ODPOWIEDZ
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

066.
Ostatnim, czego się spodziewała, było wezwanie do szkoły podstawowej. Kiedy zadzwoniła do niej pani Doyle, wychowawczyni Samuela, Zaylee była przekonana, że chodzi o kolejny incydent z udziałem starszych uczniów. W pierwszej chwili nawet nie przyszło jej do głowy inne wyjaśnienie. W końcu nie był to pierwszy raz, kiedy wraz z Eviną musiały interweniować po tym, jak jakiś podrostek uznał, że dziesięciolatek będzie łatwym celem dla głupich żartów albo niewybrednych komentarzy. Dlatego przez pierwsze kilka minut rozmowy słuchała nauczycielki z narastającym przekonaniem, że zaraz usłyszy nazwisko kolejnego chłopaka, którego będzie musiała sobie dokładnie zapamiętać. Tym większe było jej zdziwienie, gdy okazało się, że tym razem sytuacja wyglądała zupełnie odwrotnie. Według relacji nauczycielki Sammy nie tylko wyrzucił plecak jednego z kolegów przez okno, ale najwyraźniej od dłuższego czasu uwziął się na tego samego chłopca razem z grupą innych uczniów. Zaczęło się od drobnych uszczypliwości, później doszło wyśmiewanie, a ostatni incydent okazał się jedynie kulminacją czegoś, co podobno trwało już od pewnego czasu. Miller przez chwilę była przekonana, że musiała coś źle usłyszeć. Ich Samuel? Ten sam, który potrafił godzinami przejmować się tym, że powiedział komuś coś nieprzyjemnego? Brzmiało to tak absurdalnie, że przez moment zastanawiała się, czy nie doszło do jakiejś pomyłki. Ale pani Doyle nie należała do osób skłonnych do przesady. Mówiła rzeczowo i po prostu przedstawiała fakty.
Po zakończeniu rozmowy Zaylee siedziała przez dłuższą chwilę w milczeniu, wpatrując się w wygaszony ekran telefonu. Potrafiła zrozumieć głupią sprzeczkę zakończoną przepychanką. Dzieci bywały impulsywne. Ale celowe dokuczanie komuś? Systematyczne wykluczanie go z grupy? To kompletnie nie pasowało do obrazu chłopca, którego znała.
Przez ostatni rok ich życie zmieniało się nieustannie. Proces adopcyjny był w toku, pojawiały się kolejne formalności i rozmowy z urzędnikami. Do tego dochodziła praca i wszystkie pozostałe obowiązki, które skutecznie pożerały czas. Miller zaczęła się zastanawiać, czy gdzieś po drodze nie przegapiły czegoś ważnego. Od razu wysłała do Eviny wiadomość, że muszą jak najszybciej jechać do szkoły. Krótko opisała sytuację i wróciła wzrokiem do biurka, na którym wciąż leżał stos protokołów z wypadku komunikacyjnego. Przez chwilę jeszcze patrzyła na dokumenty, ale ostatecznie stwierdziła, że to mogło poczekać. Zebrała rzeczy i poinformowała przełożonych, że musi wyjść na kilka godzin. Nie wdawała się w szczegóły, nie chciała rozwlekać tematu.
Kiedy wyszła przed komisariat, Swanson już stała przy samochodzie. Miller wpakowała się do środka od strony pasażera i natychmiast zapięła pas.
Jeśli to wszystko prawda, to sama go uduszę — zaczęła w końcu, opierając głowę na zagłówku i wypuszczając powietrze nosem. Przez chwilę siedziała w ciszy, patrząc w przednią szybę, ale daleko było jej do bycia spokojną.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ostatnio zdecydowanie zbyt wiele się działo. Miały prawdziwy kocioł w pracy, bo musiały odpowiednio przejrzeć i przeanalizować wszystko, co udało im się uzyskać z firmy sprzątającej. Informatycy dalej starali się też odnaleźć IP, z którego została wysłana wiadomość do Brenny Langford, ale na razie nie mieli kompletnie żadnego śladu. Miały też ludzi do przesłuchania, a zadań nagle przybyło. Nie potrzebowały zatem jeszcze dodatkowego natłoku problemów w życiu prywatnym.
