-
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion//ono/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Martinez zwrócił też uwagę na to zawahanie przed słowem "relacja" - domyślił się, że chłopak chciał powiedzieć "związek", ale chyba nie uznał tego za odpowiednie słowo w tym momencie, czemu zresztą Sergio się wcale nie dziwił, widząc, jak zachowuje się de la Serna. Ale swoją drogą nie dziwił się też Tiago. Martinez zauważył też, że Salvatierra mówił o związku sprzed półtora roku jako o jedynym w swoim życiu, co mogło oznaczać, że tego, co było między nim i Kocurem, nie uważał za związek, przynajmniej w tym momencie.
- Dobrze, rozumiem - powiedział łagodnie, patrząc ciepło na Alvaro - Czyli chodzi ci o to, że czujesz, że nie umiesz się zachowywać tak, żeby utrzymywać relacje, tak? Tylko, że to nieprawda, bo przecież z Santiago jesteście związani od dziesięcioleci. Salazar ani ja też nie zerwaliśmy z tobą kontaktów. To, że czasami wybuchasz nie sprawia, że nie potrafisz w ogóle w relacje; a żeby sobie z tym poradzić, może spróbuj tego: kiedy czujesz, że już wybuchasz, daj sobie zawsze parę sekund. Odetchnij głęboko, bardzo głęboko, może nawet wstrzymaj powietrze, policz do dziesięciu i zastanów się, czy sytuacja, która właśnie wyprowadza cię z równowagi, faktycznie jest taka, jak czujesz w pierwszym momencie. Czy warto wybuchać. Być może da się ją rozwiązać w inny sposób, być może można spokojnie wyjaśnić, jak się poczułeś i dlaczego. Możliwe, że to, co cię rozzłościło, nie jest tym, czym się wydawało - a jeśli nawet jest, to czy rzeczywiście tylko krzykiem lub sarkazmem można to rozwiązać?
Uśmiechnął się do Alvaro, chcąc mu dodać otuchy.
- Dobrze, kto następny? - spojrzał na Santiago, a później na męża, mając nadzieję, że obaj bracia jednak będą skłonni opowiedzieć o tym, co czują w tym momencie i nie zaprą się rękami i nogami.
Alvaro Salvatierra Salazar Martinez Santiago de la Serna
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkidowolnetyp narracji3 os. l.p.czas narracjiprzeszłypostaćautor
- Ja czuję się źle z tym, że słucham tego, o czym mówi Alvaro. Mam poczucie, że powinna to być prywatna rozmowa; że skoro on potrzebuje tego, żeby się wygadać, a rozumiem, że potrzebuje i wcale tego nie neguje, to powinien rozmawiać tylko z tobą, a nie ze mną i z Santiago w tym samym pomieszczeniu. - popatrzył na siedzącego obok niego Sergio. - I ja wiem, że jest coś takiego jak terapia grupowa i w ogóle, ale jakoś... wciąż mam wrażenie, że jestem tu zbędny. - zawahał się chwilę. - Albo nie że zbędny, może to nie jest to słowo, ale... no, wydaje mi się, że moja obecność tutaj co najwyżej może szkodzić Alvaro, a nie mu pomagać. - odchrząknął krótko i poprawił się nieco na kanapie, próbując sobie znaleźć jakąś wygodną i komfortową pozycję. W końcu usiadł w podobny sposób, w jaki siedział Alvaro, z tymże on miał nogę zgiętą i przyciągniętą do swojej piersi, obejmował ją też ramionami.
