ODPOWIEDZ
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Potrzebował odpoczynku. Chciał pogadać z kimś, kto nie patrzył na niego jak na zranionego szczeniaka i kto nie miał pojęcia o tym całym… bagnie, w którym ostatnio tkwił. Właśnie dlatego wyciągnął telefon i napisał krótką wiadomość do Eryka.
Lex
cho na rowerki wodne
za godzinę jestem wolny
Wiadomość...
Skończył pracę i wpadł do mieszkania, żeby zabrać Monstera na szybki spacer. Wziął też prysznic, żeby nie było, że śmierdział czy coś. Zanim jednak dotarł na umówione miejsce, zaliczył jeszcze szybką wizytę w monopolowym. Kupił czteropak porządnie schłodzonego piwa bezalkoholowego, bo w taki upał nie zamierzał tykać czegokolwiek, co miało alkohol, i skitrał go w czarnej bluzie. Wyglądał jak jakiś szemrany przemytnik, ale nie chciał, żeby ktoś kręcił nosem przy wypożyczaniu rowerka wodnego.

Z Eryczkiem spotkali się przy pomoście. Wynajęcie tego plastikowego gówna poszło sprawnie i parę minut później już byli na wodzie. Od razu zabrali się za pedałowanie, żeby jak najszybciej uciec od brzegu, wrzeszczących dzieciaków i wścibskich plażowiczów. Dopiero kilkaset metrów dalej zatrzymali się, Alex zdjął bluzę i rzucił w Eryka puszką. Oparł się wygodnie, rozłożył ramiona i rozprostował nogi. - Coś jest zjebane w tym rowerku, mówię ci, tak się ciężko pedałuje - mruknął pod nosem i otworzył puszkę z zimnym napojem, od razu pociągając solidny łyk. - Są bezalkoholowe, bo byśmy tu zdechli - dodał do kumpla, mimochodem czytając etykietę. Wziął jakieś takie śmieszne puszeczki, kolorowe, niby piwo bezalkoholowe, ale było polecane na odwodnienie i zawierało jakieś tam witaminki… Ciekawe, ciekawe.

Siedział przez chwilę w milczeniu, gapiąc się na taflę wody i zbierając myśli. Nie był dobry w uzewnętrznianie się, ale to jebane milczenie ze strony Dust zaczynało go wkurwiać. Spojrzać na Stonesa z ukosa i zmrużył oczy od słońca. Fuka, nie wziął żadnej czapki z daszkiem, no cóż. - Co u ciebie? Bo u mnie przechujowo, więc może chociaż u ciebie jest git? - zagadnął w końcu. Jakoś tak… wolał zacząć nie od siebie.

Eric
25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
176 cm
młodszy inżynier oprogramowania AG
Awatar użytkownika
We can keep it simple, no need to overthink it
Just give me one night to show you I'm different
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

