25 y/o
Welkom in Canada
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chyba nie trzeba było lepszego potwierdzenia na to, że faktycznie kompletnie nie znała Douga – o czym zresztą sama chyba mogła przekonać się ledwie chwilę po tym, jak już nazwała się przyjaciółką rodziny. Gorzej – Dantego. Sam wyraz twarzy powinien dostatecznie wymownie świadczyć o tym, co Douglas myślał na ten temat. A jeśli nie, to jego wzmianka o konieczności poszukania sobie odpowiedniejszych i bardziej wartościowych przyjaciół, nie powinna zostawiać już żadnych wątpliwości.
I choć na pewno znalazłoby się przynajmniej jeszcze kilka dobrych rad, których Douglas mógłby jej udzielić, tych przynajmniej żadne z nich nie musiało już wysłuchiwać, skoro zdecydowali się opuścić piwnicę. Nie musieli też dłużej przejmować się Dougiem, mimo wszystko zgadzając się co do tego, że żadne z nich nie miało ochoty tam wracać. Na pewno nie teraz, raczej nie w najbliższej przyszłości, a w tej dalszej… może kiedyś mógłby się trafić jakiś bardziej dogodny moment. Taki na przykład, w którym rzeczywiście nikogo nie byłoby w domu i nie trzeba byłoby martwić się o mniej lub bardziej przypadkowe postrzelenie.
A jednak przynajmniej przez moment – sekundę, może dwie, na pewno nie więcej – przemknęło Dantemu przez myśl, że takie zwyczajne odpuszczenie sobie i poddanie się zdecydowanie nie było satysfakcjonującym zwieńczeniem całego tego włamania. Ostatecznie jednak musiał widocznie posiadać choćby szczątkowo wykształcony instynkt samozachowawczy, skoro zdecydował się na to bardziej rozsądne rozwiązanie – wsiąść do samochodu, odjechać, nie zawracać tym sobie dłużej głowy.
Raczej nie aż tak bardzo – stwierdził więc jedynie w odpowiedzi na sugestię, że miałoby nie zależeć mu na odzyskaniu własnych rzeczy. – W sumie… nawet nie wiadomo, czy coś faktycznie miałoby dalej tam być.
I to chyba mógłby być argument najbardziej przemawiający za tym, że wracanie się do piwnicy lepiej było sobie odpuścić. W końcu jeszcze bardziej rozczarowujące musiałoby być to, gdyby po przeszukaniu kolejnych kartonów miało okazać się, że rzeczywiście bezużyteczny kabel był jedyną rzeczą wartą zabrania stamtąd i całego zachodu.
A to już jakaś nowość… – zaśmiał się po jej kolejnych słowach, wsiadając na fotel kierowcy i czekając chwilę z dokończeniem wypowiedzi aż Erika ulokuje się po stronie pasażera. – Zwykle kończy się na tej pierwszej części.
Po raz kolejny bowiem – o ile miał naprawdę imponujące doświadczenie w ładowaniu zarówno siebie, jak i innych w kłopoty, zdecydowanie nie można było powiedzieć tego samego o wygrzebywaniu się z nich. Zresztą… i tym razem przecież przynajmniej przez chwilę musiało przejść mu przez myśl, żeby po prostu zostawić ją w tej cholernej piwnicy i skorzystać z okazji, żeby samemu ulotnić się z miejsca. Ale być może nie było potrzeby, żeby dodatkowo wspominać o tym na głos…
Wendy’s? Jest niedaleko. Czy może twoja hojna oferta obejmuje jakieś bardziej burżujskie lokale? – zerknął w jej stronę z uśmiechem. Widocznie żeby odzyskać wcześniejszy dobry humor nie potrzebował wiele więcej, jak po prostu móc odpalić samochód i odjechać sprzed rodzinnego domu. Choć powstrzymanie się od przypadkowego zahaczenia o skrzynkę pocztową wciąż wymagało całkiem sporo silnej woli.

/ zt

Erika Lindberg
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”