Osobę, która wypełniała sobą luki i dawała coś, czego druga strona do tej pory nie miała. A ona nie miała poczucia bezpieczeństwa i poczucia kontroli nad jakimkolwiek aktem. Poczucia, że jej zgoda i chęć lub niechęć miały jakiekolwiek znaczenie.
Ale kiedy on dawał jej to wszystko, włącznie z przekonaniem, że zatrzymałby się w każdym momencie, niezależnie jak głębokim, to wiele się zmieniało. Choć i do tego potrzebowała naprawdę dużo czasu – nie wskoczyła mu do łóżka, całkiem naga, ledwie nie zdecydował się jej pocałować, ani tydzień później.
Cały ten czas nabierała pewności, próbowała się przekonać, że nie był to żaden podstęp. Aż w końcu coś w niej pękło. Ciekawość wzięła górę.
Przełknęła ślinę i nie tylko ją, niedługo po jego finiszu, kiedy poczuła, ze nie wyrzuci z siebie już nic więcej z tego niepohamowanego spełnienia. Przeciągnęła niespiesznie językiem po jego męskości, zatrzymując się na krótko na jej czubku, czując przy okazji, jak uścisk na jej karku lżeje.
Prawie nas zabiłaś
Przesunęła kciukiem po własnych wargach, prostując się na swoim miejscu.
— Błagam cię, co z ciebie za agent specjalny, skoro masz problemy z prowadzeniem auta — odparła na jego komentarz, zerkając na niego krótko. Klasyczna zaczepka z jej strony, nie bez miękkiego podszycia. Nie mogła mu odmówić, że we wszystkim innym, jako wspomniany agent, był naprawdę dobry. A jednocześnie mogła poczuć satysfakcję, że jednak dało się go rozproszyć – wcześniej by go nawet o to nie podejrzewała, bo kiedy na czymś się fiksował, to nie dało się go od tego oderwać. Ale z drugiej strony jazda samochodem, w dodatku na coś tak trywialnego jak jej impreza firmowa, wcale nie musiała być aż takim priorytetem.
Prychnęła krótko pod nosem, prostując się już całkowicie na fotelu. Opuściła osłonę pasażera przed słońcem i odsunęła lusterko, zaraz sięgając do niewielkiej torebki – średnio stylowej, ale zawsze – by wyciągnąć z niej szczotkę do włosów i rozkudłaczyć się, przywracając coś, co można było nazwać ładem.
Potem wyciągnęła szminkę, jak gdyby na wszystko faktycznie była przygotowana. I jak gdyby całe to zdarzenie było zaplanowane z wyprzedzeniem.
Odkręciła kosmetyk, gdy usłyszała jego komentarz. Zerknęła na niego krótko kątem oka, a następnie wychyliła się bardziej w stronę lusterka, by zacząć poprawiać makijaż na ustach.
— Nie mam pojęcia — odpowiedziała, na krótką chwilę odsuwając sztyft od warg. Domyślała się, a może właśnie wiedziała. Nic jednak nie stało na przeszkodzie, aby pociągnęła tę grę w nieco innym kierunku. — Ale możesz mnie oświecić — dodała, zatrzymując na nim spojrzenie na nieco dłużej, pozwalając aby niewielki półuśmiech zagrał w kąciku jej ust. Zaraz wróciła do zapełniania ich żywym, czerwonym kolorem. Tym samym, którego ślady nosił teraz Damon odciśnięte na swojej szyi.
Mieli jeszcze chwilę na rozmowę, choć wiedziała, że na Christiana Greya nie trafiła – kimkolwiek by nie był – dlatego wątpiła, że w tym momencie Damon zacznie jej opowiadać niższym, chropowatym głosem o tym, czego by z nią nie zrobił. Jego romantyzm sprowadzał się do zdania zerżnę cię tak, że nie będziesz mogła chodzić, a jej to nawet odpowiadało.
Kto wie, może nawet jednak by ją przekonał do tego, aby pominąć całą tę część, która miała się odbyć pomiędzy teraz a jej jak wrócisz. Z drugiej strony, pomimo tego, że wcale nie była materialistką, koperta z pieniędzmi wydawała się wciąż niezwykle kusząca. Ale nie bardziej niż wizja utrzymania samodzielności i finansowej niezależności od mężczyzny, który od pewnego czasu woził się drogim samochodem i mógł szastać platynową kartą.
Zdobytymi za to, że znikał od czasu do czasu – oficjalnie: nie wiadomo gdzie i nie wiadomo po co.
Damon Tae