-
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os., l. poj.czas narracjiczas przeszłypostaćautor
Zwłaszcza podczas przygotowań do pogrzebu. Dziewczyna nie pozwalała mu zapomnieć, że miał na kim polegać mimo, iż początkowo się przed tym wzbraniał. Nie był przyzwyczajony do takiego rodzaju wsparcia, do tej pory uważając, że mógł sobie poradzić z każdym wyzwaniem, jaki dawał mu los. Lecz w tym konkretnym przypadku ogromnie się mylił. Naprawdę doceniał jej zaangażowanie w sprawę, a nawet przestało go dziwić, że wszędzie, gdzie jeździli razem w celu załatwienia wszystkich szczegółów przed pogrzebem, traktowano ją jako członka rodziny. W tym czasie nie poruszali tematu ich relacji, w pełni skupiając się na tym, co ważne, ale w każdym momencie jego wahania wystarczyło jej mocne uściśnięcie ręki, dzięki któremu czuł się lepiej, na tyle, na ile było to możliwe.
Kiedy nadszedł ten dzień, nawet pogoda dostosowała się do chłodnej, ponurej atmosfery. Witanie w progu kościoła żałobników, będących rodziną, przyjaciółmi i sąsiadami, dłużyło mu się w nieskończoność. Wiele osób przyszło pożegnać Helene, ale wcale go to nie dziwiło - była tak ciepłą osobą, że od razu zyskiwała sympatię każdego, kogo poznała. Na pogrzeb dotarła również Sydney i delegacja z biura, choć to akurat nie było dla niego tak istotne, jak spotkanie z paczką chłopaków, z którymi dawno się nie widział, w ostatnim czasie zupełnie się od nich odcinając. Zaraz za Deanem przed jego oczami stanęła Skye, na widok której przytulił ją mocno i na moment przymknął oczy, tym samym pozwalając sobie na odrobinę wytchnienia. Wraz z jej ciepłem i zapachem perfum jego ciało instynktownie się rozluźniło, jakby czekało tylko na nią. Tak naprawdę odkąd wstał, brakowało mu jej i wydawało mu się naturalnym, że przez jej ogromny wkład w organizację, ona też powinna teraz stać u jego boku.
Przez tę chwilę, zbyt krótką jak dla niego, ale powstałą w wyniku utrzymywania pozorów, nie musieli nic mówić, bo rozumieli się bez słów. Gdy zrobiła miejsce następnej osobie, Dominic na ułamek sekundy zastygł w bezruchu, zatrzymując wzrok na stojącym przed nim Loganie.
Nie widział go od czasu ich bójki, po której przestali się do siebie odzywać. Wiedział, że dzwonił do niego w dniu, w którym Helene wylądowała w szpitalu, i że on też odwiedził ją niedługo po wizycie Skye. Przyszedł do ich domu akurat w chwili, gdy Dominic pojechał do sklepu, więc właściwie nie mieli okazji porozmawiać. Według Anthony’ego niemal minęli się w drzwiach, ale blondyn nie mógł w tamtym momencie przekonać się do tego, by zajrzeć do domu Haynesów i mu podziękować za wszystko, co robił, jak i za to, czego nie robił - nie zabraniał Skye kontaktu z nim, mimo jego wściekłości za zdradę. Dominic nie miał odwagi stanąć z nim wtedy twarzą w twarz, ale od tamtego momentu miał czas do namysłu i teraz, kiedy to się ostatecznie stało, miał świadomość, że czekała ich rozmowa, na którą w końcu musieli znaleźć przestrzeń. Również ze względu na fakt, że ostatecznie rozstał się ze Skye. Na ten moment jednak nie pozostało Dominicowi nic innego, jak skinąć do niego głową i odwzajemnić jego braterski uścisk. Krótki, ale przynoszący mu pociechę. Dopiero teraz zrozumiał, że jego też mu cholernie brakowało.
Ceremonia była piękna i z pewnością ucieszyłaby Helene, która dała im kilka wskazówek. I choć podejmowanie decyzji nie należało do łatwych to uważał, że razem ze Skye podołali oczekiwaniom. Potwornie stresował się swoim przemówieniem, które spisał na kartce w obawie przed własnym rozemocjonowaniem i tłumem wpatrujących się w niego ludzi. Nie potrafił dobrać odpowiednich słów, by opisać mamę taką, jaką ją widział, dlatego odniósł się do jej ulubionego wiersza. Skupiał się na słowach nakreślonych na kartce, ale mimowolnie napłynęło do niego wspomnienie, kiedy ostatni raz czytali go wspólnie, i jego głos się załamał. Wzrokiem odruchowo znalazł Skye. Jej spojrzenie, ciepłe, uważne i pokrzepiające, dodało mu odwagi i sprawiło, że przestał widzieć kogokolwiek poza nią. Dokończył recytację tak, jakby słuchała go tylko ona. A kiedy nadszedł czas pochówku, tak jak obiecała, stała tuż za nim. Mimo tłumu ludzi to dzięki niej nie czuł się w tym wszystkim tak osamotniony.
Konsulacja w domu była kolejnym etapem, w czasie którego musiał trzymać gardę i rozmawiać z gośćmi, którzy co chwila podchodzili do niego i ojca. Pozornie zainteresowany rozmowami, myślami jednak odpływał gdzieś indziej. Kątem oka widział chodzącą po domu Skye, która doglądała stołu z jedzeniem i zagadywała innych uczestników pogrzebu. Tak naprawdę żałował, że ten dzień nie mógł się już skończyć i jedyne, czego teraz potrzebował, to zostać z ciemnowłosą sam na sam, trzymając ją w objęciach w łóżku, dopóki nie zasną.
Tamtego poranka instynktownie wyczuł, że Skye wymknęła się spod pościeli. W momencie, kiedy nie odnalazł jej dłonią na miejscu obok, podniósł się gwałtownie z niepokojem, ale widząc część jej ubrań leżących na fotelu, odetchnął z ulgą. Po dotarciu na dół i stanięciu w progu, by z uśmiechem przyglądać się jej poczynaniom w kuchni, wkrótce dołączył do niego Anthony. Starszy mężczyzna nie spodziewał się tego widoku, ale o nic nie pytał, zwyczajnie przyjmując do siebie taki stan rzeczy. On też był jej niezmiernie wdzięczny za to, co dla nich w ostatnich dniach robiła.
