
Ona: Zacznijmy od rzeczy, o którą i tak zapytają wszyscy. „Big Kahuna”. Skąd to się wzięło?
On: Jak to skąd? Pulp Fiction
(Ona marszczy brwi nie rozumiejąc)
On: Za młoda jesteś. (śmiech)
(Ona odpowiada tym samym)
Ona: No mów, bądźmy profesjonalni!
On: Przezwisko przylgnęło do mnie w jakimś barze, w którym robiłem małe show. Ktoś powiedział, że wyglądam jak wielki hawajski szaman - Big Kahuna. Odpowiedziałem, że jem tylko ich burgery i jakoś tak zostało.
Ona: Nie lubisz tego pseudonimu?
On: To był żart, który zaszedł za daleko...
Ona: Czyli nie jesteś opiekunem duchowym?
On: Tylko w niedzielę na grillu, coś o tym wiesz!
(Ona posyła mu karcące spojrzenie, ale jest rozbawiona.)
Ona: Byłeś wtedy na szczycie, a potem nagle zniknąłeś...
On: Nie zniknąłem, przestałem być chciany... Rozwinęła się szybko, myślę, że za szybko. Powiedzmy sobie szczerze, nawet mając trzydzieści parę lat byłem szczeniakiem, który błądził po omacku.
Ona: Wtedy pojawił się skandal...
(W jej twarzy odbija się troska, on ucieka spojrzeniem.)
On: Tak... Oskarżono mnie o kilka bardzo niefajnych rzeczy.
Ona: Ale w sądzie udowodniłeś swoją niewinność.
On: W sądzie jest łatwiej, tam się liczą fakty. I dobrze opłacani prawnicy...
(wymuszony śmiech)
Ona: Niewinność, to dalej niewinność.
On: Opinia publiczna miewa inne zdanie.
Ona: Ale po dokumencie na Twój temat był bardzo pozytywny odzew! Pamiętam mnóstwo wpisów w internecie, listów, maili, nawet telefonów!
On: Musiałem przestać je odbierać!
Ona: Nawet moje!
(udaje oburzoną)
On: Ty dzwoniłaś za wcześnie rano... Ale brawa za taki odzew należą się pewnej wścibskiej dziennikarce.
(Uśmiecha się do niej zawadyjacko, ona ucieka spojrzeniem w swoje notatki, próbując powstrzymać uśmiech)
Ona: Trudno jest nie lubić kogoś, kto opiekuje się zwierzętami w schroniskach, finansuje stypendia i odwiedza dzieciaki w domach dziecka, żeby sprawić im frajdę.
On: Tylko jeśli tak się to przedstawia...
(ciepły uśmiech w jej stronę)
Ona: Mimo wszystko, dlaczego wtedy zniknąłeś?
On: Praca na scenie ma dawać radość wszystkim biorącym udział w spektaklu. Wykonawcom i twórcom też. Trudno jest cieszyć, jak ktoś ma cię za gwałciciela.
Ona: Trochę za mocne słowa... Czemu nie chcesz powiedzieć, jak to było naprawdę?
Ona: Bo musiałbym przestać być magikiem.
Ona: No dobrze... Wtedy zaczęłam kręcić o Tobie dokument. Więc można powiedzieć, że dzięki mnie wróciłeś do świata żywych?
On: Brzmi, jakbym sfingował własną śmierć...
(rechocze wesoło, po czym sięga do jej krzesła i przyciąga ją do siebie z lekkością.
Tak, dzięki Tobie wróciłem do żywych. Pojawiłaś się wtedy z kamerą i zbyt wielką kawą.
Ona: To był profesjonalny sprzęt...
On: Kubek był większy od Twojej głowy!
Ona: Co pomyślałeś, jak zobaczyłeś mnie po raz pierwszy?
(On uśmiecha się dwuznacznie, ona rumieni się i chowa za notatkami).
On: Że powinienem był sfingować tę śmierć, niczym Houdini.
Ona: Odpowiadaj na pytania!
