
Tak! Wspomnienia zaklęte są w zapachach.
Zapach stęchlizny wywodzący się z podeszłych wilgocią desek, za każdym razem równie intensywnie przywoływał wspomnienie rodzinnego domu. Podobnie zresztą jak cudowny aromat lasek cynamonu rozkładanych w szafkach przez mamę, właśnie po to, by stłumiły odór stęchlizny i wyłapały wilgoć. Tym pachniało dzieciństwo... a! do tego jeszcze spirytusowa woń ciągnąca się za ojcem i zmieszana z już trwałą nutą tytoniu zaklętego w tapetach mieszkania.
Ta szalona kombinacja wilgoci, alkoholu, tytoniu i cynamonu nie dla wszystkich brzmi zachęcająco, ale dla niej na zawsze pozostanie podróżą w czasie do miejsca, które niegdyś nazywała swoim domem. Miejsca, w którym gwar rodzeństwa mieszał się z kłótniami rodziców.
Bywają takie dni podczas których tęskni za beztroskimi momentami, kiedy największym zmartwieniem było to ile włosów straci danego dnia z rąk niesfornego kolegi. Przez pierwsze lata życie to co dla innych wydawać się mogło toksyczne, dla niej było codziennością. Z czasem jednak zaczęła dostrzegać różnice między jej domem, a rodzinami koleżanek... i wtedy dorosłość zapukała do jej drzwi nim zdążyła nacieszyć się tym okresem. Wtedy też weszła na ścieżkę edukacji sztuki wyparcia, w rezultacie wspomnienia z dzieciństwa zakopywały się coraz głębiej.
Aktualnie uparcie pielęgnuje wszystko (co pozytywne) w postaci zdjęć i sporej kolekcji albumów, do której często wraca wieczorami w towarzystwie herbaty i przyjemnych dźwięków winylowych płyt. Zdarza się też tak, że albumy zastępuje książkami, które już od najmłodszych lat podbiły jej serce, jednocześnie naznaczając ją piętnem prymuski, mądrali, a niekiedy wyszczekanego dziecka. Zawsze miała tak wiele do powiedzenia i niezliczoną ilość razy słyszała:
— Wendy, czy tobie kiedykolwiek zamyka się buzia?
— Tak, najczęściej kiedy czytam.
Tak się składało, że czytała dużo, mówiła jeszcze więcej. Od zawsze sprawiała wrażenie jakby była chodzącym promykiem, dzieckiem szczęścia które miało odpowiedź na wszystko - rzecz jasna pozytywną. Wtedy jeszcze niczego nieświadoma przemierzała świat z niepoprawnym optymizmem wymalowanym na twarzy i zarażała (a przynajmniej próbowała) nim innych. Coś co dla obcych ludzi było optymizmem i dziecięcą radością dla niej było tak naprawdę wieloletnim wyparciem toksycznego otoczenia.
❀ Pragnie zobaczyć zorzę na własne oczy.
❀ Nie toleruje kłamstwa.
❀ Ma tak zapchaną szafę, że otwieranie jej przez kogokolwiek innego niż ona sama, grozi wysypaniem się całej zawartości na owego szaleńca, który podjął się tego wyzwania. Winnie czeka na takiego odważnego, by móc wykrzyczeć "o nie, teraz musisz to posprzątać!" - bo darmowe porządki zawsze są spoko.
❀ Nigdy nie potrafiła (a raczej nie chciała, a może zwyczajnie się bała) zobowiązać się względem kogoś. Miała kilka potknięć na swojej drodze, nieudanych związków i kiepskich uniesień miłosnym, ale to wystarczyło, by dziś wychodziła z założenia, że komplikowanie sobie życia związkiem jest niepotrzebne.
❀ Roztacza wokół siebie przekonanie pewnej siebie dziewczyny, zadziornej, samowystarczalnej, ale to tylko pozory. W głębi siebie skrywa niepokoje, niepewność, a może nawet odrobinę romantycznej duszy, która marzy, by ktoś potrząsnął jej światem.
❀ Wygląda całkiem uroczo jak się złości.
❀ Wygrała nielimitowany kupon na pechowe wpadki. Przydarzają się jej one praktycznie każdego dnia – jedne całkiem zabawne, inne dość paskudne – tak czy inaczej Winnie potrafi wylać trzy kawy pod rząd, potknąć się na prostej drodze i wejść w drzewo jednego dnia. Szkoda, że n i g d y nie bierze tego pod uwagę i ostrożności w jej działaniach nie ma za wiele.
❀ Wygrała też na loterii, ale nie miliony. Było to 8 tys CAD, które stały się jej wyjazdowym budżetem. Oszczędności już delikatnie się uszczupliły, ale nie zamierza ukrywać ich na ostatnią godzinę, ponieważ nie wykształciła w swoim życiu odpowiedzialności do zabezpieczania swojej przyszłości. Żyje z dnia na dzień, płynie z prądem.
❀ Nie ma mieszkania na własność, jedynie wynajmuje.
❀ Po studiach spędziła rok w Wild Animal Sanctuary, zlokalizowanym w południowo-wschodniej Australii. Ośrodek ten położony na terenie największego we wschodniej Australii naturalnego buszu stał się schronieniem 180 gatunków zwierząt, w tym misi koala, wombatów i kangurów - najczęściej osieroconych lub rannych na skutek wypadków. Było to w ramach wolontariatu, gdzie otrzymując wyżywienie i lokum świadczyła swoją pracę.
❀ Dwa lata temu spędziła sześć miesięcy w RPA. Pracowała w Felidae Centre, ośrodku zajmującym się pomocą głównie dzikim kotom, takim jak lwy, gepardy, serwale czy szakale. Trafiały tam zwierzęta, które wykupiono z tzw. farm, czyli miejsc, w których za odpowiednią opłatą można do nich strzelać i na nie polować. Koty, które były trzymane w domach jako zwierzęta domowe i znudziły się właścicielom, także znajdowały tam schronienie.
