-
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Siedzenie w gabinecie psychoterapeuty wydawało mu się zbędne. Miał wrażenie, że każde wypowiedziane tam słowo może zostać obrócone przeciwko niemu, a za tym idzie utrata możliwości udziału w czynnej służbie wojskowej. Stąd opór i niechęć względem kobiety, która spokojnie siedziała na swoim fotelu, czekając aż cokolwiek uleci z jego ust. Była niewzruszona tym buntem wewnętrznego dzieciaka, który został postawiony przed faktem dokonanym. Nie miał wyboru, więc jedyne co podpowiada mu głowa to nie ulegnąć, pokazać, że jest ponadto i nie potrzebuje żadnej pomocy. Od dziecka radził sobie sam, nie chcąc martwić rodziców, w końcu jest najstarszy z rodzeństwa i to on musi być odpowiedzialny, zwłaszcza po śmierci ojca. Musiał stać się mężczyzną i pomóc matce, która po jego odejściu kompletnie się załamała.
Teraz? Siedział nerwowo wystukując rytm na fotelu, gdzie codziennie przewija się od kilku do kilkudziesięciu osób, mówiąc o swoich problemach. On ich nie ma. Co jest w tym tak trudnego do zrozumienia? Pierwsze dwa spotkania były nieme. Nie wydał z siebie żadnego dźwięku poza westchnieniem ze zdenerwowania, że musi tu siedzieć. Na trzecim pokazał, że ma jakieś maniery i zdawkowo odpowiadał na wypracowane pytania psycholog która doskonale wiedziała jak je zadać by nie skończyło się na odpowiedzi: tak, nie lub nie wiem. Jednakże gdy przeszła na grząskie tematy tego co widział na wojnie - od razu pojawiał się opór i totalne wyłączenie z rozmowy. Nie był gotów by komukolwiek spowiadać się z tego co przeżył ani jaki wpływ to miało na niego. W czwartym miał wrażenie, że go podeszła, co dopiero zarejestrował po wyjściu z gabinetu. Powiedział za dużo i wiedział, że ta myśl nie da mu spokoju, przez kolejne kilka dni. Tak było. Po nocach odtwarzał rozmowę w głowie, analizując czy wypowiedziane słowa wpłyną niekorzystnie na finalną decyzję.
Miał rację. Po tygodniu od spotkania dostał list - oficjalnie zawiadomienie o zawieszeniu służby. Poczuł jak ściska mu się gardło a do głosu dochodzą najgorsze myśli, Wyszedł na podwórko za domem, razem z kilkoma butelkami piwa. Wypił je w ekspresowym tempie, machając siekierą i rozbijając kolejne pieńki drewna na mniejsza. Wkładał w to pełną siłę. Na dłoniach zostały odciski, które zignorował. Po kilku godzinach wrócił do domu i usiadł na kanapie po raz kolejny czytając ten cholerny list. Czuł jak wzbiera w nim złość i cisnął pobliski wazon o ścianę. Moment później dłonią rozbił szklane drzwiczki od regału z całej siły uderzając w nie pięścią. Nie potrafił tego kontrolować. Następnie przewrócił ów mebel, że wszystkie butelki alkoholu jakie w nim stały rozbiły się w drobny mak. Nie oszczędził lampy, telewizora a nawet głupiego stolika kawowego który kilka dni temu ukończył odrestaurowywać. Salon wyglądał jak pobojowisko a huragan który tam przeszedł miał jego imię, wyryte na każdej zepsutej rzeczy. Ostatecznie usiadł na środku pokoju czując wielką niemoc. Stracił coś co było dla niego najważniejsze.
Piąta wizyta. Pojawił się spóźniony, bo nie zależało mu na szacunku jaki okazywał kobiecie będąc punktualnie. Dłoń z której wyjął kawałki szkła była zabandażowana a on jedynie burknął krótkie dzień dobry. Siedział w ciszy, patrząc uważnie na kobietę. Zrujnowała mu życie. Kim on jest jeśli nie żołnierzem?!
- Dostałem list. - powiedział oschle i poprawił się w fotelu. - Nie mam żadnego cholernego stresu pourazowego. Jestem gotowy do powrotu. Dlaczego mi tego nie ułatwiasz? Nie takie powinno być twoje zadanie? - rzucił szybko nawet porzucając zwrot Pani na rzecz emocji, które aktualnie przejęły na nim kontrolę.
prudence lane
-
psychoterapeutka, która potrafi rozwiązać wszystkie Twoje problemy - na swoich się kompletnie nie skupiając
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Miała wielu pacjentów.
