
A zaczęło się od tego, gdy po ukończeniu dziewięciu wiosen, dreptała sobie po okolicznym parku, w drodze do domu od przyjaciółki, zaliczając to! Niczym hops do króliczej dziury, mała Moira wpadła do wykopanej, pozostawionej bez zabezpieczenia dziury. W momencie, gdy rodzice popadali w coraz mocniejszą panikę, Moira siedziała w dole. Powiększając go łapkami, nie widząc sensu dłuższego krzyczenia, gdy najzwyczajniej nikt nie reagował na jej wołanie o pomoc. Siedziała tam może godzinę albo i z trzy, nim znalazł ją tatko, który wybrał się ze znajomymi, by poszukać jej w parku.
To był pierwszy TIK…
Pogrzeb babci, która niby była w życiu dziewczynki, ale bardziej była, niż chciała być. Dorosła Moira, pewnie nazwałaby to „tolerowaniem bez akceptacji”. Pewnego wieczoru, gdy starsza pani zawitała do ich domu, podsłuchała jeden z jej wywodów o tym, że powinni za wszelką cenę postarać się o dziecko, bo ona nigdy nie będzie ich. Brzmiało to tak, a może jakoś tak, a więc co mogła pomyśleć sobie wtedy jedenastoletnia dziewczyna? Nie ważne, bo czego by nie próbowała, uświadomiono ją – a raczej postawiono przed faktem dokonanym, że jej obecność podczas ostatniego pożegnania ze starszą panią, jest wręcz wymagana. Smęty, wszędzie smęty, a więc nic dziwnego, że gdzieś w połowie prowadzonego słowotoku kapłana, mała poszukiwaczka przygód, udała się na zwiedzanie przybocznego cmentarza. Ta poznała „go”, machającego dzielnie i bezstrudzenie swoją cudną łopatą. Zaciekawiona Moira, zalazła go toną specyficznych, irytujących pytań, do momentu, aż zgarnęła ją Matka, która ciągnąć ją w stronę kościoła, zaczęła swój trywialny wywód na temat jej zachowania.
Tym był kolejny TIK Moiry…
Broszurki szkolne leżące na stole; kolorowe, pstrokate i wołające „wybierz mnie”. Poranne pranie mózgu Matki, która przekabaciła na swoją stronę męża, bo przecież ich córka musi być ich odbiciem, lustrzanym i dla niej całkowicie nudnym. To jedna z wielu kłótni między nimi, batalii, które wygrywała zazwyczaj strona przeciwna wobec tego, czego faktycznie pragnęła Moira. A ona chciała robić, to co pokochała, co spaczyło ich wyidealizowaną córeczkę. Machać łopatą tak dzielnie, jak tamten niestrudzony jegomość.
nie... nie… nie…
Rozbrzmiewało w umyśle Moiry, gdy ta oczekiwała z walizką na bus, który zabierze ją ponownie do miasta, które rozbudziło w niej te dziwną fascynację, do miasta gdzie znajdował się ten nieprzyjemny dom, w którym pozostawiła dawniej swojego najlepszego przyjaciela, który teraz pewnie jest już dorosłym mężczyzną. Pierwsza, głupkowata miłość – miłość, w momencie, gdy chłopcy mówili, że dziewczynki są bleee…
Ucieczka, bez zgody rodziny, bez powiadomienia ich o tym. Prosta notka, pozostawiona na lodówce, gdy domostwo nadal było pogrążone w śnie. Niczym osadzony, któremu udało się zbiec z więzienia. Po cichu licząc na zrozumienie jej rodziców oraz pogodzenie się z tym, do czego czuje pociąg.
Nic nie jest jednak tak kolorowe, ponownie. Przyjaciel, którego skrycie chowała w odmętach swojego serduszka, okazał się.. no właśnie, okazał się tylko przyjacielem, bo gdy stanęła w progu jego mieszkania, dostrzegła jego zmieszanie i niezadowolenie jego dziewczyny. Pomimo jego zapewnień, że jej osoba nie jest niemile widziana w jego domu, ulotniła się po dopiciu przy witalnej herbatki, udając się w głąb miasta, by dostrzec tego, czego pragnie i tak usilnie szuka.
☪ Oriana, drugie imię, które posiada, lecz prawnie nigdy go nie używa. No, chyba że zostanie złapana podczas libacji alkoholowej i trzeba ściemniać;
☪ niestety Moira, jest tragicznym kłamcą. Nawet jeśli usilnie się stara, łatwo przejrzeć jej kłamstwa, lecz najpierw trzeba jej rozróżnić od steku głupot, które akurat wypapla;
☪ niestety, dla rodziców, oczywiście! Po spektakularnej ucieczce z domu popadła w liczne nałogi. Zaczynając od alkoholizmu, kończąc na narkotykach. Według jej mniemania ona całkowicie nad tym panuje, no, chyba że akurat jest zalana w trupa lub gania magicznego jednorożca na środku ulicy.
☪ pani grabarz, ale jak to? Nie lekarz, nie adwokat, a łopatą macha przy zwłokach. Wbrew temu, co zaplanowała jej rodzina; w jakim ekskluzywnym zawodzie ja widziano. Wbrew temu, że przecież kobiecie nie wypada? Bo do takiego zawodu tylko nieuki i nieudacznicy! Ot co, jej w to graj i łopatę daj;
☪ schizofrenia? A gdzie tam! To, że mówi sama do siebie, za przyjaciół ma sztywniaków w drewnianych okowach. Nie narzekają na nic, a słuchacze z nich wręcz idealni. I ten wisielczy humor, gdy opowiadają dowcipy
☪ nadal podkochuje się w zajętym koledze, który oczywiście o niczym nie wie i zapewne się nie dowie, prawda? PRAWDA?!
☪ przez dwa lata chodziła na karate; potrafi złamać deskę, zlać kogoś, kto spróbuje złapać ją za miejsce, którego dotykać nie można;
☪ jeździ różowym rowerem, który kupiła za drobne srebrniki i naprawiła, oglądając poradniki na tubach; Co prawda hamulec działa dziwnie i coś skrzypi, gdy rusza, ale co jej, to jej!
☪ kocha kryminały, bo tam, gdzie zbrodnia, jest i ciało, a gdzie ciało tam … wiadomo co; Nie jest jakąś specjalną fanką horrorów, bo zwyczajnie nudzi ją oglądanie wiecznie tego samego;
☪ ubiera się dziwnie, a wręcz jest anty modowa, gdy spojrzeć na obecny kanon, a na to, co faktycznie Moira ubiera do pracy, czy na co dzień;
☪ posiada dość pokaźną ilość tatuaży na ciele, jak i kilka kolczyków w tych widocznych miejscach, jak i nie;

