55 y/o
For good luck!
178 cm
emerytowany sportowiec, czasem złodziej, aktualnie głównie pisarz na home office
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidowolne
typ narracji3 os. l.p.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cóż, może to i lepiej, że Sergio nie potrafił zobaczyć w Salazarze bandziora - on sam nigdy się za bandziora nie uważał, nie myślał też o swoim bracie jako o przestępcy; ot, po prostu tak zostali wychowani, więc to robili - kradli, bo to umieli najlepiej. Kradli, bo do takiego życia przygotował ich ojciec. I kradli dlatego, że to lubili, że sprawiało im to przyjemność i że czuli się wtedy niepokonani, jasne, ale to wszystko nie sprawiało, że nagle ze zwykłych ludzi stawali się potworami.
Domyślał się jednak, że dla Sergio to wszystko faktycznie było na tyle nowe i na tyle niespodziewane, że zapewne musiał sobie najpierw poukładać to wszystko w głowie, zanim tak naprawdę będzie pewien tego, co w związku z tym czuje i co myśli. Nic dziwnego, że póki co opowieść Sergio wydawała mu się abstrakcyjna; zapewne gdyby Sal nie był przyzwyczajony do takiego świata i takiego życia i gdyby ktoś jemu opowiadał taką samą historię, to również nie do końca byłby w stanie to wszystko przyjąć do wiadomości.
Poczuł nieprzyjemne ukłucie w piersi, gdy usłyszał, że Santiago wychował sobie wspólnika. Zrobiło mu się w jednej chwili gorąco, w drugiej już niemal lodowato zimno, ale nie skomentował tego póki co.
- Nie wiem czy zdolny to odpowiednie słowo. Ja bym powiedział, że musi być szczęściarzem. On - raczej powiedziałby, że miał wyjątkowego pecha, skoro został ranny, ale udało mu się to przeżyć i stamtąd wyczołgać. - wzruszył lekko ramionami, przywołując na twarz nieco wymuszony uśmiech. Widział, że Sergio starał się jakoś rozluźnić atmosferę, ale póki co jeszcze był spięty; temat nie był dla niego łatwy o tyle, że opowiadał mężowi o czymś, o czym nigdy wcześniej mu nie mówił, o czym właściwie nikomu nie mówił i nie był jeszcze przyzwyczajony do dzielenia się tą częścią swojego życia, po prostu. Wtulił się jednak w jego bok, gdy Sergio objął go ramieniem i przytulił do siebie, swój policzek przytulając do jego ramienia; potrzebował teraz jego bliskości i cieszył się, że mimo tematu, mimo zaskoczenia i mieszanki nieprzyjemnych uczuć, która pewnie wciąż kotłowała się w Sergio, ten nadal miał ochotę go do siebie tulić. To było dla niego w tym momencie najważniejsze: że mimo wszystko go nie stracił.
- Nie wiem czy żałuje, to chyba nie jest odpowiednie słowo. Wcześniej... żałowałem, że mnie z nimi nie było, bo byłem przekonany, że może jakoś mógłbym pomóc. Alvaro wyperswadował mi to jakiś rok temu, gdy rozmawialiśmy i gdy mi się wyrwało, że jakbym tam był, to może wszystko potoczyłoby się inaczej. Pamiętam, że gadaliśmy wtedy na kamerce, pamiętam jak pociemniały mu oczy i jak warczał, gdy się odezwał. Powiedział, żebym nie pierdolił głupot, bo on był na miejscu, był w tym pierdolonym tunelu, zaprojektował cały ten skok, a i tak nie był w stanie uratować jedynej osoby, którą kiedykolwiek kochał. - westchnął ciężko i przetarł twarz dłonią, próbując się w ten sposób uspokoić i nie rozpłakać; wyjątkowo ciężko wracało mu się do tych momentów, do tych wspomnień, do zniszczonego psychicznie Alvaro.
- I to nie tak, że Santiago wychował go sobie na wspólnika, nie mów tak i nawet tak nie myśl. - pokręcił głową. - Santiago nigdy nie chciał go w to wciągać, przez parę lat Alvaro nawet nie wiedział czym się zajmuje Tiago, czym ja się zajmowałem... To naprawdę nigdy nie był cel Santiago, wręcz przeciwnie: robił wszystko, żeby go odepchnąć i zniechęcić do kradzieży, żeby nie pakował się w to gówno. - przełknął ślinę. - Ale on szybko w to wsiąkł i szybko to pokochał. Gdy poszedł na studia zaczął kraść z jakąś grupą... Santiago nieźle go opierdolił, gdy się dowiedział, ale to nie zmieniło decyzji Alvaro, bo on i tak chciał to robić. W końcu, jak już skończył te studia i wrócił do domu, to Santiago zgodził się, żeby Alvaro pomagał mu w planowaniu, ale nie brał go jeszcze na same akcje. No i... potem, gdy już zaczęli razem planować, gdy siedzieli nad tymi mapami całymi godzinami, dniami i tygodniami, gdy się na nich patrzyło... - pociągnął nosem. - Chyba nigdy nie widziałem u nikogo takiego porozumienia dusz, wiesz? No, poza nami, oczywiście. - uśmiechnął się smutno i musnął nosem policzek męża. - Alvaro siedziałby nad obliczeniami tak długo i tak długo łamałby przy tym wszystkie prawa fizyki, żeby tylko uzyskać efekt, który obaj chcieli. Byli piękni w tym swoim planowaniu rzeczy niemożliwych. I wiem, że obaj oddaliby wszystko, żeby przeżyć razem jeszcze choćby jeden napad. - przy ostatnich słowach głos mu się załamał, więc sięgnął znów ustami do kubka z herbatą, żeby to jakoś zakamuflować. Czuł, że musi zrobić przerwę, bo inaczej się poryczy i tyle z tego będzie.

