Mona była bystrą pięciolatką. Wystarczająco duża, żeby pamiętać, że kiedyś mieszkała gdzieś indziej, ale zdecydowanie za mała, żeby zrozumieć wszystkie powody, dla których jej życie nagle zaczęło wyglądać zupełnie inaczej. Powodów było wiele, ale żaden z nich nie był drastyczny. Zwyczajnie para młodych ludzi nie poradziła sobie z nastoletnią ciążą i bliźniętami, które były jej wynikiem. Po kilku latach prób utrzymania się na powierzchni dwoje dzieci wylądowało w systemie. Ten nie był idealny, ale po dwóch domach zastępczych rodzeństwo znalazło swoje stałe miejsce. Początki w nowym domu nie zawsze były łatwe. Mo była ostrożna, cicha i bardzo uważnie obserwowała dorosłych, jakby próbowała zrozumieć, jakie zasady obowiązują w tym nowym miejscu i czego właściwie się od niej oczekuje. Dość szybko jednak odkryła, że Renoir i Clea nie oczekują od niej wdzięczności ani idealnego zachowania. Chcieli po prostu, żeby była ich córką.
Być może właśnie dlatego Mona bardzo szybko zaczęła starać się być „dobrą” córką. Nigdy nie sprawiała większych problemów, pilnowała swoich obowiązków, przepraszała pierwsza, kiedy coś zrobiła źle, i zawsze chętnie pomagała. Z czasem stało się to czymś więcej niż tylko dziecięcą potrzebą dopasowania się do nowej rodziny: Mona po prostu nauczyła się, że dobrze jest jej być osobą, na której można polegać. Była spokojnym dzieckiem w rodzinie pełnej silnych charakterów, tym, które przynosiło komuś herbatę, pomagało młodszemu rodzeństwu i pamiętało o rzeczach, o których wszyscy inni zapomnieli. Nigdy nie uważała tego za szczególne osiągnięcie, a raczej za normalność…
Jedną z pierwszych rzeczy, które naprawdę pokochała, były konie. Delacroix Equestrian szybko stało się jej całym światem. Mo od początku bardziej interesowała się samymi zwierzętami niż rywalizacją. Mogła godzinami siedzieć w stajni, obserwować konie, pomagać przy ich pielęgnacji i uczyć się ich charakterów. Wiedziała, który koń nie lubi być dotykany po uszach, który zawsze próbuje ukraść dodatkową marchewkę, a który potrzebuje kilku minut, zanim pozwoli się do siebie zbliżyć. Oczywiście zaczęła również jeździć i przez wiele lat była w tym naprawdę dobra. Jeździectwo było dla niej czymś, co pozwalało jej być blisko zwierząt, które kochała.
Wypadek wydarzył się, kiedy Mona miała 18 lat. Podczas jazdy koń nagle się spłoszył, a sytuacja, która z początku nie wyglądała szczególnie groźnie, skończyła się bolesnym upadkiem. Doznała złamania kości obojczyka oraz wstrząśnienia mózgu. I choć po czasie wróciła do pełnej sprawności i nic nie wskazywało na to, żeby nie mogła ponownie wsiąść na konia… Nigdy tego nie zrobiła.
Strach pojawił się dopiero po wypadku i był irracjonalny, trudny do wyjaśnienia nawet dla niej samej. Ramona nadal kochała konie. Nadal potrafiła wejść do stajni, wyczyścić zwierzę, nakarmić je czy spędzić z nim pół dnia. Nadal interesowało ją wszystko, co miało z nimi związek. Jednak sama myśl o ponownym wejściu w siodło powodowała nieprzyjemne napięcie, którego nie potrafiła wyłączyć. Nigdy nie powiedziała o tym głośno. Zamiast tego zaczęła tłumaczyć, że zwyczajnie wyrosła z jeździectwa, że interesują ją inne rzeczy i że woli zajmować się końmi z ziemi. Jeśli ktoś pytał, czy jeszcze kiedyś wróci do jazdy, wzruszała ramionami i odpowiadała, że może.
W rzeczywistości od tamtego czasu ani razu nie pozwoliła sobie na poważną próbę powrotu.
Jej miłość do zwierząt jednak nie zniknęła – przeciwnie. Z czasem zaczęła coraz bardziej interesować się ich zdrowiem, anatomią i zachowaniem. To, co początkowo było po prostu dziecięcą fascynacją końmi, przerodziło się w świadomy wybór przyszłości. Mona zdecydowała się na studia weterynaryjne, chcąc pozostać blisko zwierząt w sposób, który nie wymagał od niej powrotu do siodła. I choć w pewnym sensie jest to idealne rozwiązanie, sama czasami zastanawia się, czy wybrała tę drogę dlatego, że naprawdę tego chciała, czy dlatego, że znalazła sposób, żeby nadal być częścią świata, którego nie potrafiła całkowicie zostawić.
Dziś, mając dwadzieścia trzy lata, Mona jest dokładnie taką osobą, jaką była przez większość swojego życia – odpowiedzialną, spokojną, empatyczną i zdecydowanie zbyt skłonną do mówienia „jasne, zrobię!”, zanim zdąży zastanowić się, czy rzeczywiście ma na to czas. Jest tą córką, której można powierzyć klucze, dokumenty, młodsze rodzeństwo albo opiekę nad koniem i mieć pewność, że wszystko będzie dopilnowane. Nie lubi zawodzić ludzi i jeszcze mniej lubi prosić o pomoc. Czasami trudno jej przyznać, że czegoś nie chce, zwłaszcza jeśli istnieje ryzyko, że ktoś mógłby uznać ją za niewdzięczną albo trudną.
Rodzina Delacroix jest dla niej rodziną bez żadnego „ale”. Pamięta swoje życie sprzed adopcji, ale nie czuje potrzeby szukania w nim odpowiedzi, których nie potrzebuje. Renoir i Clea są jej rodzicami, jej rodzeństwo jest jej rodzeństwem, a dom, do którego trafiła jako mała dziewczynka, stał się jedynym miejscem, które naprawdę zna jako własne.
I tylko czasami, kiedy stoi przy padoku i patrzy, jak ktoś inny wsiada na konia, Mo zastanawia się, czy któregoś dnia odważy się spróbować jeszcze raz. Oczywiście, gdyby ktoś ją o to zapytał, prawdopodobnie odpowiedziałaby, że nie czuje takiej potrzeby.
Ciekawostki
WYPISZ, JEŚLI CHCESZ