29 y/o
Welkom in Canada
170 cm
stewardessa w air canada
Awatar użytkownika
stewardessa air canada o duszy romantyczki, która obiekty westchnień zmienia średnio trzy razy w miesiącu, przy każdej nowej miłości przechodząc prawdziwą przemianę osobowości
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była wobec tego całkowicie bezradna. Nie umiała wyjaśnić dlaczego, a jednak było w nim coś, co niesamowicie ją do niego ciągnęło. Może odpowiadał za to fakt, że byli do siebie całkiem podobni, a może chodziło o to, że zwykle wybierała niewłaściwie, a przecież Tracy nie był osobą, która mogłaby okazać jej zainteresowanie.
Nie na poważnie.
To zaś stanowiło kolejny powód, dla którego powinna trzymać się od niego z daleka. Znała się całkiem dobrze i wiedziała, że zupełnie nie panowała nad swoimi uczuciami. Często lokowała je nie tam, gdzie powinna, a poza tym angażowała się zbyt szybko i jeszcze szybciej się nudziła. Nie potrafiła utrzymać ż a d n e g o związku, a jednak usilnie próbowała. Za każdym razem robiła jednak coś, przez co udawało jej się zawieść.
Oszukiwała się, ale nie była tego świadoma. Naprawdę wierzyła w to, co wydawało jej się, że czuła, podobnie zresztą jak wierzyła, że w przypadku Raynotta uda jej się utrzymać tę relację na czysto koleżeńskiej stopie. I póki co nie dowiodła czegoś innego, ponieważ trzymanie się na dystans wychodziło im nie najgorzej. Przynajmniej w aspekcie uczuciowym i przynajmniej jemu, bo może Debbie wcale nie był tak obojętny, skoro c i ą g l e coś ją do niego ciągnęło?
Nie myślała o tym jednak. Uporała się natomiast z poduszkami, a kiedy usłyszała jego słowa, wyłącznie lekko wzruszyła ramionami. Czy nie na tym polegał problem? Jego bliskość rzeczywiście bywała p r z y j e m n a, czasami na tyle, że nie potrafiła się opamiętać. Dlatego tak bardzo się obawiała. To łatwo mogło ją zgubić.
Mimo to sama również ulokowała się w łóżku. Początkowo na plecach, jednak spanie w ten sposób było niesamowicie niewygodne, zatem nie było mowy, aby udało jej się właśnie tak usnąć. Musiała się obrócić i ulokować przodem do niego. Nie powiedziała nic, ale wystarczyło jedno przelotne spojrzenie w jego oczy, aby poczuła znajome, całkiem przyjemne uczucie gorąca. Prawdopodobnie jeszcze bardziej uporczywe od tego, które doskwierało jej, zanim pozbyli się poduszkowego muru. — Nie usnę tutaj — przyznała w końcu.
Pomimo dobrych chęci, jego propozycja od samego początku musiała być skazana na porażkę.

Tracy Raynott
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
37 y/o
Welkom in Canada
185 cm
pilot w air canada
Awatar użytkownika
pilot w średnim wieku, który do dziś nie potrafi się ustatkować, bo dziesięć lat temu złamano mu serce
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie tylko ją kusiło, ale Tracy potrafił się opanować, ponieważ szanował Debbie i jej wybory. Jeśli powiedziała mu jasno, że kogoś ma, chce dbać o tę relację, a oni powinni trzymać ręce przy sobie, to blondyn nie zamierzał przekraczać wyznaczonej przez nią granicy, bo nie chciał zachować się wobec niej nie w porządku. Dlatego maksymalnie na co sobie pozwalał, to drobne zaczepki, które jak na nich były całkiem niewinne. Trzeba więc oddać Raynottowi to, że dziś był bardzo grzeczny.
I dlatego uważał, że nie było nic złego w tym, że trzymali się całkiem blisko. W końcu nie robili nic złego i to nawet dzieląc ze sobą łóżko. Choć w powietrzu i tak było wyczuwalne pewne napięcie, ale je Tracy usilnie starał się ignorować. Może też ze względu na nie wcześniej zadbał o to, żeby czym prędzej zasnąć.
I teraz też miał taki plan, jednak nie szło mu to równie dobrze, co wcześniej. Z jakiegoś powodu teraz nie opuszczała go myśl, że miał obok siebie Debbie, a przez jego głowę dodatkowo przewijały się wspomnienia ich wcześniejszych p r z y g ó d, a były to bardzo przyjemne przygody…
Kiedy McDowell zaczęła się wiercić, Raynott otworzył oczy i zerknął na nią. Właśnie wtedy ich spojrzenia się skrzyżowały i blondyn mógłby dać sobie uciąć rękę, że przez głowy przeszło im w tamtym momencie dokładnie to samo. Było w jej spojrzeniu coś, co podpowiadało mu, że nie tylko on czuł to napięcie w powietrzu i może też pewną tęsknotę za bliskością, którą zawsze potrafili sobie zaoferować, a która w jakiś sposób stała się uzależniająca. Chyba tak już można ją nazwać, skoro mieli takie problemy z tym, aby o niej nie myśleć… – I co teraz? – pytając lekko uniósł kącik ust. Nie miał pojęcia dokąd z tą deklaracją zmierzała. I czy w ogóle gdzieś z nią zmierzała, bo co tak właściwie mogła zrobić, jeśli przeszkadzały jej tutejsze warunki? Żaden inny pokój na nią nie czekał, musiała zostać tu z Tracym i zmierzyć się z podniesioną temperaturą i najwyraźniej też pociągiem, który obojgu nie dawał teraz spokoju.
A choć rozsądnym mogłoby być teraz odwrócenie się do siebie plecami, Tracy najwyraźniej wolał kusić los, być może mając tę cichą nadzieję, że Debbie złamie swoje wcześniejsze postanowienie.

Debbie McDowell
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”