-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiobojętnietyp narracjiTrzecioosobowyczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Nie wyrobił się. Nie zdążył wyjść z psem na spacer i musiał z tego powodu poprosić matkę o pomoc. Takie sytuacje wprowadzały go w nie lada zakłopotanie; Był przecież dorosłym mężczyzną, który koniec końców i tak zwracał się do rodziców z byle pierdołką.
A wystarczyło tylko nie grać w CSka do późnych godzin. Położyć się spać jak człowiek. Zrobić normalne zakupy. Tak niewiele, zmieniłoby wiele.
Oczywiście musiał go przywitać gnój na komendzie. Skoro miał mieć koszmarny wtorek to będzie on takim do samego końca. Starał się nie wkurzać, uspokoić, wypić lurę z automatu i odbębnić wszystkie obowiązki. Sterta papierów leżała do wypełnienia, partner biadolił nad uchem, a szef łypał na niego złowrogo. Nic szczególnego.
Nawet nie wiedział ile czasu minęło, gdy dostał telefon. Prywatnej komórki starał się nie używać w trakcie zmian, większość jego bliskich znajomych zdawała sobie z tego sprawę, więc nie spodziewał się połączenia od nikogo. Matka musiała go zaskoczyć i to w żadnym stopniu nie była pozytywna niespodzianka – Lola uciekła jej na spacerze i nie dała rady jej złapać. Wspaniale.
Blisko godzinę spędził na obdzwanianiu wszelkich schronisk z nadzieją, że ktoś odwiózł tego szczura właśnie tam. Zaczynał tracić nadzieję, gdy w końcu dostał pozytywną informację – niedawno przywieźli pieska zgodnego z jego opisem, może przyjechać to sprawdzić.
Ostra dyskusja z szefem, ale ten w łaskawości swojej pozwolił mu wyjść z pracy. Kto jak kto, ale Rufus nie miał za wielu tego typu wypadków. Po drodze do schroniska skoczył tylko po dokumentację Loli, aby mieć podstawy do jej zabrania.
Biedna księżniczka trafiła do takiego miejsca…
Nie zdążył się przebrać, dlatego w mundurze wkroczył do budynku, obrzucając uważnym spojrzeniem kobietę, stojącą do niego tyłem. Trochę miała znajomy tył, ale możliwe, że to tylko sobie wmawiał.
— Dzień dobry, przyjechałem odebrać mojego psa. Podobno został tu przywieziony — zagadnął, chcąc zwrócić na siebie uwagę.
Erza B. Fernandes