Nie spodziewała się tego, że kręcąc się w wirze zadań właściwie po całym budynku, odbierze wiadomość od żony, w której informowała ją, że muszą pojechać do szkoły Sameula na rozmowę z wychowawczynią. W teorii pewnie wystarczyłoby, aby tylko jedna z nich się tam stawiła, ale już jakiś czas temu ustaliły, że przynajmniej na początku chcą w miarę możliwości obie brać udział we wszystkich spotkaniach i formalnościach, aby pokazać, że obie się interesują losem syna i są zaangażowane w jego rozwój. Z czasem na pewno będzie to wyglądało nieco inaczej, ale początki wspólnego rodzicielstwa na pewno były trudne. Zwłaszcza, że może i ominął ich etap babrania się w pieluchach i najwcześniejszym kresie dzieciństwa, ale to znaczyło jedynie, że od razu wskakiwały na etap z dużo bardziej zaawansowanymi problemami.
Zakończyła sprawy tak szybko jak tylko mogła i pognała na parking. Po drodze jedynie rzuciła żującemu kanapkę z majonezem Jerry'emu, że musi na jakiś czas wyjść. Nie zamierzała się na razie nikomu tłumaczyć z tego, że wychodzi. Jak będzie potrzebna to na pewno ktoś wykona do niej niezbędny telefon, a gdyby szukał jej osobiście to dowie się od przesiadującego przy swoim biurku mężczyzny, że Swanson raczej nie uraczy w jej gabinecie.
Zwykle na widok małżonki, przywoływała na usta chociaż drobny uśmiech, ale to nie był ten moment. Wiedziała doskonale, że Zaylee nosi z nerwów, bo sytuacja może i nie należała do tych z kategorii życia i śmierci, ale była dosyć poważna. Zwłaszcza, że dotyczyła ich dziecka. W dodatku z tego, co wyczytała z wiadomości tekstowej to Sam zdążył sporo nawywijać.
Wsiadła zatem bez słowa do samochodu i wsadziła kluczyki do stacyjki. Przygotowywała się już do tego, aby odjechać spod budynku, gdy usłyszała głos koronerki, na którą zerknęła z pewną troską.
- Hej... - zaczęła miękko i nim tknęła przekładnię skrzyni biegów, przesunęła jeszcze dłonią po udzie żony w uspokajającym geście, zaciskając nieco mocniej palce nim w końcu wrzuciła jedynkę. - Może da się to jeszcze jakoś wyjaśnić? Pamiętasz tego dupka, z którym się pobił? Może ten chłopak też mu czymś podpadł i teraz się na nim odgrywa...
Nie miała pojęcia, co działo się z ich synem i nie podobało jej się to. Nic nie było odpowiednim wytłumaczeniem dla takiego postępowania. Evina potrafiła zrozumieć sytuację, w której chłopcy spuściliby sobie łomot raz czy dwa, bo by się o coś posprzeczali, ale takie prześladowanie zdecydowanie było nie do przyjęcia.
- Wychowawczyni mówiła ci coś więcej? - zapytała jeszcze, wyjeżdżając z parkingu, bo przypuszczała, że zapewne rozmowa z kobietą była nieco dłuższa i mogła zawierać więcej informacji niż te, które skrótowo Zaylee przekazała jej w wiadomości tekstowej.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dłoń Eviny, która dotknęła jej uda, absolutnie nie zmniejszyła irytacji. W środku aż w niej kipiało. Gest był znajomy, ale tym razem nie pozwalał się odciąć od pierwszej fali emocji. Działał tylko częściowo i nie zdołał zatrzymać kanonady myśli, które już zdążyły się rozpędzić. Zaylee wciąż układała sobie w głowie fragmenty rozmów z panią Doyle. A im dłużej o tym myślała, tym bardziej zaczynało jej się to wszystko rozjeżdżać z tym, co wiedziała. Cholera, może faktycznie jednak za mało rozmawiały z Sammym o tym, jak powinien się zachowywać? Może w natłoku pracy i codziennych obowiązków, zbyt wiele rzeczy odkładały na później, zakładając, że jeszcze będzie czas, żeby wrócić do trudniejszych tematów? Może za bardzo skupiły się na tym, żeby dać mu stabilność po wszystkim, co przeszedł, a mniej na wyznaczaniu granic, które powinny być jasne od początku? Te myśli były bardzo niewygodne, bo prowadziła w stronę, w którą Miller nie chciała iść.
