-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
- Nie mogę powiedzieć żeby mi to szczególnie przeszkadzało. - uśmiechnął się do niej porozumiewawczo bo oboje znali jego pewność siebie, która często mogła go wpakować w kłopoty.
Jednak wiele razy udowodnił już jej, że nie jest to po prostu arogancja. Zawsze spełniał swoje obietnice. Przynajmniej względem niej i zawsze jeśli chodziło o ich sypianie razem.
- Ach... więc to mnie przypadnie ten zaszczyt żeby paść przed Tobą na kolana? Więc lepiej się pospiesz z rozmiarem pierścionka, bo jedyne, co będę wiązać to twoje nadgarstki. Nie będę w nocy sprawdzać centymetrem jaki masz obwód palca. - puścił jej oczko z dając jasno do zrozumienia, że nie jest najbardziej subtelnym facetem, ale o tym też zdołała się już kilka razy przekonać.
Całe te domyśl się zdecydowanie na niego nie działały. Lubił się droczyć i flirtować, ale tutaj kończyły się jego talenty. Potrzebował dość jasnych i silnych sygnałów, a z tymi Bowman na szczęście nie miała problemów. Może gdy przychodziło co, do czego robiła się uległa, lecz nie miała problemu z komunikowaniem swoich potrzeb. Dlatego tak dobrze się do tej pory dogadywali.
- Klęczeć nie tylko możesz, ale będziesz. - spojrzał na nią znacząco, a jego tęczówki nieco pociemniały.
Nie precyzował czy mówił o dzisiejszym wieczorze, czy ich wakacjach. Chyba oboje wiedzieli, że to zdarzy się przy obu tych okazjach. To klękanie natomiast nie było zarezerwowane tylko dla niej. On również nie miał z tym problemów.
- Cześć, jestem Arvel i jestem... - zaśmiał się cicho imitując klasyczne pierwsze spotkanie AA - Pochodzę z Walii. Z małego miasteczka Aberystwyth. Część zjednoczonego królestwa. - przewrócił oczami jak każdy dumny Walijczyk - Pochodzę z policyjnej rodziny. Od pokoleń każdy w mojej rodzinie dołączał do jakiejś formacji. Rodzice jeszcze żyją, ale rzadko się z nimi widuję. Trochę za daleko, a ja jestem zawsze zapracowany. Albo ktoś inny zajmuje mój czas. - spojrzał na nią ze znaczącym uśmiechem - Mam dwójkę rodzeństwa. Starszą siostrę i młodszego brata. Siostra nadal pracuje w Scotland Yard, brat natomiast jest chyba teraz na jakiejś wymianie z FBI w Stanach. - streścił zwilżając sobie gardło lampką wina.
- Miałem już trochę dość tamtejszej pogody i chciałem czegoś nowego. Rzuciłem się na głęboką wodę gdy powstała szansa wymiany z tutejszą policją. Przyjechałem i co mogę Ci powiedzieć... Już zostałem. Dla pracy, dla ludzi... - przesunął wzrokiem po jej pięknej twarzy - Więc natury nie oszukasz. W tropikalnym słońcu wytrzymam bez filtra pewnie dziesięć minut, a później wypali mi wszystkie tatuaże. - zaśmiał się cicho dopijając już swoje wino - Coś jeszcze, co chciałabyś o mnie wiedzieć? - uniósł pytająco brew będąc dla niej dzisiaj otwartą księgą, są w końcu na randce.
Darcy Bowman
-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
- Spokojnie, zdążysz go poznać. Zresztą mam dużo biżuterii… weźmiesz sobie coś na wzór jak będziesz bardzo potrzebował. Ale wstrzymaj zapędy, Arvel. – rzuciła rozbawiona, bo żarty żartami, ale nie minęło aż tak wiele czasu od kiedy pochowała jednego męża i sprawiło jej to więcej problemów niż kiedykolwiek przypuszczała – Póki co na kolanach chcę cię widzieć tylko w tym samym celu, co ty mnie. – zaśmiała się swobodnie, bo tak… może sam koncept randki i to w eleganckim miejscu był peszący i formalny, ale czuła się swobodnie. Może nawet bardziej niż powinna, zresztą oboje chyba tak mieli biorąc pod uwagę, że jednak ciągle byli w miejscu publicznym. Doceniała jednak, że postarał się, żeby ich stolik znalazł się na uboczu, a obsługa nie była szczególnie nachalna. Na szczęście, bo wystarczyło im gorszenia młodziutkiej kelnerki.