Można by powiedzieć, że zbyt wielu, jak na nią samą, ale nigdy na to nie narzekała i nigdy nie ma zamiaru tego robić.
To nie dlatego, że jest pracoholiczką, co zwyczajnie - pomimo swojego wypracowanego silnego charakteru - nie potrafiła odmawiać, w żadnych z przypadków jaki do niej przychodził.
Jedni mieli problemy w domu ze swoimi żonami czy mężczyznami. Inni zaś kłopotali się sprawami zawodowymi na tyle mocno, iż przyćmiewało to ich osąd, rozdmuchując fakty tak błahe, że nabierają kształtów dopiero gdy ich autor zaczyna nad nimi dywagować zbyt mocno i zbyt emocjonalnie.
Są też tacy, którzy może i chcą się tu pojawić, ale głównie po to aby milczeć. Zupełnie jakby nie istniało żadne inne miejsce na ziemi, jak to za drzwiami mieszkania, jakie wynajmuje w celu prowadzenia tu prywatnego gabinetu. Dawała tym ludziom tą przestrzeń, ten komfort, chociaż jednocześnie próbowała przebijać ów bariery. Z niektórymi szło to coraz lepiej. Ci drudzy niezbyt byli współpracujący.
Tak było z początku z jednym z jej pacjentów. Hunter Wright - człowiek po swoich przejściach, nawet jeśli o nich głośno nie mówi, a są widoczne wręcz jak na dłoni, które również lubi chować przed jej oczami.
Nie naciskała, choć na trzecim spotkaniu doszło do przełomu, a rozmowa zaczynała nabierać jakiegoś kształtu. Mocno osobliwego i niezbyt takiego, jaki ona by chciała, niemniej mogła to spokojnie uznać za swoisty postęp w działaniach jednej jak i drugiej strony.
To ostatnie należało znów do jeszcze bardziej przełomowych. I nie wiedziała, czy to ona znalazła na niego sposób, czy mimo wszystko był myślami gdzieś indziej, mówiąc nieświadomie pewne rzeczy, o jakich pragnęła się dowiedzieć już podczas tego pierwszego spotkania. Znów jednak nie naciskała, nie przymuszała, dawała tą swobodę wypowiedzi i przebywania w niejako obcy jeszcze dla niego miejscu, z równie obcą dla niego osobą. Ale była po wszystkim mocno zadowolona.
Na tyle, że dostrzegła pewne rzeczy. Na tyle, by pojąć iż to nie jest jedynie pacjent, który chciał wygadać się, nie robiąc tego jednocześnie.
I to nie tak, że nie dostrzegła tego wcześniej. Po prostu nie chciała wyrokować za wcześnie, dając mu jasny sygnał iż go przejrzała, a przez co mogłaby go przestraszyć i kompletnie wypłoszyć, nie pojawiając się już na spotkaniach.
Kim jednak by była, gdyby nie z udzielonych odpowiedzi wywnioskowała, iż ów mężczyzna przechodzi obecnie przez traumę? Że wojna go zniszczyła bardziej, niż to uczyniła z jego kolanem?
Grzecznie się wtedy z nim pożegnała, gdy tylko wspólny czas się skończył, mając jeszcze większe skonsternowanie niż przed tym widzeniem. Czy aby na pewno powinna to zrobić? Czy na pewno dobrze byłoby go uchronić przed tym, czego tak bardzo się obawia, a do czego jednocześnie tak lgnie, jak się przyznał przed nią otwarcie pod koniec pogawędki.
Niemniej jej sumienie nie mogło pozwolić na to, żeby Pan Hunter Wright powrócił tam, gdzie doświadczył tego wszystkiego.
Parę minut później skontaktowała się z odpowiednimi osobami, które to poprowadziły Pana Wright’a do niej na przepracowanie spraw i dowiedzenia się, czy na pewno jest z nim w porządku, przekazując to, co wie i to, co zostało przez nią zauważone.
Myślała, że robiła mu przysługę.
Nie, wiedziała, że robiła mu przysługę.
Niespełna dwa tygodnie później miało dojść do kolejnego spotkania, w trakcie którego będzie musiała to z nim omówić osobiście, jeśli wcześniej nie dostanie informacji z tym związanej. Nie mogłaby mu tego zrobić - bo to nie była rozmowa na telefon, a jednocześnie mógłby mieć do niej po widzeniu żal, że sama tego nie zrobiła, nie powiadamiając o krokach poczynionych odnośnie jego osoby oraz kariery, jakiej się podjął.