Nawet jeżeli ktoś zalazł mu za skórę, to powinien nam o tym powiedzieć — odparła szorstko, zerkając przez boczną szybę, jakby tam mogła znaleźć lepsze wyjaśnienie niż w rozmowie, którą odbyła z wychowawczynią. — Pani Doyle wspomniała, że na tego chłopca uwzięła się cała klasa. Nie podoba mi się, że Sam podąża za grupą — dodała z cichym westchnięciem. Zacisnęła szczękę, przesuwając wzrok po mijanych budynkach, choć nie rejestrowała szczegółów.
To nie było coś, czego ich uczyły. Zaylee bardzo wyraźnie pamiętała, jak często tłumaczyły Młodemu, że nie musi się dopasowywać. Że jeśli ktoś robi coś złego, to nie trzeba w tym uczestniczyć tylko dlatego, że wszyscy tak robią. Że grupa nie zawsze ma rację, nawet jeśli jest głośna i pewna siebie.
Ja naprawdę nie mam problemu z tym, że dzieciaki się kłócą. Albo że coś im odbije i zrobią głupotę. To się zdarza — mruknęła, zerkając na Swanson. Doskonale wiedziała podejście żony, która znała jej tendencję do wyolbrzymiania. — Ale według opowieści wychowawczyni, to wcale nie brzmiało jak jednorazowa sytuacja. To rozkręcało się już od dłuższego czasu. Nie rozumiem, dlaczego nie poinformowano nas o wszystkim wcześniej — pokręciła z dezaprobatą głową. To, że Sam nie pisnął słowa, było akurat zrozumiałe. Na pewno uznał, że to totalna bzdura, w którą w ogóle nie powinien mieszać się żaden dorosły. Albo inaczej - doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że postępuje niewłaściwie. Był przecież bystrym chłopcem.
Jasne, że koledzy musieli go podpuszczać i namawiać do tych okropieństw, jednak nie zmieniało to faktu, że Miller była autentycznie rozczarowana jego zachowaniem. Bardzo chciała wierzyć, że Młody został uwikłany w tę sytuację przypadkiem, ale coś podpowiadało jej, że byłoby to zdecydowanie zbyt piękne i proste wyjaśnienie. Miała nadzieję, że przynajmniej nie będzie brnął w kłamstwa i że pozostanie z nimi szczery, dzięki czemu dowiedzą się, co naprawdę się wydarzyło i jak do tego doszło.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wiedziała, że to było niewiele. Ba, nawet niewystarczająco, ale chciała chociaż w jakiś sposób spróbować uspokoić żonę, która szalała ze złości i jedynie nakręcała się co raz bardziej. To był pierwszy raz, gdy miały do czynienia z aż takim problemem. W końcu wcześniej, gdy Sam pobił się z tym przeklętym dupkiem w szkółce piłkarskiej to został wyraźnie sprowokowany do ataku. Teraz jednak wyglądało na to, że to właśnie ich Sammy był jednym z oprawców, co wcale nie brzmiało zachęcająco. Nie dziwiła się temu, że Zaylee ogarniała wściekłość.
Ich dziesięciolatek był również ofiarą nękania w przeszłości. Wymsknęło mu się kiedyś, że prześladują go starsi chłopcy. Właśnie dlatego Swanson uczyła go jak się bić. Po to, aby w razie potrzeby wiedział jak się obronić jeśli sprawy eskalowałyby w kierunku przemocy fizycznej. Po incydencie z Dannym również tłumaczyły mu jakiego zachowania powinien się wystrzegać i co było nie w porządku. Zdecydowanie wiedział, że na podobne rzeczy nie było wytłumaczenia.
Evina również nie była wolna od obaw. Zastanawiała się czy na pewno nie zaniedbały go przez toczące się aktualnie śledztwo. Może mimo wszystko poświęcały mu mniej uwagi i teraz chłopak starał się ją na sobie skupić w najgorszy możliwy sposób? Nie chciała, aby Samuel był ich porażką wychowawczą w momencie, gdy naprawdę były zdecydowane na to, aby dać mu prawdziwy kochający dom i wszystko na co tylko zasługiwało każde dziecko.
- No i masz odpowiedź... - rzuciła mimowolnie, gdy żona wspomniała jej o tym, że cała klasa wydawała się znęcać nad tym jednym chłopcem. - Nie chcę go usprawiedliwiać w żaden sposób, bo wiem, że to chujowe z jego strony, ale... Wiesz dobrze, że Sammy zawsze czuł się inny. Był sierotą, nie był taki jak reszta dzieciaków, która miała zawsze jakąś tam rodzinę. Próbuje się teraz wpasować, ale wybrał na to najgorszy możliwy sposób...