On: Pomyślałem, że jesteś za młoda, żeby zadawać tak trudne pytania. I że miałaś za głęboki dekolt. A chciałem patrzeć w Twoje oczy.
(Ona wzdycha z rezygnacją)
Ona: Naprawdę próbuję to robić profesjonalnie...
On: To był profesjonalny dekolt!
Ona: Ech... Dlaczego wybrałeś iluzję?
On: Byłem za duży, żeby tańczyć, a śpiewałem koszmarnie.
(Skarcony spojrzeniem śmieje się.)
Iluzja jest jak teatr... Wszyscy wiedzą, że oszukujesz, ale mimo to chcą wierzyć w magię. Myślę, że to najuczciwsze co może być w relacjach.
Ona: Więc magia nie istnieje?
On: Zdecydowanie istnieje, jesteś tego przykładem.
Ona: Była jakaś sztuczka, która naprawdę Cię przestraszyła?
On: Za każdym razem kiedy przecinam kogoś na pół boję się, że nie uda mi się go skleić z powrotem! Ale poważnie, gdybym miał policzyć ile razy miałem wybite palce, zwichnięty bark, czy szwy... To pewnie musiałabyś mi pomóc. Bywało czasem niebezpiecznie, tutaj liczy się dobre przygotowanie.
Ona: Umarłabym chyba ze strachu o Ciebie...
(nieświadomie, łamie profesjonalizm)
To znaczy musiało to wyglądać strasznie!
On: Na tym polega dramatyzm sceny. Widz nie powinien wiedzieć ile jest prawdy, a ile iluzji.
Ona: Użyłeś kiedyś swojej iluzji by zaimponować kobiecie?
On: Tylko raz...
Ona: Kłamca!
On: Raz się udało...
Ona: No dobrze... O rodzinie teraz.
(On klasnął w ręce)
Twoja mama jest z Kanady, a ojciec z Hawajów, jak to wpłynęło na Twoją sztukę?
On: Serce mam zimne jak lód, ale ciało gorące jak słońce! (oboje się śmieją) Mama nauczyła mnie precyzji, spokoju i opanowania. Tata tego, jak bajerować. Dobra bajera to połowa sukcesu w tej branży. Z jednej strony mam kanadyjską strukturę, a z drugiej wyspiarką opowieść.
Ona: Twoja żona zna wszystkie Twoje triki?
On: Nie.
Ona: Zna...
(on odpowiada śmiechem)
Ona: Na koniec... Krążą plotki, że wracasz?
On: Sama je rozsiewasz...
(znaczące, pobłażliwe spojrzenie z jej strony)
On: Magik nigdy nie zdradza swoich tajemnic.
Ona: Brzmi to, jak "tak".
(ona odkłada notes)
On: Brzmi, jak bądź cierpliwa... Myślałem, że magia umarła, ale po prostu zmieniła miejsce.
(kamera jeszcze pracuje, on bierze ją za rękę i przyciąga do swojej twarzy, by ucałować i przytulić ją do brody. Wpada człowiek od mikrofonów, żeby ich porozpinać.)
- kiedy ją zwolnił, ta w zemście oskarżyła go o molestowanie i mobing.
- sprawa ciągnęła się kilkanaście miesięcy, w końcu Max udowodnił swoją niewinność, ale szkody medialne były wielkie.
- Kanadę wybrał jako swoje miejsce "zesłania", chyba chciał przejść pokutę, albo sam siebie ukarać. Twierdzi, że Hawaje to radosne miejsce, dlatego woli Toronto.
- Po zakończeniu sprawy, założył z kumplami zespół rockowy. Nazwali się Wampirami Hollywood, ale nazwa byłą już zajęta
- Kocha motocykle i ubolewa, że sezon w Kanadzie jest taki krótki.
- Powrócił w mediach dzięki dokumentowi, który nagrała o nim pewna dziennikarka... Śmiesznie się plotą losy, bo są teraz małżeństwem.
- Mimo dużego doświadczenia, dalej ma tremę przed każdym występem.
- Zawsze siada plecami do ściany w knajpach.