Dominic, napotykając wzrokiem grupkę swoich znajomych, ostatecznie przeprosił tatę i swoje ciotki, po czym ruszył w ich stronę, gdy wtem zatrzymał go znajomy, kobiecy głos.
— Dominic… - Sydney stanęła przed nim, nieco ściągając brwi w zatroskaniu. - Przepraszam Cię, możemy chwilkę porozmawiać na osobności? Obiecuję, nie zajmę Ci dużo czasu, ale to ważne. - Położyła mu dłoń na ramieniu, całkowicie go zaskakując i jednocześnie wzbudzając w nim ciekawość.
— Emm… jasne - przytaknął, wskazując jej drogę na górę. Po drodze niestety nie odnalazł wzrokiem Skye, żeby dać jej o tym znać. Znalazłszy się w gabinecie taty, zaczął: - Wiem, że miałem dać Ci odpowiedź… - ale blondynka mu przerwała.
— Oferta uległa zmianie. Wiem, byłeś zajęty i miałeś dużo na głowie, ale w międzyczasie w firmie nastąpiły zmiany, o których chciałam powiedzieć Ci osobiście, zanim wrócisz - zrobiła na moment pauzę, zyskując całą jego uwagę. - Louise odchodzi. A my wykupiliśmy jej udziały. - Dominic uniósł wysoko brwi. Tego zdecydowanie się nie spodziewał. - Zdaję sobie sprawę, że to nie jest dla Ciebie odpowiedni moment na zmianę pracy i wyjazd. Wiem, jak ważna jest rodzina i że teraz najbardziej potrzebny jesteś na miejscu. Niemniej jednak Forward Interiors potrzebuje nowego dowództwa, a my wciąż potrzebujemy Ciebie. Dlatego zgłosiłam Twoją kandydaturę - wyznała, stając przed nim w nieznacznej odległości.
Dominic nie mógł wyjść z oszołomienia. Właśnie zbombardowała go na raz ogromem informacji, które z trudem przetwarzał w głowie. Przez ostatni miesiąc, odkąd oferta Sydney pojawiła się na jego stole, wiele rzeczy uległo zmianie i obecnie rzeczywiście nie wyobrażał sobie wyjazdu. O jego decyzji miał poinformować ją zaraz po powrocie do biura. Ale takich rewelacji zupełnie się nie spodziewał. Firma Sydney przejmowała Forward Interiors i planowała zrobić go właścicielem?
— Dziękuję, ale… co to właściwie oznacza? - zapytał, starając się to wszystko objąć rozumem.
— To oznacza, że dostaniesz awans, na który zasługujesz. - Uśmiechnęła się serdecznie. - Poza tym stworzysz zespół, dzięki któremu zajmiesz się siecią naszych hoteli, a czy w międzyczasie zaakceptujesz inne projekty - to już będzie zależało od Ciebie. - Wzruszyła beztrosko ramionami, będąc jak zwykle pewną siebie.
— Sydney, to dla mnie ogromne wyróżnienie… - zawahał się, próbując ubrać w odpowiednie słowa myśli, które obecnie krążyły po jego głowie. - … ale czy istnieją jeszcze jakieś warunki, o których powinienem wiedzieć?
— Nicky… Lubię Cię, dobrze o tym wiesz. A swoją pracą pokazujesz, że warto na Ciebie postawić. Należy Ci się. Nie oczekuję od Ciebie niczego więcej, jak lojalności. I wykonania dobrej roboty. Choć po tym, co zdążyłam zaobserwować, sądzę, że nie zawiedziesz mnie ani w jednej, ani w drugiej kwestii. - Mówiąc to, uśmiechnęła się do niego porozumiewawczo i położyła mu na chwilę dłoń na ramieniu. - Nie martw się i daj sobie jeszcze chwilę czasu, do czasu Twojego powrotu wszystkim się zajmę.
— Dziękuję, Syd. Naprawdę - skinął na nią głową w podziękowaniu, zanim wyszła i został sam, bo właściwie tylko to był w stanie z siebie wydusić.
Powrót na dół chciał przeciągnąć najdłużej, jak się dało, dlatego poszedł do barku i nalał sobie do szklanki bursztynowego trunku, żeby usiąść w fotelu i przetrawić to, co właśnie się wydarzyło, a także odetchnąć chwilę od bycia w centrum uwagi. Nadal nie dowierzał, że dostał ofertę pracy, a to, mimo pozostania na miejscu, oznaczało spore zmiany. I oznaczało też, że Skye wcale nie musiała odchodzić z biura. Niezmiernie ciekaw był jej reakcji, kiedy jej o tym powie. Ale na tę krótką chwilę potrzebował chwili spokoju i smaku whisky w ustach, dzięki której w końcu mógł się odrobinę odprężyć. Nie dane było mu jednak zbyt długo spędzić czasu sam na sam, bo w pewnym momencie rozległo się ciche pukanie.
— Proszę - odezwał się, odkładając szklankę na biurko z nieznacznym niepokojem, a kiedy drzwi się uchyliły i jego oczom ukazał się dobrze znany mu chłopak z sąsiedztwa, na ułamek sekundy ściągnął brwi, po czym z powrotem sięgnął po whisky. Gdyby nie Sydney, Dominic sam poprosiłby go o rozmowę, ale najwyraźniej obaj myśleli o tym samym.
- Nie strasz, Logan. Już myślałem, że to ciotka Angela - westchnął z cieniem uśmiechu, starając się przy tym nie przewrócić oczami na wspomnienie o ciotce, dokładnie tej, której dziś wyjątkowo załączył się tryb rodzicielski. Logan musiał go rozumieć - kiedyś blondyn dość często na nią narzekał. Wtrącała się do wszystkiego, a dziś stała się absurdalnie nadopiekuńcza. Zwilżył wargi w alkoholu, po czym podniósł się z miejsca. - Już obiecała, że będzie regularnie przyjeżdżać podlewać kwiatki w ogrodzie zimowym, bo przecież my faceci kompletnie się na tym nie znamy. - Mówiąc o tym z wyczuwalnym w głosie rozbawieniem pomieszanym z przekąsem, podszedł do barku i bez żadnego kurtuazyjnego pytania napełnił drugą szklankę. Wracając do mężczyzny nadal mówił: - Mama w życiu na to by się nie zgodziła, więc nie bez powodu przygotowała nam wszystkie wskazówki. Dotyczące kwiatów, pogrzebu i kilku innych spraw. Uwielbiała wszystko planować. - W międzyczasie wręczył mężczyźnie szklankę i wskazał mu drugi fotel, po czym sam zajął swoje miejsce, na koniec wypowiedzi odrobinę uderzając w tony melancholii. Myśl o niej znów trochę go przybiła, więc spróbował złagodzić ten gorzki posmak alkoholem.
