ODPOWIEDZ
22 y/o
For good luck!
165 cm
Studiuje i pracuje na pół etatu w Karen's Diner
Awatar użytkownika
Ice is life...or so they say
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

outfit Giselle

Giselle obudziła się tego dnia z poczuciem, że jej myśli wyprzedzają ją o kilka kroków, jakby już od świtu próbowały przygotować ją na rozmowę z Elliotem Carlisle’em. Poranek był dla niej rytuałem, który zwykle pomagał uporządkować chaos, szybki prysznic, aromat świeżo zaparzonej kawy, przegląd notatek, a potem wybór stroju, który miał nadać ton całemu dniu. Tym razem jednak wszystko wydawało się bardziej intensywne, jakby świadomość nadchodzącego spotkania dodawała każdej czynności dodatkowego znaczenia.
Po kąpieli stanęła przed szafą, zastanawiając się, co powinna założyć, by wyglądać profesjonalnie, ale jednocześnie swobodnie. Ostatecznie wybrała białą, koronkową sukienkę, jedną z jej ulubionych, delikatną, elegancką, o subtelnym wzorze, który układał się na jej sylwetce jak misternie utkany ornament. Sukienka miała w sobie coś romantycznego, ale nie przesadnego, a Giselle lubiła ją właśnie za to, że potrafiła dodać jej pewności siebie bez krzykliwości. Do zestawu dobrała beżowe buty, wygodne, lecz wystarczająco eleganckie, by podkreślić jej profesjonalny charakter.
Makijaż wykonała starannie, choć nie wyzywająco, biznesowy, ale miękki, z delikatnie podkreślonymi oczami i czerwoną pomadką. Chciała wyglądać jak osoba przygotowana, ale nie jak ktoś, kto poświęcił godzinę na perfekcyjne dopracowanie każdego szczegółu. W końcu to miał być wywiad, nie randka. Choć, jak sama przed sobą musiała przyznać, Elliot Carlisle potrafił wywołać w niej reakcje, które nie miały nic wspólnego z czysto zawodowym podejściem.
Z notesem i laptopem w torbie wyszła z mieszkania, kierując się do kawiarni, która od dawna była jej małą oazą spokoju. Gdy weszła do środka, drzwi zamknęły się za nią miękko, a ciepły aromat kawy otulił ją jak przyjazna mgiełka. Wnętrze było przytulne, pełne miękkiego światła i rozmów prowadzonych półgłosem.
Rozejrzała się uważnie, szukając miejsca, które pozwoli jej nie tylko pracować, ale też na chwilę odetchnąć. I wtedy dostrzegła stolik w rogu, nieznacznie bardziej przyjazny prywatnym spotkaniom, z wysokim oparciem i miękkim światłem padającym z bocznej lampy. Miał w sobie coś intymnego, choć nie w sposób nachalny. Raczej tworzył przestrzeń, w której można było mówić swobodniej, myśleć klarowniej i przygotować się bez poczucia, że ktoś zagląda jej przez ramię.
Usiadła tam, odłożyła torbę, wyjęła notes i laptop. Zamówiła cappuccino, które barista przygotował z taką starannością, jakby znał jej poranne potrzeby. Wzięła pierwszy łyk, czując, jak ciepło rozchodzi się po jej ciele, uspokajając ją i jednocześnie dodając energii.
Otworzyła notes, przesuwając palcem po zapisanych wcześniej pytaniach. Profesor poprosił ją o doprecyzowanie kilku kwestii dotyczących udziału Elliota w materiałach szkoleniowych, szczególnie tych skierowanych do młodych ludzi. To nie były trudne pytania, ale wymagały od rozmówcy otwartości a Elliot, jak pamiętała, potrafił być oszczędny w słowach. Podczas ich pierwszego wywiadu musiała go niemal ciągnąć za język, jakby każde słowo było dla niego decyzją strategiczną.
Dlatego teraz, siedząc przy tym półukrytym stoliku, zaczęła układać w głowie nową strategię. Mniej formalności, więcej swobody. Mniej sztywnych pytań, więcej rozmowy. Może nawet odrobina humoru, który ostatnio działał na niego zaskakująco dobrze.
Jednocześnie musiała uważać na siebie. Elliot był przystojny, nie w sposób nachalny, ale w taki, który działał na nią bardziej, niż chciała przyznać. Miał w sobie spokój, który potrafił ją rozbroić, i spojrzenie, które sprawiało, że zapominała o profesjonalnych granicach. A to nie było jej na rękę.
Zanotowała kilka uwag, starając się utrzymać ton profesjonalny: luźniejsze pytania, zachęcanie go do opowieści, powolne przechodzenie do trudniejszych tematów, utrzymanie dystansu emocjonalnego.
Ostatni punkt podkreśliła dwa razy, choć wiedziała, że w praktyce może być różnie.
Przez chwilę patrzyła przez okno, obserwując przechodniów. Miała wrażenie, że jej myśli wreszcie zwolniły, jakby ten stolik, bardziej prywatny, pozwolił jej złapać równowagę.
Wiedziała, że rozmowa z Elliotem będzie wymagała od niej nie tylko profesjonalizmu, ale też elastyczności. Musiała być czujna, ale swobodna. Zdecydowana, ale nie nachalna. I przede wszystkim musiała uważać, by nie pozwolić sobie na zbyt wiele emocji. Choć, jak sama przed sobą musiała przyznać, brnęła już w o wiele głupsze sytuacje niż subtelne zauroczenie medykiem, który potrafił jednym spojrzeniem wywołać w niej więcej, niż powinna czuć.


