
Skłamałaby, gdyby powiedziała, że łatwo ogarnęła sobie wolne na ten wyjazd, ale niewątpliwie pomogło jej branie zmian w pracy z koleżanki i parę zastępstw podczas ich choroby. Kilka zmian grafiku później już siedziała w samolocie do Włoch, nie przejmując się tym, że stąpa po kruchym lodzie, choć w gruncie rzeczy wielu zdarzeń z ostatniego wyjścia z Peterem nie pamiętała, a to znacznie ułatwiało sprawę podjęcia decyzji. Wciąż miała trochę oszczędności na ten wyjazd, jeszcze się zachowały z jej wygranej, więc zamierzała zwiedzać, jeść, jeszcze raz jeść, odwiedzić restaurację by zjeść i zwiedzać tak po prostu, a przy okazji też jeść. Wróci kilka kilogramów cięższa, ale i szczęśliwsza - miejmy nadzieję. Najlepsze było to, że nie miała żadnych zmartwień, dzięki Peterowi miała ogarnięty lot i nocleg, wszystko wydawało się takie bajecznie proste - spakować się, zdążyć na samolot, zameldować się, a potem już tylko dobrze bawić. Pokój miała z jedną jedyną kobietą jaka z nimi leciała i początkowo wydawało się to rozsądne, ale po pierwszej wspólnej nocy w jej głowie zrodziło się wiele obaw, które musiała przedstawić przyjacielowi jak najszybciej, a skoro wybierali się właśnie na spacer przez Mediolan to okazja była ku temu idealna. Ubrała zwiewną sukienkę, na to zarzuciła sweterek, wsunęła wygodne buty, zarzuciła na plecy mały plecaczek, który pomieści co najwyżej portfel i magnesy i jeszcze wsunęła okulary przeciwsłoneczne na nos, bo prognozy mówiły, że miało być słonecznie i nawet ciepło - była gotowa na zwiedzanie.
Mediolan nie miał w sobie zbyt wiele z sielankowej Toskanii - która nawiasem mówiąc też się jej marzyła - czy z renesansowej Florencji albo z Rzymu, które w całości było niczym muzeum pod gołym niebem. Mediolan był szybszy, bardziej biznesowy niż turystyczny, pełny szarości i wieżowców. Wendy jednak potrafiła dostrzec ukryte skarby tego miasta, gdzie najpiękniejsze ogrody i dziedzińce chowały się wewnątrz kamienic. Dzisiaj zamierzała się zachłysnąć klimatem i to w doborowym towarzystwie. Porwała Piotrka z lobby, gdzie się umówili i złapali taksówkę, by podrzuciła ich do Galerii Wiktora Emanuela II, to tu zamierzała rozpocząć przygodę od pozyskania odrobiny szczęścia od byka. Yup.
Zatrzymując się przy słynnej mozaice z bykiem spojrzała na przyjaciela z szerokim uśmiechem.
— To na szczęście! Patrz, bo później twoja kolej — zawołała, jednocześnie próbując wykonać popisowy obrót piętą na genitaliach mozaikowego byka, ale nie zapominajmy, że to była Winnie, w efekcie pięta uciekła jej na śliskim marmurze. Już prawie widziała swoją twarz odbitą w marmurze, bo siła jej zażenowania na pewno zostawiłaby po sobie ślad. Dlaczego więc nie leżała? Czemu czuła się jakby zawisła w powietrzu. Jakiś słodki i nieznany głos wychrypiał — Piano, piano, tesoro… — otwarła oczy czując jak momentalnie wypieki pojawiają się na jej policzkach. — Grazie… — odparła słodko się uśmiechając, kiedy postawił ją do pionu i jeszcze chwilę napawała się widokiem odchodzącego przystojnego lokalsa, by wrócić do siebie i spojrzeć na Petera z podekscytowaniem TEŻ TO WIDZIAŁEŚ?! — Muszę częściej upadać w Mediolanie — a to nie powinno być trudne, znając jej koordynację ruchową i zdolność do przyciągania pechowych zdarzeń. — Teraz twoja kolej!
Pietro