-
You went away but all of your chains
And ropes holding me stayed in place
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkihe/theytyp narracjiTrzeciosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Wchodząc do kwiaciarni jako pierwszy tego dnia miał za zadanie przyjąć dostawę, szósta rano jest tak samo mordercza na każdym miejscu świata, ale miał chociaż okazję zerknąć na jednego z dostawców. Lekko rozkojarzony widokiem mężczyzny zabrał się jak najszybciej za rozpakowanie jak i posortowanie zaplecza po swojemu, bo czemu niby ktokolwiek miał dyktować mu jakikolwiek porządek czy zasady podczas gdy właściciela widział może z dwa raz na oczy, w dodatku na jakimś internetowym callu.
Szybkie wyjście na papierosa przed oficjalnym otwarciem, pogoda typu dupa marznie ale chociaż papieros smakuje jeszcze lepiej. Kawa w drugiej ręce, póki co dalej przynoszona w domowym termosie w czarnym kolorze z naklejkami, które znalazł gdzieś w jakimś małym sklepiku. Żyć nie umierać, co? Rozglądał się za kimkolwiek "znajomym" z przysłowiowej palarni ale był tego dnia tutaj sam.
- A myślałem że bycie palaczem przydaje się na coś poza klubami, tsk - Parsknął pod nosem, rzucając papierosa na podłogę i depcząc go butem. Palenie w sumie było zabiciem czasu, czymś jak przerwa w gastro podczas największej tabaki. Dosłownym oddechem od teraźniejszości.
- Nie proszę pani, nie sprzedajemy tutaj bukietów z cukierków ani tym bardziej ozdób do ogrodu.
- Proszę pana, na zdradę to zamiast kwiatów kupiłbym raczej coś droższego, chociaż taki bukiet z pięćdziesięciu czerwonych róż mógłby być fantastycznym dodatkiem, tak tak!- Była godzina ósma, dlaczego musiał od samego rana mieć kontakt z ciężkimi klientami? Dlaczego nie mógł przyjść ktoś, kto po prostu powie "daj mnie pan drogi bukiet" albo w drugą stronę, grzecznie poprosić o przygotowanie wiązanki? Nawet taka pogrzebowa z tego rana nie byłaby tak tragiczna jak ten facet od zdrady. Litości. Pomocy.