-
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os., l. poj.czas narracjiczas przeszłypostaćautor
Od tamtej pory mężczyzna nie potrafił więcej oszukiwać siebie, że to zwykła fascynacja, a fasada beztroskiego bawidamka powoli zaczynała się sypać, przez co niektórzy zaczynali widzieć więcej i snuć domysły, co też mogło się wydarzyć. Z pewnością więcej widział Anthony, obserwując go ze Skye w ciągu ostatnich dni. Dominic po czasie zdał sobie sprawę, że Helene również była świadkiem zachodzących w nim zmian. Niestety, nie dane jej było przekonać się, do czego to prowadziło, ale miała rację - jego życie nie musiało składać się wyłącznie z pracy i przelotnych znajomości.
Złośliwy ton Logana nie zdziwił go. Co więcej, był jak najbardziej słuszny.
— Kurwa, Logan, naprawdę wolałem zmienić pracę i wyjechać, niż ponownie stanąć między Wami. - Albo patrzeć, jak razem układają sobie życie. - Syd wyciągnęła mnie do Montrealu oglądać moje przyszłe miejsce pracy. Miałem przyjąć tę propozycję, złożyć wypowiedzenie w Forward i się spakować, ale zaraz po powrocie mama wylądowała w szpitalu… - I znowu wszystko się pokomplikowało. Kolejny łyk whisky stłumił powracające do niego bolesne wspomnienia. Nie popełniłby po raz kolejny błędu, jakim było wtrącenie się w związek, który miał być ich spełnieniem marzeń. A skoro ich zaręczyny nastąpiły tak szybko i urwał mu się kontakt z ich obojgiem, logicznym się wydawało, że oboje tego pragnęli. Nie widział w tym wszystkim miejsca dla siebie. Musiał w końcu odpuścić. Cholera, nawet ostatnio nie chciał przekroczyć tej magicznej linii ze Skye w obawie przed konsekwencjami. Aż nie wyznała, że się rozstali.
Z uwagą przysłuchiwał się słowom Haynesa, próbując sobie to wszystko ułożyć w głowie. Nagle wszystkie jego przekonania i obawy względem ich zaręczyn legły w gruzach, bo okazywało się, że ich pragnienia wcale się ze sobą nie pokrywały. Że na szczęście nie stanowił głównego powodu, dla którego się rozstali, choć nie wątpił, że częściowo na to wpłynął. Że oboje w końcu zrozumieli, że wzajemnie się unieszczęśliwiali. Osobiście doskonale rozumiał, że z miłości do drugiej osoby czasem jedynym słusznym wyjściem pozostawało odejść. - Dobrze, że doszliście do porozumienia teraz, a nie po ślubie albo po piątej rocznicy - skwitował, starając się zachować neutralność. Bynajmniej żadnemu z nich nie życzył źle, ale bez względu na swoje doświadczenie w relacjach romantycznych, też nie chciałby się pakować w coś, co nie miało przyszłości. Dlatego nigdy wcześniej nie próbował. Mimowolnie pomyślał o Skye. Czy z nią widział przyszłość? Na pewno nie wyobrażał sobie być teraz z nikim innym. Czy chciałby się sprawdzić jako jej chłopak? Przecież do tej pory znał siebie tylko w roli przyjaciela i kochanka. Czy dało się to połączyć i stworzyć coś, co zatrzyma ją przy nim na dłużej? Czy spełni jej oczekiwania choć po części? Nie był święty. Zranił już wiele kobiet. Jej nie chciał tego zrobić. - Wiesz, zawsze zastanawiało mnie, co ludzie widzieli w małżeństwie i czemu z wiekiem zaczynają odczuwać na nie presję. A Ty odkąd skończyliśmy liceum, cały czas jesteś w jakichś związkach. Przecież nie musisz się jeszcze do niczego zobowiązywać. Wiek to tylko liczba. W zamian za to powinieneś użyć trochę życia i przekonać się, czego tak naprawdę od niego chcesz. Stary, choć raz nie kieruj się rozsądkiem, popłyń z prądem i zobacz, do czego Cię to doprowadzi. A nuż odnajdziesz w tym swoją drogę? - Uniósł wyżej brew, starając się mówić do rzeczy, bo krążący w jego żyłach alkohol zaczynał wprowadzać go w coraz luźniejszy stan. Fakt był taki, że Logan zawsze był tym prawilniejszym chłopakiem, od którego bił rozsądek i bezpieczeństwo, któremu ulegały kobiety poszukujące stałości. Chyba nigdy nie zdarzyło mu się zaszaleć tak, jak Dominicowi. Może nadszedł czas to zmienić? Przydałoby mu się wprowadzić do życia nieco szaleństwa. Chciałby go zobaczyć z kimś, kto będzie miał na niego dobry wpływ i jednocześnie będzie dla niego wyzwaniem, dla którego warto się starać.