Jestem Arvel i jestem…
Brew drgnęła jej do góry, bo z jednej strony była bardzo ciekawa jak dokończyłby to zdanie, ale jednocześnie nie drążyła. Dała mu powiedzieć to, co miał ochotę i nie przerywała. Jednocześnie nawet na moment nie odwróciła od niego spojrzenia, chłonąc jak najwięcej informacji, bo zwyczajnie była ciekawa.
- Patrzysz na mnie jakbyś to przeze mnie został w Toronto, a oboje dobrze wiemy, że to nie jest prawda. – wzruszyła swobodnie ramieniem, bo to nie był problem. Mogła być w jego życiu długo, ale do tej pory nie była tak istotna, żeby mógł zrzucić na nią winę za pozostanie w kraju. Chociaż niewątpliwie cieszyła się, że został – I jakim cudem ktoś pochodzący z takiej rodziny… – czyli związanej z dobrą stroną mocy od pokoleń – Wpakował się w cały ten tutejszy syf. Możesz mówić o nastoletnim buncie, ale mimo wszystko zostałeś wychowany w rodzinie, w której raczej każdy wie, co jest białe a co czarne. – albo raczej, co było dobre, a co złe… - I nie wierzę, że jakbyś miał coś w swoich brytyjskich papierach to pozwoliliby ci się przenieść, więc tam musiałeś być grzecznym chłopcem. Co stało się w Toronto? – i naprawdę była ciekawa! Z jednej strony dzięki temu miała okazję go poznać, a z drugiej – zdążyła poznać go na tyle dobrze, że wolałaby, żeby trzymał się tej grzecznej strony miasta – I co stało się z twoją narzeczoną? No chyba nie myślałeś, że będziemy udawać, że temat nie istnieje? Musisz zaspokoić moją ciekawość. – dodała już mniej poważnie, wyszczerzyła zęby w szerokim uśmiechu, odsunęła od siebie talerz z resztą kolacji, uznając że to koniec jedzenia i oparła się wygodniej o stolik, żeby utkwić uważne spojrzenie w swoim rozmówcy.
Arvel Cadwalader
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
To, że we fladze jego rodzimego kraju był smok było oczywiście czystym przypadkiem, który miał po prostu zamiar wykorzystać. Darcy najlepiej wiedziała jak zachowuje się za zamkniętymi drzwiami, a zwłaszcza w sypialni. Może i mówił pół żartem, pół serio, lecz faktem pozostawało, że bywał bardzo zazdrosny i nie chciał by kręcili się przy niej inni faceci. Zwłaszcza Ci z dobrymi intencjami. Chciał dla niej jak najlepiej i tym najlepiej był właśnie on. Nie zamierzał się dzielić. Chciał jej tylko dla siebie, a wyjazd w ciepłe kraje wydawał się do tego świetną okazją. By raz jeszcze pokazać jej, że nie potrzebuje żadnego rycerza. Ten głodny smok w zupełności jej wystarczy.
- No dobra, nie byłaś jedynym powodem, ale byłaś jednym z nich. - przyznał się bez bicia wzruszając lekko ramionami.
Nie musiał z nią zmyślać ani udawać kogoś, kim nie był. Pomimo tego, że wiedziała o nim tak niewiele, jak się przed chwilą okazało, znała go i wiedziała jakim jest facetem. Bezpretensjonalnym. Z większością ilością wad niż zalet, lecz w ich przypadku ich własne problemy zdawały się zazębiać i tworzyć całkiem dobrze funkcjonujący związek. Nawet jeśli nigdy tak tego nie nazwali i mocno się przed tym bronili. Ich problemy i traumy do siebie pasowały. Przynajmniej tak mu się wydawało. Jeśli miał próbować zbudować z kimś coś stałego, to właśnie z nią.
- Ach.. Myślisz, że w UK byłem takim harcerzem? W życiu. - zaśmiał się kręcąc głową - Prawda jest taka, że jeśli chcesz być dobrym gliną musisz pobrudzić sobie trochę ręce. Musisz wiedzieć jak działa ta druga strona, co dzieje się na mieście. A wiesz jak to mówią... Sypiasz z psami, dostajesz pcheł. - wzruszył ramionami z nieco nieporadnym uśmiechem - Ja po prostu przez pewien czas za bardzo lubiłem tę drugą stronę. To poczucie władzy, kiedy mogłem być kimś dla przestępców, a jednocześnie częściowo nietykalny bo jestem gliną. Do tego pieniądze po tamtej stronie... Uderzyło mi to do głowy. Chyba nie myślałaś, że te wszystkie hotele były z pensji policjanta. - uśmiechnął się jedynie nie kryjąc się przed swoimi grzechami. Nie przy niej.
