenę lub sprawić aby na chwilę się uśmiechnął. Zwłaszcza ktoś taki, jak Willa, która miała piękny uśmiech.
Co cię tu sprowadziło?
Co miałaby powiedzieć? Że przyjechała do brata, którego nie widziała siedemnaście lat, ale on zmarł parę dni wcześniej? Że nie widziała go tak długo, bo gdy zmarła mama to opuścił ich ojciec, przez co trafili do systemu rodzin zastępczych, który ich rozdzielił? Że miała żal do brata, bo zniknął i od razu nie próbował odszukać?
Nie chciała niszczyć przyjemnej i ciepłej atmosfery.
Wbiła więc wzrok w espresso, którego zapach mieszał się z czajem cały czas trzymanym blisko piersi. Złapała za małą filiżankę, jak zwykle na dwa łyki wlała w siebie całą zawartość i po oblizaniu warg zdecydowała się na dyplomatyczną odpowiedź.
- Przyjechałam do brata. Mieszka niedaleko. – Nie użyła czasu przeszłego, bo nie chciała niszczyć atmosfery z powodu jego śmierci, z którą nadal nie wiedziała jak miała się czuć. Było jej smutno, ale jednocześnie emocjonalnie już dawno go straciła. – Nie widziałam go siedemnaście lat. System adopcyjny nas rozdzielił. Go z nową rodziną wywiało do Toronto a ja ostatecznie trafiłam do Winnipeg. – Uznała, że w taki sposób wypowiedziana prawda (z pominięciem paru faktów) brzmiała mniej mrocznie. Nie chciała tak od razu wystraszyć Willy zwłaszcza, że lubiła tu przychodzić. – Chce go poznać i nie wiem ile mi to zajmie. – To też prawda. – A pracę mam zdalną, więc mogę być gdziekolwiek zechcę. – Znów się uśmiechnęła nie potrafiąc z pełnym przekonaniem odpowiedzieć, ile czasu zostanie w Toronto. Parę dni temu była pewna, że za parę godzin będzie w samolocie do Winnipeg, ale plany nieco się zmieniły.
Znów złapała za kubek z czajem zamierzając go dokończyć.
- Toronto jest mi obce. Nadal nie czuje się tu dobrze, ale lubię przychodzić do twojej kawiarni. Poza pyszną kawą to miejsce odrywa mnie od codziennych problemów. – To były istotne plusy, które jak uważała należało wypowiedzieć na głos. Fiji na ogół nie lubiła ukrywać tego co dobre. Jedyne, z czym miała problem, to z całkowitym otwarciem się na swój temat. – Poza tym, mam misję.. – Zrobiła krótką pauzę i sięgnęła do saszetki, z której wyciągnęła komórkę. – ..znajdę Miss Pandorze idealnego ślusarza. – Co umyślnie zabrzmiało dwojako, bo ślusarz mógł być do drzwi lub do zamka puszki Pandory. – Nie odpuszczę – dodała w razie gdyby Willa zechciała protestować. – Za to jeśli chodzi o Suzuki – Nie przerywała wyszukiwania w Internecie kompetentnej persony do naprawienia zamka, lecz podniosła wzrok na Wille kończąc zdanie. – chętnie je zobaczę i myślę, że będę mogła pomóc. – O ile ów wsparcie zostanie przyjęte, bo i na to Fiji nie naciskała. Nie była taka. Nie wpraszała się tam, gdzie jej nie chcieli, ale jasno wyrażała chęci.
Znajdując profil dobrze ocenianego ślusarza skierowała ekran telefonu ku Willy aby ta zdecydowała, czy jej odpowiadał. Nie żeby wybór ten wymagał wizualnej oceny, ale skoro gość wrzucił tam swoje zdjęcie to Fiji postanowiła sprezentować go w całej okazałości, jakby przy okazji proponowała kobiecie randkę z nieznajomym.


Willa Turner
foxy
napiszę, jeśli coś nie będzie mi pasować
27 y/o
For good luck!