Santiago de la Serna
palermo (palermo.pbf)
nie lubię kierowania moją postacią i wiecznych śmieszków w grach, ale poza tym piszę dosłownie wszystko
56 y/o
For good luck!
183 cm
emerytowany pływak, obecnie psycholog Centre for Addiction and Mental Health
Awatar użytkownika
-
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion//ono/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uśmiechnął się pod nosem i pokiwał głową słysząc, że zapewne Santiago uznałby fakt, że przeżył, za wyjątkowego pecha. Tak, zapewne tak, biorąc pod uwagę, że zawalił go wiedząc, że to mu grozi śmiercią i wiedząc, że jest chory - zapewne taki właśnie był jego cel, w związku z czym gdy przeżył, pewnie stwierdził, że to wyjątkowy niefart i był o to wściekły. Sergio jednak nie wyraził tych myśli na głos widząc, jak trudny to jest temat dla Salazara - zresztą nie było w tym nic dziwnego.
Trochę zesztywniał, słuchając o rozmowie z Alvaro - przed oczami stanęła mu twarz Salvatierry, z łatwością wyobraził sobie jego łzy, łamiący się głos i rozdzierający serce żal. Sergio od dawna widział, że ten chłopak kocha Santiago, więc łatwo mu było wyobrazić sobie jego ból po śmierci de la Serny: kiedy dowiedział się o śmierci Tiago, mimowolnie sam myślał, co by czuł, gdyby jego Sal nagle zginął i to były przerażające myśli.
- On wie, że to nie jego wina...? - zapytał po chwili zduszonym głosem - Rozumie to? Skoro tam był, to chyba wiedział, że Santiago sam wysadził tunel, że wiedział, co robi, prawda? Że Alvaro nie mógł nic z tym zrobić, bo przecież znamy Tiago: zawsze robi to, co sam uważa za słuszne, zawsze robi, co sobie postanowił i nic nie jest w stanie go od tego odwieść, zwłaszcza w tak ważnych sprawach. Rozumiem, że czuł, że ratuje życie reszty... Że ratuje życie człowieka, którego - jak się okazuje - kocha. Nie ma możliwości, żeby Alvaro cokolwiek z tym zrobił i jakimś cudem wywlókł go stamtąd żywego. Wie o tym?
Przełknął nerwowo ślinę słysząc, że Santiago nie wychował sobie wspólnika i że starał się chłopaka trzymać od tego z daleka.
- Źle go oceniłem zatem - mruknął po chwili milczenia - Przepraszam. Jego też przepraszam mimo, że nie słyszał tego, co teraz powiedziałem. Sądziłem, że skoro kradną razem i skoro to kochacie, to Tiago chciał, żeby Alvaro brał w tym udział, a to byłoby nie w porządku.
Przyjrzał się mężowi, kiedy ten skupił się na piciu kawy, ewidentnie próbując zająć czymś usta i zapewne ukryć emocje, które nim teraz targały. Usłyszał żal w jego głosie, gdy ten mówił o tym, że Salvatierra i de la Serna chcieliby wziąć udział choćby w jeszcze jednym skoku; sam też poczuł ukłucie żalu, kiedy o tym usłyszał. Również napił się kawy, żeby przełknąć ten żal i pogładził plecy męża, próbując podnieść go tym na duchu.
- Jakkolwiek tego w żaden sposób nie pochwalam - zaczął powoli i ostrożnie, wywracając oczami - to może... może mogliby choćby coś zaplanować? Nie zrealizować, ale zaplanować? Skoro to kochają, skoro tak dobrze im się pracowało... Czy Santiago nie jest już w stanie?

Salazar Martinez
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
ODPOWIEDZ

Wróć do „Pan Pacific Hotel”