45 y/o
For good luck!
185 cm
member of parliament
Awatar użytkownika
there's an old Italian saying: "you fuck up once, you lose two teeth"
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjipłynny?
postać
autor

Cóż – jedyną gorszą sprawą od tego, że Love lubiła koszule Anthonyego, był fakt, że Anthony lubił, gdy Love się w nie „ubierała” (w cudzysłowie, bo umówmy się – z ubieraniem się to nie miało zbyt wiele wspólnego), dlatego może dobrze się stało, że jego podręczny zestaw małego turysty został po dobrej stronie Niagary. Układało im się przecież – interesy szły dobrze, o misjach pobocznych w hotelu też nie było mowy, więc takie kuszenie losu chyba nie było im potrzebne. No chyba, że los potrzebował ostatecznego potwierdzenia, że naprawdę byli lepszymi ludźmi niż dwa lata temu i uznał, że to odpowiedni moment – teraz, kiedy byli na siebie skazani i właściwie nie mieli innego wyjścia, jak ukryć się przed całym światem w wynajętym na fałszywe nazwisko pokoju.
Test zaczął się… Test zaczął się tak, jakby mógł się zacząć lepiej. Nie chodziło jednak o pytanie, które zadała Love, bo akurat w nim nie było ani nic nietaktownego albo niegrzecznego, tylko o to, skąd wzięło się w jej ustach akurat w tym momencie. Pewnie, że ich znajomość miała określony charakter, ale to i tak straszny szok, że ani razu o tym nie porozmawiali. Mogła myśleć o nim jedynie same najgorsze rzeczy. Zwalenie tego wszystkiego na gorączkę i majaki wcale nie było takie głupie.
Jak bardzo źle to o nas świadczy, że jeszcze nigdy o tym nie gadaliśmy? – Mruknął niby żartobliwie, uśmiechając się pod nosem. – Chodziliśmy z Kimberly do tych samych szkół. Musiało mi być dobrze w bluzie z kapturem i szerokich spodniach – prychnął. – Moi koledzy dostali od rodziców firmy, a ja złoty bilet do kanadyjskich sił zbrojnych. Ojciec chciał, żebym latał – jak on i jego dziadek, a potem robił karierę w dowodzeniu – też jak on i jego dziadek, ale błędnik wariował mi już na symulatorach, więc to nie był dobry pomysł. Poza tym – nie chciałem się ślizgać na nazwisku… Albo chciałem mu zrobić na złość, jedno z dwóch. W każdym razie planowałem, że jak skończę studia, to przejdę do cywila i zajmę się czymś innym, ale potem był 9/11 i… Jesteśmy tutaj. – Wzruszył ramionami. – To satysfakcjonująca odpowiedź? Nada się na notkę do biografii, którą kiedyś napiszę? – Raczej nie, bo wydawcy lubią bohaterów bona fide, a nie nepobabies, które rzygają po paru minutach w myśliwcu-zabawce którym marzyło się normalne życie, ale hej – to Love była kobietą mediów i na pewno lepiej wiedziała, jak porwać publikę.
Tymczasem samochód wreszcie doturlał się do kompleksu. Na całe szczęście noc wciąż była przerażająco czarna, więc podłość tego miejsca zdążyła ukryć się w ciemnościach, zanim rozpoznali ją w nieśmiałym blasku lamp wypożyczonego forda, ale to chyba bez znaczenia – takie rzeczy się po prostu czuje. Bellore zaparkował tuż obok biura i nawet nie gasząc silnika, naszedł drzemiącego portiera. Negocjacje były krótkie; paradoksalnie krótsze od tych, które musiał potem przeprowadzić z Love (wolny pokój, oczywiście, był tylko jeden, ale na całe szczęście taki z dwoma łóżkami, ale w jedzenie trzeba było się zaopatrzyć na stacji, więc przekonanie jej, że powinna już zostać w środku było naprawdę trudne), więc ostatecznie już raptem dwa kwadranse później siedział na skraju materaca i szukał w telewizji działającego kanału, wsłuchując się w szum płynącej pod prysznicem wody.
Mieli tylko podkoszulki, więc wybrałem największy rozmiar. I mam nadzieję, że nie jesteś uczulona na naproxen, bo skończył im się advil – odezwał się dokładnie w tym momencie, w którym skrzypnęły drzwi do łazienki, ale zapatrzony w telewizor jedynie skinięciem dłoni wskazał na łóżko, na którym zostawił swoje zdobycze. Centralne miejsce zajmowało trochę przemoknięte pudełko pizzy z logiem stacji benzynowej w towarzystwie najbardziej typowych przekąsek, jakie można znaleźć w takim miejscu. Anthony ściskał na przykład w dłoni małe opakowanie zdecydowanie za ostrych orzeszków w panierce i co jakiś czas wsypywał sobie do ust kolejną porcję. – I nie, ciągle nie wiem, czy tu przypadkiem nie straszy. Nie było kogo zapytać – dodał, gdy kolejny raz zerwało transmisję kanału tuż po tym, jak obraz wreszcie zdążył się ustawić. Niby mieli dach nad głową, nie marzli i nawet mogli się przespać w całkiem komfortowych warunkach, ale to nie był standard, do którego byli przyzwyczajeni i pewnie coraz boleśniej zdawali sobie z tego sprawę.
A burza wcale nie zamierzała ustąpić.

