-
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiona, jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Z pewnością nie zamierzała skończyć ten wieczów się w taki sposób. Niestety, Zoya miała dziwną skłonność do cholerneo tracenia umiaru. Wyszła jedynie na urodziny koleżanki, które odbywały się w klubie w wynajętej loży. Towarzyszyło im jeszcze kilka koleżanek, kolorowe drinki i urocza girlanda z balonów.
Wszystkie bawiły się przednio. Tańczyły, żartowały, podjadały tłuste nuggetsy serwowane jako przekąski, po czym znów pośpiesznie wracały na parkiet. Wszystko zmieniło się jakoś po dziewiątej rundzie szotów, które zamówiła jedna z tych m ą d r z e j s z y c h dziewczyn, namawiając resztę do zmieszania alkoholu.
Właśnie wtedy Zoya poczuła, jak grunt usunął jej się spod stop. Na domiar złego żarty znajomych nagle wydały jej się jeszcze śmieszniejsze, a dziesiąty wszedł jeszcze lepiej. Szybko jednak dał o sobie znać potężną czkawką, jaka wywołała kolejną salwę śmiechu przy stole.
A potem Zoya zdała sobie sprawę, że potrzebowała tlenu. O zgrozo, jak bardzo w tamtej chwili potrzebowała świeżego powietrza! Nieco pokracznie wysunęła się zza stolika i z wyraźnym brakiem równowagi przecisnęła przez tłum, aż w końcu znalazła się na zewnątrz.
Chłodne powietrze natychmiast smagnęło jej rozgrzane policzki. Dostrzegła dwie grupki mężczyzn, którzy zmierzyli ją typowo samczym spojrzeniem. Alkohol natychmiast podszedł jej do gardła i, cholera, poczuła się dziwnie nieswojo, jakby odrobinę zagrożona. Instynktownie rozejrzała się dookoła i wtedy dostrzegła jedynego chłopaka, który jako jedyny stał nieopodal samotnie.
Pod wpływem pijackiego impulsu uznała, że wyglądał najbezpieczniej, więc podeszła do niego chwiejnym krokiem i z rozanielonym uśmiechem, posanowiła zagadać.
— Cześć. Bolało, jak spadłeś z nieba? — zapytała żartobliwie.
Nie wyglądał źle. Wręcz był całkiem w jej typie, co tylko rozbawiło Zoyę jeszcze bardziej. Zrobiła więc kolejne pół kroku w jego stronę i... zachwiała się. O cholera, jak ona okropnie się zachwiała! Potem efektownie runęła prosto na ramię nieznajomego, kurczowo i desperacko łapiąc się jego marynarki.
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os., l. poj.czas narracjiczas przeszłypostaćautor
Dlatego zaprosił kumpli do klubu, gdzie w wynajętej loży VIP pili shoty i świetnie się bawili w towarzystwie lasek, które zakręciły się wokół nich niedługo po przyjściu do lokalu. Każda z nich była piękna i wyraźnie nastawiona na dobrą zabawę. I wszystko zapowiadało się wręcz zajebiście, dopóki w pewnym momencie Rufus nie zechciał pochwalić się przed pannami, jaki właściwie był powód tego spotkania. Gdy usłyszały, że Luke był bardziej rozpoznawalny, niż mogły przypuszczać, ich oczy iskrzyły się za każdym razem, kiedy na nie spoglądał, żartował czy uśmiechał się do nich.
Alkohol lał się litrami, a wraz z nim coraz intensywniej krążącym w jego żyłach, jedna z dziewczyn, długonoga blondynka z niebezpiecznie długimi pazurami, zaczęła coraz śmielej się do niego przystawiać. I może nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że… nie wyróżniała się zupełnie niczym spośród wielu obecnych na tej sali. Była jak auto seryjne, które tak naprawdę nigdy nie przyciągało jego wzroku. Traktował ją bardziej jako auto z wypożyczalni, o którym zapominało się po spełnieniu swej roli.
Potrzebował oddechu. Od wijącego się wokół niego ciała blondynki, od błysku kolorowych świateł, dudniącej w uszach muzyki, śmiechu towarzyszy i okropnych zawrotów głowy, spowodowanych mieszaniną alkoholu. Nie liczył, ile wypił, ale było to najwyraźniej ponad próg jego możliwości. Zarządził pit stop.
Świeże powietrze nieco go orzeźwiło. Wciągnął głośno powietrze w płuca, by zaraz skrzywić się pod wpływem nieprzyjemnego i mulącego zapachu fajek. Nie lubił palić. Rozgrzane ciało zdawało się nie odczuwać delikatnych powiewów chłodnego powietrza, gdy lekko zataczając się, minął grupę palących nieznajomych i oparł się ciężko plecami o ścianę. Westchnął kolejny raz, kiedy przez jego głowę przeszła myśl - jak tu się znalazł? I wbrew pozorom nie chodziło mu wcale o dotarcie przed klub, tylko jak się doprowadził do takiego stanu? To miało być tylko kilka szotów. Jutro będzie musiał porządnie to wybiegać.
