ODPOWIEDZ
37 y/o
For good luck!
187 cm
asystent trenera Toronto Marlies
Awatar użytkownika
Dedication, passion and inspiration are keys to success, both on and off the ice.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

001.

Milczące radio nie przeszkadzało palcom wystukiwać o kierownicę wartkiej melodii. Wewnątrz pojazdu nie było dźwięków, te tkwiły w kierowcy, który wcale nie tłumił własnej ekscytacji, choć ta niewiele miała wspólnego z obraną drogą. Każdy przejechany kilometr przybliżał go do celu podróży i nawet promienie słońca padające na przednią szybę nie były wystarczającą przeszkodą w konsekwentnym parciu do przodu. Osiadające na skórze powietrze również nie było mu straszne, lepkie mimo wczesnej pory, ponieważ miniona noc nie przyniosła kojącej ochłody. Lato zawisło nad Toronto w pełnej krasie i prawdopodobnie nie opuści miasta do końca sierpnia.
Tym bardziej miał prawo cieszyć się z perspektywy wejścia na lodową taflę. Ostatnie tygodnie upływały mu na dobrej zabawie, a wszystko dzięki aktywnej grze. Hokej zawsze był bliski jego sercu, rozbudził w nim cały wachlarz emocji, jednak z czasem gorący płomień pasji przybrał formę żaru podtrzymywanego mocą sentymentu. Mógł tłumaczyć to naturalną koleją rzeczy, jednak to przede wszystkim objęcie roli trenera wymagało od niego zupełnie innego podejścia do ukochanej dyscypliny sportowej. Człowiek poważnieje, gdy bierze na siebie odpowiedzialność za innych.
Wreszcie nadszedł czas, w którym nie musiał dbać o siłę swojego autorytetu, mógł bez obaw skrócić dystans pomiędzy sobą a juniorami grającymi w Guelph Storm pod jego przewodnictwem. Przekazał wszystkie obowiązki swojemu następcy, ale przed rozpoczęciem kolejnego sezonu chciał dalej być częścią drużyny. Wystarczyło wynająć lodowisko, przewieźć sprzęt, zaproponować kilka terminów wspólnej gry, a potem chłopacy zrobili resztę roboty – skrzyknęli się, podzielili na dwa składy i zawsze dbali o frekwencję, aby móc rozegrać mecz. W wakacje mieli pełne prawo spać dłużej, mimo to potrafili zjawić się o tej ósmej na dodatkowy trening. Dzięki ich zaangażowaniu czuł dumę, bo nie mieli już wobec byłego trenera żadnych zobowiązań, a mimo to dalej liczyli się z jego zdaniem i oddawali się grze w całości. John raz dołączał do jednego zespołu, raz do drugiego, wyciskając z siebie siódme poty, śmiało demonstrując młodzikom kilka technicznych sztuczek.
Zaparkował tuż przy budynku, niezbyt zdziwiony obecnością innych aut. Popędliwie chwycił za sportową torbę i zaraz wysiadł z samochodu, aby jak najdłuższymi krokami uciec od wszechobecnej duchoty. Być może dłużej rozpamiętywałby atak porannego słońca, ale działająca przy wejściu klimatyzacja dała o sobie znać. Obecna już na obiekcie obsługa ewidentnie wszelkimi sposobami szykowała się na upał, chociaż John nie sądził, aby całorocznym lodowiskom coś zagrażało. Przywitał się z pracownikiem i jak zawsze odebrał klucze od szatni, która pełniła też rolę schowka na sprzęt. Nie wyobrażał sobie, aby miał za każdym razem wozić wszystko w obie strony, kręgosłup pękłby mu od tego dźwigania. W myślach już planował rozstawienie plastikowych słupków do różnego rodzaju slalomów w ramach rozgrzewki, gdy ruszył w stronę jednej ze sportowych hal.
Odgłos łyżew sunących po lodzie dotarł do jego uszu i to wystarczyło, aby rozbudzić jego ciekawość. Zwyczajowo przyjechał wcześniej i tym razem znów przymknięto na to oko, bo szkoda tracić zarezerwowany czas na rozkładanie sprzętu, każdy to rozumiał. Nikt mu nie wspomniał, że lodowisko może być zajęte. Czyżby któryś z chłopaków zjawił się przed nim? Nie, niemożliwe, w upalne wakacje może i da się wydłubać z nich odrobinę zaangażowania, ale nie aż tak ogromne pokłady, aby bladym świtem odnaleźć drogę na lodowisko.
Hokejówki tak nie brzmiały; były ciężkie i sztywne, wzmocnione z uwagi na ochronę stóp przed uderzeniami krążka. Nie słyszał też uderzeń kija o krążek. To musiał być inny rodzaj płozy, to przeczucie kazało mu zapomnieć o szatni i ruszyć prosto ku lodowisku.
Płynny ruch samotnej sylwetki momentalnie przyciągnął jego wzrok. Chciał się tylko przekonać czy jego domysły były słuszne, ale coś w dynamice ruchu łyżwiarza sprawiło, że jeden rzut oka nie był wystarczający. Twarz blondyna zdobiły nie tylko krople potu, ale także jakaś plątanina emocji, których John nie miałby odwagi nazwać. Potem dostrzegł jak wyćwiczone ciało z naturalną łatwością przyjmują najdogodniejszą pozycję, aby dostosować się do osiągniętej na tafli lodu prędkości. To był inny wymiary subtelności ruchów ciała, całkowicie mu obcy.
Nie potrafił oderwać wzroku od łyżwiarza i tym bardziej nie chciał mu przerywać zmagań. John już wcześniej miał okazję podziwiać podobne występy na żywo, ale chyba po raz pierwszy czyjś przejazd pomógł mu coś poczuć. Stał w ciszy, nawet nie spostrzegł kiedy znalazł się przy bandzie lodowiska, instynktownie pragnąc podziwiać ten indywidualny trening z bliska.
Ruch ustał bez gwałtownego hamowania zaakcentowanego grubą bruzdą na lodowej powierzchni. Wydawało się to nad wyraz naturalne, póki ich spojrzenia nie skrzyżowały się ze sobą. Policzki Johna momentalnie zapłonęły gorącą czerwienią, jakby był złodziejem złapanym na gorącym uczynku i może rzeczywiście ukradł komuś kilka chwil prywatności. Był trochę winny, w końcu zjawił się za wcześnie, ale w ostatecznym rozrachunku miał prawo tu być, nie był tak do końca przypadkowym widzem.
Chyba w akcie jakiejś desperacji sięgnął do zawieszonej na ramieniu torby sportowej, aby szybko ją otworzyć i wygrzebać z niej plastikowy bidon.
Wody? – zaproponował nieco ochryple, po czym odchrząknął. To na pewno zmiana temperatury otoczenia miała wpływ na jego głos, nie żadne zakłopotanie.
Kiedy nieco uważniej spojrzał na drugiego mężczyznę, zaczęło do niego docierać, że chyba skądś się kojarzą. Na pewno gdzieś już go widział, musiał tylko sobie przypomnieć kiedy dokładnie i jakich okolicznościach.

lazare moreau
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
no more disco
wyznaję zasadę, że zawsze można się dogadać ❄︎
ODPOWIEDZ

Wróć do „Scotiabank Pond”