165 cm
Właścicielka Lucie's
Awatar użytkownika
But thoughts of you are in my mind always
Like a memory that I can't erase
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przez pierwszą chwilę Will była tak zajęta przetwarzaniem usłyszanego komplementu, że zupełnie zapomniała o filiżance stojącej przed nią na blacie. To bardzo seksowne. Słowa Fiji nie były przecież ani szczególnie wyszukane, ani wypowiedziane w sposób, który pozostawiałby wiele miejsca na błędną interpretację, a Turner poczuła, jak ciepło powoli wspina jej się po szyi, zupełnie nieproszonym rumieńcem zdradzając reakcję, którą najchętniej zachowałaby dla siebie. Przez lata nauczyła się traktować komentarze na swój temat z wyćwiczoną obojętnością, jakby wystarczyło nie poświęcać czemuś uwagi, żeby przestało mieć znaczenie. Neutralność była bezpieczna. Nie wymagała podejmowania decyzji, nie prowokowała pytań i przede wszystkim nie dawała nikomu zbyt wiele do wykorzystania. Tymczasem teraz stała za własnym barem, we własnej kawiarni, i trzy słowa sprawiły, że nagle nie bardzo wiedziała, co zrobić z rękami ani gdzie podziać wzrok.
– Dzięki. – Uśmiechnęła się, trochę nieśmiało, po czym odchrząknęła cicho, jakby chciała w ten sposób przywrócić sobie choć odrobinę zwyczajnej swobody. – To znaczy… chyba nie słyszę tego codziennie.
Mogłaś po prostu podziękować Will. Krótko i normalnie, bez dodawania czegokolwiek, co zdradzałoby, że komplement zdążył już narobić jej niepotrzebnego zamieszania w głowie. Nie była jednak pewna, czy bardziej irytowały ją własne reakcje, czerwone policzki czy fakt, że wcale nie miała ochoty kończyć tej rozmowy, a jej oczy wciąż wracały do jej twarzy.
Z ulgą przyjęła zmianę tematu, choć szybko okazało się, że propozycja pomocy przy Suzuki wcale nie ułatwiała jej odzyskania równowagi. Wręcz przeciwnie. Willa uniosła brwi, a potem spojrzała na Fiji z autentycznym zaskoczeniem, próbując zdecydować, czy powinna potraktować jej słowa jako uprzejmą deklarację, czy rzeczywistą ofertę. Przecież Fiji mogła zwyczajnie interesować się mechaniką. Mogła lubić stare maszyny, naprawianie rzeczy i wszystko, co wiązało się z przywracaniem im sprawności. Nie musiało kryć się za tym nic więcej?
– Naprawdę chcesz się pakować w moje problemy z rzeczami martwymi? – zapytała, ściągając usta w lekkim uśmiechu. Ten przyszedł jej łatwiej, żart dawał jej znajomy grunt pod nogami. – Uprzedzam, że jestem uparta, a moje metody bywają… niekonwencjonalne. Ostatnio przez pół wieczoru próbowałam odkręcić jedną śrubę, a na końcu i tak musiałam obejrzeć ten sam filmik jeszcze trzy razy.
Wzruszyła ramionami i zaraz potem przygryzła lekko wnętrze policzka, zastanawiając się znowu, czy nie powiedziała znowu zbyt wiele. Ugh. Mówiła o śrubie, filmiku instruktażowym i motocyklu, nie o rzeczach, których nie chciała nikomu zdradzać. A jednak z jakiegoś powodu każde kolejne zdanie wydawało się małym ustępstwem, przesunięciem granicy, której istnienia zazwyczaj nie musiała nawet świadomie pilnować.
Jej uwagę przyciągnął ekran telefonu skierowany w jej stronę. Pochyliła się nad nim, wdzięczna za konkretny przedmiot, na którym mogła skupić wzrok, i obejrzała profil ślusarza. Zdjęcie nie mówiło jej wiele o kompetencjach mężczyzny, ale oceny i komentarze wyglądały obiecująco. Przesunęła wzrokiem po kilku opiniach, po czym skinęła głową. – Wygląda sensownie. – Zerknęła na Fiji, a jej uśmiech nabrał odrobiny przekory. – Chociaż jeśli okaże się, że nie potrafi dogadać się z zamkiem, przynajmniej mam już jakieś doświadczenia z DIY.
Przez chwilę chciała jeszcze dodać, że nie musi się tym zajmować, że sama sobie poradzi, że to naprawdę nie jest aż tak wielka sprawa. Will potrafiła odmawiać pomocy, zanim jeszcze ktoś zdążył jej udzielić, jakby w ten sposób mogła uniknąć długu, którego nikt poza nią samą nie zamierzał naliczać. Tym razem jednak zatrzymała te słowa, zanim zdążyły opuścić jej usta. Fiji nie wyglądała, jakby próbowała przejąć kontrolę nad sytuacją. Po prostu znalazła ślusarza. A potem zaoferowała pomoc przy motocyklu.