Ericowi, o dziwo, udało się wyjść w miarę normalnie z roboty - został może jedynie pół godziny dłużej, ze względu na chęć ugaszenia jednego pożaru związanego z naprawą kodu. Nie spodziewał się wiadomości od Alexa. Przeczytał ją pospiesznie, dochodząc do wniosku, że w sumie nie miał żadnych konkretniejszych planów na dzisiejsze popołudnie.
Eric
w sumie spoko
ok, będę za godzinę ale na wszelki uwzględnij kwadrans studencki
Wiadomość...
Odpisał, odłożył telefon obok klawiatury i kontynuował dzierganie.
Po skończonej pracy, wrócił do domu by się przebrać w bardziej luźne ciuchy, zgarnął swój plecak do którego wrzucił między innymi dokumenty, a następnie wsiadł do auta aby podjechać bliżej parku, gdzie miał się spotkać z przyjacielem - oczywiście najwięcej czasu stracił na szukaniu wolnego miejsca. W aucie rozbrzmiewała jego ulubiona playlista ze Spotify’a i akurat leciał jeden z jego ulubionych kawałków, gdy musiał wysiadać. Gdyby miał się spotkać z kimś, kto nie był jego przyjacielem, to by przeczekał, aż piosenka się skończy, a tak, nie chciał, żeby Alex zbyt długo czekał - aczkolwiek Eric jeszcze nie przekroczył wspomnianego w wiadomości kwadransu, więc było całkiem w porządku.
Dotarł do umówionego miejsca, tj. do pomostu, a następnie klapnął zadkiem na siedzenie w rowerku wodnym. Stones był zaskoczony, ponieważ nie spodziewał się aż takiej frekwencji na plaży w parku, a ich rowerek był jednym z dwóch, jakie zostały do wypożyczenia.
- No właśnie, mi też się źle pedałuje… mogliśmy sprawdzić, czy ten drugi byłby lepszy. - odpowiedział Eric, z całej siły napierając na pedały. Oczywiście przyjął puszkę z uśmiechem.
- O, dzięki. Też coś tam wziąłem, a konkretniej jakieś cziperki i colę z lodówki. Wziąłbym normalne piwo, ale… powiedzmy, że mam bana. - wyjaśnił, uderzając wolną dłonią o trzymany na kolanach plecak - bo w drugiej trzymał to, co otrzymał chwilę wcześniej od Alexa. Eric przyjrzał się puszce z każdej strony, bo chyba nigdy wcześniej takiej nie pił.
- Ej ciekawe. Pierwszy raz będę je pił, a Ty? - spytał, ciągnąc za zawleczkę, co spowodowało, że po chwili można było usłyszeć dobrze każdemu znane pst.
Stuknął puszką o puszkę Alexa, a następnie upił kilka łyków i zacmokał.
- Dobre. Serio dobre. - stwierdził, próbując zapamiętać wygląd oraz markę, by wiedzieć, co kupić, gdy będzie robił zakupy.
Uniósł brew, bo słysząc, że u przyjaciela nie było najlepiej, zaniepokoiło go. Nie chciał naciskać, ale ciekawiło go, co się działo, że tak to określał.
- Przechujowo mówisz? To niedobrze… - odparł, odwracając głowę, by spojrzeć na Alexa, lecz kiedy padło co u Stonesa, ten zaczął patrzeć gdzieś przed siebie. Dobrze, że byli oddaleni od plaży, to przynajmniej nikt ich nie usłyszy.
- U mnie? Stary, od czego by tu zacząć… okej, wiem. A więc ostatnim razem trochę przesadziłem z alkoholem. Poszedłem w krzaki, wróciłem i nie uwierzysz. Były Sher postanowił do niej napisać z MOJEGO telefonu. - zaczął opowieść opartą na faktach, sprzed kilku dni. Zrobił krótką przerwę by nabrać powietrza.
- Próbowałem mu go odebrać, ale byłem w takim stanie, że szkoda gadać… no ale koniec końców przyjechały gliny i wyobraź sobie, że mój własny brat mnie zakuł i zawiózł na komendę, by zamknąć na kilka godzin w areszcie… - kolejna przerwa aby wziąć kilka łyków piwa.
- Wróciłem nad ranem. W międzyczasie rozładował mi się telefon, więc po podłączeniu go do ładowarki i sprawdzeniu powiadomień, padłem jak długi, bo jednak zimna prycza w areszcie nie należała do najbardziej komfortowych łóżek, na jakich dane mi było spać. - stwierdził, bawiąc się zamkiem od plecaka i przypominając sobie ciasną, zimną celę, do której raczej nie planował wracać i za którą nieszczególnie tęsknił.
- Obudziło mnie tłuczone szkło… jak się pewnie domyślasz, to była Sher we własnej osobie. Była wkurwiona i chyba pierwszy raz widziałem ją w takim stanie… moja kuchnia była połączeniem szkła z rozlanymi trunkami. Śmierdziało okropnie… - aż się wzdrygnął, gdy przypomniał sobie o tej woni zmieszanych piw.
- Plusem tej całej sytuacji było to, że… wyznała swoje uczucia względem mnie i choć mogła uciec, mogła nie wiem, walnąć mnie butelką, nie zrobiła tego. Zamiast tego usłyszałem, że mnie kocha. I kurwa… ja też ją kocham. - wyjaśnił z lekkim uśmiechem, choć zaraz potem przypomniał sobie, że w drodze tu, miał wrażenie, jakby go ktoś śledził. Miał nadzieję, że to tylko złudne wrażenie. Nie chciał mieć znowu do czynienia z byłym Sher.

Alexander Hall
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Fajnie było mieć przyjaciela, z którym nie trzeba było widywać się codziennie, żeby rozumieć się bez słów, wiecie? Hall nie musiał udawać kogoś, kim nie był, nie musiał też gryźć się w język - mogliby nie rozmawiać z Eryczkiem tygodniami, a potem usiąść w rozjebanym rowerku wodnym i od razu przejść do konkretów, tak jak właśnie postąpił Stones. - Trudno, będziemy sobie siedzieć w takim, oby nie zaczął przeciekać - rzucił z rozbawieniem Alex, po czym bezceremonialnie rozwiązał buty i odłożył je na bok. Znów rozprostował nogi, wywalił je poza krawędź rowerka i z głośnym pluskiem zanurzył stopy w chłodnej wodzie. Słońce dalej grzało bezlitośnie, więc nic dziwnego, że Alex chwytał się każdego sposobu na ochłodę. Zresztą, na pewno nie był jedyną taką osobą na jeziorze Ontario - różnica polegała na tym, że inni przynajmniej mieli kostiumy kąpielowe.

Gdy Eryczek wyciągnął prowiant i wspomniał o zakazie na alkohol, Alex posłał mu podejrzliwe spojrzenie. Oho. - Czemu masz bana? Otwieraj cziperki, ej - rzucił luźno, po czym wskazał skinieniem głowy na paczkę chrupek, której co prawda nie widział, bo znajdowała się w plecaku Stonesa, ale miał świadomość, że tam była, okej? Okej. Stuknął się puszeczką ze Stonesem, po czym jeszcze raz przyjrzał się etykiecie. - Ja też pierwszy raz. Smakuje zacnie - zawtórował przyjacielowi, po czym pociągnął kolejnego łyka orzeźwiającego napoju.

