ODPOWIEDZ
22 y/o
For good luck!
186 cm
student fizyki jądrowej/baseballista University of Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijak powiesz będzie okej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wbrew pozorom życie Ariela nie kręciło się tylko wokół nauki i gry w baseball. Czasami zdarzały się wyjątki, gdy koledzy z drużyny wyciągali go nad jezioro Ontario, aby spędzić trochę czasu na zabawie. Chwila wytchnienia przed nadchodzącym sezonem oraz zbliżającym się rokiem na uczelni wydawała się kuszącą, dlatego nie zastanawiając się ani chwili dłużej przystał na ich propozycję. Dawno nie miał okazji brać udziału w tego typu wydarzeniach, a wypadało od czasu do czasu wyjść z domu i socjalizować się z innymi ludźmi. Na wspólnej grupce ustalili kto co zabiera, kto kogo zgarnia po drodze oraz jakie miejsce zdecydują wybrać się tym razem. Unikali raczej tych najczęściej odwiedzanych plaż, aby zaznać trochę spokoju przed ciekawskimi spojrzeniami obcych ludzi. Każdy student chciał się wyszaleć bez czucia na sobie oceniających spojrzeń.
Powinien spodziewać się tego, że do wyprawy dołączy również jego fatalne zauroczenie, z którego zdawali sobie sprawę najbliżsi koledzy. W końcu musiał komuś opowiedzieć o spalonej, pierwszej i prawdopodobnie ostatniej randce z Tomashem. Nie wyszła ona tak jak planował. Tak mocno zjadł go stres, że nie potrafił wykrztusić z siebie bardziej sensownego zdania, przez co wyszła koszmarnie niezręcznie. Nikt przy zdrowych zmysłach po czymś takim nie byłby w stanie spojrzeć drugiej osobie w oczy. Zaprzepaścił swoją szansę, a krasz pozostanie tylko i wyłącznie kraszem.
Pogoda dopisywałam słońce prażyło w pełnej krasie, a sam Ariel dziękował sobie za to, że pamiętał o czapce z daszkiem. I wodzie. Dziś w jego menu była tylko i wyłącznie woda. Może jedno piwo bezalkoholowe. Nic więcej, w końcu podjął się jazdy samochodem.
Towarzystwo się rozgadało i rozpierzchło w małe grupki. Velasquez trzymał się blisko kolegów, jednocześnie obserwując kątem oka Tomasha. Było mu głupio na samo wspomnienie ich ostatniej rozmowy, a kpiące uwagi ludzi dookoła niczego nie ułatwiały. Każdy próbował go namówić do tego, aby spróbował raz jeszcze. Przecież krótka wymiana zdań jeszcze nikogo nie zabiła, a może nieco oczyściłaby atmosferę między nimi. Ariel miał z tym problem. Ta nieśmiała część jego charakteru przejęła nad nim kontrolę, pozwalając mu tylko na krótkie spojrzenia. Najbardziej obawiał się tego, że zostanie na tym przyłapany, przez co wyjdzie na jakiegoś psychola. Udało mu się odwrócić uwagę na tyle, że temat jego beznadziejnego zauroczenia zniknął z rozmowy.
Godziny mijały, a słonce ani trochę nie odpuszczała. Koszulka zaczynała kleić mu się nieprzyjemnie do pleców. Nie miał zamiaru wchodzić do jeziora, żeby się schodzić. Kolegów raczej odprowadzał spojrzeniem pełnym politowania. Kto wiedział co kryło się na dnie? Plaża nie wyglądała do najczęściej odwiedzanych a ludzie bywali różni i mogli wrzucać do wody najróżniejsze rzeczy. Ograniczył się do spaceru.
Zauważając nieopodal samotnie stojącego Tomasha nie wiedział co powinien zrobić. Zawrócić? Udawać, że wcale go nie widział i bez słowa wyminąć? Każdy z pomysłów wydawał mu się równie beznadziejny. Nie powinien zachowywać się w tak żałosny sposób, gdzie to jego winą była sytuacja między nimi. Po prostu przejdzie obok. Uśmiechnie się nieśmiało. Tak. Dokładnie tak.
Ale dziś duszno — zagadnął, czując się jak ostatni przegryw, bo temat pogody wydawał mu się najmniej atrakcyjnym ze wszystkich. Mógł powiedzieć cokolwiek innego, a zdecydował się na coś takiego. — Jesteś cały czerwony… — dodał, gdy zauważył wypieki na policzkach chłopaka. Bez chwili zastanowienia ściągnął czapkę z głowy i wcisnął ją na tę Tomasha. — Nie potrzebujesz wody? Mogę ci przynieść — zaoferował, bo nie miał pewności czy ten nie dostanie zaraz jakiegoś udaru słonecznego.

