-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Skłamałby kolejny raz, gdyby powiedział, że mu się to nie podobało, kiedy pierwszy szok odszedł w niepamięć.
Skłamałby również, gdyby powiedział, że podobnie jak ona, gdzieś głęboko we własnych myślach, nie dopuścił do siebie chęci, aby kiedyś to powtórzyć.
Dziwną, niewytłumaczalną pustkę poczuł już w chwili, gdy odsunęła się od niego, a jej miejsce zajął chłód. Kusiło go, żeby wyciągnąć dłonie przed siebie, znowu zamknąć ją w ramionach i tym razem nie zastanawiać się ani sekundy nad tym czy wypadało. Skoro przez kilka krótkich chwil znalazła w nim schronienie, którego najwyraźniej potrzebowała, jakaś egoistyczna część jego samego chciała pozwolić jej tam zostać odrobinę dłużej.
- Przytulasz się do wszystkich ludzi, którzy według ciebie ładnie pachną? - rozbawiło go to nagłe wyznanie. Był niemal pewien, że stanowiło wyłącznie próbę odwrócenia uwagi od samego gestu, po który przed chwilą sięgnęła. Nie zamierzał jej jednak zawstydzać, uśmiechnął się tylko lekko, czując gdzieś pomiędzy tym całym chaosem dziwną ulgę.
To uczucie zniknęło równie szybko, jak się pojawiło.
Patrzył na nią, słuchając kolejnych zdań i pierwszy raz od dawna naprawdę nie wiedział, co powinien powiedzieć. Nie dlatego, że brakowało mu słów. Po prostu kompletnie nie znał tego świata. Dorastał z trzema siostrami. Widział ból, słyszał narzekania, pamiętał wieczne wyprawy do lekarzy, tabletki rozsypane po kuchennym stole i matkę powtarzającą, że to kobiece sprawy, kiedy próbował dopytać o cokolwiek. Nauczył się wtedy jednego - nie wtrącać się tam, gdzie nie miał pojęcia, o czym mówiono.
Dlatego teraz po prostu patrzył na nią, próbując poskładać w całość usłyszane przed chwilą słowa - jajnik, pęknąć, laparoskopia. To wystarczyło, nie rozumiał medycznych nazw.
Powoli usiadł na krześle naprzeciwko niej, opierając przedramiona na kolanach. Przez dłuższą chwilę milczał, jakby naprawdę potrzebował czasu, żeby poukładać sobie w głowie wszystko to, co właśnie usłyszał. - To jest... niebezpieczne? - zapytał w końcu ciszej niż zwykle. - Bo jeśli tak, to nie powinnaś z tym czekać - nie brzmiał, jakby próbował ją pouczać. Raczej jak człowiek, który przez całe dorosłe życie funkcjonował według jednej, bardzo prostej zasady - jeżeli istniało zagrożenie, należało je usunąć.
Nie jutro, nie za miesiąc, t e r a z.
- Byłaś u więcej niż jednego lekarza? - spojrzał na nią uważniej. - Drugiego, trzeciego. Nie wiem, kurwa - westchnął cicho, przecierając dłonią kark. - Lekarze też się mylą. Sprawdziłbym to jeszcze raz. Chociażby po to, żeby mieć pewność - to była jedyna rada, na jaką było go stać. Nie znał się na medycynie, nie znał się na kobiecym organizmie. Wiedział jedynie, że człowiek nie powinien lekceważyć rzeczy, które mogły go niszczyć.
Kiedy podniosła na niego wzrok i zadała ostatnie pytanie, nie zawahał się nawet przez sekundę. - Aktualne. A co planujesz? - miał tylko nadzieję, że nie zamierzała zabierać go ze sobą na wizytę do szpitala, bo prawdopodobnie musiałby wymyślać na poczekaniu jakąś bardzo kiepską wymówkę.
Ally Aldridge
-
smells like guilt and Chanel No5nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona / jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Niektórzy powinni brać z niego przykład.
— Tylko do niektórych —
A ona nie chciała, by się martwili.
Nawet Reid, dlatego od razu pomachała na niego dłonią w niemej prośbie - bez litości, bez żałowania jej krótkiego życia, bez współczucia. Nie potrafiła tego znieść.
— O nowych wynikach dowiedziałam się wczoraj wieczorem — nie za bardzo miała więc czas na konsultację u trzech różnych lekarzy; jeden, umówiony na popołudnie, musiał na tę chwilę wystarczyć. — Nie powiedziałam tego po to, żebyś próbował to naprawić — choć część, którą cały czas obracała w dłoniach by rozładować napięcie, udowadniała że potrafił. — Jesteś bardzo skryty. Czasami mam wrażenie że nie chcesz, żebym cię poznała — i dlatego wskazówkę jej radaru wywalało w kosmos, gdy mimo wszystko pojawiał się w pobliżu i utrzymywał z nią kontakt. — Pomyślałam… Może byłoby ci łatwiej, gdybym ja ci na to pozwoliła.
Nawet jeśli ich relacja miała być koleżeńska - wymagała uchylenia rąbka tajemnicy przynajmniej odrobinę. Na tyle, by więź mogła się wytworzyć w oparciu o coś więcej niż drobne zaczepki, które prędko okazałyby się niewystarczające.
Dlatego wzięła na siebie tę niewdzięczną rolę i pierwsza wyszła przed szereg - pozwoliła mu się poznać z nieco innej strony i sprawdzała.
Czy zostanie?
— Ja nic — uśmiechnęła się szerzej. Jeśli sprosta wyzwaniu - to on zaplanuje wszystko. — Ty przyjedziesz po mnie o ósmej. Nie będziesz pytał o wizytę, prognozy i plany. Zabierzesz mnie gdzieś, gdzie będę mogła o tym zapomnieć.
A jeśli to będzie ich ostatnie spotkanie, to historia zakończy się łagodnie.
Właśnie tego teraz potrzebowała.
gavin calloway