ODPOWIEDZ
45 y/o
For good luck!
185 cm
member of parliament
Awatar użytkownika
there's an old Italian saying: "you fuck up once, you lose two teeth"
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjipłynny?
postać
autor

Numer

A więc zaczęło się.
Po tym jak redaktor Love Roderick wyciągnęła paczkę z pocztowej skrytki należącej do niejakiej Laury Rosecrans, nie było już odwrotu. Wyciek się dokonał, dokumenty opatrzone klauzulą „ściśle tajne” przestały być ściśle tajne, a ukryte w szafach trupy zaczerpnęły powietrza po raz pierwszy od blisko dwudziestu lat i miały apetyt na więcej. Oczywiście – pozostawała jeszcze kwestia podzielenia się tym wszystkim ze światem, ale po przeczytaniu tych raportów już nie dało się zastanawiać nad tym, „czy” w ogóle można to zrobić, tylko „kiedy” i „dlaczego tak późno”. Unikanie odpowiedzialności musiało się w końcu skończyć i sprawiedliwości też wreszcie musiało stać się za dość. Każdy przyzwoity człowiek zdawał sobie z tego sprawę.
A przynajmniej – z takiego założenia wychodził Anthony Bellore, gdy zaczynał szkicować ten swój misterny plan.
Teraz, kiedy wduszony dzwonek wydał tak dobrze znany dźwięk, nie czuł się jednak tak szlachetnie, jak mogł by się wydawać. Za drzwiami czekała na niego bowiem tyleż dziennikarka-sojuszniczka, co była kochanka. Nawet jeśli więc wszystko między nimi było dawno i nieprawdą, to wspomnienia i wyrzuty sumienia wręcz musiały rzucać się cieniem na szczytną, skądinąd, inicjatywę, z której korzyści oboje czerpać mieli tylko przy okazji. Niezależnie bowiem od tego, jak bardzo nie wmawialiby sobie bezinteresowności czy obojętności (a Tony wmawiał je sobie bardzo-bardzo-bardzo) są rzeczy, nad którymi nie można przejść obojętnie albo o których da się zapomnieć. Na przykład jak znajomego brzęczenia i towarzyszącemu mu dreszczowi na plecach, czy niecierpliwemu wyczekiwaniu i liczenia skrzypnięć parkietu po drugiej stronie.
Wybacz. Hoarau chciał się wygadać, a ja teraz potrzebuję przyjaciół, więc musiałem go posłuchać. Długo czekasz? – Powiedział na przywitanie, obrzucając ją grzecznościowym spojrzeniem, gdy podawał jej tekturowy chwytak z dwoma kubkami kawy. Przez myśl przeszło mu, że pewnie nie powinien wystawiać kolegi na strzał, ale to nawet nie było top20 jego najbliższych partyjnych znajomych, więc jego los był mu obojętny. Zresztą – to chyba nie było takie ważne, skoro znów był w jej mieszkaniu i mógł sprawdzić, jak wiele się zmieniło (albo jak dużo zapamiętał, z jego punktu widzenia to chyba ważniejsze). – Nie mam za dużo czasu. Odbieram Młodego z treningu. – Anthony zerknął wymownie na zegarek w przerwie od wścibskiego rozglądania się na boki, a potem wyjął ściskany dotąd pod pachą album i podał go Love. Obity w skórę album był zatytułowany „Camp Nathan Smith Class of 2007”, a oprócz nazwy sygnowany był pseudonimami jego autorów, więc już na pierwszy rzut oka było wiadomo, że to nieoficjalna dystrybucja, mimo że wykonany był całkiem profesjonalnie. – Mówiłaś coś o nazwiskach, więc zabrałem obozowy yearbook z tamtego roku. Pewnie nie wszystkich już pamiętam. Przewinęło się mnóstwo ludzi – wyjaśnił, sprytnie ukrywając swoje „zaćmienia” również przed samym sobą. To przecież nic takiego, że zapominasz nazwiska ludzi, od których zależało twoje życie. Normalny człowiek nie pamięta wszystkich kumpli z podstawówki, nie?
Prawda?
Prawda?