Tomash Nowakovsky
Adi
Jak będzie ładnie napisane to niczego
21 y/o
For good luck!
173 cm
recepcjonista North York YMCA
Awatar użytkownika
a little twink
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion, jego
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszła
postać
autor

   Tak dokładnie to nie wiedział, jak to się stało, że został wcielony w szeregi baseballowej drużyny. Może samej drużyny, ale osób, które kręciły się wokół zawodników. Owszem, jedna z jego koleżanek umawiała się z jednym z baseballistów, jednak znajomość ta była dość świeża i Tomash myślał, że nie doprowadzi ona do niczego konkretnego. No i kiedyś umówił się na spotkanie z innym zawodnikiem, który mu się podobał, ale z tego spotkania też nie wynikło nic więcej. Owszem, było drętwo, bo nie mieli zbytnio o czym rozmawiać i Tomashek pospinał się na samą myśl o tym, że jego relacja z Arielem ulegnie zmianie i nie chciał niczego zepsuć. No ale stało się i miał wrażenie, że na tym spotkaniu się to wszystko zakończy, bo przecież tak toczyły się te studenckie relacje – jedne wychodziły inne nie.
   No ale stał teraz tutaj, nad jeziorem w otoczeniu w sumie obcych mu ludzi, z którymi trzymał się dlatego, że jego koleżanka się z nimi trzymała. O dziwo wpasował się w grupę. Drużyna nie była bandą osiłków, z którymi kojarzyły mu się wszystkie drużyny sportowe, ale osobami z własnymi, ciekawymi charakterami. Przyłapał się na tym, że naprawdę lubił spędzać z nimi czas, bo gdyby tak nie było, to pewnie właśnie teraz siedziałby w swoim pokoju i czytał książkę albo oglądał serial.
   Pogoda dopisała. Było ciepło. Niemal tak bardzo, że Tomash chciał iść za przykładem niektórych odważnych i zanurzyć się w zimnej wodzie jeziora, jednak zaraz po zamoczeniu stopy poczuł, jak coś dziwnego ociera mu się o skórę i uciekł niemal z głośnym piskiem z powrotem w stronę samochodu. Wtedy zrozumiał, że nie było mowy o tym, by wejść do wody, co pewnie i tak było dobrym pomysłem, bo nie wziął ze sobą ręcznika ani kąpielówek.
   Przez większą część czasu siedział na kocu i rozmawiał z ludźmi, którzy akurat się wokół niego kręcili. Można powiedzieć, że nie wyobrażał sobie lepszego sposobu na spędzanie takich dni, jak wyjazd ze znajomymi nad wodę. Było niemalże idealnie i jedyne czego im brakowało to pomysłu, żeby rozpalić ognisko. W jednej ręce ściskał butelkę z lemoniadą, a w drugiej kanapkę, którą ktoś przygotował. W sumie każdy zobowiązał się coś ze sobą zabrać, więc on oczywiście zorganizował pierogi, które ludzie podjadali na zimno. Bo na zimno smakowały równie dobrze. Próbował również uczyć chętnych polskiego, jednak wychodziło mu to z różnym skutkiem. Większą cześć czasu spędzał jednak z koleżanką, z którą tutaj przyjechał. Wspólnie rozmawiali, śmiali się i obserwowali innych. Oczy Tomashka często jednak zatrzymywały się na Arielu. Podobał mu się i raczej nie było sposobu, który pozwoliłby mu to ukryć. Bo od czasy ich ostatniego spotkania, tego nieudanego, za każdym razem, gdy go widział albo, gdy ktoś mu o nim mówił, to Nowakovsky czerwienił się jak burak. No może nie aż tak, ale chodził zaróżowiony.
   Po jakimś czasie, gdy towarzystwo już nieco się uspokoiło, wszyscy pozbijali się w mniejsze grupki. Do Tomasha i jego koleżanki dołączył jej kawaler i dwójka zakochanych szybko zaczęła wymieniać ze sobą pocałunki, nie zdając sobie sprawy, że Tommy siedzi obok nich. W sumie jego obecność im pewnie wcale nie przeszkadzała, niemniej jednak chłopak postanowił rozprostować nogi i pójść przed siebie. Wziął telefon do ręki i zaczął robić zdjęcia. I tak kręcił się i kręcił, dopóki nie usłyszał znajomego głosu.
   – Całkiem przyjemna – przyznał, odwracając się w stronę Ariela. Chłopak górował nad nim niemal o całą głowę, więc blondyn musiał nieco zadzierać głowę do góry. Już niemal natychmiast poczuł, jak policzki robią mu się czerwone i pewnie spaliłby się ze wstydu, gdyby Ariel nie uznał, że to od słońca. – Nie no, ale że aż tak? – zapytał, pocierając dłońmi swoje policzki, żeby wyglądało, że to właśnie przez to się czerwieni. No i oczywiście momentalnie zaschło mu w gardle, a to, że na głowie miał czapkę chłopaka wcale nie pomagało. Już prawie zaczęły mu się trząść ręce z tego wszystkiego. – Ach… no, mój ojciec zawsze powtarzał, że Polacy w wakacje przybierają barwy narodowe, więc jesteśmy albo biali, albo czerwoni… nie może być inaczej – kiwnął głową i dopiero po chwili ogarnął, jak głupio to brzmiało. Naprawdę. Pewnie zrobił się jeszcze bardziej czerwony. Powinien sobie po prostu iść i robić coś innego, ale zamiast tego wsadził telefon do kieszeni spodni i ponownie spojrzał na chłopaka.
   – W sumie to chciałem się przejść, porobić zdjęcia i podziwiać widoki – powiedział, wskazując ręką dalszy obszar jeziora, który wyglądał identycznie jak ten, w którym trwała impreza, więc naprawdę nie wiedział, co innego miałby tam zobaczyć… no ale coś powiedzieć musiał. – W sumie to, jak nie masz co robić, to możesz iść przejść się ze mną – zaproponował.

Ariel Velazquez
mów mi baby
napiszę wszystko, ale nie lubię nudy
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”