ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
173 cm
part time legal assistant | | part time bartender
Awatar użytkownika
i can get real cold when I need you and you don't show up
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Niczego nie pragnęła bardziej niż powrotu do normalności. Do uśmiechania się do wszystkiego i wszystkich. Do bycia porządną siostrą... przykładną córką. A przede wszystkim do powiedzenia całej prawdy. Tego, co wydarzyło się tamtej feralnej nocy, gdy jej były chłopak oprawca stracił życie. No bo ile można żyć w kłamstwie, które powolutku zjadało cię od środka? Każdy dzień, każde spojrzenie w lustro przypominało jej, że w odbiciu nie widziała już siebie. Widziała kogoś, kogo nienawidziła. Kogoś, kto p r z e ż y ł, chociaż czasami wcale nie była pewna, czy na to zasłużył. Uśmiech przychodził jej automatycznie, sztucznie... jak wyuczony odruch, lub jakaś maska zakładana zaraz po przebudzeniu, ale pod spodem wszystko w niej g n i ł o.
Wstyd, strach, jak i nieustanne poczucie winy.
Wszystko to oplatało jej wnętrzności tak ciasno, że momentami nie potrafiła nabrać pełnego oddechu. A przecież nikt nie mógł zauważyć, ze coś było nie tak. Jedynym rozwiązaniem tego problemu było nic innego, jak zadzwonienie do Deana, starego kumpla z imprez, z którym nie raz poleciała w ostre tany. Wysunęła telefon z kieszeni spodni i nacisnęła ikonkę z podpisem 'dancing king', czekając, aż w końcu odbierze. Nie było mowy, że spędzał dzisiejszy wieczór w samotności lub spokoju. Na bank gdzieś tam balował, a ona musiała się upewnić, że pomimo startu wieczoru bez niej... zakończy go właśnie z nią.

Po kilku sygnałach w końcu usłyszała jego głos. - DINO, no nareszcie, ile można czekać? - prychnęła pod nosem z niezadowoleniem, odpychając kosmyki opadające jej na twarz. - Co tam, jak tam? Masz jakiś prowiant? - Uśmiechnęła się pod nosem, idąc przed siebie uliczką przepełnioną ludźmi. Było cholernie parno. Ciepły podmuch wiatru, wymieszany ze spalinami samochodów w tym zatłoczonym miejscu, wypełniał jej płuca i tylko bardziej przypominał, że żyła... że dalej udawała, że wszystko było w porządku. - Słuchaj, nie chciałbyś iść w tango ze starą psiapsi? - wyszczerzyła się sama do siebie, jakby mógł ją zobaczyć z miejsca, w którym akurat sie znajdowal. Miała nadzieję, że się zgodzi, bo do tanga trzeba dwojga, a ona… zupełnie traciła rytm, gdy tańczyła samotnie.

dino
vitka
you're right, i know we love to argue, let's get at it
ODPOWIEDZ

Wróć do „Casa Loma”