-
Love me till I get it wrong
Now I only feel alive
When you're looking at me
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Podwijając przydługie rękawy swojego szarego swetra, basistka pochyliła się nad komputerem, żeby wyłączyć ekran. Nie dotykała innych przycisków, bo nie wiedziała, jak chłopak mógłby na to zareagować. Poza tym, gdyby ktoś odpiął od zasilania jej komputer, kiedy grała i próbowała poprawić swój wynik, to najprawdopodobniej wpadłaby w szał. Kochała gry równie mocno, co kochała muzykę i gdyby nie wylądowała w zespole, z pewnością zostałaby streamerką. Tak czy inaczej, niezależnie od nastroju Carlsona, dziewczyna zamierzała wyciągnąć go ze sobą.
— Musisz iść tam ze mną, bo jak mnie porwą, to będziesz mnie miał na sumieniu — powiedziała, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Zaraz jednak postukała się długim, czarnym paznokciem w policzek i uśmiechnęła dość przebiegle. — Albo znajdę ci miłość twojego życia! Wiesz, że jestem w tym dobra. Potrafię wyłapać chętnych chłopców — powiedziała energicznie, łapiąc za fotel, by odciągnąć go tak daleko, jak tylko miała na to siłę. — Obiecałeś mi, Felix, do cholery! Nie wystawiaj mnie dzisiaj — rzuciła, w końcu opadając na jego łóżko i zarzucając nogę na nogę. Krzyżując z powrotem ręce na klatce piersiowej, Nora zatrzymała na nim poważne spojrzenie. — Daję ci dziesięć minut na ogarnięcie się. W innym wypadku twój sprzęt ląduje na ulicy — dodała poważnie. Carter była nieobliczalna; a choć zwykle tylko żartowała, tak bezpieczniejszym wyborem, byłoby nie testowanie jej możliwości. Szczególnie, gdy próbowała komuś zagrozić.
— Nie musimy iść na kluby. Możemy iść coś zjeść albo napić się drinka. Jednego. Cokolwiek, co sprawi, że nie zacznę obrastać pajęczyną — parsknęła, rozglądając się w tym czasie po jego pokoju. Zwykle spotykali się na zewnątrz lub u niej, ale teraz sama wprosiła się do jego mieszkania. Dla wielu ludzi mogła być irytująca, ale taka była jej natura. Nie była w stanie tego w żaden sposób kontrolować.
Felix
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjinarracja trzecioosobowaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Kto wie, może Nora pojawiła się u niego w samą porę, odciągając go od komputera, który zdawał się budzić w nim mało pożądane emocje. Kochał sprzęty elektroniczne, kochał nowinki technologiczne, ale nie zawsze kochał ludzi, którzy byli jego partnerami w League of Legends.
Spojrzał na twarz przyjaciółki, trochę zdezorientowany. Chwilę zajęło mu wrócenie do rzeczywistości, odganiając przy okazji niesmak niepowodzenia, którzy buzował w jego ciele. Następnym razem upewni się, że wygra, bo jeszcze trochę, a straci Diamentową rangę.
-Jaka istnieje szansa, że w ogóle byłbym w stanie odmówić? - uśmiechnął się do niej szeroko. Miała sporo siły jak na coś tak kruchego. Górował nad nią wzrostem, jak również wagą, a ona z taką łatwością dała radę go obrócić! Wiedział o niej mniej, niż podejrzewał. Może była niczym te wszystkie postaci z komiksów posiadające supermoce, a żyjące w ukryciu, z dala od ludzi, którzy mogliby je wykorzystać?
-Jesteś urocza, kiedy próbujesz się na mnie gniewać, wiesz? Twój przyszły chłopiec będzie szczęściarzem - skomentował, unosząc dłoń i dotykając policzka dziewczyny. Niech już się tak nie naburmusza, bo to wcale nie działało korzystnie. Była zbyt piękna, żeby marszczyć czoło.
Przeciągnął się na krześle czując, jak zastały mu się wszystkie kości. Ile czasu właściwie dzisiaj spędził przed monitorem? Potrafił stracić poczucie, odcinając się od rzeczywistości, uciekając do świata wirtualnego. Tam było znacznie łatwiej, bo człowiek nie musiał mierzyć się z emocjami. A te ostatnio dawały się Felixowi we znaki. Jak nie przystojniak z baru, który wcale nie był nim zainteresowany, tak chłopak z sąsiedztwa, który wysyłał mu sprzeczne sygnały. Jak miał się umawiać, skoro nie rozumiał ludzi?