- Nie podziękowałem Ci za to, co zrobiłeś, więc dziękuję. To miłe, że ją odwiedziłeś, naprawdę się ucieszyła. Zawsze Cię lubiła - wyznał cicho, spoglądając na niego ze szczerą wdzięcznością. W końcu zdobył się na odwagę, żeby otwarcie z nim porozmawiać, choć był to dopiero początek tematów, jakie zamierzał z nim poruszyć.
Skye Murray
Łoś Superktoś
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjiczas narracjipostaćautor
Dzień, w którym Logan dowiedział się o zdradzie był najgorszym dniem w jego dotychczasowym życiu. Tamtego popołudnia nóż w serce wbiła mu nie jedna, a dwie ukochane osoby - kobieta, z którą chciał spędzić resztę życia oraz jego wieloletni przyjaciel. Jadąc do Dominica nie myślał nad tym, co chciałby osiągnąć swoim działaniem i co będzie dalej. Czuł po prostu złość, którą musiał wyładować, a czy istniał lepszy sposób niż obicie mordy faceta, który przeleciał Twoją dziewczynę? Raczej nie.
Reyes mu wtedy zwrócił jednak uwagę na bardzo istotną kwestię - że nie doceniał Skye i że gdyby nie jego wsparcie, już dawno by się pewnie rozstali. Musiał przyznać przed samym sobą, że to mu dało do myślenia i kolejne dni spędził rozważając sens tych słów, a raczej czy w ogóle miały one jakikolwiek sens? Początkowo uznał, że tamten gadał trzy po trzy, szukając bezsensownych wymówek na swoją zdradę. Z czasem jednak zaczął się zastanawiać nad tym, czy faktycznie odpowiednio doceniał Skye? Zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia i bardzo szybko postanowił, że to jest dziewczyna, z którą chce spędzić resztę życia i wziąć ślub. Była piękna, inteligentna i dobra - ideał. Też już czuł, że zbliża się do wieku, kiedy warto się w końcu ustabilizować. Miał za sobą już kilka związków, ale żaden nie miał perspektyw na coś więcej, ale Murray widział dosyć wcześnie jako swoją żonę. Co najważniejsze- jej ta wizja również się podobała. Powtarzał to jej i powtarzał, aż… nie robił nic więcej poza obietnicami. Przechodząc obok jubilera czuł ścisk w żołądku i nie potrafił wejść, chociażby obejrzeć pierścionków. Gdy dochodziło już co do czego, nagle ta wizja go przerażała. Z czasem też nie bywał już tak bardzo zainteresowany, co u niej słychać. Nie interesował się architekturą, więc czuł, że się tutaj mijają. Wspólnych tematów ubywało, zamiast przybywać, więc może faktycznie Dominic miał po części rację? Logan stał wtedy przed dylematem jak postąpić? Czy w ogóle chce wybaczyć zdradę? Myśl o niej i o innym mężczyźnie bolała, a już szczególnie, gdy tym kimś był jego przyjaciel. Niemniej kochał Skye i to był pierwszy raz, kiedy go zraniła. Mógł w sumie spotkać się z nią i świętować jej sukces, ale mu się nie chciało z nią widzieć. Zawiódł ją, ona jego, a błędy może popełnić każdy, prawda?
Zaręczyny i przeprowadzka były próbą naprawienia relacji między nimi. Miało być lepiej - on wybaczył jej zdradę i realizowali plan, który zawsze miał ją uszczęśliwić. Sam też się starał, ale… nie czuł żadnej motywacji. Wspólne mieszkanie nie okazało się ekscytujące. Nawet zbliżenia się kończyły niepowodzeniem i czuł, że żadne z nich nie ma po prostu ochoty. Bywało już tak wcześniej, miewali ciche dni, kłótnie i wtedy zawsze rozmawiał z Dominicem. Rady od niego, które wdrażał w życie, zawsze były bardzo pomocne. Teraz niestety nie miał takie możliwości i zrozumiał, że przez ostatnie miesiące nie postępował ze Skye tak jak czuł i sam tego chciał, ale tak jak chciał tego Dominic. Kupował jej to, co podpowiedział mu kumpel. Zabierał tam, gdzie on zaproponował. Tak jakby to blondyn prowadził go w tym związku. Kiedy zamieszkali razem z dziewczyną, a Reyes zniknął z ich życia, wszystko wydawało się nagle bardziej widoczne - każda łza, każde zmartwienie i problem.
Logan czuł, że oszukuje Skye. Starał się ją docenić, ale nie potrafił tak jak tego oczekiwała. A może po prostu nie chciał tego robić ? Do tego dochodziło to, że wciąż miał przed oczami ją i Dominica. Ich ruch był dla niego cholernie bolesny. Skye mogła z nim zerwać, a jednak tego nie zrobiła, zamiast tego wybierając najgorszy z możliwych scenariusz. Jednak uznał, że po prostu potraktowała to jako pijacki błąd, jednorazowy wyskok i tylko czysto fizycznie, bez żadnych emocji. Tym bardziej, że od razu się do wszystkiego przyznała. Ponadto Dominic uchodził za osobę lubującą się tylko zabawić i się z tym nie krył, więc tym bardziej wkurwił się na Reyesa, że nie potrafił trzymać rąk przy sobie przy jego dziewczynie. Próbował ją tłumaczyć, ale tego wszystkiego było już za dużo. Nie tak chciał, aby wyglądało jego życie. Nie zasługiwał na to.
W dniu śmierci Helene pojechał do biura. Potrzebował wyciszyć umysł i uciec w pracę, a gdy wrócił do domu, to z kolei Skye mu oznajmiła, że jedzie sprawdzić co z Dominicem. Wtedy uznał, że musi wyjść na noc z domu, bo oszaleje się zastanawiając, kiedy i czy w ogóle wróci już do mieszkania. Spakował część rzeczy i pojechał do swojego starego mieszkania , bo tak - tak jak jak Skye, on również chyba w głębi duszy nie wierzył , że to się uda i nie wypowiadał umowy najmu.