Następne pytanie wyrwało go z zamyślenia, dlatego kilka sekund mu zajęło, zanim zrozumiał, o co właściwie Logan pytał. A wtedy się zawahał, co Haynes musiał wyczuć, bo poprawił się w fotelu i spojrzał na niego z rosnącym oczekiwaniem. Sam pod wpływem wbijającego się w niego wzroku kumpla wyprostował się, bo nagle zrobiło mu się niewygodnie. - Nie było kiedy. Dopiero się rozstaliście, a Helene odeszła. Nie nadszedł jeszcze właściwy moment - wyjaśnił, obawiając się krytyki Haynesa. Wiedział, że musiało to nastąpić. Na pewno, gdy wszystko się uspokoi. Poza tym, nieznacznie liczył na jego aprobatę, choć było to głupie i niestosowne pod wieloma względami. Przez ten alkohol chyba przestawał już logicznie myśleć.
Skye Murray Łoś Superktoś
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjiczas narracjipostaćautor
Dlatego słysząc, że przyjaciel był gotowy wyjechać stąd, byleby nie stawać pomiędzy nim, a Skye - wierzył mu. Może ktoś inny nazwałby go głupim i szaleńcem, ale Logan wierzył, że był on do tego zdolny i zrobiło mu się nieco lepiej, że to wszystko nie było takie płytkie jak sądził ostatnio.
- Nie jestem pewien czy w ogóle do ślubu by doszło- przyznał się patrząc Dominicowi prosto w oczy. To był też jeden z tematów, który poruszyli ze Skye w noc zerwania. - Gdy się jej oświadczyłem, poczułem się trochę tak jakbym to zrobił tylko po to, żeby ją zatrzymać. Jakby same zaręczyny miały sprawić, że wszystkie problemy odejdą w niepamięć, więc ani razu nie poruszyliśmy kwestii ślubu. Był pierścionek i nic więcej- co, kiedy, jak. Chyba żadne z nas tego nie czuło- doprecyzował licząc na to, że zostanie dobrze zrozumiany. Nie chciał się mścić na dziewczynie, nie robił jej na złość. Prawda była jednak taka, że mieli oni problemy już przed zaręczynami i po trochu oboje liczyli, że pierścionek coś zmieni. Czuł się trochę tak jak te małżeństwa, które decydują się na dziecko jako plaster na ich związek. Logan posiadając rodzeństwo, wiedział że to było bardzo zgubne założenie.
Słuchał uważnie rad Dominica opierając się w końcu w fotelu i rozsiadając się wygodnie. Uciekł nawet wzrokiem w bliżej nieokreślony punkt, zastanawiając się nad tymi słowami. Może faktycznie coś w tym było? Zawsze był w jakimś związku - mniej lub bardziej niezobowiązującym, ale nie miał takiego dłuższego okresu, gdy mógł po prostu odpalić wrotki i zaszaleć. Jak chciał dłużej posiedzieć z kumplami albo z nimi spędzić weekend, to dziewczyny nigdy nie potrafiły tego zrozumieć i musiał wybierać między jednym, a drugim. A gdzie w tym wszystkim był on sam? - A podobno byłem głupi i ślepy, a nie dojrzały i rozsądny- prychnął i się roześmiał nawiązując do słów Dominica podczas bójki o Skye. Alkohol przyjemnie szumiał już w głowie, a rozmowa z przyjacielem podziałała odprężająco pozwalając przypomnieć sobie dawne czasy, gdy rozmawiali o wszystkim. Nagle się poczuł jakby tematem ich rozmowy nie była Skye - jego była narzeczona, która zdradziła go z tym oto mężczyzną siedzącym obok niego. Może czas, który minął pozwolił mu odetchnąć i spojrzeć na to z dystansu? A może między nimi była prawdziwa braterska miłość, która przetrwa wszystko? Cokolwiek to było, Logan aż zmarszczył czoło słysząc rewelację kumpla. Upił łyk whisky i odstawił szklankę obkręcając się bardziej w fotelu, aby być zwróconym wprost do rozmówcy. - Kurwa Nicky… ona powinna się o tym dowiedzieć. Skoro ja myślałem, że to była dla Ciebie zabawa, to co ona musi mieć w głowie? Kobiety mają naprawdę szalone pomysły- pokręcił głową z lekkim przerażeniem, bo przecież umawiał się z wieloma i scenariusze, które one tworzyły w głowie, gdy nie odbierał telefonu były bardziej niż szalone. W dodatku on znał Dominica znacznie dłużej niż tylko rok. Wiedział o nim więcej niż pewnie Skye, która się napatrzyła i nasłuchała od innych o jego podbojach. W tym momencie nie postrzegał już Reyesa i Murray jako dwójki osób, które kochał i które go zraniły. Widział w nich ludzi, których kochał i którym życzył jak najlepiej.
