-
Jestem kobietą. Burzą, ogniem, wodą, perłą, ale nie na dnie.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona | jejtyp narracjiklasycznyczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Ekspozycja przez zużytą igłę w salonie tatuażu — powiedział rzeczowo. — Procedura standardowa. Panel zakaźny: HBV, HCV. Profilaktyka poekspozycyjna do rozważenia, jeśli wynik lub wywiad będą wskazywały. Proszę pouczyć o IV generacji za minimum dwa tygodnie. Dokumentacja dokładna, zero skrótów. I proszę mu wytłumaczyć, co i dlaczego robimy — Elsie kiwnęła głową, notując już w myślach kolejne kroki.
— Jasne. Krew, formularze, edukacja pacjenta. I dużo spokoju — dodała, półżartem, bo wiedziała, że spokój bywa najdroższym zasobem na ER. Lekarz uśmiechnął się krótko i ruszył dalej. Elsie została z kartą w dłoni i tym specyficznym ciężarem odpowiedzialności, który zawsze pojawiał się przy takich przypadkach. Ekspozycja. Słowo kliniczne, czyste, a jednocześnie potrafiące rozlać w głowie pacjenta całą masę czarnych scenariuszy.
Weszła do boksu chwilę później, zamykając za sobą zasłonkę. Świat zwęził się do kilku metrów kwadratowych, zapachu środków dezynfekcyjnych i jej własnego, wyćwiczonego spokoju. To był moment, w którym zawsze przełączała się na tryb jestem tu dla ciebie, nawet jeśli w środku miała ochotę westchnąć za wszystkich, którym los właśnie zrobił głupi numer.
— Dobrze — zaczęła spokojnie, kładąc kartę na blacie. — Zrobimy to krok po kroku. Najpierw pobierzemy krew na badania wyjściowe. To standard przy takim zdarzeniu. Dzięki temu będziemy mieli punkt odniesienia i kontrolę nad sytuacją — sięgnęła po rękawiczki, zakładając je z automatyzmem, który nie odbierał czynnościom ludzkiego wymiaru. Wręcz przeciwnie — rutyna dawała jej przestrzeń na uważność. Zawsze uważała, że pacjent czuje, czy ktoś robi coś mechanicznie, czy z troską. Przygotowała zestaw do pobrania, sprawdzając wszystko dwa razy. Nie dlatego, że musiała — dlatego, że lubiła mieć pewność. W jej głowie procedura układała się w klarowną listę: badania, informacja, kolejne terminy, ewentualna profilaktyka. A pod spodem, cicho, była myśl o tym, jak bardzo takie niby nic potrafi kogoś rozstroić.
— To może trochę uszczypnąć — uprzedziła, z lekkim uśmiechem w głosie. — Obiecuję, że igła jest nowa. Świeża. Prosto z opakowania — ironia sytuacji nie umknęła jej nawet na sekundę, ale humor bywał najlepszym amortyzatorem napięcia. Gdy krew zaczęła wypełniać probówki, Elsie skupiła się na oddechu — swoim, spokojnym, równym. Zawsze wierzyła, że pacjent, nawet nieświadomie, dostraja się do tego tempa. To był jej cichy superpower. Po zakończeniu pobrania zabezpieczyła wszystko dokładnie, odkładając probówki do pojemnika.
— Wyniki części badań będą później, część przyjdzie szybciej — powiedziała, już myślami wybiegając do dalszych etapów. — Dostanie pan też dokładne informacje, co dalej, kiedy zgłosić się na kontrolę i na co zwracać uwagę. Nie zostawiamy takich rzeczy bez opieki — zatrzymała się na moment, opierając dłonie o blat. To była ta chwila, kiedy profesjonalizm spotykał się z czystą ludzką empatią.
— Wiem, że to nie jest przyjemna sytuacja — dodała ciszej. — Ale jesteś w dobrym miejscu. I zajmiemy się tym porządnie.
I naprawdę to miała na myśli.
Mal Menard