Od tamtej pory kontakt z dziewczyną był coraz bardziej sporadyczny, bo oboje cały czas coś załatwiali i na raty się wyprowadzali. Jednak na pogrzeb pojechali razem całą ekipą. To miał być pierwszy raz, kiedy zobaczy Dominica od czasu pobicia i nieco dziwnie się czuł z tą sytuacją, ale to pewien widok go wprawił w niemałą konsternację. Sposób w jaki Dominic objął Skye na przywitanie był interesujący - poznał po nim, że było w tym coś więcej. Ułożenie dłoni, przeciągły w czasie kontakt i spokój, który zaczął od niego bić, gdy tylko wtuliła się w niego.
Myślał o tym w kościele, gdy słuchał przemowy mężczyzny wygłaszanej wprost do tłumu. Natomiast w domu widoczne było, że czuł się skrępowany. Nic więc dziwnego, że uciekł z jakąś blondyną do gabinetu ojca. Logan tylko czekał, aż wyjdzie owa wspomniana kobieta, by pójść do dawnego przyjaciela. W międzyczasie przyjrzał się uważnie dziewczynie. Było w niej coś intrygującego - pewne niebezpieczeństwo, ale i żądza jej poznania. Niebezpieczna mieszanka. Dał sobie jednak z nią spokój, bo jedna kobieta to wystarczająca ilość, którą i jeden i drugi przeleciał.
Czy się stresował na to spotkanie? Cholernie. Czy warto się wycofać? Może. A może nie. Musiał się przekonać sam. - Lepiej żeby wpadała w odwiedziny, aniżeli miała się wprowadzić najpierw na miesiąc, a potem zostać na stałe- skomentował bez uśmiechu, ale wdzięczny w środku duszy za tak łatwe rozpoczęcie spotkania. Przyglądał się też blondynowi, gdy nalewał im alkoholu, który na pewno się teraz przyda. - To musiało być przejebane, co nie? Organizować pogrzeb, stypę i to wszystko- dodał jeszcze bardziej stremowany odbierając od niego szklankę, z której od razu upił łyk. - Nie masz za co. Bardzo ją lubię… ee lubiłem, więc to było naturalne, że ją odwiedziłem- jego głos był znacznie ostrzejszy niż zakładał, więc odchrząknął ze zdenerwowania i upił kolejny spory łyk whisky siadając na drugim fotelu. Pochylił się do przodu opierając na swoich kolanach i wpatrując się w brunatną ciecz. Wciąż miał opory przed spojrzeniem na dawnego przyjaciela.
- Jak się trzymacie z ojcem?- trzeba było w końcu o to zapytać. - W ogóle co to za blondynka, która stąd wychodziła? Jakaś nowa?- może trzeba trochę rozluźnić atmosferę? Zażartować? Jednak Logan wciąż czuł się cholernie skrępowany. Przyjaźnił się z blondynem połowę życia i nigdy nie sądził, że dojdzie między nimi do takiej sytuacji, a jednak jego zdrada bolała znacznie bardziej niż kobiety, którą poznał raptem rok temu.
Dominic Reyes
-
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os., l. poj.czas narracjiczas przeszłypostaćautor
Obecnie czuł za to pełną odpowiedzialność. I wyrzuty sumienia, że to wszystko potoczyło się właśnie w ten sposób. Logan zawsze był jego oparciem i mógł na niego liczyć w ciężkich chwilach. Z całej paczki chłopaków to on wiedział o nim najwięcej i to z nim utrzymywał najlepszy kontakt, którego przez ostatnie tygodnie mu brakowało. Począwszy od wspólnych wypadów do baru, przez posiadówy przy konsoli, po grę w kosza w ich ulubionym parku. Dobijała go świadomość, że nie mógł wysłać mu żadnej śmiesznej rolki, na którą się natknął, albo informacji o premierze nowej gry, bo przecież to z nim dzielił się takimi rzeczami.
Z tego, co pamiętał, raczej nigdy z Loganem się nie pokłócił, a już na pewno nie aż tak, żeby się pobić i zerwać z nim kontakt. Nawet ich rodzice zauważyli, że coś było nie tak, o co Helene nie omieszkała zwrócić mu uwagi. Nie chciał z nią rozmawiać na ten temat, niemniej uznała, że o cokolwiek im poszło, powinni zakopać wojenny topór i nie niszczyć tylu lat przyjaźni. Jak zwykle miała rację.
— Ja pierdole, nie kuś losu. Ona już po paru dniach jest nie do zniesienia, a co dopiero miesiąc czy rok. Nic dziwnego, że została starą panną. - Teraz już nie mógł powstrzymać się przed przewróceniem oczami. Okropnie współczułby Anthony’emu, gdyby musiał się z nią mierzyć dzień w dzień, ale z drugiej strony był gotowy powiedzieć jej, co o tym myśli. Na razie, ze względu na okoliczności, trzymał gębę na kłódkę i tylko jej przytakiwał, zgrywając dobrego chłopca. - Nawet nie wiesz, jak. Helene zostawiła wskazówki, a ja uparłem się, że sam się tym zajmę, ale nie wiem, czy bym sobie z tym poradził, gdyby nie… pomoc Skye. Naprawdę dużo nam pomogła - zawiesił się dosłownie na sekundę, zanim wymienił jej imię, nie będąc pewny reakcji Logana. Nie chciał jednak wszystkiego przed nim ukrywać. Wcześniej mówił mu praktycznie wszystko i dziwnie było mu teraz serwować wybiórcze informacje. Zwłaszcza, że było to dla niego ważne. Skye była dla niego ważna. - Mam. I nie tylko za to - przytaknął pewnym siebie głosem, spoglądając na niego wymownie, choć ten unikał jego wzroku. Fakt był taki, że nawet będąc z nim skłóconym, Logan schował dumę do kieszeni, co było nie lada wyczynem, i dużo dla niego zrobił.
Gdy padło typowe i zbyt często słyszane w ostatnim czasie pytanie, mimowolnie wypuścił głośniej powietrze. Nie lubił na nie odpowiadać, ale w przypadku Logana mógł postawić na szczerość. Zanim do tego doszło, upił spory łyk whisky.
