ODPOWIEDZ
34 y/o
For good luck!
194 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nocne dyżury miały swoją własną geografię.
Nie chodziło nawet o sam szpital — ten pozostawał przecież taki sam niezależnie od godziny (sterylne, zbyt puste przestrzenie; mdławe neutralne barwy ścian i mebli; miarowe buczenie urządzeń różnej wagi, z których część odpowiedzialna była za dostarczanie pracownikom oddziałów odpowiednich dawek kofeiny, a część za utrzymywanie przy życiu najróżniejszych pacjentów) — ale o ludzi. O rytm kroków na korytarzach. O przygaszone nieco światła. O zmęczenie, które po północy przestawało być czymś, z czym się walczyło, a stawało się po prostu kolejnym elementem krajobrazu.
Ash jeszcze za czasów studiów nauczył się lubić ten stan rzeczy, ponieważ ten stan rzeczy był przewidywalny.
O wiele bardziej niż zdecydowana większość ludzi.

Teraz dochodziła druga nad ranem, a brunet wychodził właśnie z oddziału neurochirurgii dziecięcej po niezwykle długiej konsultacji. Jeden z małych pacjentów uparł się, że nie zaśnie, dopóki doktor Kapoori nie obejrzy po raz trzeci kolekcji plastikowych dinozaurów ustawionych na szafce przy łóżku. Ash obejrzał wszystkie. Nawet dwa razy popełnił błąd, myląc stegozaura z ankylozaurem, co spotkało się z natychmiastową i bardzo stanowczą korektą ze strony siedmiolatka.
Czy takie zarywanie nocy było czynnością odpowiedzialną i profesjonalną? Cóż, opinie w tym temacie bywały raczej sporne. Ash nie wyobrażał sobie jednak, że mógłby odmówić chłopcu. Zważywszy na stan chłopca nie wiedząc do końca, ile czasu jeszcze im pozostało na tego typu rozmowy.

Skręcał właśnie w stronę automatów z kawą, powoli i w głębokim zamyśleniu, kiedy zza winkla usłyszał podniesiony głos. Nie krzyk, a gorzej: ten szczególny ton, którym niektórzy ludzie posługiwali się, gdy chcieli przypomnieć innym o hierarchii, a od którego Asha niekiedy dosłownie mdliło z bezsilności. Jako jeden ze zdolniejszych, ale przy tym i młodszych specjalistów na oddziale - i to w dodatku o ciemniejszej skórze i obco brzmiącym nazwisku - miał na swoim kącie sporo nieprzyjemności związanych z tym, że ktoś (zwykle jakiś profesor lub ordynator...) miał się za lepszego od niego.
Zwolnił odruchowo, ostrożnie i czujnie, natychmiast rozpoznając specyficzny baryton. Profesor Whitmore. Wielki specjalista, który personel szpitala swoją prezencją dzielił na dwa przeciwne obozy. Jedni patrzyli na niego z podziwem, inni zaś nie potrafili znieść jego obecności.
Przez kilka sekund brunet słyszał tylko urywki zdań. Coś o niezwykle ważnej dokumentacji,
odpowiedzialności i standardach. Przyczajony za ścianą, nasłuchiwał do momentu, w którym wreszcie zebrał się na odwagę by wyjrzeć ze swojego ukrycia, i dostrzec ich oboje: starszego lekarza i młodą pielęgniarkę stojącą przy maszynie z kawą.
O tyle, o ile z Whitmore'm miał na pieńku znał się lepiej niżby chciał, dziewczynę kojarzył tylko z widzenia na korytarzach i odprawach. Wiedział o niej mniej więcej tyle, że musi być w podobnym wieku do niego, może ciut młodsza; że przykłada się do swojej pracy. I że nigdy nie brakuje jej uśmiechu dla pacjentów.
Co w jego personalnej ocenie graniczyło z nadprzyrodzoną umiejętnością...
...ale Whitmore najwyraźniej nie podzielał tego zachwytu.

