29 y/o
Mark your calendar for Canada Day
159 cm
były ratownik medyczny, były pilot US Navy
Awatar użytkownika
— What are your biggest weaknesses?
— Tall men who need therapy
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
+18
  Mogło wydawać się to nieprawdopodobne, że była tak chętna na to, by poniewierać się dla jakiegokolwiek mężczyzny. Zwłaszcza, kiedy brało się poprawkę na jej przeszłość i ogólne, prezentowane sobą nastawienie, z ogromnym naciskiem na nieufność wobec mężczyzn i ogólną nieufność. Należało jednak zrozumieć, że pewne kwestie zmieniały się, kiedy trafiało się na osobę, która obecny porządek wywracała do góry nogami.
  Osobę, która wypełniała sobą luki i dawała coś, czego druga strona do tej pory nie miała. A ona nie miała poczucia bezpieczeństwa i poczucia kontroli nad jakimkolwiek aktem. Poczucia, że jej zgoda i chęć lub niechęć miały jakiekolwiek znaczenie.
  Ale kiedy on dawał jej to wszystko, włącznie z przekonaniem, że zatrzymałby się w każdym momencie, niezależnie jak głębokim, to wiele się zmieniało. Choć i do tego potrzebowała naprawdę dużo czasu – nie wskoczyła mu do łóżka, całkiem naga, ledwie nie zdecydował się jej pocałować, ani tydzień później.
  Cały ten czas nabierała pewności, próbowała się przekonać, że nie był to żaden podstęp. Aż w końcu coś w niej pękło. Ciekawość wzięła górę.
  Przełknęła ślinę i nie tylko ją, niedługo po jego finiszu, kiedy poczuła, ze nie wyrzuci z siebie już nic więcej z tego niepohamowanego spełnienia. Przeciągnęła niespiesznie językiem po jego męskości, zatrzymując się na krótko na jej czubku, czując przy okazji, jak uścisk na jej karku lżeje.
   Prawie nas zabiłaś
  Przesunęła kciukiem po własnych wargach, prostując się na swoim miejscu.
  — Błagam cię, co z ciebie za agent specjalny, skoro masz problemy z prowadzeniem auta — odparła na jego komentarz, zerkając na niego krótko. Klasyczna zaczepka z jej strony, nie bez miękkiego podszycia. Nie mogła mu odmówić, że we wszystkim innym, jako wspomniany agent, był naprawdę dobry. A jednocześnie mogła poczuć satysfakcję, że jednak dało się go rozproszyć – wcześniej by go nawet o to nie podejrzewała, bo kiedy na czymś się fiksował, to nie dało się go od tego oderwać. Ale z drugiej strony jazda samochodem, w dodatku na coś tak trywialnego jak jej impreza firmowa, wcale nie musiała być aż takim priorytetem.
  Prychnęła krótko pod nosem, prostując się już całkowicie na fotelu. Opuściła osłonę pasażera przed słońcem i odsunęła lusterko, zaraz sięgając do niewielkiej torebki – średnio stylowej, ale zawsze – by wyciągnąć z niej szczotkę do włosów i rozkudłaczyć się, przywracając coś, co można było nazwać ładem.
  Potem wyciągnęła szminkę, jak gdyby na wszystko faktycznie była przygotowana. I jak gdyby całe to zdarzenie było zaplanowane z wyprzedzeniem.
  Odkręciła kosmetyk, gdy usłyszała jego komentarz. Zerknęła na niego krótko kątem oka, a następnie wychyliła się bardziej w stronę lusterka, by zacząć poprawiać makijaż na ustach.
  — Nie mam pojęcia — odpowiedziała, na krótką chwilę odsuwając sztyft od warg. Domyślała się, a może właśnie wiedziała. Nic jednak nie stało na przeszkodzie, aby pociągnęła tę grę w nieco innym kierunku. — Ale możesz mnie oświecić — dodała, zatrzymując na nim spojrzenie na nieco dłużej, pozwalając aby niewielki półuśmiech zagrał w kąciku jej ust. Zaraz wróciła do zapełniania ich żywym, czerwonym kolorem. Tym samym, którego ślady nosił teraz Damon odciśnięte na swojej szyi.
  Mieli jeszcze chwilę na rozmowę, choć wiedziała, że na Christiana Greya nie trafiła – kimkolwiek by nie był – dlatego wątpiła, że w tym momencie Damon zacznie jej opowiadać niższym, chropowatym głosem o tym, czego by z nią nie zrobił. Jego romantyzm sprowadzał się do zdania zerżnę cię tak, że nie będziesz mogła chodzić, a jej to nawet odpowiadało.
  Kto wie, może nawet jednak by ją przekonał do tego, aby pominąć całą tę część, która miała się odbyć pomiędzy teraz a jej jak wrócisz. Z drugiej strony, pomimo tego, że wcale nie była materialistką, koperta z pieniędzmi wydawała się wciąż niezwykle kusząca. Ale nie bardziej niż wizja utrzymania samodzielności i finansowej niezależności od mężczyzny, który od pewnego czasu woził się drogim samochodem i mógł szastać platynową kartą.
  Zdobytymi za to, że znikał od czasu do czasu – oficjalnie: nie wiadomo gdzie i nie wiadomo po co.