Również była na niego zła, ale również starała się zrozumieć. Tylko wtedy będą wiedziały jak podejść do tego wszystkiego, aby rozwiązać jak najlepiej ten problem. Musiały w końcu jakoś porozmawiać z młodym i wszystko wyjaśnić, a przede wszystkim: upewnić się, że coś takiego już więcej się nie powtórzy.
- Może nie było to aż tak poważne? - zaczęła zgadywać, bo sama nie mogła wymyślić dlaczego słyszały o tym dopiero teraz. - Mogli też próbować to  rozwiązać samodzielnie albo zgłaszali to do domu dziecka i dlatego dowiedziałyśmy się o tym z opóźnieniem...
Nie miała pojęcia dlaczego dopiero teraz się o tym dowiedziały, ale na to już nie mogły kompletnie nic poradzić. Trzeba było za to się uporać z tym, co miały przed sobą i polecić nauczycielce, aby nie wahała się zgłaszać im wszelkie problemy jakie mogłyby wystąpić z ich synem.
- Wiem, że cię to niemiłosiernie wkurwia, ale staraj się nie nakręcać póki nie porozmawiamy z wychowawczynią. Ona na pewno zaraz nam powie o co w tym wszystkim chodzi - rzuciła jeszcze, chcąc podjąć ostatnią próbę uspokojenia małżonki.
Całe szczęście znajdowały się już coraz bliżej szkoły i zaraz mogły wysiąść z auta, zaparkowawszy pod właściwym budynkiem. Evina nie miała pojęcia czy były gotowe na to wszystko, ale nie miały wyjścia. Już znajdowały się na miejscu i musiały jakoś się z tym wszystkim zmierzyć.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miała ciche pretensje do żony, że ta pokazywała Samowi różne sztuczki, które w teorii miały mu pomóc w przyszłości - żeby potrafił się obronić, gdyby zaszła taka potrzeba. W tamtym momencie wydawało się to rozsądne. Teraz jednak nie była tego taka pewna. Bo jeśli Samuel faktycznie zaczął wykorzystywać te umiejętności przeciwko innym dzieciom, to cała ta nauka przestawała wyglądać słusznie i niewinnie. Pani Doyle nie powiedziała wprost, że doszło do uderzenia, ale wszystko, co opisała, wskazywało na przemoc albo przynajmniej jej wyraźne elementy. Wykluczanie, zastraszanie, wspólne nastawianie się na jedno dziecko. A do tego wyrzucenie czyjegoś plecaka przez okno. Co mu w ogóle strzeliło do głowy? Zaylee nie potrafiła tego pojąć. Więcej dowiedzą się na miejscu, a to wcale nie napawało jej szczególnym optymizmem.
Skoro to nie jest żaden usprawiedliwienie, to nawet nie próbuj go tłumaczyć — zastrzegła i niewiele brakowało, żeby ostrzegawczo wymierzyła w Evinę palcem. Nie podobało jej się takie podejście. Dzieciak właśnie zafundował sobie - w jej głowie i oczywiście w formie bardzo impulsywnej oceny - coś na kształt dożywotniego szlabanu na konsolę. I choć wiedziała, że to brzmiało absurdalnie surowo, emocje nie pozwalały jej teraz podejść do tego spokojniej. Te wszystkie gry, które przez ostatnie tygodnie wkradały się do ich codzienności, też nie pomagały. Miller już jakiś czas temu zauważyła, że Samuel denerwuje się szybciej niż kiedyś. Nie chciała zrzucać wszystkiego na gry wideo, bo wiedziała, że to zbyt proste wytłumaczenie, ale nie mogła też tego bagatelizować. Godzina przed telewizorem z padem w ręku często kończyła się tym, że był wyraźnie przebodźcowany i rozdrażniony, i trudno było mu potem wrócić do normalnego rytmu.
Poważne czy nie, powinni dać nam znać. Albo przynajmniej Lily Rose, która ma zasrany obowiązek informować nas o podobnych zdarzeniach — warknęła, doskonale zdając sobie sprawę, że powinna się uspokoić. Powoli dojeżdżały do szkoły, gdzie miały porozmawiać nie tylko z wychowawczynią Sama, ale też z rodzicami innych uczniów. Nie mogła wypaść w ich oczach na skrajnie pierdolniętą, nawet jeśli była skrajnie pierdolnięta.