– Dzięki, tak w ogóle. Za to z zamkiem. – Dodała po chwili, nieco ciszej, przesuwając palcem po uchu filiżanki. – I za Suzuki. Nie wiem jeszcze, czy jestem gotowa dopuścić kogoś do mojej bardzo wątpliwej dokumentacji napraw, ale… możemy kiedyś zobaczyć, co da się z tym zrobić. – Nie obiecała wiele, właściwie ledwie uchyliła drzwi, ale nawet taki drobiazg sprawił, że przez moment poczuła się tak, jakby właśnie zgodziła się na coś znacznie poważniejszego. Być może dlatego, kiedy Fiji zaczęła opowiadać o bracie, skupiła się na jej słowach z niemal przesadną uwagą, chwytając się tej historii jak kolejnego tematu, przy którym nie musiała zastanawiać się nad własnym zachowaniem.
Przyjechała do niego po siedemnastu latach.
Tak długo, że Will nie potrafiła nawet wyobrazić sobie, jak wyglądałoby spotkanie z kimś, kto kiedyś był bliski, a potem przez większość życia pozostawał właściwie poza zasięgiem. Nie znała szczegółów i nie zamierzała ich sobie dopowiadać, ale w sposobie, w jaki Fiji opowiadała o rozdzieleniu przez system adopcyjny, było coś, co kazało jej porzucić żartobliwy ton. Nie wiedziała, co dokładnie kryło się za tymi siedemnastoma latami ani dlaczego nie widziała brata przez tak długi czas. Mogła się tylo domyślić, że Toronto nie było dla niej po prostu nowym miastem, a przyjazd tutaj wiązał się z czymś znacznie bardziej osobistym niż zmiana otoczenia.
– Siedemnaście lat to strasznie długo. – powiedziała w końcu, ostrożnie, bez próby udawania, że potrafi znaleźć odpowiednie słowa. – Musi być dziwnie przyjechać gdzieś po takim czasie i próbować… nadrobić tyle rzeczy naraz.
Urwała, zanim zdążyła dodać coś, czego nie była pewna. Nie chciała zadawać pytań, na które Fiji nie miała ochoty odpowiadać, ani zamieniać spokojnego poranka w rozmowę, na którą żadna z nich nie była gotowa. Sama dobrze wiedziała, jak to jest, kiedy ktoś zbyt szybko próbuje zajrzeć pod powierzchnię, nawet jeśli kieruje nim wyłącznie troska. Zamiast tego sięgnęła po swoją filiżankę i upiła łyk kawy, dając Fiji możliwość zdecydowania, czy chce powiedzieć coś więcej.
– A jeśli chodzi o Toronto… – zaczęła po chwili, wracając do tego, co powiedziała wcześniej. – To chyba normalne, że na początku nie czujesz się tu jak u siebie. Ja też przez długi czas miałam wrażenie, że tylko się gdzieś zatrzymuję, a nie naprawdę mieszkam. – Słowa wymknęły się jej, zanim zdążyła je odpowiednio przemyśleć. Zamilkła na sekundę, zaskoczona własną szczerością, ale tym razem nie próbowała natychmiast wycofywać się z tego, co powiedziała. – W każdym razie… mam nadzieję, że znajdziesz tu coś, przez co będziesz chciała zostać. Poza moją wybitną kawą, oczywiście.
Ostatnie zdanie wypowiedziała z lekkim uśmiechem, próbując rozładować własne zakłopotanie. Nie była pewna, czy udało jej się powiedzieć coś sensownego, ani dlaczego tak bardzo zależało jej, żeby Fiji poczuła się w Toronto choć trochę lepiej. Kilka wizyt w kawiarni, parę rozmów, żarty o zepsutym zamku... Nic, co powinno wystarczyć, by Will zaczęła zastanawiać się, jak długo ktoś zamierza zostać w jej życiu.
A właśnie to robiła.
Spojrzała na Fiji, przyłapując się na tym, że czeka na jej odpowiedź. Chciała po prostu usłyszeć, co powie dalej. Dowiedzieć się czegoś jeszcze, choć każda nowa informacja sprawiała, że przestawała być tylko miłą twarzą, którą Will zaczęła rozpoznawać wśród porannych gości.
Alarmy zaczęły bić w jej głowie, a serce znów zabiło mocniej.
Nie wiedziała, czy to niepokój, zwykła nieśmiałość, czy coś, czego od tak dawna nie dopuszczała do głosu, że nie potrafiła już rozpoznać tego uczucia. Miała ochotę wrócić do układania filiżanek, sprawdzić zapasy mleka, znaleźć sobie jakiekolwiek zajęcie, które pozwoliłoby jej odzyskać znajomą obojętność. Zamiast tego została na miejscu, z dłońmi opartymi o krawędź baru i kawą stygnącą powoli w filiżance, niepewna... wszystkiego i samej siebie.