Dominic Reyes
-
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os., l. poj.czas narracjiczas przeszłypostaćautor
— Wcale Ci się nie dziwię, jest warta każdego zachodu. Ale jak to mówią, do tańca trzeba dwojga? - nieco się skrzywił, bo ślub był zbyt poważną sprawą, żeby można było bagatelizować ten temat albo zdusić w sobie obawy przed nim. Nawet on to wiedział, pewnie przez wzgląd na to, że do tej pory unikał tych tematów jak ognia. Zwłaszcza, kiedy chłopaki złośliwie się z niego nabijali. Albo kiedy rodzice wspominali coś o ustatkowaniu się. Wtedy w ogóle tego nie czuł, a właściwie wzdrygał się na samą myśl, że poważny związek mógłby wprowadzić w jego życie tyle niepotrzebnych ograniczeń. A teraz? Sam siebie ograniczał do myślenia wyłącznie o Skye. Czy to był krok ku spełnieniu jej marzeń? Czy małżeństwo z nią był również jego marzeniem?
— Ej, ale kto powiedział, że jesteś dojrzały? - zaśmiał się głośno w odpowiedzi, zapominając o tym, że może w sumie mu nie wypadało? Bo nie przypominał sobie, żeby tak go kiedykolwiek określił. Musiał przyznać, że Logan rozsądny był, kiedy kierował się przekonaniem, że związki należało traktować poważnie i nie bawić się kobietami tak, jak do niedawna robił to Dominic, za co wielokrotnie zostawał przez niego karcony. Ale w momencie, gdy mijało zakochanie i nadchodziła codzienność, Logan wracał do swoich nawyków, które już mijały się z oczekiwaniami ze strony płci żeńskiej. A gdy jeszcze przy tym zamiatał problemy pod dywan? To musiało się wiązać z rozczarowaniem. Tylko podczas jednej relacji Dominic zaczął osądzać jego zachowanie, ale miał ku temu ważny powód - chodziło o Skye. A on nie miał serca patrzeć wciąż na to, jak siebie nawzajem krzywdzili. Jednak było to nic w porównaniu z tym, co zrobił Reyes.
Trafna uwaga Haynesa sprawiła, że westchnął ciężko, po czym upił kolejny łyk whisky. Miał totalną rację. Zbyt długo ją zwodził gestami, po których się wycofywał. Co prawda, nie potrafił wpłynąć na magnetyzm ich ciał i rosnące pożądanie, kiedy zostawali sami, ale przez pryzmat jego doświadczenia z kobietami mogło to wyglądać u niego na czystą zabawę, fascynację, która w pewnym momencie dobiegnie końca. Poddawała się jej, ale czy przy tym podświadomie nie czuła się wykorzystywana? Musiał to wszystko wyjaśnić. Tak, jak dziś porozmawiać z Loganem. - Mogę się jedynie domyślać - przyznał w końcu, nadal trochę zamyślony. - Nie chcę jej zawieść. - Przygryzł wargę z ewidentnym zmartwieniem. Prędzej czy później zawsze to następowało. Zawsze coś zjebał, świadomie lub mniej. A co, jeśli dopadną go te same obawy, co Logana? W pewnym momencie zacznie się dusić w związku i zacznie szukać większej przestrzeni? Na samą myśl aż robiło mu się niedobrze.
Ciche pukanie przerwało jego rozmyślania. Momentalnie wyprostował się w fotelu i odchrząknął, żeby jako tako przywołać się do porządku i jednym: - Proszę - zaprosić kolejną osobę do środka. Na widok Skye uśmiechnął się subtelnie, a cichy głosik w jego głowie podpowiedział mu jedno: cokolwiek miało się między nimi dziać, na razie potrzebował jej i nie widział nikogo oprócz niej. Co będzie dalej? Nie miało to teraz żadnego znaczenia.