Wysiadając z samochodu, popatrzyła na Swanson w taki sposób, jakby samym spojrzeniem kazała jej przestać mówić, co ma robić. Trochę trudno przestać się nakręcać, kiedy była już potężnie wkurwiona. Ruszyły do wejścia głównego, gdzie Zaylee przytrzymała małżonce drzwi, żeby przepuścić ją przodem. Było późne popołudnie, więc lekcje w podstawówce jakiś czas temu dobiegły końca. Tylko gdzieś z sali gimnastycznej dobiegały okrzyki starszych chłopców i odgłos piszczących podeszw, co mogło sugerować, że właśnie odbywały się jakieś zajęcia z koszykówki.
Sala siedemnaście na pierwszym piętrze — poinformowała małżonkę, kierując się w stronę schodów. Gdy wspięły się po stopniach i w końcu stanęły przed właściwymi drzwiami, Zaylee wygładziła materiał marynarki i poprawiła włosy. Dopiero wtedy zapukała, a po krótkim zapraszam nacisnęła klamkę.
W klasie, po brzegi wypełnionej figurami geometrycznymi i tabliczkami z matematycznymi twierdzeniami zdobiącymi ściany, czekało już kilkoro dorosłych, w tym pani Doyle.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mawiano, że każda rada po niewczasie może okazać się błędną. Biorąc pod uwagę to, że Sam przyznał im się niechcący do tego, że był prześladowany przez starszych chłopców oraz to, że nie miały najbezpieczniejszej pracy sprawiały, że to wydawało się jedną z najlepszych opcji oraz prawidłowym działaniem. Wiedziała, że już wtedy Zaylee się to nie podobało, ale nie sprzeciwiła się tym praktykom. To miało mu pomóc, a nie być wykorzystane przeciwko innym.
- Skarbie - rzuciła, ale pomimo pieszczotliwego zwrotu jej głos mimowolnie zabrzmiał nieco ostrzej niż powinien, ale zamierzała pozwolić, aby żona ją teraz strofowała. - Nie chcę go usprawiedliwiać, ale musimy zrozumieć czemu to zrobił jeśli chcemy dobrze do tego podejść.
Na pewno w związku z tym wszystkim będą musiały jakoś chłopca zdyscyplinować. Nie miała, co do tego żadnych wątpliwości. Powinien mieć świadomość tego, że postąpił źle i odczuć na własnej skórze tego konsekwencje. Może dzięki temu nauczy się tego, że żadna z nich nie zamierzała tolerować podobnych zachowań.
Może faktycznie one też były temu w jakimś stopniu winne? Już dawno zauważyły, że Samuel był dzieciakiem, który niezwykle łatwo wyłapywał emocje, a one od dłuższego czasu żyły w wiecznej nerwówce. Starały się nie dopuszczać do tego, aby puszczały im nerwy, ale z tym niestety bywało różnie. Może zatem gromadziły się w nim pewne frustracje w związku z wyczuwalnym gdzieś tam napięciem w domu? Był dzieciakiem. Wszystko było z nim możliwe, a Swanson była w spirali i całkiem możliwe, że mogła się zacząć obwiniać o wszystko w każdej chwili.
Nie chciała ciągnąć tej rozmowy dłużej niż było to potrzebne. Wydała z siebie jedynie jakieś potwierdzające mruknięcie, bo przydałoby się, aby ktoś faktycznie na czas je poinformował o istniejących problemach z Samem. Być może wtedy udałoby im się uniknąć tego wszystkiego, bo zdołałyby odpowiednio zareagować. Inni rodzice również skoro to nie był problem jedynie z ich synem.
Widziała to spojrzenie. Mimowolnie naprawdę działało jej na nerwy, ale nie chciała tego pokazać. Po prostu przez moment wpatrywała się w małżonkę, czując, że lada chwila, a one same jeszcze skoczą sobie do gardeł zamiast na spokojnie podejść do problemu, który zaczął majaczyć na horyzoncie.
- Nie patrz tak na mnie - poleciła jej jeszcze nim ruszyła w kierunku drzwi.
Naprawdę nie chciała w tym momencie walczyć. Obie miały o wiele lepsze rzeczy do tego, aby się skupić. Nawet jeśli to wszystko doprowadzało je do szewskiej pasji i groziło przedwczesnym zawałem związanym ze stresem.
