ODPOWIEDZ
40 y/o
For good luck!
170 cm
prezes zarządu Northgate Resource Holdings
Awatar użytkownika
you believe this is a game,
and you might be right.
but if you think you can
play it better than me,
think again.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Za oknami dawno zrobiło się granatowo. Centrum świeciło gdzieś daleko za rzeką, w szkle i stali, ale tutaj, na zachodnim skraju miasta, wieczór był po prostu wieczorem — ciemne ulice, stare drzewa, podjazdy willi, przy których parkowały samochody warte więcej niż domy, w których wychowała się połowa ludzi trenujących na tej sali. Jeździła tu czterdzieści minut, kiedy ruch był łaskawy, i dwadzieścia pięć, kiedy nie miała cierpliwości. Kiedyś, dwa czy trzy lata temu, oglądała nawet dom w Kingsway — biały, spokojny, z żywopłotem i podjazdem na cztery auta, dokładnie taki, jaki kupuje się, kiedy życie zwalniało tempa. Stała w tamtym ogrodzie, pomyślała o wszechogarniającej ciszy i to słowo natychmiast ją odrzuciło. Wróciła do centrum, gdzie o trzeciej w nocy nadal coś się dzieje, a szyby drżą od miejskiego gwaru.
Klub bokserski w Kingsway był po dobry — porządne worki, czyste maty, trenerzy, którzy poprawiali stopy zamiast ego, i ludzie, którzy przychodzili zdawali się tu przychodzić z powodu innego, niż nowe wymuskane zdjęcia na social media. Zapach też miał swój — pot, wilgotna skóra rękawic, guma, gorzki ślad środka dezynfekującego. Valerie przyzwyczaiła się do niego tak, jak przyzwyczaja się do zapachu własnego domu.
Głuche, miarowe uderzenia, to jedyny rytm, jakiego słuchała bez irytacji. Trzy szybkie, jeden długi. Prosty, dwójka, sierpowy w wyuczonej kombinacji. Jasne kosmyki powyrywane z ciasno związanego węzła kleiły się jej do karku, sól zasychała na skroniach, a mięśnie ramion drgały już tym drobnym, zapowiadającym koniec drżeniem. I dobrze, właśnie o ten punkt zmęczenia chodziło. Bandaże owinęła wcześniej wprawnie bez patrzenia, ruchem wyćwiczonym do odruchu — jedyna czynność, przy której zdejmowała wszystko z palców. Po obrączce został jaśniejszy pasek skóry.
Doradca przejściowy.
Tak to nazwali. Marcus Ellery, siedemdziesiąt trzy lata, człowiek Rafaela od ponad dwóch dekad, powiedział to z twarzą ułożoną w troskę tak starannie, że przez chwilę prawie w nią uwierzyła. Ktoś, kto wesprze panią w pierwszym roku. Nikt nie kwestionuje pani kompetencji, Valerie. To kwestia ciągłości. Stare dziady zebrane wokół stołu, niczym świnie przy korycie pokiwały miarowo głowami. Ciągłość — piękne słowo na smycz, którą podaje się z uśmiechem.
Prosty. Prosty. Sierpowy.
Najgorsze nie było to, co powiedział, tylko to, że i tak przegłosowali. Spytała, czy doradca będzie przydzielony wyłącznie jej, czy pan Ellery też mógłby skorzystać, bo ostatni kwartał w jego dziale sugerował, że przydałaby się druga para oczu. Ktoś się roześmiał, ktoś inny wbił wzrok w blat. Ellery uśmiechnął się z tą samą starannie ułożoną troską i powiedział, że rozumie, jak trudne bywają pierwsze miesiące, skurczybyk zdążył się już do niej przyzwyczaić. Pół godziny później było po sprawie — siedem rąk w górze, dwie przeciw, wpis do protokołu.
Worek odskakiwał i wracał. Jak wszystko, przed czym się uciekało. Ostatnia seria, ta, przy której świat wreszcie milknie. Uderzała już bez rachunku, samą wściekłością zamienioną w mechanikę i gdzieś w połowie przestała myśleć. Nie o Ellerym, nie o raporcie z Manitoby, który zatwierdziła rano bez mrugnięcia okiem, nie o tym, jak łatwo jej to poszło. Każde uderzenie miało czyjąś twarz, ale żadnej nie nazywała. Tutaj nikt nie proponował jej pomocy, tutaj wygrywała zawsze.
Kiedy w końcu opuściła ręce, sala wróciła — czyjeś ciężkie oddechy, ktoś liczył pod nosem, gdzieś dalej brzęknął odłożony obciążnik. Oparła czoło o worek i stała tak dłuższą chwilę, czując, jak łomocące w piersi serce zwalnia. Zmęczenie, to jedyna forma ulgi, na jaką pozwalała sobie trzeźwa. Sięgnęła po butelkę z wodą, przytrzymując ją niezgrabnie w rękawicy i to wtedy kątem oka zarejestrowała jego — kilkanaście kroków dalej, mężczyzna kończący własną serię. Oceniła go tak, jak oceniała wszystko: szybko, chłodno, z nawyku. Był wysoki na tyle, że musiałaby zadrzeć głowę, żeby spojrzeć mu w oczy, a tego nie robiła chętnie. Sprzęt dobry, ale nienowy — używany na tyle długo, żeby się dotarł. Jego ciosy były mocne, momentami zbyt mocne, jakby coś w nim raz po raz wyprzedzało technikę, ale schodził z linii lekko i ekonomicznie, bez zbędnego ruchu. Ktoś go tego uczył i musiał uczyć dawno. Zarost z pierwszymi pasmami siwizny przy skroniach, twarz człowieka mniej więcej w jej wieku, nie chłopca, który przychodzi tu wyrzeźbić ramiona na lato, by wyrwać kilka panien na imprezie. Nie patrzył na nią, co samo w sobie było na tyle nietypowe, że zwróciła uwagę. Zgięła palce w bandażu. Ręce jeszcze drżały, ale nie na tyle, żeby kończyć. Zerknęła w stronę ringu. Był pusty.

