
Poranki pachniały wtedy świeżo skoszoną trawą i wilgocią parków, choć największe wrażenie zrobiła na nim nie przestrzeń, a ludzie, zasiadający na ławkach z kubkami ciepłych napojów, by wchłonąć w siebie pierwsze, ogrzewające twarz promienie słońca. W głowie utkwiła mu także diabelsko słodka kawa mrożona z Tima Hortonsa, której smak przysiągłby, że do dziś czuje jeszcze na języku.
Już po pierwszym dotknięciu kanadyjskiej ziemi wiedział, że zostanie tu na dłużej. Unosząca się w powietrzu duszność i rozgrzany natarczywością słońca grunt, przypominał mu znajome punkty Australii, gdzie życie i jego pęd rozdmuchiwało się powoli, by ostatecznie – co zdarzało mu się niejednokrotnie – spalić się w samym środku lata, czy to w formie gorącego romansu, czy pod postacią żarliwej pracy.
Zawsze potem lato zostawiało w jego sercu szarpnięcie nowych emocji i pewien niedosyt doznania, którego nie był w stanie powtórzyć w żadną inną porę roku, a w pewnym momencie, również w żadnej części rodzimego miasta, gdzie do znudzenia zajmował się wciąż tym samym: bydłem. To dlatego opuścił Australię, nim miasto obwarowało go cięższymi, niż dotychczas, obowiązkami.
Przeszłość, bez względu na to, czy rysowała się u niego na dnie jego własnych wyborów, czy w uskrzydleniu dnia, rozrywała w nim szew powściągliwości i ściągała na niego potrzebę nowych bodźców. Przez ostatnie lata parał się więc milionem zajęć i nie zatrzymał się ani na chwilę, wzbogacając życiowe doświadczenie o parę ciekawych wątków. Do czasu.
Teren Wielkich Jezior z krystalicznie czystą wodą i skalistymi brzegami, ugruntował go w miejscu niemal natychmiast. Obudził w nim tego rodzaju sentyment, którego nie potrafił tak po prostu z siebie strząsnąć, czy zignorować. Do szczęścia brakowało mu już tylko koralowych raf i deski surfingowej, choć szybko okazało się, że w zamian Kanada oferowała pełen adrenaliny rafting.
Czasem miał przy tym wrażenie, że przypomina swobodny szum fal, zmienny i ulotny w swej formie, błąkający się w zagłębieniu ucha. Choć pozostawiał w ludziach wrażenie obecności, nigdy nie dał bowiem uchwycić się w całości. Dopiero łagodnie rozbity o nadbrzeże Kanady, dał się wypluć na ląd i pierwszy raz nie zerwał się gwałtownie do ucieczki.
Zbudowany z kontrastów i pasji, nie potrafi kłamać, że nie ciągnie go już do czegoś większego. Do dziś temperament pcha go ku wolności i tęskni mu się za nurtem nocnego powietrza, wezbranego pod gołym niebem – zamknięty jednak między wieżowcami Toronto, a świadomością upływających lat, nauczył się oddychać tutejszym powietrzem i znajdować radość w niuansach dnia.
— Studiował Exercise Science na University of Queensland, czyli kierunek zajmujący się nauką o ruchu człowieka. W programie nauczania znajdowały się m. in. elementy biologii, fizjologii wysiłku, anatomii, biomechaniki i psychologii sportu. Studia przerwał po pierwszym stopniu na rzecz pracy zarobkowej.
— Niezadowolony ze swojego wyboru po 3 latach wysiłkowej pracy jako stockman (ranczer) w kilku różnych gospodarstwach hodowlanych, ostatecznie zdecydował się opuścić Australię, podróżując po świecie.
— Aktualnie student kinezjologii na studiach II stopnia w University of Toronto. Pracuje jako trener osobisty, ale po dokończeniu studiów planuje przejść do pracy w renomowanym KIN Studio jako kinezjolog kliniczny (rehabilitacja po urazach), łącząc rehabilitację z treningiem siłowym.