…każdy kto się porusza może liczyć na ciekawość z twojej strony?
Pierwsze pytanie drasnęło ego Jayce’a ledwie po powierzchni. Zostawiło
rysę, wciąż jednak możliwą do spolerowania za pomocą lekkiego, żartobliwego tonu. Uśmiechnął się, traktując pytanie kolegi z dystansem. Wiedział, że sam zwykle prowokował sytuację do flirtu, i że czasem przekraczał granicę śmiałości za szybko. Spokojnie przyjmował więc do siebie każdą sugestię, która czyniła go
winnym tego grzeszku, a także winnym bycia zbyt poufałym, czy nadmiernie bezpośrednim.
Wina w kontekście jego nieokrzesanego temperamentu mogła się do niego lepić jak miód, nie mogła jednak dać się wchłonąć przez świadomość Byrne’a. Zbyt gęsta, zbyt oczywista, oklejała ciało przy samej skórze. Nie wywierała na niego takiego wpływu jak kiedyś, gdy budował własną tożsamość, choć naciskała znacząco, gdy miał wyjątkowo kiepski dzień i nie miał siły walczyć ze złą łatką.
Nie lubił, gdy ktoś powielał stereotypy o nim – a jednocześnie nie dawał ludziom powodów, by można było myśleć o nim inaczej: jak o
dobrym chłopcu. W tym konkretnym przypadku, w którym Ayaan zadał pytanie, a niczego nie stwierdzał, Jayce na szczęście nie czuł się oceniony – może jedynie popchnięty w kierunku tematu, którego nie planował wcześniej ruszać. A to oznaczało, że prawdopodobnie obróci go w bezpieczny żart, nie wypowiadając prawdy wprost.
—
Oszczędzam z tym pytaniem nieletnich i wszystkich spoza mojej “ligi”.
Lekki ton głosu wyraził się w skoczności głosek, ale także w kończącym tę wypowiedź śmiechu. Zanim jednak miał okazję całkowicie zrujnować precyzję pytania – nie zdając sobie sprawy z tego, że jego kolega oczekuje konkretnych odpowiedzi – uratował się neutralną pauzą. W tym czasie wyprostował barki, opierając się o ławkę i zagryzł na moment wargi, zastanawiając się, czy właśnie w tym punkcie chce zostawić to pytanie.
Nie chciał.
—
Interesuje mnie to, co intymne, bo z zaskoczenia ludzie odpowiadają zadziwiająco szczerze. Goła prawda jest lepsza, niż żadna prawda — wzruszył bezwiednie ramionami, upraszczając temat do niejednoznacznej, ale jednak dość sugestywnej alegorii.
Żadna prawda w głowie Jayce’a najczęściej oznaczała kłamstwo lub manipulację.
Goła prawda była tym, co pozostawało ludziom, gdy opuszczali gardę.
Na kolejne jego słowa zmarszczył brwi w zaskoczeniu i w jednoczesnej konsternacji.
Naprawdę tak o nim myślał?, jak o predatorze, który czyhał na świeżą zdobycz? Jeśli właśnie w poszukiwaniu aprobaty Ayaana grali w grę ciepło-zimno, to Jayce nie tylko musiał być cholernie daleko od jej zakończenia, ale również sam musiał przeprogramować cel rozmowy, bo aktualnie zaczynał raczej od…
…dna.
Prychnął nieco rozdrażniony, bardziej jednak tym, że przestaje nadążać za tokiem ich rozmowy, niż faktem
odrzucenia.
Rysa jednak pogłębiła się. Zamieniła się w pęknięcie, a tego nie mógł już załatać jednym słowem.
W naturalnej potrzebie ruchu, mimo ciągłych zmian pozycji, znów poruszył się na ławce, tym razem nachylając się do przodu i opierając przedramiona na kolanach. Z tego kąta, pomimo odwrócenia wzroku przez Malviyę, przynajmniej był w stanie dostrzec jego profil.
A potrzebował tego, jak nigdy wcześniej, próbując dojść do sedna irytacji w ciele obok. Przesunął przy tym spojrzeniem po jego ustach i oczach, nie mogąc jednak przebić się przez pancerz dystansu. Ayaan zawsze taki był… poważny?
Nie pamiętał.
Wolno, ale pewnie, opuszki palców Jayce’a podchwyciły dobrze skrojony podbródek bruneta, naciskając mocniej, by obrócić jego twarzy ku sobie i unieruchomić szczękę w stanowczym uścisku.
Nie uciekaj, chciał powiedzieć do niego, ale nie był pewien czy słusznie.
Może to była
prowokacja? A może niechęć.
Albo czyste, skondensowane w jednej chwili niezrozumienie, które właśnie rozpiętrzało się na kolejne warstwy ich spotkania, wprawiając w stan nieuchronnego napięcia.
—
Może to spotkanie, to był błąd.
Im dłużej o tym myślał, tym mniej pewnie układał ich znajomość w całość. Głos zawiesił się po pierwszej tezie, zanim odezwał się znów.
—
Może nigdy nie chodziło o Twój brak doświadczenia… może niezręczność to jedyne, na co nas stać.
Puścił go wreszcie, przez krótką chwilę po uwolnieniu szczęki przyglądając się znajomym oczom (je o dziwo pamiętał dokładnie), kształtowi jego ust, a także lekkiemu zaczerwienieniu przy linii podbródka, pozostawionego na nim za sprawą palców Jayce’a.
—
Sory. Za mocno — mruknął w międzyczasie niemal monosylabicznie, z lekką skruchą odnośnie samego przebiegu spotkania i niezapowiedzianej chwytanki, wskazując już z odległości ręką na ten nieszczęsny ślad na szczęce Ayaana.
Zaraz potem westchnął z dezaprobatą i oparty o kolana dźwignął się z ławki.
Zawahał się przed ostatecznym odejściem.
—
Nigdy nie spytałem nikogo, ilu miał przede mną. Nie interesowało mnie to. Bo sam też nigdy nie chciałbym, by ktoś ocenił mnie w ten sposób.
Zawsze jestem oceniany w ten sposób, dodały gorzko myśli.
Ostatniej prawdy nie wypowiedział jednak głośno. Stała mu ością w gardle i niechęcią na języku, gdy poprawił koszulkę, i wyciągnął komórkę z kieszeni, zerkając na zegarek w telefonie.
7 minut,
tyle wystarczyło, by zweryfikowali przeszłość i jednocześnie ugrzęźli w znacznie mniej idealizowanej, mniej romantyzowanej teraźniejszości (w której spięcie – wciąż – grało pierwsze skrzypce).
Ayaan Malviya