Siedziała więc i czekała. Spóźniał się. Specjalnie, czy przypadkowo, bo musiał pomóc mamie? Możliwe, że dowie się tego. Jeśli oczywiście się pojawi.
Pukanie do drzwi sprawiło, iż na trochę przyspieszyło jej bicie serca, mając nadzieję że to właśnie on się znajdzie po ich drugiej stronie. Uspokoiła się prędko na widok mężczyzny, do jakiego posłała delikatny uśmiech oraz powitanie, po czym pokierowała go oczywiście wprost do gabinetu, gdzie przebywali przez ostatnie cztery spotkania.
Dopiero gdy siadła na wprost niego, zauważyła zabandażowaną dłoń, przez co ściągnęła brwi do siebie w niemym zapytaniu - nie licząc, że dowie się jaka za tym kryje się historia. Zaraz po tym podniosła spojrzenie na niego, widząc iż znów zaczynają od milczek wersji spotkania. — Cóż, Panie Hunterze, czy jest coś o czym chciałbyś mi powiedzieć z rzeczy, które przydarzyły Ci się w przeciągu ostatnich dwóch tygodni? — zaczęła spokojnym tonem głosu, nie wywierając na nim presji. Ponownie uniosła swe kąciki ust, a te prędko opadły na słuch o otrzymanym liście. — Och — wydobyło się na początek spomiędzy warg kobiety, po czym je oblizała.
— Proszę, niech mnie Pan posłucha — może i on porzucił oficjalną formę, niemniej nie chciała tego samego robić w jego kierunku - nie chcąc go jeszcze bardziej rozwścieczyć, jakby okazało się to dla niego bardziej dotkliwe niż powinno. — Oczywiście, że jestem tu po to, aby to ułatwić. I bardzo chętnie to zrobię, niemniej po naszej ostatniej rozmowie nie widzę, aby w najbliższym czasie było to dobrym dla Pana rozwiązaniem. Nie dlatego, że nie nadaje się Pan do tego. A zwyczajnie z faktu, że nie jest Pan na to gotowy. Posiadanie przeczucia o tym nie jest odzwierciedleniem stanu faktycznego — poprawiła się na krześle, pokazując otwartą postawę, by nie pomyślał że tak naprawdę się go obawia bądź zmieni zdanie, bo on narzuca jej swoją wolę, podważając te wszystkie lata pracy jakie posiada w swoim dosyć bogatym doświadczeniu zawodowym, dając do zrozumienia że niby na niczym się nie zna i ona nie wie jak to jest. — Jak słusznie Pan zauważył - moim zadaniem jest pomóc i ułatwić powrót do tego, co wcześniej. Dlatego musimy się tym zająć. Teraz. W najbliższej przyszłości. Kiedy tylko to Panu odpowiada. Niemniej bez uprzedniego przejścia przez pewne sprawy, nie zdołamy tego osiągnąć — wyjaśniła najbardziej szczegółowo, na ile w tej chwili mogła sobie pozwolić, ponownie unosząc kąciki ust ku górze, aby załagodzić całą tą sytuację, odczuwając napięcie z jego strony. Miała tylko nadzieję, że pójdzie po rozum do głowy i zrozumie, że nie jest jego wrogiem.
Hunter Wright
-
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Zacisnął zabandażowaną dłoń w pięść i wstrzymał powietrze. Czuł jakby cały świat był przeciwko niemu. Nie był chory. Nie miał problemów. Dlaczego tego nikt nie rozumiał?
- Dlaczego nie jestem gotowy? - od razu wtrącił pytanie, bo nie rozumiał co ona chciała przez to powiedzieć. Forma fizyczna była na dobrym poziomie mimo lekkiego zapuszczenia z jego strony. W głowie… miał mętlik ale wiedział jak to zagłuszyć i jak ponownie ruszyć na front. Robił to już raz więc może zrobić to drugi!
