Gdzie: Biuro
Opis:
Gdy w dłoni zawibrował mu telefon, na moment mocniej zacisnął na nim palce. Czuł, że nie powinien jej przeszkadzać. Poza tym kolejny sms przypomniał mu, że oczekiwano go w innym miejscu i powinien się pospieszyć. Mimo to, kiedy brunetka niemal podskoczyła wystraszona na swoim fotelu i podniosła na niego spojrzenie, obdarzył ją pełnym uśmiechem.
— Hej, Piękna — odezwał się w swoim zwyczaju i podszedł bliżej. [...]
- Dlatego teraz mówię jako przyjaciel: wykonałaś już kawał dobrej roboty, więc zatrzymaj się na dziś. Oderwij myśli od projektu i zrelaksuj się, a jutro tu wrócisz i spojrzysz na niego ze świeżym podejściem. - Mówiąc to, patrzył jej w oczy, delikatnie połyskujące w świetle lampki biurkowej. W tym samym czasie muskał kciukiem wierzch jej dłoni. Miał nadzieję, że brzmiał wystarczająco przekonująco, by Skye dziś odpuściła.
Tym razem znalazł się jeszcze bliżej niej, dzięki czemu udało mu się wyczuć znajomy zapach perfum. Jej magnetyczne spojrzenie, dotyk delikatnej skóry dłoni i bijące od niej ciepło sprawiały, że serce załomotało mu jak szalone i z trudem panował nad własnym oddechem. Nie planował tej chwili, znów działał instynktownie, chcąc jej po prostu pomóc. Tymczasem podświadomie stawał się masochistą.
Gdzie: Palmiarnia, Allan Gardens
Opis: Nie pomylił się - spojrzenie pełne zachwytu i błyszczące z wrażenia błękitne tęczówki przyniosły mu ulgę i ogromną satysfakcję. Wisienką na torcie stał się jej szczęśliwy uśmiech, gdy na chwilę oderwała wzrok od roślinności wokół. To właśnie pragnął uzyskać. Odwzajemnił go, uśmiechając się niemal całym sobą.
Gdzie: Klub
Opis: Jej gorący oddech, zapach, bliskość i alkohol mąciły mu w głowie. W dodatku jej jawne droczenie się z nim coraz trudniej było mu znieść. Pragnął znacznie więcej. Pragnął jej, całej, dla siebie. Przyciągnął ją tak, że między nimi nie pozostawała już żadna przestrzeń i patrząc jej w oczy, uniósł jej ręce, pokazując, by otoczyła nimi jego kark. Lód, po którym stąpał, zaczął się pod nim roztapiać, ale to mu nie przeszkodziło przenieść spojrzeniem w kierunku jej ust - wyraźnie zaznaczonych krwistą jak jej sukienka pomadką, tak ponętnych, że trudno było im się oprzeć. W tej jednej chwili zapomniał o tym, gdzie byli i że było to skandaliczne, jak ujęła to Ariana. Piosenkarka miała w sobie zdecydowanie więcej rozumu, niż on. - Jesteś niebezpieczna - westchnął i uśmiechnął się nieco. Niesamowicie go kusiła, ale on sam podjął tę grę, w której zaczął się plątać.
Gdzie: Mieszkanie Dominica
Opis: Kiedy tak stali wtuleni w siebie, odnosił wrażenie, że posiadł już wszystko, czego do tej pory mu brakowało. Jej podświadomość przywołała jej jak najbardziej odpowiednie skojarzenia - była skarbem w najczystszej postaci, którego za nic nie chciał stracić. Stojąc przy niej, poprzysiągł sobie napawać się tym szczęściem tak długo, jak tylko mógł. Dopóki wystarczy mu sił. Dopóki nie nastanie świt.