No i to by było na tyle jeśli chodziło o uprzejmości, bo zaledwie chwilę później Eryczek rozpoczął swoją opowieść. Naprawdę bardzo nieprawdopodobną, pełną zwrotów akcji opowieść. Z każdym kolejnym słowem przyjaciela, Alex otwierał oczy coraz szerzej. - Ale jak to kurwa z twojego telefonu? - wymamrotał po chwili, marszcząc brwi. NIE OGARNIAŁ. Skąd typ wytrzasnął jego telefon??? Machnął dłonią, kążąc Ericowi zwolnić. - Czekaj, czekaj, po kolei. Jak on cię znalazł w ogóle? Znacie się? - zadał pytania, po czym pozwolił kumplowi kontynuować. No i słuchał dalej, a im głębiej Stones wchodził w szczegóły, tym bardziej Alex kręcił głową z niedowierzaniem. Jezu, to się porobiło u Eryczka. Na wzmiankę o zakuciu w kajdanki i wywiezieniu na komendę przez rodzonego brata posłał Eryczkowi spojrzenie pełne politowania. Właśnego brata wpakować na dołek? For real? - Serio? Twój brat to jakiś nie halo jest na umyśle czy co? - rzucił z niesmakiem i poczęstował się chrupkami, które Eryczek już na pewno zdążył otworzyć z pięć razy.

Chrupał sobie chrupeczki i słuchaj dalej - był fantastycznym friendem. Tym razem słuchał historii o tym, że kolejnego poranka (czy tam w nocy, trochę się pogubił) Eryczka obudziło tłuczone szkło. Matko Boska Forumowska. - Sher stłukła ci cały alkohol co miałeś na chacie? - spytał ze zmrużonymi oczami, próbując zwizualizować sobie tę sytuację i oczami wyobraźni przywołać kuchenne pobojowisko. Kurde, Winfield wyglądała na taką słodką i niepozorną, a tu proszę, diabeł wcielony. No i okazywało się, że ów diabeł wcielony wyznał Eryczkowi miłość! I TO WZAJEMNIE! Uśmiechnął się szeroko, no bo się ucieszył, co miał się nie ucieszyć ze szczęścia kumpla, który tak długo nie miał drugiej połówki? Podniósł dłoń i poklepał Eryczka po ramieniu. ZAJEBIŚCIE, MORDECZKO. - Stary… Przecież to zajebista wiadomość! Pasujecie do siebie z Sher, naprawdę ją lubię - roześmiał się wesoło. Stones zasługiwał na miłość. Ba, każdy porządny człowiek zasługiwał na miłość! No ale Stones trochę bardziej. Alex przechylił głowę na bok i utkwił zaciekawione spojrzenie w Eryczku. - A właśnie… ona ma jakieś latynoskie korzenie? - spytał. W końcu jeszcze nie tak dawno, ledwie kilka miesięcy temu, mieli poszukać dla niego gorącej latiny, nie? A tu proszę, sama się znalazła. Był ciekaw, czy Eryczek pamiętał tę rozmowę. - Macie moje błogosławieństwo, kochajcie się. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, co nie, Eric? - podsumował ciepło, po czym znów skinął głowę na plecak Eryczka. - Mogę colkę? - spytał, bo miał ochotę na taką wspaniałą schłodzoną puszkę coli. Od tego upału szybko zasychało mu w gardle, a zeróweczka się skończyła.

Przejął puszkę od kumpla, bo na pewno mu ją podał, po czym westchnął. - Przynajmniej tobie się układa, słuchaj. Mnie rzuciła i Maddie, i August. Pamiętasz August? Opowiadałem ci o niej kiedyś… Pokłóciliśmy się z miesiąc temu, eh - wyrzucił z siebie krótko. Eryczek na pewno kojarzył August Winters, w końcu była przyjaciółką Alexa od dzieciaka. A może nawet kiedyś się minęli? Nie pamiętał. No, nieważne. Przez moment nastała cisza, zakłócana jedynie cichym pluskiem fal uderzających o kadłub rowerka i nogi Alexa. Poprawił bandamkę na czole i podciągnął ją odrobinę wyżej, po czym sięgnął po okulary przeciwsłoneczne i wsunął je na nos. Hmm. Skoro już weszli na temat szczerych, męskich rozmów bez owijania w bawełnę… - Miałeś kiedyś przyjaciółkę, która się w tobie zakochała, a ty w niej chyba nie? - zapytał nagle, rzucając to pytanie niby od niechcenia, ale w jego głosie wyraźnie dało się wyczuć cień konsternacji.

Jakoś tak już sam nie wiedział, co powinien myśleć.

Eric
ODPOWIEDZ

Wróć do „Port Union Waterfront Park”