- Pewne sprawy? - wstał z miejsca, by choć przez chwilę poczuć, że ma jakąkolwiek kontrolę nad sytuacja, która wydawała się bez wyjścia i to dosłownie… bo dopóki ta kobieta nie powie, że może ruszyć na front, będzie tu wracał i wracał aż w końcu naprawdę mu odbije! Nie odzywał się, jedynie przechadzając się po gabinecie. Zauważał różne elementy wystroju dopiero po raz pierwszy skupiając na nich wzrok. Wcześniej zatrzymywał go na podłodze bądź kobiecie, która zajmowała go pytaniami, pozostawionymi bez odpowiedzi. Widział stos książek, z których większość dotyczyła samej psychologii.
Jak poradzić sobie z gniewem
Jak ruszyć na przód po stracie
Przypadki PTSD
Jedna przykuła jego uwagę bo dotyczyła pracy z żołnierzami. Zastanawiał się, czy kobieta ją przeczytała czy znalazła się tam kompletnym przypadkiem, nie spodziewając się, że będzie mogła go bezpośrednio dotyczyć.
- Wszystko jest w porządku. Nie potrzebuje pomocy. Sam sobie świetnie radzę. - miał dom, samochód, psa, rodzinę… czego chcieć więcej. Był zdrowy, pomijając nogę, która czasami dawała o sobie znać. Był wręcz przykładem idealnego mężczyzny, który ma wszystko poukładane w życiu. Zaczął poprawiać bandaż na ręce na moment zatrzymując się w bezruchu. - I prosze porzucić ten lekarski bełkot. Tylko być szczerą. Co muszę zrobić aby dostać pozytywny świstek. - bo chce to mieć za dobą!
prudence lane
-
psychoterapeutka, która potrafi rozwiązać wszystkie Twoje problemy - na swoich się kompletnie nie skupiając
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie był tego świadomy. Nie wiedział, że tak naprawdę robiła dla niego coś niesamowicie ważnego. Że ta decyzja jest kluczowa w tym wszystkim i że tak naprawdę… no cóż, kto wie, ale i może ocaliła życie na swój sposób.
Nie powie mu tego jednak. Widziała wzburzenie. Widziała zdenerwowanie, nie wiedział jak pozwolić mu na ujście, ale żeby jednocześnie nadal pozostać w tym wszystkim kulturalnym, czy chociaż zwyczajnie ludzkim dla drugiej osoby, z którą - na swoje najwidoczniej nieszczęście - musi się zmierzyć teraz i w najbliższym czasie, jeśli chce wrócić na front.
Westchnęła dyskretnie, próbując uspokoić swoje nerwy. Nie dlatego, że była nieprofesjonalna i dawała emocjom wchodzić na pierwsze miejsce, zapominając o miejscu oraz o tym, kim jest dla osoby rozmawiającej. Zwyczajnie dlatego, że w takiej sytuacji w całej swojej karierze jeszcze się nie spotkała. To pierwsza osoba z wojska, z jaką ma okazję porozmawiać o sprawach, których wcześniej nie miała okazji usłyszeć na własne uszy. Co innego o tym czytać, przestudiować, dowiedzieć się od innych z tego fachu, a jednak sprawa inaczej się ma w chwili doświadczenia rozmowy z osobą, która tam była, widziała, przeżyła, powróciła i nosi znamiona tragedii ciągle na swych barkach. — Niech mi Pan powie, czy tak na serio jest? Tak głęboko, skrycie, jest ta stuprocentowa pewność na bycie gotowym, by ruszyć do boju, bo wszystko jest poukładane w głowie na tyle, aby być tam przytomnym? — spojrzała na niego trochę zbyt sugestywnie, niż powinna. I chociaż nie powinna odpowiadać na pytanie pytaniem, to jednak nie mogła się pohamować, aby nie złapać się tego zabiegu.
Prędkie wstanie z miejsca z zadanym w powietrze pytaniem trochę ją zaskoczyło, poprawiając się przez to ponownie na swoim fotelu, podążając za nim spojrzeniem uważnie. Jakby chciała wyczytać myśli mężczyzny z każdym kolejnym ruchem, jaki wykonuje w tej niezbyt wielkiej przestrzeni, jaką wykorzystała w ów mieszkaniu na gabinet, starając się aby to miejsce było faktycznie odcinające się od całego zgiełku miasta i tych wszystkich spraw, którymi się wszyscy na około martwią mniej bądź bardziej. — Pewne sprawy — potwierdziła, jakby o to mu chodziło, znów nabierając głębszego wdechu do płuc. — Przykładowo to, co się tam działo i to, co Pana tam spotkało — dodała, nie chcąc go rozjuszać faktem tego, że nie odpowiada mu na pytania, jakie to on po raz pierwszy zadaje.