Sergio Martinez Alvaro Salvatierra Santiago de la Serna
-
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion//ono/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Jeśli Alvaro chce, to może do mnie zawsze przyjść i porozmawiać - spojrzał na chłopaka, żeby pokazać mu, że mówi poważnie - ale teraz chodziło mi bardziej o to, co czujesz w związku z tym, co było wcześniej, przy stole. O to, dlaczego najpierw nakrzyczałeś na Alvaro, a później na Santiago, co tobą kierowało, co wzbudziło w tobie takie emocje i jakie to były emocje. Chodzi mi o rozwiązanie tej sytuacji, bo jeśli tego nie zrobimy, to widzę, że będzie naprawdę źle. Widzę to chociażby po minie i zachowaniu Santiago, którego też zaraz zapytam, co czuje w związku z tym, co się stało, bo skoro się zgodziliście na to, żeby p tym porozmawiać i nikt nie zaprotestował, to chciałbym, żeby ta decyzja była podtrzymana. I chciałbym, żeby nie mówić o swoich domysłach na temat tego, co może czuć ktoś inny czy co może mu pomóc lub zaszkodzić, tylko o sobie. Krzyczałeś i powiedziałeś wiele bardzo niefajnych rzeczy. Salazar, i chciałbym, żebyś wyjaśnił chłopakom, co tobą kierowało. Sądzę, że jeśli to powiesz, to łatwiej im będzie zrozumieć to, co się stało i poukładać własne emocje z tym związane. No, chyba, że uważasz, że nie mam racji, wtedy możemy próbować przejść nad tym wszystkim do porządku i w rezultacie nikt się nie dowie, o co właściwie poszło, każdy będzie chował jakąś urazę i...
Zaciął się, bo chciał powiedzieć "i wasze relacje mogą się wreszcie rozpaść przez jeden głupi wieczór, który miał być miłym rodzinnym spotkaniem". Nie był jednak pewien, czy powinien to mówić na głos, bo nie był pewien, czy rzeczywiście coś takiego było możliwe. Obawiał się jednak, że tak.
Alvaro Salvatierra Salazar Martinez Santiago de la Serna
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkidowolnetyp narracji3 os. l.p.czas narracjiprzeszłypostaćautor
- Nie wiem czy taka odpowiedź wystarczy, ale zdenerwowało mnie ich zachowanie. I wystraszyło, chyba, w pewnym sensie. Najpierw to, że Alvaro był taki ironiczny, podniósł głos, potem zniknął na chwilę, a w końcu wrócił i przeprosił... - wzruszył lekko ramionami. - Nie wiedziałem skąd mu się to wzięło, ale po tym, jak zareagował Santiago zauważyłem, że zabolało go to, a potem, że się wkurwił. - oparł podbródek o kolano zgiętej nogi, przez chwilę milcząc i wciąż bawiąc się kieliszkiem wina. - Nie wiem czy ich nastrój miał na mnie taki wpływ, ale być może, bo gdy tu szliśmy, to nie czułem złości ani się nie bałem, że coś pójdzie nie tak. - nie zauważył, że mówił coraz ciszej, a głos mu teraz nieco drżał. - No dobra, trochę się bałem, czy się nie pozabijamy przy jednym stole, ale to nie tak, że chciałem to projektować na to, co faktycznie się działo. - skrzywił się, gdy powiedział to na głos i gdy dotarło do niego, że być może się mylił i może podświadomie chciał to przełożyć na kolację, nawet jeśli w ogóle nie miał takich intencji.
- Wystraszyłem się, że ta kłótnia to coś poważnego, bo wyglądało na coś poważnego i nadal zresztą tak wygląda. - po chwili wahania podniósł wzrok, najpierw spoglądając na swojego męża, a potem na Alvaro i Santiago. - Nie chciałem, żebyście się rozstali, skoro wreszcie dojrzeliście do tego, żeby ze sobą być. Myśl, że właśnie do tego zmierzacie, do rozstania... sprawiła, że po prostu się wystraszyłem. Bo skoro wasza relacja, wasza przyjaźń, jest czymś, co może się tak łatwo rozpaść, to chyba znaczy, że wszystkie inne też są. Do tej pory myślałem, że nie ma relacji tak trwałej i niesamowitej, jak wasza, poza moją relacją z Sergio, a skoro wy dążyliście do rozstania... to znaczyło to, że nic nie jest już pewne w tym świecie, nie? Nawet ty i ja - przy ostatnich słowach znów przeniósł spojrzenie na ukochanego, przełykając ślinę i wyglądając, jakby mówienie tego sprawiało mu nie tyle trudność, co po prostu ból.
Santiago de la Serna Alvaro Salvatierra Maple Hearts