Love Roderick
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
przeciwko sztucznej inteligencji i upadkowi zasad
28 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
'Cause I'm a real tough kid
I can handle my shit
They said, "Babe, you gotta fake it 'til you make it"
And I did
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Układało im się… gdyby tylko Love to usłyszała – parsknęłaby. No naprawdę… zresztą, co to w ogóle znaczyło? No chyba, że ograniczyć to zagadnienie do „niewodzenia na pokuszenie” i faktu, że jeszcze nie wylądowali w łóżku. To wtedy okej. Znaczy… nie jeszcze. W ogóle. Przecież w ogóle w nim nie wylądują. Ten temat był dawno zamknięty i nieaktualny. Chociaż Roderick nie powiedziałaby, że z tego powodu im się układało.
- Nie wiem… w ogóle? – wzruszyła lekko ramionami i jednocześnie ani trochę nie odwróciła od niego spojrzenia – Mieliśmy inne rzeczy do roboty i rozmawialiśmy raczej o rzeczach aktualnych zamiast ckliwych historii z przeszłości. Ty też niewiele o mnie wiesz. – przyznała zupełnie neutralnie, bo nie wydawało jej się to szczególnie dziwne, ani nie na miejscu. Nie byli parą w pełnym tego słowa znaczeniu. Nie znała szczegółów z jego przeszłości i nie ciągnęła go za język, żeby się nimi dzielił. Ulubionego koloru pana Bellore pewnie też nie znała! Może prędzej ulubiony film, gdy wspólnie przeszukiwali bibliotekę netflixa w hotelowym pokoju. Czy miała do siebie żal, że nie wysiliła się bardziej? Że nie próbowała go poznać lepiej? Może odrobinę, ale przecież to i tak nic by nie zmieniło. Ich relacja miała termin ważności, a ona nie była na tyle naiwna, żeby wierzyć w szczęśliwe zakończenie. Ich szczęśliwe założenie. Teraz mogła go poznać po… koleżeńsku. Byli kolegami z pracy! I uśmiechnęła się pod nosem, gdy wspomniał o wariującym błędniku, bo to w sumie przykre. I złośliwe! Chociaż on sam nie wydawał się być tym jakoś bardzo rozczarowany – No myślę, że idealne na Wikipedię. Na bio na Instagramie zdecydowanie za długie. Na tiktoku musiałbyś to nagrać w formie filmiku… i dodać kilka smaczków, szczegółów i koniecznie podzielić to na kilka części, żeby zainteresować odbiorę. – sprzedała mu krótką lekcję social mediów, przy okazji ładnie się do niego uśmiechając. Odpowiedział na jej pytanie, była wdzięczna i nie chciała kopać dalej. Mogłaby – oczywiście! Co chciał robić po przejściu do cywila, jak udało im się utrzymać związek, gdy poszedł do wojska… mogła zapytać o dużo różnych rzeczy. Zamiast tego wybrała żart, żeby jednak rozluźnić atmosferę i żeby Anthony nie poczuł się przesłuchiwany. To naprawdę była wyłącznie jej ciekawość. No i trochę odwrócenie myśli od tego, że jest jej zimno!
Więc kłóciła się z nim trochę dla zasady, bo koniec końców, gdy już została sama w pokoju – wiedziała, że to był dobry pomysł. No prawie! Bo to miejsce ją po prostu przerażało… naoglądała się za dużo amerykańskich filmów i w takich motelach zawsze działo się coś niedobrego. Głupia.
Owinięta ręcznikiem – żyjąc nadzieją, że jednak był wyprany po poprzednich gościach! – wyszła z łazienki, żeby zgarnąć tą suchą koszulkę, którą miał dla niej zdobyć Tony. Podkoszulka… no cóż, też mogła być. Zakrywała znacznie mniej, ale sam musiał być sobie winny – Jeśli jestem będziesz pierwszym, który się o tym dowie. – skwitowała całkiem beztrosko, bo nie wydawało jej się, żeby miała mieć alergię, ale no… no zawsze musiał być ten pierwszy raz! Uśmiechnęła się pod nosem, zabrała podkoszulkę i wróciła na chwilę do łazienki, nawet się za bardzo nie fatygując domykaniem drzwi do niej. Więc może z tym wodzeniem na pokuszenie szło średnio, ale tak naprawdę nie robiła tego z premedytacją. Taka po prostu była – I nawet jeśli nie straszy to towarzystwo mamy takie trzy na dziesięć. – rzuciła jak już wróciła do pokoju, usiadła na swoim łóżku po turecku i wychyliła się po kawałek pizzy – Po twoim wyjściu jakiś sąsiad trzy razy próbował się tu dostać uparcie twierdząc, że to jego pokój… wierzę, że był w stanie mocno wskazującym, a nie że jest seryjnym mordercą, który poczeka aż zaśniemy. – podzieliła się z nim swoją małą przygodą, bo oczywiście, że nie mogło być tak, że nic jej nie spotka… ta dziewczyna lubiła przyciągać pecha! – Ale przynajmniej jest ciepła woda! – dodała optymistycznie, szczerząc kły w szerokim uśmiechu. A w tym samym momencie walnęło. Burza… burza walnęła. A światło najpierw zamigotało, a później po prostu zgadło – I mam nadzieję, że generator. – bo w całkowitych ciemnościach było jeszcze mniej przyjemnie. Aż ją przeszedł dreszcz.


anthony bellore
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”