ODPOWIEDZ
32 y/o
For good luck!
178 cm
Informatyk Google Canada
Awatar użytkownika
Stary wstał, więc po chuj się prujesz znów
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOna, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Some meetings are like opening a book left on a familiar page.
Past familiarity meets an unclear future, leaving a quiet tension
between what was and what might be.

   W ostatnim tygodniu poprosił przełożonego o pracę zdalną do końca miesiąca, bo po ostatnim wyjeździe służbowym miał zdecydowanie dosyć pracy z ludźmi, szczególnie z takim jednym typem, co wybitnie działał mu na nerwy, a jak wiadomo, Dae wolał uciekać, niż rozwiązywać problemy jak mężczyzna. Jakiś czas przesiedział na chacie, zapuszczając ją trochę bardziej, niż zwykle, żywiąc się głównie mrożonkami, których zapas przywiózł mu kurier Isaam-Terq. Typ nawet dostał napiwek.
   W pewnym momencie nieoczekiwanie przyszła fala motywacji, która popchnęła go do ogarnięcia się, więc faktycznie zabrał się do porządków i to jeszcze w trakcie pracy. Nie był w tym jakiś super dokładny, żadna z niego uporządkowana Pani domu. Zrobił jednak pranie, wywalił śmieci, zdjął ciuchy z suszarki, które wisiały tam chyba od dwóch tygodni i nawet odkurzył. Na koniec wziął prysznic, założył na siebie czyste ubrania i po południu wyszedł nawet na spacer, mając zamiar skoczyć również do pobliskiego spożywczaka i kupić coś świeżego do żarcia.
   Nie miał zielonego pojęcia, że wpadnie na swoją ex, a prawda była taka, że gdyby wiedział, to pewnie starałby się tego za wszelką cenę uniknąć. Nawet nie miał pojęcia, że wróciła, tym bardziej poczuł się zaskoczony. Stał przez chwilę przed marketem i patrzył na nią, jakby łudził się, że go nie rozpoznała. W końcu przywitał się, bo gdyby zignorował, czułby się z tym potem paskudnie. Od słowa do słowa skończyło się na tym, że umówili się następnego dnia na kawę i nie był pewien, czy którekolwiek z nich wiedziało w jakim konkretnie celu.
   Miejsce wybrała Ruby, pewnie z nawyku, bo Dacey nie miał gustu do takich rzeczy, pewnie nawet nie potrafiłby sobie na poczekaniu przypomnieć nazwy jakiejkolwiek kafejki. Zawsze był w tym beznadziejny. Pewnie te pracownicze nazwy wypierały wszystko inne, bo w wirtualnym świecie kodów poruszał się niezwykle płynnie.
   Następnego dnia stanął przed wskazanym lokalem, którego nazwę musiał sobie dokładnie wcześniej zapisać, po czym odchylił głowę, jeszcze raz porównując wszystkie literki, upewniając się czy aby na pewno wylądował w dobrym miejscu. Wszedł do środka i rozejrzał się, już od progu widząc, że to miejsce z umiarkowanymi cenami, nie te tańsze. Ruby nigdy nie zadowalała się byle czym, nie dziwił się więc, że ostatecznie kopnęła go w dupę.
   一 Hey, Ruby 一 odezwał się, kiedy podszedł do stolika, przy którym ona już na niego czekała. To też się nie zmieniło, zawsze była przed czasem. Ściskał w dłoniach bordową czapkę, kiedy siadał naprzeciwko niej. Odetchnął głęboko i uśmiechnął się do dziewczyny, przyglądając się jej ciemnymi oczami, które lekko błyszczały w świetle lamp. Na zewnątrz było chłodno, więc od zimna miał zaróżowione policzki. Odłożył czapkę na stolik i przetarł palcami brodę porośniętą krótką, ciemną szczeciną.
   一 Zamówimy coś? 一 zaproponował, sięgając po kartę. 一 Dalej lubisz tą hmm… latte macchiato z syropem karmelowym? 一 rzucił, przesuwając spojrzenie po dostępnych pozycjach. 一 Ja chyba wezmę zwykłą, czarną 一 mruknął, zerkając na kelnerkę, która już stała obok nich, zapisując zamówienia. Uśmiechnął się do niej uprzejmie i odchrząknął krótko, odkładając kartę na stolik. Był trochę dusigroszem, bo było go stać na picie kawy nawet w droższych restauracjach, ale miał parcie na odkładanie kasy na czarną godzinę i często trudno było wybić mu to z głowy.
   一 Ładnie wyglądasz 一 rzucił, kiedy zostali już sami. Naprawdę tak uważał. Studia jej służyły, może powrót do domu też. On sam właściwie niewiele się zmienił, może trochę przytył, bo zaniechał wizyt na siłowni i porannego bieganie, odkąd stał się znowu smutnym singlem.