Damon Tae
29 y/o
Mark your calendar for Canada Day
190 cm
były agent czarnego wywiadu Korei Północnej
Awatar użytkownika
Am I the monster in your eyes? Or just the victim of your lies? You made me into what you fear and now you're coming for me here.
I am the monster. You created what you see. I am the monster, that you forced me to be. You wanted darkness, you got your wish. I am the nightmare you can't dismiss.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

…co z ciebie za agent specjalny, skoro masz problemy z prowadzeniem auta.
Prychnął krótko, rozbawiony.
Masz rację. Muszę przetrenować to rozkojarzenie jeszcze kilka razy — powiedział, spoglądając na nią kątem oka. Zwykle robił tak, że jeśli z czymś mu nie szło lub miał problem, to ćwiczył tak długo, aż się wyrobił. Walka, technologie, matematyka. Wszystko musiał przetrenować zanim stał się lepszy. Zanim stał się zajebiście dobry. Dopiero potem mógł uznać, że już nic go nie zaskoczy… jak widać znalazło się też nowe rozproszenie, które powinien przepracować. Będą więc musieli to powtórzyć jeszcze raz. Albo dwa. Może dziesięć.
Sama się podłożyła.
Oglądał się przede wszystkim na drogę, gdy poprawiała się w lusterku. Po tym jej doskonałym występie, nawet jeśli ręce miał zajęte, a przynajmniej jedną i nie mógł jej sponiewierać tak, jakby tego chciał, to i tak była nieco potargana. Nie mówiąc o szmince z której prawie nic nie zostało. Jak na jego to tak naprawdę nie musiała się poprawiać, bo w ten niepoukładany sposób była doskonała, ale… podobno nie wypadało się tak pokazać na wigilii.
Tylko co on tam wiedział o pracowniczych wigiliach. Giovanni takich nie miał.
Prychnął pod nosem na jej słowa. Pokręcił głową w niedowierzaniu, gdy skręcał w ostatnią już uliczkę prowadzącą do ich docelowego miejsca gdzie miało odbyć się to całe spotkanie.
W takim razie czeka cię niespodzianka — powiedział, zerkając na nią wymownie.
Oczywiście, że wiedziała, ale na pewno nie znała szczegółów. Nie mogła ich znać, ale mogła się domyślać co pojawiło się w jego głowie, gdy doprowadzała jego krew do wrzenia. Znali się już w tym temacie na tyle dobrze, że zapewne znała kilka scenariuszy, zwłaszcza, że on nigdy się nie hamował i nie udawał jaki nie był. Nie był delikatnym romantykiem. Nie zależało mu na subtelności i łagodności.
Ale ona doskonale to wiedziała. I w pełni to akceptowała. Nawet jeśli nie miała pełnej kontroli w trakcie, to tak naprawdę zawsze ją miała. Wystarczyło jedno słowo.
Dojechał w końcu pod restaurację i zatrzymał auto. Nie zamierzał ją na siłę zatrzymywać. Skoro mówiła, że chciała iść z jakichś swoich względów, to specjalnie ją odwiózł. Noc była młoda, a domyślał się, że nie będzie tam siedzieć niewiadomo ile. W końcu i tak będzie czuwać. Może nie w oknie w budynku obok ze snajperką w ręku, ale w domu, blisko telefonu, aby być z nią w kontakcie. Nawet jeśli jej ufał, to nie ufał otoczeniu.
A ona z jakiegoś powodu przyciągała kłopoty. I pojebanych ludzi.
Zadzwoń jak będziesz chciała wracać. Albo jak komuś trzeba będzie przyjebać. — Wystarczyło, że mu napisze, że na wigilii jest ktoś, kto nie daje jej spokoju i jest upierdliwy. I chociaż domyślał się, że w razie potrzeby przywali mu prawym sierpowym w nos, to on i tak chciałby po niej poprawić. Tak dla zasady. — Będę pod telefonem. — Bo czasem nie wystarczy jedno słowo. Ale też jedno połączenie.