Przetarł twarz dłonią, żeby ściągnąć z siebie coraz bardziej odczuwalne zmęczenie, dopiero po chwili zauważając podchodzącą do niego dziewczynę. Spojrzał na nią uważnie, starając się skupić majaczący mu wzrok i uśmiechnął się. Ładna była. I zupełnie nie przypominała kolejnej Hondy Civic, której na ulicach Toronto było pełno. Jej tekst na podryw wydał mu się wyjątkowo uroczy, toteż od razu uśmiechnął się szerzej.
— Trochę. Ale oto przybyłem — ruchem ręki wskazał na siebie, jakby prezentował jej właśnie to, co było przeznaczone specjalnie dla niej. Nonszalancko odepchnął się od ściany, akurat w momencie, kiedy ona postanowiła zbliżyć się do niego bardziej. Instynktownie złapał ją mocno w talii, nieco chwiejąc się pod wpływem impetu, ale utrzymał równowagę za ich oboje. Jej niebieskie tęczówki, gdy zaskoczona podniosła na niego wzrok, wydawały się najbardziej stałym miejscem, w jakie mógł teraz patrzeć. Równie, jak jej ponętne usta, na które zerknął odrobinę dłużej niż wypadało. Cholera. Szybko jej poszło.
— I jak? Zdałem test? — mruknął z cieniem rozbawienia, bo będąc przy niej tak blisko, wiedział, że bez obaw go usłyszy. Finalnie rozluźnił lekko uścisk, pozostawiając jej wybór, choć musiał przyznać w myślach, że jego ręce na niej pasowały wręcz idealnie.
Zoya Weasley
-
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiona, jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Tym bardziej nie była przyzwyczajona do tego, aby ktoś oceniał ją przez pryzmat porównań do mniej lub bardziej seryjnych samochodów. Nawet więcej, coś takiego nawet nie przyszłoby jej do głowy. Musiała jednak przyznać, że było to dosyć zabawne.
A gdyby miała ocenić Luciena na podstawie tego, co znała najlepiej i tego, w czym się obracała każdego dnia, najpewniej uznałaby, że był ogierem fryzyjskim.
Prawdę pisząc, wcale nie chciała go wtedy poderwać. Chciała jedynie upewnić się, że tamci chłopcy dopalający papierosy pod klubem nie wpadną na pomysł, aby podejść do niej pierwsi. Nie miała najmniejszej ochoty na pogawędkę z pijaną watahą samców. Najpewniej skończyłoby się rzucaniem w jej stronę podobnych tekstów do tych, którymi sama przed chwilą uraczyła Luciena.
Problem polegał na tym, że nie spodziewała się, że jej denna gadka rzeczywiście zadziała. Tymczasem mężczyzna uśmiechnął się szeroko, a w jego oczach zatańczyły dziwne, może rozbawione iskierki, których pijany umysł Zoi nie potrafił rozszyfrować.
Pomimo tego zupełnie odruchowo odwzajemniła uśmiech, przez co na jej policzkach natychmiast pojawiły się urocze dołeczki.
Po chwili parsknęła śmiechem, szczerze rozbawiona jego kunsztowną próbą przedstawienia własnej osoby. Nie mogła zaprzeczyć, że miał w sobie mnóstwo uroku, a jego aparycja naprawdę przyciągała spojrzenie. Cóż mogła poradzić na to, że z bliska okazał sie taki przystojny?
Dopiero gdy jej niefortunny upadek dał o sobie przypomnieć, opuściła wzrok. Najpierw zerknęła na ich nogi, ktore spłatał jakiś kołchoz. Potem, nieco zaskoczona, zwróciła uwagę na dłoń mężczyzny, jaka w ostatnim momencie zacisnęła się na jej talii, aż w końcu podniosła wzrok wyżej i napotkała jego oczy. Były wyjątkowo czarujące.
— Co? — Nie zrozumiała od razu. Zbyt pochłonięta wszystkim, co właśnie się działo, potrzebowała kilku sekund, aby wrócić myślami do poprzedniego tematu. — Ach! Nie poddawałam cię żadnemu testowi... Ale jeśli masz ochotę, mogę spróbować.
Chyba nigdy wcześniej nie brakowało Zoi rozsądku aż tak bardzo jak obecnie. Alkohol potężnie szumiał jej w głowie, a mieszanka rozbawienia i nagłego zauroczenia skutecznie zagłusiła wszelkie ostrzegawcze sygnały. Bardzo lekkomyślnie, o ile to w ogóle możliwe, przysunęła się bliżej, aż intencywniej dotknęła klatką piersiową torsu Luciena. Dłoń z marynarki przeniosła na jego ramię, przy okazji przejeżdżając palcem po szyi mężczyzny.
I chyba właśnie uświadomiła sobie coś oczywistego. Naprawdę, naprawdę jej się spodobał. Nie miała najmniejszej ochoty z tym walczyć. Jedna chwila niewinnego flirtu jeszcze nikogo nie zabiła, a jej koleżanki i tak najpewniej jeszcze nie spostrzegły, że zniknęła. Skoro postawił na jej drodze absurdalnie przystojnego, czarującego nieznajomego, mogła przecież przeciągnąć ich interakcję przez parę minut.
— Co powinnam najpierw sprawdzić?
Lucien Spencer