Elliot Carlisle
25 y/o
For good luck!
180 cm
ratownik medyczny Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Good intentions, questionable decisions and just enough charm to get away with both. Elliot lives somewhere between having everything under control and making things unnecessarily complicated. He’ll probably laugh it off either way.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Elliot zjawił się w kawiarni kilka minut po umówionej godzinie. Nie było to dla niego typowe, ponieważ zwykle pilnował czasu i nie lubił, kiedy coś wymykało się spod kontroli. Tym razem jednak zatrzymały go obowiązki w pracy, przez co musiał zostać nieco dłużej, niż początkowo zakładał. Kiedy w końcu wszedł do środka, odruchowo spojrzał na zegarek, a na jego twarzy pojawił się cień niezadowolenia z samego siebie. Nie lubił się spóźniać, szczególnie na spotkania, które traktował poważnie. Rozejrzał się po wnętrzu kawiarni, aż w końcu dostrzegł Giselle siedzącą przy stoliku w rogu. Ruszył w jej stronę spokojnym krokiem, poprawiając przy tym mankiet koszuli. Przez sekundę zatrzymał wzrok na jej sylwetce, zauważając białą sukienkę i starannie wykonany makijaż. Nie skomentował jednak tego w żaden sposób, choć w jego spojrzeniu pojawiło się ledwie dostrzegalne zainteresowanie. Podszedł do stolika i zatrzymał się przy nim, spoglądając na kobietę z lekkim uśmiechem. - Mam nadzieję, że nie kazałem ci długo czekać. - odezwał się spokojnie, po czym odłożył płaszcz na oparcie wolnego krzesła. - Mam nadzieję, że będzie inaczej niż ostatnim razem. To może jakoś przez to przebrnę. - dodał z lekkim rozbawieniem, pamiętając ich poprzednią rozmowę. Usiadł naprzeciwko niej, opierając przedramiona na stoliku. Przez chwilę zerknął na laptopa i notes, po czym ponownie przeniósł spojrzenie na Giselle. Nie wyglądał na spiętego. Wręcz przeciwnie, sprawiał wrażenie człowieka, który przyszedł tutaj z konkretnym zamiarem i nie zamierzał komplikować sprawy. - Zanim zaczniesz... możemy sobie chyba darować tę część, w której próbujesz mnie przekonać, że to tylko kilka prostych pytań. - kącik jego ust uniósł się nieco wyżej. - Ostatnim razem nie wyszło najlepiej. - Nie było w tym wyrzutu. Raczej szczere rozbawienie sytuacją. Elliot zamówił dla siebie czarną kawę, a kiedy barista odszedł, ponownie spojrzał na kobietę. Tym razem jego wzrok zatrzymał się na niej nieco dłużej. - Więc... jaką masz dzisiaj strategię? Nadal będziesz próbowała wyciągnąć ze mnie każde możliwe słowo, czy tym razem zamierzasz udawać, że jesteśmy tutaj tylko po to, żeby spokojnie porozmawiać? - zapytał, unosząc lekko brew. W jego głosie nie było chłodu ani zawodowego dystansu, który mogła pamiętać z ich pierwszego spotkania. Była za to swoboda i odrobina zaczepności, jakby sam Elliot chciał sprawdzić, jak Giselle poradzi sobie z rozmową, kiedy przestanie traktować ją jak typowy wywiad. Po chwili oparł się wygodniej o krzesło. - Możesz zaczynać. Tym razem postaram się być bardziej rozmowny. - dodał, a jego spojrzenie na moment zatrzymało się na jej czerwonych ustach, zanim ponownie wróciło do jej oczu. Elliot od dawna wiedział, że zdecydowanie większą uwagę przyciągali u niego mężczyźni. Kobiety również potrafił docenić za urodę czy sposób bycia, ale nigdy nie budziły w nim tego samego rodzaju zainteresowania. Nie oznaczało to jednak, że czuł się przy nich skrępowany. Giselle nie była pod tym względem wyjątkiem. Dostrzegał jej urodę, sposób, w jaki się prezentowała, i tę charakterystyczną pewność siebie, która momentami mieszała się z delikatnym napięciem. Nie zamierzał jednak udawać zainteresowania, którego nie czuł. Mógł być uprzejmy, swobodny, a nawet odrobinę czarujący, ale dla niego pozostawało to jedynie częścią naturalnego sposobu bycia.

Giselle Hastings-Wells
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
trouble
ODPOWIEDZ

Wróć do „Birds and Beans Coffee”