— Mieliśmy chwilę czasu, żeby pogodzić się z jej odejściem, ale… i tak nie jest łatwiej. Ważne, że te ostatnie tygodnie spędziliśmy razem - przyznał cicho z nadzieją, że jeśli jeszcze teraz cierpieli, z czasem będzie lepiej. Ostatnio stworzyli całkiem przyjemne wspomnienia. - Sydney? Jest… klientką. Albo szefową. Kurwa, w sumie ciężko mi to teraz stwierdzić. Pracowałem nad jej projektem, zanim… - zanim dowiedziałem się o chorobie mamy, przemknęło mu przez myśl - …zanim wziąłem urlop i przekazałem go Skye. To naprawdę poważny temat, dzięki któremu zaproponowała mi pracę, na zajebiście dobrych warunkach. Ale teraz przyszła mi powiedzieć, że oferta uległa zmianie, bo szefowa Forward Interiors odchodzi, a oni wykupili część udziałów i po powrocie mam przejąć stanowisko Louise. - Kolejnym łykiem zwilżył sobie gardło, po czym spojrzał na Logana. Znał ten wzrok. - Wiem, jak to wygląda. Jest na czym oko zawiesić, a przy tym jest cholernie inteligentna i bezpośrednia, a to przecież mój ulubiony typ. I wcale nie musiała przekazywać takich informacji osobiście. Ale uwierz mi, do niczego między nami nie doszło. Tylko się przyjaźnimy. - Wzruszył ramionami, nie mając powodów, żeby go okłamywać. Sydney nie była w stanie poruszyć go tak, jak robiła to Skye. Zbyt mocno osiadła w jego umyśle i sercu, żeby ktokolwiek mógł to zmienić. Poza tym, zauważył jeszcze jedno - dobrze było móc porozmawiać z Loganem i nadrobić zaległe sprawy. Potrzebował tego, choć wiedział, że na tę chwilę jeszcze ich problemy magicznie się nie rozwiążą.
Skye Murray
Łoś Superktoś
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjiczas narracjipostaćautor
W pewnym momencie może nawet to wsparcie tak przyrosło do ich relacji, że stało się jego nieodzowną częścią. Logan dużo rozmyślał nad jego słowami, że gdyby nie jego wsparcie, to związek ze Skye dawno by się rozpadł. Wracał wiele razy wspomnieniami do momentów, gdy się pytał o radę co zrobić albo czasami przyjaciel sam z siebie podsuwał mu pomysł na prezent jak na przykład piękny skórzany notatnik, który kupił jej na samym początku ich związku. Może było w tym ziarenko prawdy, że w tym związku już od dawna były trzy osoby i to Logan do tego doprowadził?
Jednak postanowił walczyć o kobietę, którą kochał. Zaryzykował stawiając wszystko na jedną kartę i wynajmując nie tylko wspólne mieszkanie, ale i kupując pierścionek zaręczynowy. Wyborów dokonał szybko, aby nie tracić czasu, ale mieszkanie pod jednym dachem nie było wcale takie ekscytujące. Wciąż się zastanawiał czy gdyby nie został zdradzony, czy przeprowadzka okazałaby się jednak sukcesem? Te myśli nie nachodziły go codziennie, one wręcz wrosły w niego i nie mógł się ich pozbyć. Lecz w dniu, kiedy otrzymał telefon od rodziców z informacją, że w środku nocy u Reyes’ów była karetka, miał tylko krótką chwilę zawahania - kto powinien się z nim skontaktować? On czy Skye, które wciąż jeszcze z nim pracowała? Wybór wbrew pozorom nie był prosty, bo był cholernie zazdrosny o tą dwójkę razem, ale były rzeczy ważne i ważniejsze, więc jej przekazał tą informację, sam nie będąc gotowy na konfrontację z Dominicem. To on też hamował go przed spotkaniem z Helene, lecz Skye go przekonała, że warto się z nią pożegnać. W końcu była dla niego jak druga matka i to właśnie ona mu zadała pytania, na które wtedy nie potrafił odpowiedzieć, co mu dało jeszcze bardziej do myślenia. Czy był gotowy na ślub? Chyba nie. Czy widział Skye u swego boku za 50 lat? Nie był pewien. Czy był teraz szczęśliwy? Raczej nie.
Tamto spotkanie było mu potrzebne. Rozmowa ze Skye dzień przed śmiercią Helene była im potrzebna. Dowiadując się następnego poranka o jej odejściu, nie mógł odgonić od siebie myśli, że kobieta odeszła dopiero, gdy oni i Skye w końcu szczerze ze sobą porozmawiali. Jakby czekała już tylko na to. Skoro dogadał się z dziewczyną, powinien teraz przejść do kumpla. Z zasady powinno być łatwiej, ale to do niego czuł jeszcze większy zawód. Oboje go zdradzili i zranili i to wciąż go bolało. Jednak zależało mu na nich, widział w Skye żal za to jak postąpiła. Jednak Dominic? Dla niego to był podwójny cios w plecy, bo według Logana, Reyes zabawił się uczuciami Skye. Nie był głupi, widział że dla niej to nie była tylko nic nieznacząca noc. Nigdy nie powiedziała, że żałuje, że się przespała z Dominicem. Dostrzegł jej ból, gdy poprosił ją o odejście z Forward Interiors. Blondyn był dla niej kimś więcej i chyba już od dawna, a na tyle co znał swojego przyjaciela, to tamten nie należał do stałych w uczuciach, a Logan swojej byłej naprawdę źle nie życzył.
Dlatego uznał, że najwyższa pora porozmawiać i z Reyesem. Znaleźć w sobie odwagę do tego, co było cholernie trudne. Stres był widoczny gołym okiem, bo nie odzywał się za szczególnie, przytakując na ciotkę Angela. Roześmiał się nawet nieco głośniej, gdy rzucił tekstem staropanieństwie i przytaknął bez słowa głową. Jego uśmiech znikł, gdy zaczęli poruszać poważniejsze tematy - śmierci i pogrzebu. - Wiem, Skye mi o tym mówiła- bo pytałem o Ciebie dokończył w myślach nie mając odwagi wszystkiego mówiąc w pełni. - Dobrze, że nie zostałeś z tym sam- zazdrość o tą dwójkę była znacznie mniejsza, gdy już zdał sobie sprawę, że związek ze Skye nie uszczęśliwiał żadnej ze stron. Poza tym, martwił się o Dominica, więc cieszył się, że jest on zaopiekowany. Pamiętał doskonale jak blondyn przeżywał chorobę matki za pierwszym razem. - No to musiało być cholernie ciężkie spędzać dni ze świadomością, że to są jej ostatnie. Z drugiej strony mogliście się na spokojnie pożegnać. Pewnie nie jednym tego brakuje- próbował jakoś pocieszyć Dominica, ale czy były jakieś słowa, które ukoiłyby jego ból po stracie matki? Raczej takie nie istnieją.