Łoś Superktoś Skye Murray
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jednak między nią, a Dominicem wciąż pozostawało wiele pytań. Mężczyzna był jednym z powodów, dlaczego Skye zerwała z Loganem, ponieważ wiedziała, że gdyby naprawdę była szczęśliwa i zakochana, to nie spojrzałaby na nikogo innego poza Haynesem. Jednak nie rozstała się z narzeczonym dla Dominica. Zrobiła to dla siebie, aby móc przemyśleć swoje życie, wartości którymi się w nim kieruje i czego tak naprawdę chce w życiu. Oprócz tego wszystkiego, pozostawała też część związana z Reyesem, która stała pod znakiem zapytania, ponieważ nie miała pojęcia, co się dzieje w jego głowie. Tak, wyznał jej miłość, ale… czy aby na pewno? W tamtym momencie słysząc te dwa słowa nie wiedziała jak zareagować, bo Dominic raczej nie wyglądał, jakby był ich świadom. W nocy go nie ciągnęła już za język, skoro od razu zaczął chrapać, a przez kolejne dni oboje mieli ważniejsze sprawy do załatwienia związane z pogrzebem. Dlatego Skye nie poruszała tego tematu, a najchętniej chciałaby zapomnieć o tamtym wyznaniu, ponieważ bała się narobić sobie niepotrzebnych nadziei. Już raz z Loganem sobie ich narobiła, a potem przeżyli wiele kłótni nie mogąc złapać wspólnego języka. Z Dominicem się przyjaźniła i ceniła tą relację. Teraz mogli wciąż ją kontynuować, skoro rozstała się z partnerem.
Miała zbyt dużo pytań w swojej głowie, żeby teraz się nimi zajmować. Wiedziała jednak jedno - zależało jej na Dominicu i to bardzo. Na tyle, że wzięła w pracy wolne, aby być przy nim i jego ojcu nie zostawiając ich samych z organizacją wszystkiego. Wydawało się jej to wręcz naturalne, bo jak mogłaby siedzieć i nic nie robić, zostawiając go samego ze wszystkim? Najchętniej zostawałaby też u niego na noc, aby upewnić się, że sypia i jada, ale dawała mu przestrzeń nie narzucając się. Stała więc w kolejce z pozostałymi żałobnikami, lecz gdy tylko go zobaczyła, jej serce momentalnie przyspieszyło. Wtuliła się w niego mocno zapominając , gdzie są i kto się na nich patrzy. Przez tą zbyt krótką chwilę byli tylko oni. Odetchnęła głęboko, gdy mogła poczuć jego gorące ciało tuż przy jej własnym i najchętniej w ogóle by od niego nie odchodziła, a stała cały czas tuż obok trzymając go za rękę. Wiedziała jednak, że nie taka jest jej rola. Mimo wszystko siedziała tuż za nim i nie spuszczała z niego wzroku podczas jego przemowy, która ruszyła ją za serce . Miała wrażenie, że mówi to tylko do niej, aż nie poczuła nawet łzy spływającej po policzku. Był taki dzielny stojąc przed tłumem w kościele i żegnając swoją ukochaną mamę, więc nie mogła się powstrzymać, by nie uścisnąć jego ramienia, gdy wrócił na miejsce w ławce. Tak samo podczas pochówku - stała tuż za nim, co rusz gładząc go po plecach bądź ściskając jego ramię. Nie miała pewności czy sobie tego życzył, ale odnosiła wrażenie, że jego ciało się rozluźnia pod jej dotykiem, a ona sama czuła instynktownie, by go zapewniać, że jest tuż obok, gdyby jej potrzebował.
Natomiast podczas konsolacji weszła w rolę niczym gospodynia dopilnowując czy nie brakuje jedzenia i zagadując gości, poznając przy tym dużą część rodziny Dominica. Oczywiście pytali ją o to, kim jest, na co grzecznie odpowiadała, że przyjaciółką.