Valkyrae Callahan
29 y/o
Mark your calendar for Canada Day
159 cm
były ratownik medyczny, były pilot US Navy
Awatar użytkownika
— What are your biggest weaknesses?
— Tall men who need therapy
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Westchnęła teatralnie z rezygnacją, słysząc jak mówi o niespodziance, zamiast jak typowy czarny charakter z bajki – opowiedzieć o całym swoim niecnym planie, zanim go wykona.
  — No tak, bo jeszcze bym się zdecydowała nie pójść — odparła, kręcąc przy tym głową. Możliwe, że gdyby faktycznie na moment zamienił się w Christiana Greya, to ostatecznie powiedziałaby, że ona nigdzie nie idzie i niech weźmie ją tu i teraz, postanawiając, że tę premię odpracuje sobie jako kurier od jedzenia, ale zrzucił na nią woal z niespodzianki i tylko tyle. Wielka szkoda, że za niespodziankami przepadała w takim samym stopniu, co i on. Czyli wcale.
  Wywróciła oczami, choć nie bez niekontrolowanego, usatysfakcjonowanego uśmiechu, w reakcji na jego słowa. Z większością nachalności poradziłaby sobie sama, ale dobrze było wiedzieć, że miało się kogoś, kto zająłby się całą resztą świata, gdyby tylko tego potrzebowała. I kto był w zasięgu smartfona. Była co prawda ciekawa, jak miałoby to wyglądać z jego strony – ta interwencja ze wspomnianym przyjebaniem – czy wparowałby na prywatną imprezę czy po prostu zasadził na swój cel już pod wejściem, ale z drugiej strony – lepiej tego nie sprawdzać.
  Nie chodziło o jej kłopoty w szpitalu, bo przecież mogłaby udawać, że nie wie co to za dzikus wpadł i robił rozboje, ale jeśli chodziło o Damona i jego szczerze wątpliwą możliwość pozostawania w Kanadzie, to wolała nie ściągać na niego więcej świateł jupiterów niż to konieczne.
  I tak starczyło, że Amerykanie mieli ich wciąż na oku. A może nie mieli? Może już im przeszło po takim czasie.
  — Zadzwoń, jak zaczniesz tęsknić. Albo znowu przerośnie cię mikrofalówka — odpowiedziała na jego słowa, wysuwając w tym czasie obie nogi z samochodu. Wciągnęła płaszcz na ramiona, a następnie wysunęła z pojazdu, z gracją jak raz godną niedebiutowanej modelki Victoria’s Secret.
  Rzuciła mu ostatnie spojrzenie, tak naprawdę w głowie jeszcze raz zastanawiając się, czy to warte, aby iść w gniazdo pełne rozhukanych osobowości, które znała tylko z widzenia, a potem zatrzasnęła z wyczuciem drzwi do auta, poklepując je krótko po dachu, jakby na znak, że może jechać.
  Na pewno byłoby jej raźniej, gdyby mogła go zabrać ze sobą, bo przynajmniej miałaby z kim porozmawiać i z kim pokrytykować ludzi dookoła, a przy okazji spadłby z niej ciężar konieczności nakarmienia go – wepchnęłaby w niego jedzenie z imprezy i jeszcze przemyciła wraz z nim część do domu, ale zasady to zasady.
  Nawet jeśli bezsensowne.
  Odwróciła się w stronę wejścia do lokalu i, po krótkim oddechu, podjęła kroku w stronę wejścia, po drodze rozmijając się z kimś, kto się z nią przywitał, jakby ją znał, a kogo ona w ogóle nie kojarzyła. Stąd wyszła kompletnie niezręczna interakcja, przez którą jeszcze bardziej chciała zawrócić.
  Ale nawet się nie odwróciła w stronę samochodu – niech ma, za karę, fajfus jeden, że jej nie zatrzymał, chociaż stanowczo mu mówiła, że chce i musi iść. Próżno jednak wymagać od Damona błędu w Matrixie, w którym funkcjonował. Sama siebie, dla pieniędzy, skazała na towarzystwo, które już od wejścia zaczęło komentować jej strój – chwaląc go i z westchnieniem mówić, że jej nie poznali.
  Ona siebie też nie poznawała. To nie było ubocze, ani jej zacisze domowe, żeby miała się poznać.

    e o t
ODPOWIEDZ

Wróć do „#8”