Ash westchnął cicho i odczekał, jakby samemu sobie dawał ostatnią szansę na odwrócenie się i odwrót do własnych spraw. A jednak nie odwrócił się, choć nigdy nie był przecież szczególne heroicznym człowiekiem, który z braku innych zajęć z radością rzucał się do bohaterskich czynów.
Z konfliktami interpersonalnymi radził sobie bowiem o wiele gorzej, niż choćby z operacjami na otwartym mózgu. A jednak nie był przy tym dupkiem, i nie pozwoliłby sobie na zignorowanie sytuacji, w której starszy stażem lekarz ewidentnie nadużywał swojego autorytetu tylko dlatego... że naszła go na to ochota?
Dlatego też nie minęła minuta, aż Kapoori ruszył przed siebie, z podniesioną głową i identyfikatorem kołyszącym się lekko przy krawędzi lekarskiego fartucha.
— Doktorze Whitmore - Zagadał z odpowiedniej odległości, z sukcesem ściągając na siebie wzrok mężczyzny, który tym samym odwrócił wreszcie surowe spojrzenie od Sorayi. Ash zatrzymał się ledwie parę kroków od nich, posyłając pielęgniarce przelotne, ale rozumiejące (a przynajmniej taką miał nadzieję) spojrzenie. Nawet, jeśli serce rozdygotało mu się w piersi, jego twarz pozostawała tak spokojna jak wówczas, gdy musiał odbywać ciężkie rozmowy z rodzicami swoich małych pacjentów. — Szukałem pana.
Było to kłamstwo nieszczególnie dobre, i prawdopodobnie oczywiste dla każdego, kto znał go dłużej niż pięć minut, ale Whitmore póki co zdawał się na nie nabrać, unosząc brew w oczekiwaniu na to, o co chodziło młodemu neurochirurgowi.
— Chciałbym omówić wyniki pacjenta z sali siódmej... Niekoniecznie teraz, ale jeśli ma pan chwilę? - Przerwał na moment, po raz kolejny rzucając okiem w stronę Sorayi jakby chciał jej zakomunikować, że ma to pod kontrolą.
Nawet, jeśli w sumie wcale tak nie było.

Soraya Cano
gall anonim
31 y/o
For good luck!
170 cm
Pielęgniarka w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
What comes after love?
I wanna know there's something for me after us
I don't think my heart was made to break this much
Tell me there is happy ever after love
Tell me there is happy ever after us
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Nocne zmiany potrafiły dać w kość zwłaszcza, jeśli się nie wyspało za bardzo w ciągu dnia. Ją właśnie to spotkało. O ile było coś do roboty, to jakiś działa, ale tego wieczoru pracy było jak na lekarstwo. Wynajdywanie samej sobie zajęcia wymagało kreatywności, chociaż większość czasu spędzała na plotkowaniu z innymi pielęgniarkami.
Na zmianę robiły obchód pacjentów, chociaż wszyscy grzecznie spali w swoich łóżkach. Może dobrze to wróżyło, bo dało się chociaż zdrzemnąć na zmianę z pozostałymi koleżankami. Chociaż prawdę mówiąc z tym sen też bywało różnie, bo były to raczej krótkie drzemki niż pełnoprawny sen. A drzemki nie zawsze pomagały w tej pracy, czasami było się po nich jeszcze bardziej zmęczona niż bez nich.
Tak czy inaczej trzeba było jakoś to przetrwać i liczyć, że będzie cisza i spokój jak do tej pory. Każda z nich na to liczyła, bo ostatnie czego im było trzeba tej zmiany to niepotrzebne zamieszanie i jakieś trudne sprawy.
Soraya doczekała się chwili przerwy, ale wiedziała, że bez kawy to nie zajedzie za daleko. Ta za tomaty nie była spektakularna w smaku, ale miała kopa, a tego jej było właśnie potrzeba. Do końca zostało jej niedużo, raptem dwie i pół godziny. W zasadzie to już odliczała każdą sekundę, by wrócić do domu i walnąć się do wyrka. Zamknąć oczy, położyć głowę na poduszkę i przykryć się kołderką. Proste, ale piękne marzenie, wciąż jednak dość odlegle.
Automat zbliżał się do niej z każdym krokiem, czuła narastający piasek na powiekach, co nie zwiastowało za dobrze. Potrzebowała dawki czegoś na pobudzenie, bo zaśnie na stojąco.
Już miała wyciągać drobnice z kieszeni wrzucić ją do automatu i czekać na ratunek. Jednakże nim zdołała tego dokonać, zza winka wyłonił się Whitomre. Miał gradową minę i Soraya wiedziała, że pożegna się z kawą. Facet dopadł ją i rozpoczął tyradę, z której zrozumiała tyle, co nic. Pamiętała przebieg dzisiejszego dyżuru i nie miała nic wspólnego z żadną ważną dokumentacją. Nie zdołała jednak dojść od słowa, bo facet rzucał sławami jak z karabinu.
Zaczęła mu przytakiwać, walcząc z chęcią zaśnięcia tu i teraz. W pewnym momencie jej umył się wyłączył, dopiero po dłuższej chwili dotarło do niej, że seria słów się zakończyła. Podniosła wzrok. Do rozmowy wtrącił się ten nowy lekarz.
Jego porozumiewawcze spojrzenie mówiło, że będzie dobrze. Poczuła autentyczną ulgę.
Whitomre widząc dodatkową osobę, do ego mającą do niego interes, burknął, że nie ma teraz czasu. Ma inne ważniejsze sprawy, odwrócił się na pięcie, dorzucając jeszcze, że wrócą do tematu, po czym odszedł.
- Dziękuje za ratunek - uśmiechnęła się.