Natomiast gdy wspomniała o jego narzeczonej nieco spochmurniał odwracając na chwilę wzrok. Instynktownie sięgnął po swoją lampkę, która niestety okazała się zupełnie pusta. Podrapał się po karku i cicho westchnął zanim wrócił do niej spojrzeniem.
- Potknęła się i bardzo niefortunnie upadła na czyjegoś kutasa. Wielokrotnie. - przewrócił oczami ponownie wzdychając - Co zabawniejsze gość jest kryminalistą. Nie jakimś wysoko postawionym. Jakiś bratanek jednego z wyżej postawionych mafiozów. - powiedział z przekąsem.
Wychodził na wielkiego hipokrytę bo sam święty nie był. Kobieta z którą zdradzał swoją narzeczoną właśnie siedziała z nim na randce, ale to to męskie ego. Nigdy nie jest przyjemne, kiedy kobieta znajduje sobie kogoś innego.
- W wielkim skrócie zostawiła mnie dla innego. - parsknął z niesmakiem - Tak, teraz możesz pośmiać się z tej ironii. Proszę bardzo. Zasłużyłem. - machnął dłonią pokazując jej, że to jest najlepszy moment.
On w między czasie złapał kontakt wzrokowy z ich kelnerką i uniósł lampkę pokazując, że potrzebują nieco pomocy.
- Masz ochotę na jakiś deser? - bardzo umiejętna zmiana tematu, brawo on.
Darcy Bowman
-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
I czy wierzyła, że faktycznie mogła być jednym z powodów, dla których został w kraju? Nie. Ale nie wynikało to nawet z tego, że podejrzewała go o kłamstwo albo próbę prawienia jej teraz jakichś szalonych komplementów. Nie. Raczej wynikało to z braku pewności siebie, bo niby dlaczego miałaby być kimś, kto miał na niego taki wpływ? Gdy była po prostu dziewczyną z klubu? W momencie, gdy miał narzeczoną i cały swój świat? Nie przypuszczała, że mogła mieć aż taką moc… albo, że mogła być aż tak dobra w łóżku, że zrobiło to na nim takie wrażenie. Chociaż było to miłe!
A jeśli chodziło o jego harcerzykowanie… to cóż, właśnie tak myślała! Była święcie przekonana, że w swoich rodzinnych stronach zachowywał się jak należy, bo z bałaganem w papierach nikt nie przyjąłby go do policji w Kanadzie. Ale może był po prostu dobry w ukrywaniu tego, co miał za uszami? Aczkolwiek rozumiała, co miał na myśli… szczególnie, gdy mówił o pieniądzach. Czy sama nie wpakowała się w cały ten bałagan, żeby zmienić swoje życie?
- Prawdę powiedziawszy nigdy się nad nimi nie zastanawiałam… nie były to też najbardziej luksusowe hotele w mieście! – zaśmiała się, bo dawno i nieprawda, nie? Ona wtedy nie miała wielu wymagań, a i te nie najbardziej luksusowe hotele robiły wtedy na niej wrażenie. Dzisiaj pewnie byłoby to trudniejsze! Albo wręcz przeciwnie… teraz nie potrzeba było hotelu, żeby zrobić na niej wrażenie. Wystarczyła odrobina zainteresowania.
Przez jej twarz może i przemknął cień uśmiechu, gdy wspomniał o swojej byłej, ale wcale nie uważała tego za zabawne. Na pewno nie zamierzała się z tego śmiać.
- Jest to pewien rodzaj karmy… ty zdradzałeś ją. Ze mną i pewnie wieloma innymi. Ja zdradzałam Daniela z tobą. Jak już wspominałam on miał dziwki na każdy dzień tygodnia. Więc chyba możemy śmiało powiedzieć, że żadne z nas się nie popisało. Banda niedojrzałych idiotów. – i wyszło jak wyszło – Chociaż nie ma tego złego… – mogli przestać się oszukiwać i zacząć się zachowywać jak dorośli ludzie. I chodzić na randki! – I nie, właściwie to nie. Za to proponuję uregulować rachunek i zamówić taksówkę. Dam się odwieźć i może nawet zaproszę cię do środka na drinka
Arvel Cadwalader