Jasna sprawa nieźle go rozbawiło, kiedy Wendy zupełnie nie miała nic z tego, że pokazuje wszystkim dookoła majtki, parsknął śmiechem i kręci głową, pewny już, że nie tylko studenci widzieli jej majtki ale dużo więcej osób. I tak mu to nie przeszkodziło wciąż tak iść, że trzymał swój kapelusz Peter Pana za jej plecami, aby chociaż nieco ograniczyć ilość tych żądliwych spojrzeń.
Zrezygnowany patrzył jeszcze czy Dzwoneczek się przypadkiem nie postanowiła od-obrazić, tyle że nie mógł jej dojrzeć a zamiast tego usłyszał głośny okrzyk Iron Mana i widzi, że zarówno Wendy jak i Hak już sobie piją wspólnie. Nie byłby zdzwiony, gdyby to była faktyczna prawda i byli już
po wszystkim, bo jednak z ich dwójki to Gardner miała dużo większą łatwość w łapaniu takich przygód niż on. Głównie pewnie dlatego, że jako dziewczyna po prostu wystarczyło, żeby skinęła palcem, a każdy by chciał z nią iść po ten lód. On natomiast nie dość, że cały wieczór poświęcił jednej dziewczynie to jeszcze tuż po słodkim pocałunku zaraz zrobił jedną gafę i całe starania poszły na marne! Podniesiony z fotela zezuje na Wendy, nagle orientując się dlaczego się obraziła. Niee, no serio?!
-
Ja nie śpiewam, Wendy - syknął do niej, ale nic z tego, że on nie śpiewa, Wendy zaraz sprawi, że będzie śpiewał. Daje się poprowadzić przez tłum, posłusznie stawiając kroki za jej krokami i palcami starając się złapać jedną ze wstążek, które są częścią jej kostiumu i radośnie powiewają za jej plecami zgodnie z jej ruchem. Nawet udało mu się dotknąć ją opuszkami palcy, kiedy droga się skończyła a on staje za przyjaciółką i patrzy w dół na Dzwoneczka, która była wyraźnie obruszona zachowaniem Piotrusia. Minę ma nietęgą, bo tłumaczenia Wendy stawiały go w jakimś okropnym położeniu, a do tego widziała i słyszała to cała grupka przyjaciółek Dzwoneczka, czyli Pocahontas, Jasmina i Śpiąca Królewna. Wszystkie one zareagowały uśmiechem, ale wiadomo, że Peter patrzył tylko na blondynkę, bo przecież to ona dopiero co go całowała. Chyba jednak te słowa Wendy zadziałały, bo po chwili wahania Daisy złapała go za rękę i uśmiechneła się lekko. Peterowi nagle zrobiło się ogromnie miło i był już gotowy dziekować swojej skrzydłowej, bo faktycznie no to nie zasługa Dzwoneczka ani jego nowo odkrytej siły by występować przed publiką, tylko właśnie Wendy, która chyba jako jedyna na świecie potrafiła go przekonać do rzeczy, których nie wierzył, że mógłby zrobić.
I tak po chwili zaczynały się pierwsze nutki, Peter jeszcze przychyla się do Daisy i mówi jej na ucho coś co sprawiło, że aż się zarumieniła, a co jej powiedział no to już jest tylko ich sekret. W pierwszej chwili nie wbił się w muzykę, więc znalazł szybko ekran na którym już leciało -
And I'm loosing controool - i jak tylko to przeczytał, to więcej nie potrzebował czytać, bo faktycznie znał niestety te słowa. Dobrze, że Wendy poradziła, że jak będzie patrzeć w oczy Daisy, to będzie mu łatwiej śpiewać, bo przecież pierwsze słowa były tylko JEGO co normalnie by go przeraziło ogromnie. Natomiast już chwilę później Daisy zaczeła swoją część, do której najwyraźniej miała cały układ bo zaczeła się wić i tak go obchodzić, że tylko się kręcił albo i nie za nią, tylko na chwile łapiąc spojrzenie zadowolonej z siebie Wendy. No a później już wszyscy śpiewali, więc też było dużo raźniej i bardzo słodko, a na sam koniec Daisy już wcale nie wyglądała na obrażoną i ostatnich zwrotek "You're the One That I Want" już nawet nie śpiewała, bo znów się całowali przed wszystkimi.
I pewnie gdyby Bylthe nie spieprzył tego za trzy tygodnie od teraz, to mógłby z taką opowieść opowiadać swoim dzieciom. Tak właśnie poznałem waszą matkę. No ale nie zostali, bo Peter zamiast kuć póki gorące, to postanowił, że bardziej niż seks z super laską interesuje go otrzymanie dobrych ocen i się trochę ich drogi rozeszły. Ona poszła do łóżka jego kolegi, a on poszedł na dodatkowy kierunek.
Ale póki trwała imprezka, to vibe był przedni.
Tu jakieś szoty, tu jakieś macanki, tu znów jakaś gierka, tańce, tu poszli na górę szukać wolnego pokoju, znaleźli tylko jakąś wolną ale wielką łazienkę i Peter faktycznie dostał się pod zieloną spódniczkę. Co prawda po szybkiej akcji w łazience, Daisy musiała wrócić do swojego pokoju z bardzo pijaną Jasminą, zresztą Peter chciał iść z nimi, ale okazało się, że ktoś ich odwozi i nie było tam więcej miejsc, więc chociaż nie chciał się rozstawać z Daisy, ustalili, że spotkają się kolejnego dnia.
Impreza zresztą już dogorywała. Była to już jakaś piąta nad ranem, a Peter bardzo skonfundowany szukał swojej czapki, tak jakby od tego zależało całe jego życie, kiedy znalazł Wendy siedzącą samą na ogrodowym leżaku. Czy była smutna, czy tylko zamyślona i pijana? Nieważne, ale ucieszył się, że siedzi sama i bez Haka. Przysiadł się do niej na leżak, a że on nie był jakiś gigantyczny to założył jej rękę za głowę i tak ją objął. W ciszy siedzą i obserwują jak jakiś pijany w sztok chłop sika do basenu. Jak ktoś w krzakach szuka swojego telefonu. Jak puszki po piwie toczą się po ziemi. Słoneczko już wstawało i mogliby tak siedzieć bardzo długo, albo po prostu zasnąć na tym leżaku, ale zanim to zrobią, to Peter patrzy na Wendy z boku.
-
Dziękuję ci Wendy za to, że jesteś