Sięgnęła po butelkę wody z pobliskiego stolika, upijając parę małych łyków, jakby to miało ją uratować i podpowiedzieć, co zrobić dalej. Cieszyła się, że miała możliwość udzielenia pomocy osobie w potrzebie, miała tylko nadzieję iż tego nie pogorszy przez upór tego, kto tą pomoc musi otrzymać.
Uniosła jedną z brwi, zastanawiając się czy powiedział to kompletnie na poważnie, czy próbował ją sprowokować. — Czy aby na pewno? — rzuciła trochę zbyt wcześnie, może nieprzemyślanie. Ale gdyby pozostawiła to bez komentarza, wyszłaby na starającą się mu dogodzić, a nie faktycznie wyjść z innymi rozwiązaniami, które mu są potrzebne w obecnej sytuacji. Zresztą, może i jest psychologiem, lecz nie znaczy to iż nie potrafi rozmawiać w inny sposób, niźli ten oficjalny. Nie zawsze to sposób na to, aby odpowiednio dotrzeć do danego człowieka. Czasem trzeba przełamywać swoje rutynowe podejście do pacjenta, jeśli tylko jest to wymagane od okazji. — Dobrze — kiwnęła głową, przypatrując się mu z uwagą. — Hunter… mogę? — upewniła się, czy może faktycznie opuścić oficjalny sposób rozmowy, mogąc zwracać się do niego per Ty. — Przede wszystkim, rozmawiać. Otworzyć się. Powiedzieć przez co przeszedłeś, a nie tylko skrawki pewnych wydarzeń. Przede wszystkim jednak - bardziej analizować to, o czym mówimy. Nie skupiać się jedynie w trakcie tej godziny na tej rzekomej pogawędce, a potem wyjść i udawać, że się to nie stało, żeby potem wrócić po kilku, kilkunastu dniach i zacząć wszystko od nowa, a ja muszę wyrywać na siłę kolejne malutkie cząstki tego, o czym powinnam wiedzieć, żebyśmy mogli pracować dalej, a nie stać ciągle w miejscu — wyjawiła, mniej więcej jaki zakładała plan dla nich w tym gabinecie, niemniej to nie znaczyło, że tylko na tym się tym skupią, zapewne z czasem przechodząc do innych konkretów.
Hunter Wright
-
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Spojrzał na nią spod byka gdy zaczęła odpowiadać na pytania, pytaniami. Nie lubił takich gierek i miał wrażenie, że kobieta to uskutecznia tylko po to aby stracił cierpliwość. Nie widział tej prawdziwej chęci pomocy, tego konkretnego działania by jak najszybciej wrócił do służby. Nie. Ona po prostu bawiła się z nim w kotka i myszkę, czekając aż w końcu zacznie wylewać te wszystkie krwawe historie i heroizmy…
- Co to ma znaczyć? - podpytał, bo nie puści tego płazem. Od razu schował dłoń do kieszeni kurtki, aby się na niej nie skupiać. Nie dać pretekstu do dalszej rozmowy, która nie miała najmniejszego sensu.
Pokiwał głową, gdy zapytała czy może się do niego zwracać po imieniu. Nie przeszkadzało mu to w najmniejszym stopniu. Troszkę zmniejszało dystans, gdzie może w końcu kobieta zacznie rozmawiać jak normalny człowiek, a nie analizować go jakby był jakimś ciekawym obiektem eksperymentu.
Słuchał uważnie słów Prudence i ostatecznie usiadł z powrotem w fotelu, na którym oparł obie ręce. Nie przejdzie tego w inny sposób. Prychnął niezadowolony po czym poprawił się na siedzeniu, bo miał wrażenie jakby sam fakt bycia w jednym miejscu podświadomie denerwował. Odetchnął głęboko i spojrzał w końcu na psycholog.
- Co mam mówić? - powiedział spokojnie przymykając oczy i na dłużej zostawiając je zamknięte. Nie da się inaczej. Wyjście z tej beznadziejnej sytuacji jest przez całą tą gehennę jaką widział na wojnie. Rozdrapywanie dawnych ran, babranie się w tym całym syfie. Nawet nie wiedział gdzie zacząć, dlatego liczył, że kobieta oszczędzi mu trudów i zada odpowiednie pytania do rozpoczęcia faktycznej rozmowy która nie skończy się na słowach: tak lub nie.
prudence lane