Love Roderick
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
przeciwko sztucznej inteligencji i upadkowi zasad
28 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
'Cause I'm a real tough kid
I can handle my shit
They said, "Babe, you gotta fake it 'til you make it"
And I did
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

ciuch


Myślała, żeby zrezygnować. Cholera, wielokrotnie myślała, żeby to zostawić, dać sobie spokój i zająć się swoim spokojnym, bezproblemowym życiem. Głupia ambicja… jakby nie wystarczał jej wieczorny program, w którym mogła po prostu przez godzinę ładnie wyglądać, uśmiechać się i przytakiwać gościom. Miałaby spokojną posadę, którą mogłaby zachować pewnie do emerytury, gdyby tylko regularnie chodziła na botoks.
Ale nie… zawsze musiała się w coś wpakować. Zawsze!
I niestety przez zawsze miała na myśli wszystkie te sytuacje, których wspólnym mianownikiem był Anthony Bellore. Bo mogła oszukiwać samą siebie, że to był tylko niewinny romans i nic dla niej nie znaczył. Dawno i nieprawda. Brak kontaktu z mężczyzną jej służył – randkowała (mniej lub bardziej publicznie mając wyjątkową słabość do sportowców), imprezowała, podróżowała i robiła wszystko to, co powinny robić singielki w jej wieku. Nie zawracała sobie nim głowy! Ale nagle wrócił… a ona nie potrafiła mu odmówić.
Miał w sobie coś, co budziło jej ciekawość. Więc chociaż myślała, żeby zrezygnować – nie potrafiła.
Gdy wróciła do domu z paczką dokumentów od Bellore - nie spała przez całą noc. Wyjątkowo jednak nie myślała o nim – myślała o tym wszystkim, co właśnie czytała, co starała się pojąć i zrozumieć. Bo oczywiście, że nie rozumiała wszystkiego… na boga była dwudziestoośmioletnią ambitną dziewczyną z telewizji. Starała się ogarniać świat, ale niekoniecznie zawsze jej to wychodziło. Złapała się też na tym, że od razu chciała do niego zadzwonić, ale w ostatniej chwili wstrzymała się nad jego imieniem w swoim telefonie. Nie możesz tego zrobić kretynko. Wysłała więc wiadomość… i dawno nic jej tak nie sfrustrowało jak to, że nie odpisał od razu.
Nie trzymała go na korytarzu szczególnie długo. Zawsze, gdy przychodził miała taką myśl, że mają więcej szczęścia niż rozumu, że nigdy nie trafił na żadnego z jej wścibskich sąsiadów. Teraz też się udało. Zamknęła za nim drzwi, zmierzyła go spojrzeniem i bez słowa zabrała od niego kubki, przechodząc prosto do niewielkiego salonu. Na kawowym stoliku leżały rozłożone wszystkie karki, które znalazły się nielegalnie w jej posiadaniu. Wyciągnęła dłoń po album, który przyniósł i ułożyła go na samej górze tego bałaganu.
- Nie rzucaj półsłówkami to może wyrobimy się tak, że dla odmiany ty będziesz czekał na dzieciaka, a nie dzieciak na ciebie. – zerknęła na Tony’ego krótko i ugryzła się w język, żeby nie zapytać od kiedy jest wzorowym ojcem, który odbiera dzieci z treningu. To nie była jej sprawa. To nie była jej sprawa. Powtórzyła sobie to jeszcze kilkukrotnie, gdy otwierała przyniesiony przez niego album, sunąc spojrzeniem i opuszkami palców po zdjęciach. Patrzyła na grupę młodych żołnierzy i czuła, że tu nie chodzi tylko o coś większego, ale w historii, którą chciał opublikować Tony było coś osobistego. To było personalne.
Podniosła wzrok na mężczyznę i zagryzła lekko wargę zanim się odezwała. Cisza jednak nie trwała szczególnie długo, ale nie oderwała od niego spojrzenia. Wpatrywała się w niego czujnie i uparcie.
- Mam ci zbudować z tego sprawę według twojej narracji… – taaa, miała być jego prapradziadkiem, zapamiętała – Jaki miałeś w tym wszystkim udział, Tony? Któreś z tych dziesiątek cholernych inicjałów i ksywek są twoje? – zapytała, gdy jej wzrok zatrzymał się na zdjęciu, na którym rozpoznała twarz Bellore. Ugh… był wtedy prawie w jej wieku.


anthony bellore
ODPOWIEDZ

Wróć do „#25”