Wieczory w Salvadorze miały w sobie coś, czego Misty długo nie potrafiła nazwać. Nie były spokojne — nawet kiedy powinny być.PROLOGUE QUEST: Hold the line
[Keep him on the line, until everybody gets into safety — 0/1]
Miasto żyło własnym rytmem, niezależnym od godzin, planów, czy zmęczenia ludzi, którzy próbowali się do niego dopasować. Z dołu, z ulicy, a dokładniej z baru tuż pod jej kawalerką, nieustannie przebijały się dźwięki: śmiech, szkło stukające o blat, szybkie, melodyjne portugalskie zdania, które Misty rozumiała tylko częściowo. Czasem ktoś coś wykrzykiwał, czasem ktoś odpowiadał, a muzyka — zawsze gdzieś pomiędzy — raz przyspieszała, raz zwalniała, jakby sama nie mogła się zdecydować, czy noc dopiero się zaczyna, czy już dawno trwa.
Na początku ją to rozpraszało. Teraz… bardziej wypełniało tło.
Siedziała przy małym stole, który pełnił jednocześnie funkcję biurka i wszystkiego, co było jej w tym mieszkaniu potrzebne. Laptop, słuchawki, telefon. Obok kubek — zimna yerba, rozwodniona od topniejącego lodu, bardziej gorzka niż powinna. Sięgnęła po nią odruchowo. Nie miała ochoty, ale ręce musiały coś robić.
Tkwiła gdzieś pośrodku. Nie była już tą samą osobą, która kilka miesięcy wcześniej przyleciała do Brazylii z walizką większą od własnych planów i głową pełną rzeczy, od których chciała uciec, ale nie była też jeszcze kimś nowym. Nie do końca. Nadal zdarzało jej się działać automatycznie. Nadal łapała się na tym, że powtarza wyuczone schematy — w rozmowach, w reakcjach, w sposobie, w jaki trzymała się rzeczy, które były znajome. Praca na infolinii była jedną z nich. Dawała strukturę. Ramę. Coś, czego mogła się złapać, kiedy reszta była wciąż rozmyta.
Pierwszy telefon tego wieczoru urwał się szybko. Zbyt szybko. Drugi trwał dłużej, ale rozpadł się na urywane zdania i ciszę, która w końcu wygrała. Trzeci był najbliżej. Głos po drugiej stronie był napięty, ale obecny. Misty złapała rytm, zadała kilka pytań, weszła w ten znajomy tryb — spokojny, uważny, taki, który zazwyczaj działał. Prawie.
— Nieważne.
— To głupie.
Klik.
Misty przez chwilę patrzyła na ekran, jakby mogła coś jeszcze z tego wyciągnąć. Jakby rozmowa nie była jeszcze całkiem zamknięta. Była. Westchnęła cicho, zdejmując na moment słuchawki i przecierając palcami skroń. To nie był ból głowy. Jeszcze nie. Raczej coś cięższego, bardziej rozlanego — zmęczenie, które nie brało się z jednej rzeczy, tylko z wielu małych, niedokończonych fragmentów. Podniosła kubek, upiła łyk. Zimno było już tylko temperaturą, nie ulgą. Skrzywiła się lekko, ale i tak odstawiła go dopiero po chwili, jakby odwlekała moment powrotu do tego, co powinna robić.
Nie zdążyła. Sygnał kolejnego połączenia pojawił się szybciej, niż była gotowa.
Na ułamek sekundy zawahała się, palec zawisł nad przyciskiem. To było krótkie. Prawie niezauważalne, ale zaistniało.
Klik.
— Linia wsparcia, słucham. — Głos miała równy. Ułożony. Taki, jaki powinien być. Po drugiej stronie panowała cisza, choć nie pusta. Raczej taka, która jeszcze nie zdecydowała, czy chce się wypełnić.
Misty sięgnęła po kubek jeszcze raz, unosząc go do ust bardziej z przyzwyczajenia niż potrzeby. Zatrzymała się w połowie ruchu, nasłuchując. Z dołu dobiegł głośniejszy wybuch śmiechu. Ktoś trzasnął drzwiami. Na moment wszystko to wdarło się do środka, zanim znowu opadło w tło.
— Jestem tu — dodała ciszej. I wtedy to usłyszała — szarpany oddech, taki, co za długo tkwił na uwięzi. Kubek zatrzymał się tuż przy jej ustach. — Ty chyba też. To dobrze.... — Powoli odstawiła herbatę z powrotem na blat. — Dobrze, że jesteś. — Palce jeszcze przez moment spoczywały na chłodnej ceramice, jakby potrzebowały punktu zaczepienia. Potem cofnęła dłoń. — Chcesz mi powiedzieć, co się dzieje?
Nie poprawiła pozycji. Nie próbowała się rozproszyć czymś drobnym, mechanicznym. Nie sięgnęła już po yerbę. Została dokładnie tam, gdzie była — tylko bardziej obecna niż wcześniej, jakby coś w tej jednej chwili przesunęło ją o krok bliżej tego, kim próbowała się stać. Na dole ktoś znów coś powiedział, muzyka wróciła na chwilę głośniej, szkło zabrzęczało o blat, ale Misty już tego nie słuchała. Czekała.