Natomiast rozmowa o Sydney go orzeźwiła, aż w końcu podniósł głowę i spojrzał na niego z uśmiechem. - Szefem Forward Interiors? Wow! Gratulacje stary- i miał ochotę właśnie wstać i go po przyjacielsku poklepać po plecach, ale wstrzymał się i utrzymał jedynie kontakt wzrokowy. Poczuł w tym momencie dumę z dawnego przyjaciela. Skurczybyk był cholernie ambitny i wpadał w pracoholizm, więc sobie zapracował na to. - A no dobra… okej… rozumiem… - ponownie opuścił głowę po tym, gdy na nowo pojawił się temat Sydney. Dawniej by pewnie pożartowali na ten temat, spróbował go pociągnąć za język, ale teraz rozmawiając o kobietach z nim czuł się bardzo komfortowo. Może i teraz do niczego nie doszło, ale przecież znał Dominica. Blondynka wciąż się będzie kręciła wokół niego, skoro została właśnie jego szefową. Czy Logana powinno to szczególnie interesować? Nie powinno, ale jednak…. Podczas witania ludzi w kościele, dostrzegł między nim, a Skye pewien intymny przebłysk. Zauważył jak ją mocno objął, jak jeszcze nigdy wcześniej żadną kobietę. To mu dało również do myślenia. - Jak w sumie jesteśmy w tym temacie, to pewnie wiesz, że zerwaliśmy ze Skye…-rzucił pod nosem i znowu zapatrując się w zloty trunek, zastanawiał się czy chce dodać coś więcej? Po co do cholery zaczął ten temat? Chyba za bardzo go wszystko gryzie pod skórą, a przecież dawniej z Reyesem znali się jak łyse konie i mogli porozmawiać o wszystkim.
Dominic Reyes
-
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os., l. poj.czas narracjiczas przeszłypostaćautor
Obawiał się reakcji Logana na wszystko, co zamierzał mu powiedzieć. Z drugiej strony miał już dość milczenia i wolał zostawić tę rozmowę za sobą. Ostatnio zbyt wiele spraw nakładało mu się na głowę, dając powody do refleksji nad własnym życiem i zachowaniem, przez które borykał się z konsekwencjami. Nie mógł dłużej czekać w tym okrutnie przeciągającym się zawieszeniu. Musiał zacząć działać i naprawić choć jedną naglącą sprawę. Dla dobra swojego i przyjaciela.
Blondyn dostrzegał jego dyskomfort i sam źle czuł się z faktem, że przecież jeszcze do niedawna nawet nie przeszłoby im przez głowę, że kiedykolwiek spotka ich to we własnym towarzystwie. Mimo próby rozpoczęcia rozmowy bardziej trywialnym tematem, nie dało się zbagatelizować tego, do czego obaj dążyli.
Na jego przytaknięcie Dominic nieznacznie pokiwał głową. Domyślił się, że to dzięki Loganowi Skye dowiedziała się o chorobie mamy, kiedy znalazła go w palmiarni. Mężczyzna nie musiał wspominać o swoich zasługach - blondyn wiedział, że ten się martwił. Nie bez powodu tamtego wieczoru kazał dziewczynie od niego podziękować, sam nie mając odwagi do niego oddzwonić. Z tego samego powodu od tamtego czasu pozwalał też Skye na kontakt z nim, mimo że musiało go to piekielnie boleć. - Za to też chcę Ci podziękować. Zachowałem się jak pierdolony gnój, a jednak Ty nie wyszedłeś z roli przyjaciela, choć nie stałeś za tym bezpośrednio - przyznał, przełykając nagłą gulę w gardle, którą zaraz postanowił przepić. Świadomie zacytował słowa, jakimi określił go Logan na przywitanie. Połączonym z mocnym sierpowym, które całkowicie wytrąciło go z równowagi. Następne jego słowa sprawiły, że westchnął ciężko i zagryzł wargę. - Pewnie masz rację, jednak… chyba nigdy tak do końca nie da się na to w pełni przygotować. - Dominic mógłby mieć więcej czasu, gdyby tylko dowiedział się o nawrocie wcześniej. Mnóstwo czasu, które mógłby poświęcić jej, zamiast odpierdalać we własnym życiu. Musiał jednak się z tym pogodzić, że w ostatnich dniach życia mamy dał jej od siebie tyle, ile mógł.
Widok uśmiechu na twarzy przyjaciela, a nawet ślad dumy, wywołał w nim pewną ulgę. I cichą nadzieję, że może mieli jeszcze szansę odbudować ich relację? - Dzięki - uśmiechnął się nieco szerzej. Logana traktował jak brata, z którym zawsze dzielił się wszystkimi nowinami. A teraz stał się pierwszym, który dowiedział się o awansie i jego wsparcie wiele dla niego znaczyło.
Połączenie tematu Sydney i Skye w pierwszej chwili nieco zaskoczyło Dominica, ale sekundę później zrozumiał, co Logana do tego naprowadziło. Tylko się przyjaźnimy. Ze Skye też tak uważał. Mimowolnie zagryzł policzek, zbierając się w sobie na najgorsze. — Logan…przykro mi, że do tego doszło. Wiem, że częściowo to ja jestem temu winny. - Na dosłownie chwilę zatrzymał się, zanim nabrał powietrza w płuca i na niego spojrzał. - Strasznie Cię przepraszam za to, co zrobiłem. Zachowałem się jak najgorszy kutas i należał mi się znacznie większy wpierdol. Dziwię się, że nie powiedziałeś o tym chłopakom, wtedy byłbym kompletnie skończony. - Skrzywił się, przypominając sobie tamtą chwilę. Niepotrzebnie wtedy kontratakował, mógł pozwolić mu na ten wpierdol. Pozostali nie potraktowaliby go tak łagodnie. Przez nadwyrężenie zaufania zostałby wyniesiony całkiem poza margines. Albo zamiast jednego pogrzebu, dziś byłyby dwa.
Skye Murray
Łoś Superktoś
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjiczas narracjipostaćautor
Wiedział jednak, że ani trochę nie odpowiadało mu to jak wyglądało teraz jego życie. Chociaż był zadowolony z tego, że potrafili ze Skye się dogadać pomimo tego wszystkiego. Może też dlatego, że uważał, że została po części wykorzystana przez jego kumpla. Doceniał też to, że od razu mu o wszystkim powiedziała i potem wybierała za każdym razem już jego. Aż nadeszła choroba Helene i to im obojgu otworzyło oczy na pewne kwestie.