Gdzie: Mieszkanie Dominica
Opis: Męski głos, przesiąknięty wściekłością i żalem odbił się złowrogo od ścian korytarza tuż po otwarciu drzwi wejściowych. W tej samej chwili na twarzy Dominica wylądował prawy sierpowy. Mężczyzna zatoczył się, sycząc z bólu i czując spływającą mu z nosa krew. Zanim zdążył jakkolwiek zareagować, dostał jeszcze w brzuch, pod wpływem czego zgiął się wpół z głośnym jękiem. Wiedział, że Josh prędzej czy później do niego przyjdzie, ale nie spodziewał się go tak szybko. Rosnący ból na chwilę go zamroczył, ale dosłyszał jego pytanie. - Nie planowałem tego. To się po prostu… stało - syknął zgodnie z prawdą, choć była to marna wymówka. W tej chwili nie silił się, żeby mu oddać, bo doskonale zdawał sobie sprawę, że mu się należało. Ale Josh też nie był bez winy. - Ty też jesteś fiutem, że zapomniałeś, jak wyjątkową masz dziewczynę. Tyle razy ci mówiłem, że ona cię potrzebuje, a ty i tak ją olewałeś. Jak można być takim debilem? - Wyprostował się, próbując ustabilizować oddech i zacisnął dłonie w pięści, czując wzbierającą w nim złość.
Gdzie: Biuro, Forward Interiors
Opis: Widok Skye w biurze był dla niego nieoczekiwany. Po dwóch tygodniach nieobecności nie był pewien, czy jeszcze kiedykolwiek tutaj zajrzy, a jednak znów się pojawiła. Niestety, już z daleka wyczuwał, że trzymała się na dystans, aż wydawało mu się, że stała się jeszcze bardziej niedostępna, niż do tej pory. Miał przemożną chęć zagajenia jej choć przez chwilę, ale musiał uszanować jej przestrzeń. Skoro tego właśnie pragnęła… [...]
— I jak, przemyślałeś moją propozycję? - usłyszał pytanie, kiedy usiadł we własnym fotelu.
— Bardzo hojną propozycję - poprawił ją z nieco zawadiackim uśmiechem. - Dwa dni to trochę mało, żeby podjąć tak ważną decyzję, Syd - pokręcił głową z wahaniem. [...]
Szczęk otwieranych drzwi wyrwał go z zamyślenia. A widząc, kto się w nich pojawił, a właściwie wparował jak huragan, zerwał się na nogi, a serce zabiło mu jak oszalałe. Nie ruszył się jednak z miejsca, czekając w zawieszeniu na ruch Skye. Słysząc jej słowa, drgnęła mu brew. Mógł się tego spodziewać, ale i tak go zabolało. Przełknął ślinę, starając się to przetrawić i nie dać po sobie niczego poznać.
Gdzie: Palmiarnia, Allan Gardens
Opis: Ten weekend go wykończył i cieszył się, że mógł wrócić do własnego łóżka. Po drugiej w nocy obudził go jednak telefon. Wyrwany ze snu, przekręcił się na swoim łóżku i zaspany sięgnął po komórkę, ale ujrzawszy nazwę kontaktu, gwałtownie się poderwał.
— Tato, co się stało? - zapytał z rosnącym niepokojem.
— Chodzi o mamę, jesteśmy w szpitalu. - Serce załomotało mu jak oszalałe, a żołądek podskoczył mu do gardła.[...]
Nie oczekiwał, że rzeczywiście się tu pojawi. Kiedy cichy stukot butów ucichł, myślał, że to tylko część jego wyobraźni, ale usłyszawszy szelest, otworzył oczy, przez chwilę zastanawiając się, czy przez zmęczenie, głód i tęsknotę naprawdę nie popadł w obłęd. Dotyk jej palców splatających się między jego własne sprawił, że przestawało mieć dla niego znaczenie, czy wyobraźnia płatała mu figle, czy też Skye naprawdę tu była. Momentalnie zacisnął ich dłonie i cicho odetchnął, czując upragniony przypływ spokoju.
Gdzie: Dom rodzinny Reyesów
Opis: Najtrudniej było mu wieczorami, kiedy leżąc samotnie w łóżku, spływały na niego wszystkie tłumione w ciągu dnia emocje i myśli. Skye nie zdawała sobie sprawy, jak wiele pociechy sprawiały mu wtedy jej smsy. Jej troska dawała mu ukojenie i uśmiech, mimo że nie potrafił w odpowiedzi zwrotnej użyć więcej, niż kilku zdawkowych słów. Niemniej, wywiązywała się ze swojej obietnicy i czuł jej obecność, choć nie fizycznie.
Kiedy ciemnowłosa w końcu pojawiła się w jego drzwiach, uśmiechnął się do niej ciepło i jakoś od razu zrobiło mu się lepiej.
Gdzie: TEXT
Opis: TEXT