Ruby J. Graham
28 y/o
For good luck!
164 cm
Doktorantka Biologii University of Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji
postać
autor

Po raz pierwszy od tygodni obudziła się po jedenastej. Jak dla niej to równie dobrze świat mógłby się właśnie zawalić. Nie zwykła spać tak długo, zwłaszcza odkąd praktycznie mieszkała na uniwersytecie i w swoim laboratorium. Whitley zwykle nie pozwalała sobie na marnowanie południa w łóżku. Jednak gdy spędzała całe dnie – a często i noce – na badaniach w laboratorium, dzień i noc zlewały się w jedno.
Próbując zrobić śniadanie, co w standardach jej rodziny było wyczynem olimpijskim, otworzyła drzwiczki lodówki. W środku – zupełna pustka. No, może poza połową cytryny i otwartym mlekiem sojowym, które po powąchaniu nadawało się tylko do wyrzucenia. Westchnęła i wybrała się do jednego ze znanych jej supermarketów, zdecydowanie nie licząc na to, że spotka znajomą twarz. Szczególnie nie z lat licealnych.
Na początku nie wiedziała, jak się zachować. Mimo lat, jakie minęły, nadal darzyła go sentymentem. Jakby nie patrzeć, wciąż jej na nim zależało – może nie w takim samym stopniu jak kiedyś, ale jednak. Musiała przyznać przed samą sobą, że dobrze go wspominała. I z pewnością chciałaby utrzymać kontakt, który został zerwany poniekąd przez nią, choć w większości był to warunek rodziców.
W liceum, nie mając zbyt silnego kręgosłupa moralnego, poszła za ideologią rodziców, szczególnie ojca, który wymagał od niej i od rodzeństwa wysokich wyników akademickich. Gdy dostała się do Oksfordu, nie było nawet mowy o tym, by została w Toronto dla chłopaka. Równie dobrze mogliby ją wydziedziczyć i kazać żyć bez majątku. Nie tyle zależało jej na pieniądzach, co na rodzeństwie. Nie wyobrażała sobie bycia całkowicie sama. Pomimo różnicy wieku między nią a braćmi, nie widziała siebie poza rodzinnym gronem.
Te wszystkie rozterki, przez które musiała mentalnie przeskoczyć, były trudne. Nie chciała być postawiona w sytuacji, w której musiała wybierać: osoba, którą kocha, czy edukacja i jej miłość do akademii? Musiała wybrać między młotem a kowadłem. To nie było łatwe, ale zważywszy wszystkie „za” i „przeciw”, poszła za opinią ojca i wybrała Oksford. Tego samego dnia zerwała z chłopakiem – tym mężczyzną, który właśnie stał przed nią. Nigdy nie spodziewała się go zobaczyć. W sumie sama nie oczekiwała, że wróci na stare śmieci.
