Po studiach z zarządzania i biznesu trafił do konsultingu. Zarabiał więcej, niż kiedykolwiek przypuszczał, że będzie zarabiał przed trzydziestką. Latał między miastami, mieszkał w hotelach, znał lotniska lepiej niż własnych sąsiadów. Nosił drogi zegarek, garnitury szyte na miarę, pod rękę prowadząc narzeczoną, która uwielbiała ten styl życia równie mocno, jak on próbował wmówić sobie, że jest szczęśliwy. Obracając się w śmietance towarzyskiej zbierał ciekawe kontakty, zawiązywał intratne umowy i podróżował, przekonując siebie, że życie na walizkach mu odpowiada — sielanka miała trwać wiecznie.
Problem polegał na tym, że w tym świecie nigdy nie czuł się, jak u siebie. Z nutą ulgi wracał do rodzinnego domu, gdzie zakładał robocze ubrania i wraz z ojcem spędzał dzień w garażu. To on nauczył go stolarki, pracy z narzędziami i grzebania przy mechanizmach. Sam od zawsze miał satysfakcję z rzeczy prostych — takich, które można było dotknąć, naprawić albo zbudować własnymi rękami.
Po śmierci ojca coś w nim pękło. Nie od razu rzucił pracę i nie przeżył nagłego olśnienia, po prostu coraz trudniej było mu wracać do życia, które wydawało się zbudowane z prezentacji, spotkań i pełnego terminarza. Po raz pierwszy zaczął głośno mówić o tym, że chciałby zwolnić, kupić kawałek ziemi, pracować mniej, żyć spokojniej, może kiedyś otworzyć własny bar.
Narzeczona uznała to za kryzys wieku średniego. Gdy tylko zorientowała się, że Sam nie żartuje i naprawdę rozważa porzucenie kariery, odeszła. Obyło się bez wielkiej awantury, trzaskania drzwiami i morza łez, bo po prostu okazało się, że chcieli od życia czegoś zupełnie innego — ona marzyła o penthousie, wakacjach w Dubaju i kolejnym szczeblu społecznej drabiny, on zaś coraz częściej wspominał o warsztacie, starym pickupie i świętym spokoju.
Kilka miesięcy później złożył wypowiedzenie i przeniósł się na obrzeżach miasta. Zmiana profilu biznesowego nie przyszła łatwo, ale dzięki zaoszczędzonej poduszce finansowej przetrwał pierwsze lata, nim osadził się w nowej rzeczywistości. Utrzymywał się z różnych zleceń — remontów, stolarki, drobnych napraw oraz prac wykończeniowych. Potrafił naprawić rower, wymienić sprzęgło, położyć płytki i zbudować taras, i może zarabiał mniej niż dawniej, ale po raz pierwszy od wielu lat miał poczucie, że jego życie należało do niego.
Po śmierci męża matka praktycznie wycofała się z życia, nigdy dotąd nie pozbierawszy się po stracie. Sam przygarnął ją pod swój dach i mieszka z nią bardziej z poczucia odpowiedzialności niż potrzeby. Niechętnie o tym wspomina, wiedząc, jak brzmi facet przed czterdziestką mieszkający z matką. Łatwiej jest rzucić żartem albo zmienić temat, co zresztą jest jego ulubioną metodą radzenia sobie z większością problemów.
Na pierwszy rzut oka jest wyluzowanym facetem z ciętą ripostą i lekką słabością do sarkazmu. Lubi głośną muzykę, ogniska, stare motocykle i ludzi, którzy nie próbują nikomu niczego udowadniać. Nie przepada za korporacyjną nowomową, influencerami sukcesu i rozmowami o inwestowaniu przy drinku za dwadzieścia dolców. W relacjach pozostaje ostrożny, bo już raz zbudował z kimś wspólną przyszłość, by odkryć wreszcie, że przez lata odgrywał rolę człowieka, którym wcale nie chciał być. Od tamtej pory dużo łatwiej przychodzi mu flirt niż deklaracje.
Jego cichym marzeniem pozostaje własny bar — niewielki, trochę obskurny, pełen drewna, muzyki i stałych bywalców, będący miejscem, które bardziej przypomina czyjś salon niż modny lokal z centrum Toronto. Na razie odkłada pieniądze i cierpliwie czeka na odpowiedni moment.
Nie spieszy mu się, bo po raz pierwszy w życiu naprawdę nie musi.
⠂Ma słabość do starych aparatów fotograficznych. Co jakiś czas kupuje uszkodzony egzemplarz na targu staroci i próbuje go odrestaurować.
⠂Prowadzi mały notes, do którego zapisuje pomysły na własny bar. Jest tam wszystko — od nazw drinków, przez szkice wnętrza, playlisty i głupie pomysły na dekoracje.
⠂Jego wiernym towarzyszem jest Rusty — częściowo labrador, częściowo nie wiadomo co, który panicznie boi się fajerwerków i uwielbia jeździć pickupem. Sam twierdzi, że uratował psa. Wszyscy, którzy ich znają, twierdzą, że było dokładnie odwrotnie.
⠂Wciąż budzi się przed siódmą rano, nawet jeśli wrócił z imprezy o czwartej.
⠂Świetnie radzi sobie w kuchni i lubi gotować, zarówno szybkie dania, jak i wystawne uczty dla grona najbliższych przyjaciół. Potrafi wyczarować świetny posiłek z kilku przypadkowych składników.