- Oh tak, bo faceci to chcą tylko przyjaciółek i przyjaciółek. Mówię Ci Skarbie, Dominic to dobry chłopak, ale jednak wciąż chłopak. Musisz go wziąć pod pantofel raz dwa- jedynie ciotka Angela niezbyt uwierzyła w wersję Skye, co ją w sumie trochę rozbawiło. - Wezmę pod uwagę te rady, dziękuję - odpowiedziała z lekkim uśmiechem, zanim się ulotniła dalej. Co jakiś czas zerkała na Dominica i chciała podejść , by sprawdzić jak się czuje , bo w ogóle jeszcze dzisiaj nie rozmawiali. Natomiast on cały czas był zajęty rozmową z innymi, aż zauważyła, że odchodzi i idzie sam. Ruszyła więc w jego kierunku, gdy nagle pewna blondynka ją ubiegła. Oh tak. Jej nowa szefowa. Sydney. Skye zacisnęła dłonie w pięść i starała się zachowywać całkowicie naturalnie podczas obserwowania jak ta dwójka znika w gabinecie. Zamierzała kręcić się w pobliżu czekając aż wyjdą, ale zaraz zauważyła, że zaczęło brakować mini kanapeczek, a potem zagadała ją Hailey, Dean oraz reszta żałobników. Lecz w myślach cały czas był Dominic, którego nie widziała od czasu wejścia do gabinetu. Z Sydney oczywiście. Nie powinna być zazdrosna, prawda? W końcu nic ich nie łączyło poza seksem i przyjaźnią i rozumieniem się bez słów. Nie mogła jednak powstrzymać tego nieprzyjemnego ścisku w żołądku, z którym walczyła kręcąc się po domu przez dłuższy czas. W końcu nie wytrzymała i nałożyła na talerz kilka przekąsek, aby potem udać się z jedzeniem do gabinetu.
Słysząc głos Dominica, weszła do środka.-Przepraszam, nie chciałam prze…- zaczęła zamykając od razu za sobą drzwi i dopiero teraz zauważyła, kto był w środku. Była szczerze zaskoczona, gdy w pokoju był tylko Dominic i… Logan. - Nie chciałam Wam przeszkadzać, ale pomyślałam, że może któryś z Was zgłodniał? - przecież nie przyzna się do prawdziwych intencji.- W dodatku picie na pusty żołądek nie służy nikomu- zauważyła z lekkim uśmiechem kładąc talerzyk z przekąskami na stoliku między nimi. Nie spodziewała się tutaj swojego byłego, ale widząc ich razem, odprężonych na fotelu miała dobre przeczucia, ale to widok Dominica przyspieszył bicie jej serce i złagodził jej wzrok, a uśmiech stał się o wiele szerszy. Tylko jego tutaj widziała.
Dominic Reyes
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjiczas narracjipostaćautor
Dlatego po zerwaniu zaręczyn, a także w całym tamtym okresie, brakowało mu szczerej rozmowy z kumplem. Chłopaki nie wiedzieli wiele o jego związku, a Dominic był na bieżąco.
- Oj tak. Początkowo serio myślałem, że to ta jedyna, ale z czasem to wygasło. A na samą myśl o ślubie byłem przerażony- przyznał się pierwszy raz do tego. Nawet przy Skye nie użył takich słów.- Ślub byłby ogromną pomyłką. Oboje to teraz wiemy- i nie było nic bardziej odprężającego niż możliwość zrzucenia z siebie trosk i zostania wysłuchanym, a przede wszystkim zrozumianym. Czuł się coraz lepiej, gdy nie ciągnęli ze Skye związku, który miał większe predyspozycje do samej przyjaźni, aniżeli czegoś więcej. - Akurat zawsze byłem dojrzalszy niż Ty- spojrzał na niego wymownie i się roześmiał. Wesoło, swobodnie, jak gdyby nigdy nic. Może pomógł mu w tym alkohol, a może relacja z Dominicem była niezwykle ważna w jego życiu i powrót do niej dodał mu energii?
Niemniej słuchając Reyesa, czuł względem niego współczucie. Tak, współczuł facetowi, który przespał się z jego dziewczyną. Widział, że był nieco zagubiony i zmartwiony - to było dla niego coś nowego. Zazwyczaj blondyn czarował zawiadackim uśmiechem i pewnością siebie. Nie wiedział co mu więcej doradzić, bo jak widać - sam postępował dotychczas nie lepiej. Nie mógł mu też dać żadnego gwarancji, więc sam się czuł teraz nieco zakłopotany. - Myślę, że zawiedziesz ją bardziej nie rozmawiając z nią o tym- a już wiedział, że ze Skye warto szczerze porozmawiać. Aż sam był teraz ciekaw, czy ona sama coś czuła do Dominica? Czy dlatego poszła z nim do łóżka? Nigdy nie poruszali tej kwestii, bo z góry założył, że to był dla nich obojga jednorazowy wyskok. Może jednak było w tym coś więcej?