Umówili się do jednej z kawiarni, które zostały jej polecone. Była tu już kilka razy, więc barista, Paris, znał ją. Gdy weszła do środka, pomachała mu i usiadła przy stoliku bliżej ściany, przy oknie – zawsze lubiła spoglądać na ludzi przechodzących obok i obserwować, co dzieje się na zewnątrz.
Hej – odezwała się do niego, gdy podszedł do stolika i usiadł naprzeciwko.
Wiesz co? Poproszę białe americano z lodem – powiedziała, widząc, jak barista zapisuje jej i jego zamówienie, po czym odchodzi, by je zrealizować.
Szczerze mówiąc, odkąd zamieszkałam w Oksfordzie, nie jestem w stanie patrzeć na syrop karmelowy tak samo. Zdecydowanie za słodkie – dorzuciła z humorem, krzywiąc się na wspomnienie o syropie karmelowym.
Na wspomnienie o jego wyglądzie uśmiechnęła się, spuszczając wzrok, który po chwili uniosła z powrotem na chłopaka.
Ty też wyglądasz całkiem całkiem. Cokolwiek robisz, wydaje się służyć – powiedziała szczerze, przyglądając mu się uważnie. Pomimo lat wyglądał naprawdę dobrze. Musiała przyznać, że lata temu był przystojny, ale teraz… to się podwoiło.
Gdy obie ich kawy zostały dostarczone do stolika, Rubi podziękowała i wzięła pierwszy łyk. Na jej twarzy pojawiła się widoczna ulga. Uwielbiała mrożoną kawę – czy to lato, czy zima, nie miało znaczenia. Kawa z lodem była jej codziennością, odkąd zamieszkała w Oksfordzie. Specjalnie kupiła sobie mini lodówkę z jedną szufladą zamrażarki, żeby móc kupować lód i robić domowe mrożone kawy. Inaczej zbankrutowałaby kompletnie, mieszkając po prostu w kawiarni.
Co u ciebie słychać? Wiem, że to spotkanie może wydawać się bardzo przypadkowe, ale nie mam złych intencji. Chciałabym tylko przeprosić za swoje zachowanie. Nie powinnam była ulec rodzicom tak, jak uległam. Wiem, że może nie byliśmy idealni, ale chcę, żebyś wiedział, że naprawdę byłeś mi bliski – powiedziała cicho, bawiąc się słomką od kawy.
Nie oczekuję, że wrócimy po latach do tego, co było. Każdy z nas jest inny i nie oczekuję wiele. Jednak chciałabym, żebyśmy nie udawali, że się nie znamy. Nie chcę rozdrapywać starych ran i podejrzewam, że ty tak samo. Mimo wszystko chciałabym, żebyśmy się przyjaźnili – choćby ze względu na stare czasy. Brakuje mi ciebie… znaczy, brakuje mi naszej przyjaźni – sprecyzowała Ruby