- Myślę, że nawet jakbym próbował jej czegokolwiek zabronić, to i tak by Was wsparła w tym czasie- a już tym bardziej przy organizacji pogrzebu, skoro już nie byli wtedy razem. Teraz to dostrzegał jak bardzo Dominic stał się ważny dla Skye. W dodatku gdyby nie ona, on sam by schował dumę do kieszeni i pomógł Reyesowi. Wiedząc jednak, że ma wsparcie, łatwiej było mu go unikać. Chociaż mając wciąż w pamięci okres pierwszego zachorowania , martwił się o blondyna.- Mając oboje rodziców, po części wiem o co chodzi, ale tak naprawdę pewnie nie mam zielonego pojęcia- pokręcił głową bardziej sam do siebie, jakby chciał odgonić myśli o stracie bliskich. Nie wyobrażał sobie, żeby kogoś z nich mogło zabraknąć w jego życiu już na zawsze.
Nawet takiego Dominica, który zranił go niemiłosiernie. Wiedział, że to była wina ich całej trójki. Logana oczywiście najmniejsza, ale też się przyczynił po części nie doceniając Skye i zawalając na każdym kroku w ostatnim czasie. Zdawał sobie też sprawę, że Skye nie była bez winy i nie została do niczego zmuszona, ale w tej całej sytuacji najbardziej bolało go zachowanie Reyesa. To on był jego rodziną od lat. Jemu ufał bezgranicznie. Wierzył w każde jego słowo.
- Należał Ci się, zdecydowanie- przytaknął czując jak nagle jego serce przyspiesza. Strach przed rozmową zaczynał zanikać, a jego miejsce zajmowało wkurwienie. Zaczął niespokojnie obracać kieliszek w dłoni, wciąż wpatrując się w jego zawartość. - Stary, kurwa, nie rusza się dziewczyny kumpla. Po prostu nie i koniec- dodał po chwili i przechylił całą zawartość na raz. - Nie było się czym chwalić przed chłopakami- rzucił jeszcze chłodno zanim wstał, aby dolać sobie alkoholu. Ten temat nie był dla niego komfortowy pod wieloma względami. Jednym z nich było uczucie poniżenia, które aż paliło w klatce piersiowej. Gdy uzupełnił zapas whisky w szkle, wrócił na miejsce.- Możesz mieć każdą inną Nicky. Kurwa, każda na Ciebie leci. Czemu więc musiałeś wtedy wrócić do domu z moją dziewczyną?- upił w końcu kolejny większy łyk i dopiero wtedy spojrzał na przyjaciela. Dawnego przyjaciela. W jego oczach paliła się złość, ale także żal i zawód. Jak mogli mu to zrobić? Jak on mógł wybrać właśnie tą jedną jedyną, która powinna być nietykalna?
Dominic Reyes
-
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os., l. poj.czas narracjiczas przeszłypostaćautor
Z każdym kolejnym słowem ton głosu Haynesa ulegał zmianie, czego nie dało się nie wychwycić. Z coraz większym niepokojem Reyes przyglądał się jego nerwowym ruchom, odruchowo krzywiąc się na jego słowa o ruszaniu dziewczyny kumpla. Wtedy sam przeniósł spojrzenie na trzymaną w dłoni szklankę z bursztynową cieczą. - Wiem, że spierdoliłem po całości. Nie liczę na wybaczenie, bo było to po prostu kurewsko nierozsądne - pokręcił głową ze skruchą. A jednak do tego doszło. Nie potrafił o tym zapomnieć. Ba, nie potrafił żałować, że przespał się ze Skye. Żałował jedynie, że Logan i ich przyjaźń musiała na tym tak ucierpieć. Czy zaprzepaszczenie wieloletniej znajomości z nim było tego warte? Nigdy nie przypuszczał, że poróżni ich kobieta, ale akurat ona była wyjątkowa. Obaj dobrze to wiedzieli.
Gdy Logan wrócił na swoje miejsce i zadał pytanie, które musiało w końcu paść, blondyn mimowolnie zaczął odczuwać coraz większe spięcie. - Nie chcę żadnej innej - rzucił szybko, zanim przemyślał swoje słowa, a zdając sobie sprawę, co powiedział, westchnął ciężko, żeby uspokoić nerwy. - Kiedy mówiłem Ci, że masz zajebiste szczęście, że ją masz, mówiłem poważnie i wkurwiało mnie, że tego nie doceniasz. Bo ona zasługuje na wszystko - zacisnął na chwilę szczęki. To też mu tłumaczył, ale on go wtedy nie słuchał. Postanowił spróbować inaczej. - Ty wiesz najlepiej, że nigdy aż tak nie przyjaźniłem się z żadną kobietą. Poza tym pracujemy razem. - Dzielili ze sobą zbyt wiele wspólnej przestrzeni. Nie dało się temu zapobiec. - Starałem się traktować ją jak każdą Twoją pannę. Ale ona jest inna od wszystkich kobiet, które poznałem. Jest wyjątkowa, o czym sam przecież dobrze wiesz. Jest piekielnie inteligentna i bystra, a przy tym troskliwa i wrażliwa... - Ton jego głosu na samą myśl o niej złagodniał. Mógłby wymienić całą listę rzeczy, które w niej cenił, ale zdał sobie sprawę, że Logan doskonale zdawał sobie z nich sprawę. Pochylił się do przodu, by oprzeć łokcie o kolana i wbić spojrzenie w swoją szklankę. - Zależy mi na niej. Nigdy nie chciałem stanąć między Wami. Nigdy bym Ci tego nie zrobił, gdybym… - urwał, czując w gardle rosnącą gulę i przymknął oczy w obawie przed wypowiedzeniem tych słów na głos. Mimo dudniącego w uszach serca, zaraz spojrzał na mężczyznę. ... gdybym się w niej nie zakochał - dokończył. Czy w ogóle mógł mieć nadzieję na to, że go zrozumie? Zakochał się. Pierwszy raz tak naprawdę-naprawdę.
Skye Murray Łoś Superktoś
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjiczas narracjipostaćautor
Dostając telefon od mamy o karetce pewnej zimnej nocy, nie mógł nie sprawdzić co u Dominica i Helene. Samemu nie miał odwagi tego zrobić, więc wykorzystał w tym celu trochę Skye. Wiedział też, że może i wybrała jego, ale Reyes nie był jej obojętny. Nie mógłby jej już więcej zabronić kontaktu z nim, bo wiedział, że blondyn potrzebował kogoś, kto się nim zajmie, gdy on będzie skupiony na mamie.