Przekroczyła próg szkoły i wraz z koronerką skierowały się na pierwsze piętro, aby znaleźć tam salę z odpowiednim numerem. Wystarczyło jedynie krótko zapukać i wejść do środka.
W środku czekało już na nie sporo osób. Evina w dalszym ciągu nie kojarzyła wszystkich rodziców. Niektórzy po prostu nie zapadali w pamięć. Niektórzy też mogli przychodzić na spotkania naprzemiennie. W każdym razie dla niej w tej chwili najważniejsza była wychowawczyni, która za chwilę miała zabrać głos.
Swanson odsunęła jeszcze przy jednej z pustych ławek krzesło dla żony, a sama usiadła tuż obok. Wszyscy w tej chwili czekali na to, aż pani Doyle zabierze głos, a detektywka przez krótką chwilę miała wrażenie jakby sama była kłopotliwą uczennicą, czekającą na pouczenie autorytetu.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Swanson stąpała po bardzo cienkim lodzie. Zdecydowanie nie powinna teraz skarbować swojej żonie, która nie tylko nie była w nastroju na tego typu zaczepki, ale też precyzyjnie wyłapywała każdy ostrzejszy ton. Zaylee nie pozostało więc nic innego, jak zareagować krótkim prychnięciem. Nie było sensu ciągnąć tej dyskusji. Nie tutaj i nie teraz. Naprawdę rozumiała, co Evina próbowała jej przekazać, ale obie doskonale wiedziały, że kiedy Miller była wkurwiona, racjonalne argumenty traciły na znaczeniu. W takich momentach żadne wyjaśnienia ani tonowanie emocji niewiele już zmieniały. To był jeden z tych stanów, które trzeba było po prostu przeczekać. Nawet odwróciła wzrok, wedle życzenia Swanson. W tej chwili nie mogła patrzeć na nią inaczej, więc postanowiła nie patrzeć na nią wcale.
Zajęły miejsce w jednej z ławek i Zaylee przez moment poczuła się, jakby sama miała znowu dziesięć lat. Zwłaszcza, kiedy naprzeciwko stała nauczycielka z nietęgą miną, która nie zwiastowała niczego dobrego.
Może pani powiedzieć, co właściwie się stało? Mam stuprocentową pewność, że Thomas niczego nie zrobił — odezwał się wysoki mężczyzna, który był tatą Tommy'ego Becketta. Miller kojarzyła go z jednej z wywiadówek. Chłopak osiągał wybitne osiągnięcia w przedmiotach ścisłych i jego ojciec wciąż powtarzał, że syn marnuje się w publicznej placówce. Z trudem powstrzymała się wtedy od komentarza, że w takim razie koniecznie powinien przenieść dziecko do prywatnej szkoły i problem sam się rozwiąże.
Carl też nie — wtrąciła natychmiast matka Carla Andersona. Była to pulchna kobieta, która zawsze przypinała do swoich garsonek fikuśne, kolorowe broszki. Tego dnia miała taką w kształcie różowo-białego motyla. — To takie dobre i grzeczne dziecko — dodała nieco smutniejszym głosem, jakby to na Carla ktoś się uwziął, a nie odwrotnie.
Drodzy państwo — zaczęła Bethany Doyle. Nauczycielka mogła być w wieku Zaylee, może trochę młodsza. Zawsze miała sprawiedliwe podejście w ocenie uczniów i to był jeden z powodów, dla których koronerka nabierała przekonania, że Sam rzeczywiście uczestniczył w całym tym zamieszaniu. Zanim postanowiła kontynuować, przeczesała palcami swoje jasne długie włosy. — Na początku chciałabym wszystkim bardzo podziękować za przybycie. Wiem, że niektórzy z was musieli oderwać się od obowiązków. Sytuacja jest jednak wyjątkowa. Tak, jak informowałam każdego telefonicznie, kilkoro uczniów od pewnego czasu dręczy Liama Wyle'a — w tym miejscu spojrzała na rodziców wspomnianego chłopca. Miller nie mogła sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek widziała ich na oczy. A jeśli nie mogła, to najpewniej do tej pory nie miała okazji ich poznać. Wyglądali całkowicie normalnie. Nie rzucali się w oczy ani wyzywającym strojem, ani wyglądem. Ot, niczym wyróżniające się małżeństwo przed czterdziestką, na które Zaylee normalnie nie zwróciłaby uwagi.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Dzielnica Mieszkalna”