Nathaniel Mayfield
space cadet
40 y/o
TORONTO RANGER
189 cm
Inspektor gadżet Toronto Police Service (TPS)
Awatar użytkownika
inspektor policji i drań w jednej postaci, rzuciła go narzeczona bo oglądał się za innymi i zbyt mocno skupił na robocie.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji3os.
postać
autor

Dom, komenda, bar i.. klub bokserki.
Wokół tych miejsc można by spokojnie nakreślić krąg po jakimś poruszał się inspektor Mayfield, wiedziony głównie swoimi potrzebami a więc - praca, walka nad sobą i regeneracja. W walce było coś na wskroś połączone z wyciskiem potu, walką o kondycję plus zestawieniem tego z regularnym.. chlaniem po barach. Nie oszukujmy się, jego życie wyglądało ostatnio tak samo i to nie były jakieś odchyły od normy - czysta regularność o którą dbał dla dobra organizmu. Wieczory czasami spędzał i przy pracy, to wszystko zależne było od tego nad jaką wymagającą sprawą aktualnie pracował. Boks pomagał się odprężyć, dawał poczucie swobody w przekazie. Raz był przyjemnością, a raz brutalnym obowiązkiem aby odgonić nerwy czy bezsilność. Tłucząc w worek czasami nachodziły go ciekawe myśli, zmieniał się punkt widzenia, powstawało oświecenie i eureka.
Jego życie było nad wyraz proste, skupiał się na byciu policjantem, awansował na inspektora i póki co szukał cienia szansy na kolejne szczeble albo chociaż na szukanie przestrzeni aby je przeskoczyć. Nic nie irytowało go bardziej niż zablokowanie się. I to nie chodziło o chorą ambicje, raczej myślał o przyszłości i profitach z emerytury gliniarzy, a te nie były mocno wybitne, chociaż zależały od rangi na końcu. Tak czy inaczej nie był specjalnie odkrywczy w tym jak planował swoje dni i dalsze życie, został sam i nie miał zobowiązania, do domu także mu się nie spieszyło. Klub był miłym przystankiem zawsze do sparowania z innymi czy do samotnego obijania worka, jakiś ćwiczeń na kondycje czy walkę z cieniem. Dawał sobie zawsze chwile na rozgrzewkę w akompaniamencie muzyki, która leciała ze słuchawek. Nie chciał ale w końcu i on przywykł do tego małe gówienka w uszach. Pomagało mu to, a szczególnie pieprzone Eye of the Tiger, które spowodowało iż na usta wpełzał aż nadto irytujący uśmiech. Nie dało się lepiej ustawić playlisty, a przecież zawsze wybierał coś nowego, co miało zaskoczyć i nadać rytm treningom.
Dzisiaj nie zwracał wybitnie uwagi na innych na sali, tak jakby zależało mu na odwaleniu godzinny machania i tańca z workiem, niżeli użarenia się z kolejnym championem na sali. Miał niestety pecha bo zawsze ktoś zaczepiał go do walki, może to przez posturę? Może przez wzrost? Biały tank top podkreślał jego mięśnie nawet jeśli na głowie czy zaroście przejawiały się pierwsze siwe włoski, podkreślające osiągnięcie konkretnego już wieku. Czy czuł się staro? Czasami przy niektórych kogucikach na tej sali.
Odprężył się i dał chwile na oddech, wyjmując słuchawki i rozglądając się za swoją butelką wody i ręcznikiem. To wtedy kątem oka zauważył kobietę, taką której obecność tutaj na pewno wzbudzała zainteresowanie, chociaż w sumie to każda była jak "dinozaur" na tej sali. Ktoś właśnie kończył swoje sparingi, a ktoś jeszcze kręcił się zbierając rzeczy. Sparingi się skończył, a ring pozostawał wolny, tak jakby zapraszał. Nate nie był skłonny do tego aby zaczepiać ludzi ale skoro już przelotnie przez moment ich oczy sie spotkały, sugestia mogła być jedna - może drobna bitka?
Dla niego osobiście sparing z kobietą zawsze był ciekawym wyzwaniem, odchył od normy gdy walczył jedynie z różnego rodzaju facetami, z różnych kategorii wagowych. Nie chciał jednak do końca naruszać jej przestrzeni czy zaburzać rytm treningu ale skoro wkrótce zostali na sali sami a ludzie wokół krzątali się tylko porządkując swoje rzeczy, mógł się zdobyć na ten gest, podchodząc bliżej ringu. Po chwili zastanowienia przeszedł pod linami wkraczając na ring, trochę dumnie i odważnie chociaż Mayfield nie piął się jak paw. Zerknął raz jeszcze na kobietę aż wreszcie odważył się odezwać nieco głośniej, licząc się z pełnoprawną odmową na jego propozycje.
- Chcesz się sprawdzić? - zapytał trochę nonszalancko, ale w żadnym stopniu nie zamierzał jej odbierać umiejętności już na starcie. Miała owijki i z jakiegoś powodu tutaj była, więc zaciekawił się co może mu zaprezentować, może i nauczyć? Każdy przeciwnik w końcu był wyzwaniem, lekcją, treningiem.


Valerie Dasilva
Marlen.
zagram wszystko w granicach przyzwoitości.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Kingsway Boxing Club”