Czy to oznaczało, że już mu wybaczył ? Skoro potrafił schować dumę do kieszeni, pozwolić swojej dziewczynie, która go z nim zdradziła się z nim spotykać i rozmawiać, a do tego martwić się o niego. Może faktycznie to, co było między nim, a Skye już od dawna, sprawiło, że łatwiej było wybaczyć zdradę Reyesowi . Nie był jednak tego pewien, więc tą część przemilczał.
- Nierozsądne to za mało powiedziane- prychnął cicho z pogardą zatapiając usta w alkoholu, bo on miał na to znacznie gorsze i mocniejsze epitety. Słuchał jednak tego wywodu Dominica obserwując uważnie jego profil , by wychwycić pewne niuanse w zachowaniu. Nie dało się nie usłyszeć, że gdy mówił j Skye to znacznie złagodniał całym swoim ciałem - ramiona opadły, szczęka się rozluźniała, a głos stał się miękki. Nagle Logan się zestresował, jakby przeczuwał co zaraz nastanie.
- Że co kurwa?!- aż się wyprostował i spojrzał zaskoczona na Dominica.
- Ale Nicky, przecież Ty się nigdy nie zakochujesz- nigdy, przenigdy nie powiedział mu tego, ale w ich paczce znajomych uchodził za takiego od dawien dawna. Przetarł twarz wolną dłonią i wypuścił powietrze z płuc, aby jakoś ochłonąć, ale to były zbyt duże rewelacje żeby tak o olać. - Myślałem, że jak zwykle chciałeś się tylko zabawić i akurat Skye była w klubie, więc wykorzystałeś okazję- jego spojrzenie było nawet pełne pytań i jeszcze ten niedowierzenia. - Zawsze korzystałeś tylko z okazji, kurwa- doprecyzował kręcą głową i wypijając już do końca swoje whisky. Potrzebował się napić, tego było dużo za dużo. Wstał po butelkę i wlał sobie, ale zaraz spojrzał na Dominica. Podszedł bez słów i po prostu mu dolał alkoholu do szklanki, następnie usiadł na poprzednim fotelu zostawiając butelkę między nimi na stoliczku.
- Czemu nie powiedziałeś mi o tym wcześniej?- kolejne pytanie z tak wielu, które kłębiły się teraz w jego głowie, a alkohol pozwalał mu grzecznie się odprężyć.
Dominic Reyes
-
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os., l. poj.czas narracjiczas przeszłypostaćautor
Wiedział, że zaskoczy Logana. Nie dało się z taką informacją przejść do porządku dziennego, jakby to nie było nic takiego. Bo było. Przyjaźnili się od zawsze, więc Haynes był świadkiem niemal wszystkich podbojów Dominica. Dokładnie poznał sposób jego postępowania, bo blondyn wcale się z tym nie krył - wystarczyło jego uważne spojrzenie, kilka komplementów i ten specyficzny uśmiech, dzięki któremu zdobywał, co chciał. Często wcale nie musiał się starać, bo płeć piękna sama potrafiła się wokół niego zakręcić. A on nie potrafił odmawiać. Zainteresowanie każdą z kobiet, z którymi poszedł do łóżka, prędzej czy później mijało, zwłaszcza, gdy wyczuwał, że niezobowiązująca przygoda zaczynała przeistaczać się w coś poważniejszego i rosły wobec niego pewne oczekiwania, których nie miał najmniejszej ochoty spełniać.
Szok wymalowany na twarzy Logana potwierdził jego przypuszczenia. A następne jego słowa całkowicie zgadzały się z dotychczasowym prowadzeniem się Dominica. Trafił w punkt. Przecież uczucia Reyesa do Skye zupełnie do niego nie pasowały, prawda? Mimo to zaczynał zyskiwać pewność, że to było to. - Mnie to mówisz? To zawsze była tylko zabawa. Nic nie znaczące przygody i zimne skurwielstwo. - Jednym haustem opróżnił swoją szklankę do końca, po czym podniósł ją, by Logan mu dolał. Był więcej niż świadom swojej reputacji. Nawet, jeśli zdarzało mu się utrzymywać jakąś relację przez kilka miesięcy, nigdy nie potrafił otworzyć się na tyle, by później tego żałować. W drugą stronę też wolał tego unikać, bo nie potrzebował obarczać się czyimiś problemami. - Ale teraz jest inaczej. Przestały mnie bawić te gierki. I wiesz, co Ci powiem? To Syd otworzyła mi oczy. Gdy Wy świętowaliście, poleciałem z nią do Montrealu. Chciałem zapomnieć o Skye, w czym z rozkoszą by mi pomogła, ale… nie potrafiłem. - Pokręcił głową. Z perspektywy przyjaciela musiało wyglądać to na jakieś przerażające choróbsko, bo Sydney należała do naprawdę pięknych i niebezpiecznie seksownych kobiet, którym nie dało się oprzeć. Gdy teraz myślał o wszystkich okazjach, których nie wykorzystał po nocy spędzonej z ciemnowłosą, rzeczywiście mógł być chory. Chory z miłości. Kolejny spory łyk zalał jego gardło, po chwili prowadząc do przyjemnego odprężenia. Czuł się coraz lżej z faktem, że w końcu mógł z Loganem otwarcie porozmawiać.
— Bo sam, kurwa, długo nie byłem tego świadomy. Myślałem, że mam nad tym kontrolę. Że może to po prostu kolejna fanaberia. - Jego twarz znów mimowolnie wykrzywił grymas. Łudził się, że pożądanie względem kobiety jego przyjaciela to tylko nic nie znacząca fascynacja. Podejmował się gry i sprawdzał granice, nie zdając sobie sprawy, jak działało to na Skye. Nią też się bawił. Był debilem. - Myliłem się. A potem się zaręczyliście, więc jakie to miało znaczenie? - Wzruszył ramieniem i znów przytknął szkło do warg. Gotów był usunąć się w cień, jeśli to miało pomóc im w osiągnięciu szczęścia. Tak się jednak nie stało.
— Czemu właściwie się rozstaliście? - zapytał, nieco ściągając brwi. Nie zadał tego pytania Skye. Właściwie w ogóle o tym nie rozmawiali, bo w tamtej chwili tak było łatwiej, a później zajmowali się przygotowaniami do pogrzebu. Teraz jednak nie mógł oprzeć się ciekawości, która zżerała go od środka. Poza tym, chciał poznać stronę Logana. Wbrew pozorom nadal mu na nim zależało.
Skye Murray Łoś Superktoś