Dacey Finnegan
32 y/o
For good luck!
178 cm
Informatyk Google Canada
Awatar użytkownika
Stary wstał, więc po chuj się prujesz znów
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOna, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

   Obserwował ją uważnie, chociaż starał się nie być nachalnym. Nie widział jej w końcu całkiem długi czas i był ciekawy co się zmieniło, zarówno w środku, jak i na zewnątrz. W sklepie był zbyt zestresowany nagłym spotkaniem, żeby aż tak koncentrować się na porównywaniu przeszłości z teraźniejszością. Mruknął pod nosem, wyrażając zrozumienie na zmianę smaku i kiwnął lekko głową, kwitując nową informację delikatnym, uprzejmym uśmiechem.
   Nawet jeżeli poczuł się zaskoczony, że już nie lubiła słodkiej kawy z karmelem, to nie dał tego po sobie znać. W sumie aż tak dziwne to nie było. Podejrzewał, że jest więcej rzeczy, które się zmieniły, w końcu minęło już trochę czasu, a ich związek trwał w okresie, kiedy dalej się rozwijali i to dosyć szybko. Dopiero teraz życie zaczynało trochę zwalniać.
   一 Tak uważasz? 一 dopytał, kiedy powiedziała mu że dobrze wygląda i to w bardzo pewny siebie sposób. Według niego trochę się zapuścił, ale może po prostu nie zdawał sobie sprawy, że kilka dodatkowych kilogramów bardzo mu pasowało. Nie każdy w końcu lubił chudziny, każdy miał jakiś swój gust. Jemu było chyba wszystko jedno, nie przejmował się swoją wagą i dalej jadł niezbyt zdrowo, chociaż zauważał to coraz bardziej, np. kiedy musiał się trochę poruszać i zbyt szybko się męczył. 一 Dobrze się odżywiam 一 dodał w ramach wyjaśnienia i w tym przypadku dobrze nie oznaczało zdrowo, było od tego naprawdę dalekie. 一 Ale dziękuje, miło że zauważyłaś.
   Właściwie naprawdę wyglądał na zadowolonego, nawet bardziej się wyprostował i do głowy przyszła mu szalona myśl, że jak rozmowa będzie się kleić, to zamówi nawet kawałek ciasta do tej kawy, bo on, w przeciwieństwie jak się okazało do Ruby, wcale nie zrezygnował ze słodkości.
   Podziękował za kawę, kiedy kelner postawił przed nimi ich zamówienia i sięgnął po dwie saszetki cukru, które od razu wsypał do czarnej kawy i zamieszał dokładnie, spoglądając co chwilę na dziewczynę, która postanowiła zacząć z grubej rury, chociaż wcale go to nie dziwiło, to zawsze ona była mówcą w ich związku i często musiała się nieźle postarać i pociągnąć go mocno za język, żeby coś z siebie w końcu wydusił. Szczególnie, jeżeli chodziło o poważne tematy.
   Uniósł dużą filiżankę, przez chwilę dmuchał w gorący, aromatyczny płyn, a potem upił łyk, marszcząc lekko brwi, kiedy wspomniała o uleganiu rodzicom. To była dla niego nowość. Jasne, że wiedział o sytuacji dziewczyny i naciskach jej rodziców na naukę, ale jakoś ominęła go informacja, że mieli coś wspólnego z jej decyzją o rozstaniu.
   一 Uległaś? 一 rzucił, jakby niewiele z tego rozumiał. Nie był nawet pewien czy to usłyszała, bo mówiła dalej, a on upił w tym czasie kilka kolejnych łyków kawy i odstawił filiżankę na spodek, po czym oblizał szybko wargi, układając dłonie na stole, wzrokiem śledząc twarz dziewczyny i analizując każde jej kolejne słowo.
   一 Oh, um. Ja nigdy nie udawałem. To ty przestałaś mi odpisywać na wiadomości 一 rzucił w pewnym momencie, znowu marszcząc lekko brwi. Przynajmniej właśnie tak to zapamiętał. Nie chciał się kłócić i licytować przy pierwszy spotkaniu po tak długim czasie, więc westchnął i oparł się o oparcie krzesła, na chwilę zerkając w bok, ale potem znowu wracając wzrokiem do Ruby. 一 Rozumiem, chcesz spróbować naprawić naszą przyjaźń. To miłe. Tylko jesteś pewna, że tęsknisz właśnie za tym. Za mną. A nie po prostu próbujesz uciszyć jakieś wyrzuty sumienia? 一 zapytał konkretnie, co zaskoczyło nawet jego samego, ale jak widać na wyjaśnieniu tej sprawy zależało mu bardziej, niż chciał przyznać nawet przed samym sobą.

Ruby J. Graham
28 y/o
For good luck!
164 cm
Doktorantka Biologii University of Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji
postać
autor