Dźwięk otwieranych drzwi przeciął tę myśl w połowie. Will odruchowo odwróciła głowę w stronę wejścia, gotowa przywitać pierwszego klienta, ale przez krótką, zupełnie irracjonalną chwilę poczuła się tak, jakby ktoś właśnie przyłapał ją na czymś, czego nie powinna robić.


Fiji Zivai
29 y/o
For good luck!
170 cm
informatyk (oficjalnie) pracuje zdalnie
Awatar użytkownika
Dzisiejszy program tego nie przewiduje.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Czyli jestem na okresie próbnym – podsumowała słowa Willy na temat dopuszczenia jej do motocyklu. Fiji nie zamierzała się narzucać. Właściwie nawet nie powinno jej to interesować, bo przecież miała w Toronto inny cel, zadanie, może plan; ale nie na siebie. Miała tylko przyjechać w odwiedziny, odbębnić swoje, wybaczyć lub splunąć bratu w twarz (kolejność dowolna). Nie zamierzała zostawać w mieście na dłużej, poznawać tutejsze ulice podczas biegania, ze swobodą chodzić między sklepowymi alejkami ani przychodzić tak często do jednej kawiarni, w której z uwagą przyglądała się właścicielce.
Czas spędzony w Toronto miał być prostszy. Skomplikowany i emocjonalny, ale nie zmuszający do decydowania o tym, co dalej z jej własnym życiem, ze śmiercią brata i z jego domem, o którym dowiedziała się wczoraj.
Tego wszystkiego było za wiele.
Nic więc dziwnego, że potrzebowała odskoczni. Janet sugerowała jej, że umyślnie pakowała się prosto pod nos baristki, bo to pierwsza kobieta, która się do niej uśmiechnęła. Plotła głupoty; przynajmniej Fiji tak uważała jednocześnie nie umiejąc wprost przyznać się do tego, że była łasa na akceptacje. Że potrzebowała czuć się chciana i potrzebna a interakcja z Miss Pandorą dawała jej to przynajmniej w minimalnym stopniu.
- Tak, to jest dziwne i trudniejsze niż mi się wydawało – przyznała nie chcąc mówić o tym, że w rzeczywistości jej brat zmarł, co jeszcze bardziej komplikowało i utrudniało sytuację. To nie była rozmowa na teraz. Być może na nigdy, bo nikt z góry nie zakładał, że jeszcze kiedyś będą miały okazję dłużej porozmawiać. Fiji brała to pod uwagę, nawet jeśli powoli zaczynało jej się podobać, jak wprawiała Miss Pandorę w zakłopotanie lub jak ta nie wiedziała, co zrobić z rękoma.
- Czyli też byłaś „przejezdna”? – dopytała nienachalnie, bo wystarczyłoby jej zwykłe przytaknięcie aby uznała to za wystarczającą odpowiedź.
– Twojej wybitnej kawy nikt nie zastąpi. – Znów uśmiechnęła się nieco szerzej chcąc sprawić aby lekko poważniejszy ton rozmowy zamienił się w coś bardziej przystępnego. – Jeszcze zobaczę co zrobię. Rodzinę, dom i znajomych mam w Winnipeg, więc.. – Zrobiła krótką pauzę w dalszym ciągu popijając czaj, który nie mógł się zmarnować. – .. nie ma co ukrywać. Tęsknie za nimi. – Nie myślała o przeprowadzce na stałe. Była jednak pewna, że jeszcze przez parę tygodni albo miesięcy będzie w Toronto, choć liczyła na szybsze rozwiązanie sprawy z bratem, którego okoliczności śmierci nie dawały jej spokoju. – Czy widziałaś kiedyś mecz hokeja? Winnipeg Jets nie są najlepsi, ale na ich mieczach na trybunach zawsze coś się dzieje. Ostatnio, jak.. – Postawiła na luźną anegdotkę o tym, jak na jednym z meczy hokeja żona zawodnika przeciwnej drużyny zaczęła rodzić na trybunach. Była o to tym głośno w mediach, ale Fiji opowiedziała wszystko ze swojej perspektywy jako kogoś siedzącego nieopodal. Jednak to nie początek porodu był wisienką na torcie a fakt, że po meczu wszyscy zaczęli śpiewać sto lat i zamiast afteru w pubie siedzieli na boisku na wielkim grupowym pępkowym. – Niesamowite było to, że wszystkich połączył hokej i narodziny dziecka a nie kto, której drużynie kibi.. – Przerwała, kiedy do kawiarni wszedł klient. W pierwszej sekundzie była zaskoczona, lecz w drugiej szybko zrozumiała, że przecież siedziały w miejscu publicznym, które od konkretnej godziny było otwarte na wszystkich a nie tylko na nią.
