Historie miłosne nie zawsze kończą się happy endem. Największy problem był w tych pierwszych związkach i licealnych miłostkach. Większość związków zaczynała się burzliwie. Hormony, fascynacja, dojrzewanie, szukanie własnej tożsamości, odkrywanie siebie — każdy z tych etapów niósł za sobą szereg zmian i rodził mnóstwo pytań dotyczących własnego ja. Rozsądek przegrywał z uczuciami, a one często wystawiały go na próbę, jakby próbowały przetestować granice i je przesunąć. Pierwsze związki nie tylko zaczynały się burzliwie, kończyły się bardzo podobnie. Shereen nie była wyjątkiem, jeśli o to chodzi. Podobnie jak część nastolatek, miała za sobą ten pierwszy związek, który nawet nie został nigdy oficjalnie nazwany związkiem. Bardziej relacją, transakcją między dwiema zainteresowanymi sobą osobami. Po rozstaniu było jej przykro, oczywiście, że płakała, tęskniła i nałogowo sprawdzała telefon, czekając na tę jedną wiadomość, która nigdy nie nadeszła. Martwiła się o swoje przyjaciółki, gdy wchodziły w związki z facetami, którzy wydawali jej się nieodpowiedni. Nie była niczyją matką i nie powinna zaglądać nikomu do łóżka, ale jej koleżanki miały dziwny dar przyciągania do siebie nieodpowiednich partii.
Może to nie był dar, ani przekleństwo tylko podświadomy wybór?
Wszak jak wszyscy wiemy, to zakazany owoc zawsze smakuje najlepiej, a my chcemy po niego sięgnąć, by sprawdzić, czy wewnątrz był słodki i soczysty — nawet jeśli wydawał się niesmaczny. Fakt był taki, że w każdym człowieku było coś z zepsucia. Shereen stawała się wierzyć przede wszystkim w ludzkie dobro i szczerość. Wielokrotnie zawiodła się zarówno na sobie, jak i na innych, bo żyła w przeświadczeniu, że cierpliwość i wyrozumiałość potrafiły wyleczyć każdą przypadłość. Oczywiście, że był to błąd. Niektórzy, choć dostawali szansę, nie chcieli z niej skorzystać. Idealnym przykładem był jej były chłopak, którego, jak myślała, zostawiła w Ottawie. Oliver był niereformowalny, nieokiełznany i dziki, jak zwierzę. Przypominał jej nieco Dante, choć Levasseur nieco się wybraniał — uważała, że nie był na tyle skrzywiony psychicznie, by dopuścić się stalkingu. Nie rozumiała swojej przyjaciółki Elsy. Nie wiedziała, skąd u niej ta dziwna słabość do tego mężczyzny, ale próbowała to sobie wyjaśnić tym licealnym epizodem i sentymentem. Szczerze chciała dla niej jak najlepiej, ale poza rozmową nie mogła niczego zaoferować. No i poza lodami.
Zeszło jej się dłuższą chwilę na zakupach. Musiała zaliczyć po drodze dwa sklepy, bo w pierwszym kupiła rzeczy, których potrzebowała do domu, ale zabrakło lodów, o które prosiła Elsa. Nie zamierzała brać żadnych innych, skoro obydwie były zgodne co do tego, że ben&jerry o smaku brownie zawsze smakowały najlepiej. Niezależnie od tego, czy były jedzone prosto z pudełeczka, czy może po rozłożeniu do kubeczków. Lubiła jeszcze te z ciasteczkowe i z dodatkiem bananów. Sfrustrowała się nieco po drodze, bo jak się okazało, zostawiła na ladzie sklepowej kluczyki do samochodu, więc zanim w ogóle do niego wsiadła i zaparkowała w pobliżu domu Elsy, nieco jej się zeszło. Trzaśnięcie drzwi — niefortunnie głośne — mogłoby obudzić nieboszczyka, ale jeśli tylko Elsa miała uchylone okno, po tym dźwięku mogła wywnioskować, że miała gościa. Chwilę później dało się dosłyszeć dźwięk dzwonka. W następnym momencie uchylane drzwi. Skoro były umówione, dziwnie byłoby mieć je zamknięte, prawda?
— Odwiedziłam po drodze dwa sklepy. Rozumiesz, że w jednym nie było tych lodów? — pożaliła się na start, ściągając trampki, które zostawiła w przejściu. Podsunęła je pod ścianę, żeby nikomu nie przeszkadzały i weszła w głąb domu.
Elsa Eriksen