Odwrócił się w kierunku drzwi, gdy akurat pojawiła się w nich Skye. Uśmiechnął się na jej widok, a raczej na widok tego co trzymała w rękach. - Oo mini kanapeczki, uwielbiam je- powiedział z entuzjazmem sięgając po nie, zanim dziewczyna je jeszcze postawiła na stoliku. Włożył od razu trzy na raz do buzi czując coraz większy głód. - Ukrywamy się przed ciotką Angelą. Ty też przed nią zwiałaś?-- spytał z pełnymi ustami i zerknął na Dominica. W tym właśnie momencie to dostrzegł - spojrzenie jakim przyjaciel obdarzał jego już byłą dziewczynę. Jego oczy błyszczały tak jak nigdy wcześniej. Spojrzał ponownie na Skye i nagle czuł jak między tą dwójką pojawia się napięcie, które można by wręcz przecinać nożem. Wziął jeszcze jedną kanapkę i obserwował rozwój sytuacji. Nie czuł się teraz jak były Murray, a jak postronny obserwator rosnącego uczucia między tą dwójką.
Dominic Reyes
-
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os., l. poj.czas narracjiczas przeszłypostaćautor
Tym razem wiedział, że relacja ze Skye była zbyt ważna, żeby mógł tak po prostu odpuścić i rzucić to w niepamięć. Co więcej, nie chciał ani odpuścić ani o niej zapomnieć. A teraz, kiedy coraz bardziej stawało się jasnym, że nic już nie stanowiło dla nich przeszkody, uświadamiał sobie, że naprawdę chciał spróbować.
Wraz z każdą upływającą chwilą w towarzystwie Logana wszystko zaczęło mu się klarować w głowie. Kiedy mierzył się z tym sam, odczuwał mętlik, bo nie potrafił zapanować nad tysiącem myśli i obaw, które teraz ulatywały gdzieś w dal. Rozmowa z człowiekiem, który znał go od dawna, lepiej niż ktokolwiek inny, przyniosła mu potrzebny spokój i kontrolę nad tym, co czuł. Bo po wypowiedzeniu tych magicznych słów na głos, wysłuchaniu przez Logana, a nawet spotkaniu się z czymś w rodzaju aprobaty z jego strony, utwierdziło go w przekonaniu, jak cholernie poważna była to sprawa. I jak cholernie chciał się tego podjąć ze Skye.
— Pamiętasz, jak Ci wysłałem tego mema z klęczącą parą w kościele i napisem HELP ME na jego butach? Teraz widzę, że rzeczywiście mógłbyś coś takiego odjebać. Z tym, że byłoby to prawdziwe wołanie o pomoc? O, a może tamtego typa też było? - starał się zabrzmieć poważnie, ale zaraz parsknął śmiechem, widząc w głowie obraz zrozpaczonego Logana. Do tej pory nigdy nie potrafił sobie siebie wyobrazić na miejscu pana młodego, więc rozumiał jego przerażenie. A teraz nie pozostało im nic innego, jak zacząć się z tego śmiać. - O kurwa, teraz to pozamiatałeś - stwierdził w rozbawieniu i przytknął szkło do ust, by opróżnić szklankę, bo przecież otwarcie nie przyzna mu racji. Gdy odstawił ją na blat i rozsiadł się wygodniej w fotelu, naszła go myśl, że cholernie brakowało mu kumpla. Pozostali byli niczego sobie, ale to z Loganem zawsze trzymał sztamę i się rozumieli bez zbędnego pierdolenia.
Nie oczekiwał po nim ani współczucia, ani zrozumienia. Wciąż nie lubił obarczać swoimi problemami innych, a zwłaszcza poruszać tak delikatnych spraw, i to z kumplem, z którego dziewczyną się przespał. Z drugiej strony miał wrażenie, że tylko z nim mógł pogadać od serca. Potrzebował się z nim napić i powiedzieć, co mu ciążyło. Na jego radę pokiwał głową, przyjmując ją do nieco mętnej świadomości i postanowił, że powie jej o wszystkim po powrocie do pracy.
Niezwykle dobrze było ją zobaczyć. Dopiero jej postać pozwoliła mu zorientować się, że musiało upłynąć już trochę czasu, odkąd zniknął innym z oczu i poczuł pewne wyrzuty sumienia, że zostawił
Skye Murray Łoś Superktoś