Z niechęcią przyjęła fakt, że Willa odwróciła od niej wzrok oraz świadomość, że to był koniec rozmowy. Wolałaby poświęcić jej jeszcze z godzinę lub dwie zanim wróci do rzeczywistości, ale nie było jej to dane.
- Leć do pracy – powiedziała to tak luźno, jakby po paru godzinach spełniania obowiązków znów miały się spotkać na neutralnym gruncie. Jakby jeszcze nic nie było stracone, nawet jeśli po paru minutach czuła, że już nie powinna zawracać dupy (pięknym pośladom) zapracowanej baristce.

Wróciła do kawiarni późnym popołudniem. Zdążyła popracować, zdrzemnąć się i odebrać klucze do domu brata. Nie weszła do niego, bo nie była gotowa, ale od razu pomyślała, że potrzeba była jej kawa.
Kolejne oderwanie się.
Jeszcze jeden uśmiech lub nerwowe dłonie Miss Pandory, którą chciała zapytać o wiele rzeczy. Przede wszystkim chciała wiedzieć, czemu tak bardzo się przy niej denerwowała, od kiedy jeździła na motorze, skąd pomysł na posiadanie własnej kawiarni i czy dwa skrzywione palce u długi to coś wrodzonego czy miała jakiś wypadek.
Chciała wiedzieć więcej o tej kobiecie, bo poznawanie jej było ciekawszą i milszą częścią dnia całego czasu spędzonego w Toronto. Nawet rozmowy z przeuroczą sprzątaczką z motelu, która była jak ludzki szczeniaczek, nie absorbowały Fiji aż tak bardzo jak Willa.
Ta sama, która nagle przepadła. Nie było jej za ladą ani na sali. Możliwe, że poszła na zaplecze, ale Fiji nie chciała być zbyt nachalna dopytując o nią pracowników.
Poprawka, w pierwszej chwili zamierzała to zrobić, ale szybko doszła do wniosku, że – jak nie dzisiaj to jutro.


Lucie’s
Dzień X - Czwartek

Po kawę nie przyszła rano.
Miała sporo do przemyślenia i załatwienia, więc próg kawiarni przekroczyła po godzinie trzynastej.
Kiedy weszła i stanęła w dwuosobowej kolejce zauważyła sylwetkę Willy znikającą za drzwiami na zaplecze.
Przyszła tylko po kawę, ale i tak zwróciła na to uwagę, bo miała niespodziankę/prezent. Sama nie wiedziała, jak to nazwać, ale w dłoni trzymała papierowy kubek po wczorajszym zamówieniu. Nie była jakąś świruską, która wykorzystywała te same jednorazowe kubki. Po prostu poprzedniego wieczoru, kiedy czekała aż jej program skończy przekopywać się przez dane firmy transportowej, złapała za marker i zaczęła tworzyć na nim amatorski rysunek. Tak oto wizerunek Snoopiego znalazł się na kawałku papieru, który przekazała innej baristce – Fionie – mówiąc aby dała to szefowej.
Z rozczarowaniem patrzyła, jak kubek jest odstawiany gdzieś na bok a Fiona automatycznie przechodzi do zrealizowania jej stałego zamówienia.
Espresso na miejscu i caffe americano na wynos.
Niestety podczas konsumowania tego pierwszego nadal nie spostrzegła Miss Pandory, której chciała powiedzieć, że przyniosła jej kubek nawiązujący do rozmowy o komercyjnych kawiarniach. Tyle by jej wystarczyło, choć czuła, że potrzebowała więcej ciekawostek o kawie, rozmowy o motorach lub czemu na ścianie kawiarni wisiał obraz lokalnego artysty.
Chciała tylko z nią porozmawiać.
Czy to wiele?
Być może tak, bo nie doczekała się Willy, więc z kubkiem caffe americano opuściła lokal.
Wyszła z niego rozczarowana, ale też pewna, że wróci tu także jutro.

Bardzo się myliła.
foxy
napiszę, jeśli coś nie będzie mi pasować
ODPOWIEDZ

Wróć do „Lucie's”