-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn/jegotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracji-postaćautor
Trzymając dwie smycze w jednej dłoni spacerował na pół przytomny po osiedlu. Musiał się jakoś obudzić, ale skoro nawet zimny prysznic nie pomógł to raczej nie znajdzie już lekarstwa na wymęczony organizm. Nie sypiał dobrze, miewał dziwne sny, a fakt że demony przeszłości wracały wcale nie pomagał. Przyznać przed samym sobą, że ma problemy też nie zamierzał, więc trwał w tym zawieszeniu od dobrych kilkunastu miesięcy.
Telefon zadzwonił nagle, niespodziewanie i z zaskoczenia. Colby nie spodziewał się żadnego połączenia ani od znajomych, ani z pracy, bo przecież miał wolne. Podobno. Jego dzień odpoczynku właśnie się skończył, bo w słuchawce usłyszał głos szefa. Musiał pilnie jechać do remizy, bo ktoś wypadł z powodu choroby. Cudowny dzień, nie ma co.
Wchodząc do szatni i zakładając na siebie strój marzył jedynie o tym, by nikt nic nie wykombinował. Żeby dzieciaki nie odpalały żadnych petard, by czujniki czadu nie wykryły żadnych anomalii i żeby stodoły na przedmieściach miały odpowiednie zabezpieczenie. Ale ledwo założył buty, a dźwięk alarmu rozniósł się po całym budynku. Balor tylko westchnął, zawiązał sznurówki i ruszył do wozu witając się po drodze z kumplami z pracy.
- Gdzie tym razem? - Spytał spoglądając na kierowcę, ale ten wskazał jedynie na telefon, który pokazywał najszybszą drogę do celu.
Wieżowce i to nie byle jakie, a jedne z tych najbardziej ekskluzywnych. Colby mógł tylko marzyć, by w takim przebywać, a co dopiero mieszkać. Nie chciał wiedzieć ile ktoś musiał zarabiać, by sobie pozwolić na takie luksusy. Szykowało się równie ciężkie popołudnie co sam poranek.
Na miejsce dojechali dosyć szybko, a przynajmniej w miarę możliwości jakie dawało miasto. Zgłoszenie dyspozytor przyjął od kobiety, która poinformowała go, że w jednym z pokoi firanka zajęła się ogniem i nie jest w stanie sama go ugasić. W momencie w którym Colby spoglądał w okno tego mieszkania wiedział, że całe pomieszczenie będzie do generalnego remontu.
Apartament znajdował się na najniższej kondygnacji, koledzy Balora zajęli się gaszeniem pożaru, a jego samego wysłali do środka, by sprawdził czy wszyscy są bezpieczni. Powiadali, że Colby ma dar do rozmów i uspokajania. On nazwałby to po prostu empatią.
Zanim wszedł do budynku zdążył zauważyć, że mieszkańcy sami się ewakuowali. Jedynie jedna osoba stała w środku, pod drzwiami prowadzącymi do mieszkania w którym aktualnie się paliło.
- Dzień dobry. Nazywam się Colby Balor. Czy to pani jest właścicielką tego apartamentu? - Spytał odsuwając kobietę od drzwi dla bezpieczeństwa. Wiedział, że w środku już praktycznie ogień dogasa, ale bezpieczeństwo poszkodowanych było na pierwszym miejscu. - Czy może mi pani powiedzieć co się stało? - Uczyli go, by nigdy nikomu do końca nie ufać, ale jakoś nie mógł sobie wyobrazić, że ktoś specjalnie podpala tak drogie mieszkanie.
Cora Marshall
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
A do tych osób przede wszystkim należała Maddie, która gdy tylko się dowiedziała o całej sytuacji, zaproponowała Corze wprowadzenie się do niej. Blondynce ciężko było odmówić, bo miała do wyboru albo to albo spanie pod mostem albo pójście do któregoś z rodzeństwa, ale tam się nieco bała. Dlatego propozycja Lennox spadła jej z nieba. Ponadto, i tak siedziała teraz na Hawajach ze swoim facetem, a będąc w Toronto większość ostatniego czasu spędzali u niego, więc Cora miała mieć teraz cały apartament dla siebie.
Ledwie wczoraj przywiozła już ostatnie rzeczy ze swojego poprzedniego mieszkania, a dzisiaj kończyła się rozpakowywać. Część rzeczy wcisnęła na przechowanie rodzeństwu, aby nie płacić za wynajem żadnej dodatkowej przestrzeni. W końcu się przecież dorobi czegoś swojego i zabierze te rzeczy, prawda? Zostało jej jeszcze kilka pudeł w salonie, które musiała wypakować, ale uznała , że trzeba najpierw zadbać o odpowiedni nastrój, aby nie przywołać do nowego lokum starej i złej energii. Znalazła szałwię oraz świeczki i przeszła do swojej nowej sypialni kadząc pomieszczenie. Następnie chwyciła za świeczkę, a w drugiej ręce odpaliła zapalniczkę, gdy nagle usłyszała bardzo głośny klakson z zewnątrz. Dźwięk był na tyle donośny i irytujący, że aż drgnęła jej ręka, a pech chciał, że stała tuż obok okna ozdobionego piękną, długą firanką z tak sztucznego materiału, że momentalnie cała się zapaliła. Cora niestety nie potrafiła zachować zimnej krwi w sytuacjach stresowych, więc najpierw zaczęła…. Krzyczeć. Kiedy ogień się rozprzestrzeniał, wtedy się nieco ocknęła i chwyciła za telefon z tylnych kieszeni spodni, aby zadzwonić po pomoc. W oczekiwaniu na przybycie straży pożarnej , pobiegła po szklankę z wodą i próbowała ugasić ogień, ale niestety bezskutecznie.
Stała wpatrując się w kolejny życiowy kryzys, który właśnie wbił się do jej życia. Strażacy gasili pożar, a ona się zastanawiała, co w ogóle właśnie dzieje się w jej życiu? Czy nie jest wystarczająco popieprzone? Nagle poczuła czyjeś duże, silne dłonie na swoich ramionach, które stanowczo, lecz nie brutalnie, odsunęły ją na korytarz. Nawet nie podniosła głowy, by sprawdzić kto to był. Nie miało to dla niej teraz żadnego znaczenia. - Nie nie, moja przyjaciółka jest- odpowiedziała niczym z automatu. - Boże, mam przejebane. I to znowu- dopiero teraz jęknęła i schowała twarz w dłoniach. - Maddie mnie przyjmuje pod swój dach, a jej kurwa podpalam mieszkanie. Kurwa, znowu wyląduję pod mostem- nigdy nie wylądowała pod mostem, ale czasami w sytuacjach kryzysowych nieco dramatyzowała, tak jak właśnie teraz. Chociaż czy spalenie czyjegoś mieszkania to nie jest jednak dramat? Słysząc kolejne pytanie mężczyzny, aż w końcu na niego spojrzała i obrzuciła go szybkim spojrzeniem. - Jak to co się stało?! Jest pan chyba strażakiem, więc to oczywiste, że pożar był- powiedziała marszcząc brwi skonsternowana o co mu chodziło? Niestety do Cory trzeba było prostymi, jasnymi komunikatami, bo nie raz nie potrafiła się sama domyślić. Ba, nie raz nie wiedziała w ogóle o co chodzi tak jak podczas otrzymania wyników z grupy krwi jej i ojca.
Colby Balor