-Nie szukaj mi nikogo, dobrze? Pójdę z tobą, ale obiecaj mi, że nie wepchniesz mnie w niczyje ramiona - westchnął. Nie pierwszy raz próbowała go jawnie sprzedać, nie zawsze jednak trafiając w gust młodego analityka. Biedny lubił osoby,od których zalatywało kryminałem i buńczucznością. Jego przeciwieństwo.
-Ale… w co ja mam się właściwie ubrać? Dres nie przejdzie, widzę to po twojej minie - rzucił, wstając, ukazując w ten sposób różnicę we wzroście pomiędzy nimi. Dawid i Goliat. Frodo i Aragorn. Jak zwał tak zwał, Nora była ewidentnie pocket size. - Pomożesz mi? - spojrzał na nią. Jeśli już miał wyjść, zostawiając miłość życia w mieszkaniu, nie wyjdzie w bluzie, którą miał na sobie. Co prawda umiał się ubrać sam, ale liczył, że przynajmniej trochę odwlecze w czasie wypełznięcie z jaskini. Kto wie, może Nora się rozmyśli!
Nora Carter
-
Love me till I get it wrong
Now I only feel alive
When you're looking at me
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Zawsze jestem urocza — westchnęła, mimo swoich słów, uśmiechając się słodko. Gdy tylko dotknął jej policzka, zaśmiała się melodyjnie; to zabawne, jak dobrymi przyjaciółmi byli, bo początek ich znajomości teraz wydawał jej się… dziwny. No, ale każdy ma prawo się pomylić, tak? Dopiero na drugą część jego zdania, ożywiła się nieco bardziej, odruchowo chwytając go za nadgarstek. — Poza tym chyba oszalałam. Wyobraź sobie, że mam ochotę spotkać się z jakimś chłopakiem więcej niż jeden raz — powiedziała, bo od niedawna była jedna osoba, która przez ostatnie dni, nie wychodziła z jej głowy nawet na sekundę. — Nie pamiętam, kiedy ostatni raz miałam ochotę z kimś porozmawiać, a nie tylko zaciągnąć go do łóżka. Chociaż to też bym właściwie zrobiła. Obie te rzeczy mogłyby być z nim super — dodała z przejęciem. — Może jestem chora? — rzuciła z przerażeniem, dotykając wierzchem dłoni swojego czoła.
— Obiecuję, obiecuję — westchnęła, wywracając oczami. Nie musiał już wiedzieć, że skrzyżowała palce za swoimi plecami. Robiła to tylko dla jego dobra, naprawdę! Poza tym nie wiadomo, jak potoczy się ich wspólna noc, może chłopak sam przypadkowo trafi w ramiona jakiegoś innego ładnego chłopaczka. Nora nie zamierza wówczas stać mu na drodze do zabawy i szczęścia. Może jedynie kibicować mu z boku. Gorzej, jakby chcieli podbić do tego samego, ale póki co, Carter była dobrej myśli.
Słysząc jego prośbę, by pomogła mu się ubrać, Nora zeskoczyła z łóżka z szerokim uśmiechem na ustach. Pytał właściwą osobę; taką, która wiedziała w czym chodzić, by dobrze się prezentować. No i nie — nie zamierzała pozwolić mu na wyjście w dresach. To na pewno podeszłoby pod jakiś paragraf. Nora zadarła głowę, żeby spojrzeć na jego twarz, a później na całą jego sylwetkę, po czym ruszyła w stronę jego szafy, żeby przejrzeć ubrania. Wyszukała jakiś biały t-shirt, fajne spodnie i rzuciła to prosto w jego ramiona.
— Będziesz wyglądał jak największa hotówa. Poza mną, rzecz jasna — mruknęła głośno, chwytając z podłogi skórzaną kurtkę, która miała być zwieńczeniem outfitu. Gdy podniosła odzież wierzchnią, jej oczom ukazała się jakaś szkatułka. — A co ty tam masz? Narkotyki? — rzuciła pół żartem, pół serio, bo ów pudełeczko było schowane na dnie szafy. Nie dotknęła go, bo miała szacunek do jego własności, szczególnie tak ukrytych, ale korciło, żeby spytać.
party people.. almost