Wiesz, że nie jestem typem osoby, która by kłamała o czymś takim – dodała zupełnie poważnie. Dacey wyglądał całkiem, całkiem jak na faceta przystało. Co prawda w ich nastoletnich czasach też nie wyglądał źle, ale z biegiem czasu i lat każde z nich dorosło i zdecydowanie teraz wolała wygląd innych. Jeśli uważał, że się teraz zapuścił, to według niej powinien kontynuować na tej ścieżce.
A czy to dobre odżywianie ma w sobie jakieś owoce i warzywa, czy występują one w twojej diecie jako goście specjalni? – dorzuciła zaczepnie, popijając łyk swojej mrożonej kawy. Sama Ruby kochała warzywa oraz owoce od małego. Bywały okresy czasu, że ciężko było ją odgonić od kuchni i różnych bazarków. To, że nie przepadała za gotowaniem, nie znaczyło, że nie lubiła jeść. Ruby kochała jeść. To jest prawdopodobnie jedna z nielicznych rzeczy o niej, jakie pozostały niezmienne.
Zagryzła dolną wargę, gdy usłyszała, jak wypowiedział „uległaś?”. Skończyła swój pierwszy monolog słowny, zanim myślami wróciła do tego pierwszego słowa. Nie oczekiwała, że Dacey ją zrozumie czy nawet będzie chciał próbować zrozumieć. Sama Ruby, gdy myślami wracała do tamtego okresu swojego życia, często zastanawiała się, czemu była taka głupia i pozwoliła się zamotać rodzicom.
Wiem... wiem, że to byłam ja i że to ja zakończyłam... nas – odpowiedziała pewnym głosem, jednak można w nim było wyczuć, że Ruby próbuje dobrać odpowiednie słowa bardzo starannie.
Byłeś idealny, Dacey, i nie mówię, że cokolwiek udawałeś. Cała ta sytuacja sprzed lat jest zagmatwana... Kiedy przyszły listy z uniwersytetów, a szczególnie moja akceptacja do Oxfordu, ucieszyła moich rodziców do niewiarygodnego stopnia...żebyś tylko ich wtedy widział... dostali hopla. Ten list również znaczył wiele dla mnie, w końcu to jedna z bardziej znanych uczelni na świecie. Był tylko jeden problem – ty o tym nie wiedziałeś, ale również rozważałam uniwersytet bliżej domu... bliżej ciebie... – zaczęła wyjaśniać, skupiając w większości uwagę na słomce i swojej kawie. Nie mogła spojrzeć mu w oczy, przynajmniej nie kiedy próbowała wyjaśnić wszystko.
Wdałam się w niesamowitą kłótnię z nimi, nie zgadzali się, bym porzuciła taką szansę na rozwój przez „jakiegoś chłopaka z liceum” – dodała cudzysłów palcami, tak jak to usłyszała wtedy od rodziców. Nie dbali oni o jej prywatne relacje, szczególnie jeśli chodziło o licealne miłości, nieważne, jak bardzo samej Ruby na tym zależało. – Koniec końców postawili mi ultimatum... i jedyne, co mogę teraz zrobić, to przeprosić. – dokończyła, nie chcąc już tego monologu przedłużać. Westchnęła głęboko, w końcu podnosząc nieznacznie wzrok na Dacey’go. Miała nadzieję, że widział po niej, ile uczuć nadal było w jej wypowiedzi. Bardzo mile wspominała czasy z liceum i czas spędzony razem z nim. Ich związek może i nie zakończył się jak w bajce, ale dla Ruby wszystko przed tym było warte miłych wspomnień.
Naprawdę myślisz, że byłabym do tego zdolna? Że taki miałabym cel? – odpowiedziała pytaniem na pytanie. Nie udawała, że trochę ją to zraniło. Fakt, że taka myśl przebiegła mu przez głowę, zasmuciła ją głęboko. Zamilkła na dłuższą chwilę, zaciskając usta w cienką linię, próbując zebrać myśli. – Jestem pewna, Dacey... nie zakończyłam naszego związku w najlepszy sposób i jestem świadoma, że minęły lata i prawdopodobnie masz kogoś, i jeśli tak, to życzę Ci wszystkiego, co najlepsze, i mówię to z całego serca... – przerwała, biorąc krótki oddech, zanim kontynuowała – ale zanim byliśmy razem, to się przyjaźniliśmy. Gdy wpadliśmy na siebie wtedy na ulicy... wtedy uświadomiłam sobie, jak bardzo brakowało mi twojej osoby i humoru. – zakończyła, posyłając mu niewielki uśmiech, i zaraz po tym wróciła wzrokiem do swojej kawy, upijając kilka łyków.



Dacey Finnegan
32 y/o
For good luck!
178 cm
Informatyk Google Canada
Awatar użytkownika
Stary wstał, więc po chuj się prujesz znów
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOna, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

   Pokiwał powoli głową, przyglądając się jej badawczo, chociaż starał się, żeby nie wyglądało to jakoś nachalnie czy nieprzychylnie. Nie oceniał jej, nie w ten negatywny sposób. Raczej starał się ją rozgryźć, skoro znał ją prawie tak dobrze, jak siebie, a w tym momencie sam nie wiedział czy cokolwiek z przeszłości było jeszcze aktualne. Ludzie się zmieniają, wiedział o tym, a on był ciekawy jak zmieniła się ona. Nie podważał jednak tego, co mówiła, nie miał takiego zamiaru. Dawał jej kredyt zaufania wstępnie przyjmując, że to, co mówiła zwyczajnie jest prawdą. Ewentualne kłamstwa czy zacieranie śladów prawdy w końcu wyjdą na jaw, wcześniej czy później, o ile faktycznie utrzymają znajomość i wrócą do przyjaźni. Jeżeli jednak nie, to nie będzie to już miało żadnego znaczenia.
   Uśmiechnął się lekko na wzmiankę o warzywach i owocach. Znała go na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że jakoś nie przykładał uwagi do zdrowego odżywiania i jeżeli się go nie pilnowało, to często pomijał sałatki czy desery owocowe, a jeżeli coś tam gdzieś się znalazło, to była to może odrobina warzyw w bułce z kebabem i sosem. Najwięcej warzyw w swoim życiu jadł, kiedy był dzieckiem i matka zmuszała go do kończenia sałatek, a potem, kiedy był z Ruby, jeszcze zanim wyjechała na studia.
   一 Niektóre rzeczy się nie zmieniają — przyznał dosyć lekko, chyba odrobinę się rozluźniając, co jednak nie trwało długo, bo jej kolejne słowa wprawiły go w lekką konsternację. Zastanawiał się nad wypowiedzią, trochę ją analizował. Przez ostatnie kilka lat chyb trochę odzwyczaił się od głębszych relacji, bo ani nie pielęgnował z nikim przyjaźni, ani specjalnie rodzinnych relacji, nie mówiąc już o czymś romantycznym. Czasami się z kimś umawiał, ale nie spędzał z taką osobą dłuższego czasu, niż weekend. To była jego pierwsza poważna rozmowa od dawna.
   Nie określiłby się jako idealnego. Miał sporo za uszami, potrafił być niedojrzały, czasami wręcz nieznośny, jak wtedy, co obrażał się za jakieś głupoty nawet na kilka dni. Nie był z tego specjalnie dumny, chociaż słowa Ruby sprawiły, że uświadomił sobie, że może skupiał się głównie na tych negatywnych wspomnieniach, a ona miała w głowie sporo takich, które chyba były całkiem w porządku.
   Uśmiechnął się lekko, słysząc o tym, jak dostała się do Oxfordu. Pamiętał, że też był z niej bardzo dumny i miło patrzyło się na sukces tak ważnej dla niego osoby. Spoważniał jednak, gdy przyznała się, że rozważała inny uniwersytet, bliżej. Faktycznie nie miał o tym pojęcia i sam teraz nie wiedział do końca jak się z tym czuł. Gdyby wybrała ten drugi, może wszystko potoczyłoby się inaczej. Czy chciałby tego? Uciął te rozważania, bo przecież i tak było już po wszystkich, a co się stało, to się nie odstanie.
   Przyglądał się jej, nawet jak odwracała wzrok. Na wzmiankę o rodzicami, zamruczał cicho pod nosem, bo nie było to dla niego nowością, że tak o nim mówili. Nigdy go nie lubili, a on też nie pałał do nich sympatią. A więc postawili jej ultimatum, a ona wybrała ich. Tak to właśnie wyglądało.
   — Nie wiem, Ruby. Byłaś zdolna rzucić jakiegoś tam chłopaka z liceum, bo tak powiedzieli ci twoi rodzice — odgryzł się, zanim zdążył ugryźć się w język. Odstawił powoli kubek z kawą i cmoknął cicho pod nosem, lekko się krzywiąc. To nie było z jego strony zbyt dojrzałe. Pozwolił jej dokończyć i dopiero wtedy skubnął rękaw bluzy, spoglądając na nią nieco łagodniej.
   — Przepraszam. Wiem ile to dla ciebie znaczyło. Może po prostu tak miało być — powiedział spokojnym tonem i przesunął językiem po wargach, zbierając słodką gorycz kawy, której posmak osiadł na jego ustach. — Nie mam nikogo — dodał, wzruszając lekko ramionami. Chyba dobrze było zmienić trochę temat. Chwilę milczał, a potem napił się jeszcze kawy i znowu uśmiechnął.
   — Też myślę czasami o tobie. Szkoda by było tak po prostu udawać, że się nie znamy. To chyba przyjaciele, co? — rzucił, odstawiając kubek i sięgają po serwetkę, żeby otrzeć kącik warg. Odchrząknął krótko. — A ty? Masz kogoś?

Ruby J. Graham
ODPOWIEDZ

Wróć do „Cafe Wanoka”