ash kapoori
gall anonim
34 y/o
For good luck!
194 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Whitmore oddalił się korytarzem z miną człowieka, któremu właśnie bezczelnie odebrano przyjemność pastwienia się nad kimś wyraźnie zbyt zmęczonym, by choćby spróbować postawić mu realny opór. Ash odprowadził go wzrokiem aż do zakrętu na końcu korytarza, jakby chciał się upewnić, że starszy lekarz naprawdę zniknął, a nie tylko czeka za rogiem na dogodniejszy moment, by znów dopaść Sorayę i kontynuować swój bezsensowny, agresywny słowotok. Kiedy minęła chwila wystarczająco długa, by brunet nabrał prawie całkowitej pewności, że niebezpieczeństwo naprawdę minęło, wreszcie spojrzał na Sorayę koncentrując na niej całą swoją uwagę.
— Nie jestem pewien, czy można to nazwać ratunkiem — Westchnął skromnie i realistycznie. Bohater był z niego żaden, a też zdawał sobie sprawę, że Whitmore nie zapomina. Czasem tylko na chwilę zmienia zdanie. — A co najwyżej raczej tymczasowym przekierowaniem zagrożenia. — Zerknął w stronę automatu, nadal cicho buczącego w tle niczym milczący świadek całej tej interakcji. Błyskotliwy i szybki w reakcji na salach operacyjnych, w kontekście interpersonalnym Ash okazywał się być o wiele mniej wprawiony, zwłaszcza do nowych rozmówców podchodząc ze specyficznym rodzajem niezręczności, jakby nigdy nie do końca mógł zrozumieć, czego ta druga strona od niego oczekuje. Minął więc krótki moment, nim Kapoori przypomniał sobie, że teraz należałoby powiedzieć coś uprzejmego i kurtuazyjnego. — Ale proszę bardzo. — Poprawił się szybko.
Przez następną chwilę wyglądał, jakby chciał coś jeszcze dodać, ale nie był pewien, czy powinien. To był ten moment rozmowy, w którym większość ludzi pewnie uśmiechnęłaby się swobodnie, rzuciła żartem albo spytała, czy wszystko w porządku. Ash natomiast przez sekundę stał nieruchomo, trzymając pusty kubek po kawie w dłoni i analizując możliwe dalsze kroki z intensywnością niepasującą do spotkania przy szpitalnym automacie.
— Jestem pewien, że w ogóle nie chodziło o cokolwiek co zrobiłaś, lub czego nie zrobiłaś... — Powiedział w końcu, na wypadek gdyby dziewczyna była całą tą sytuacją skonsternowana bardziej niż powinna. Przyciszył konspiracyjnie głos: — Whitmore robi to czasem tak po prostu. Znajduje kogoś, kto po prostu nie może mu odpyskować, i mówi tak długo, aż wreszcie spuści sobie trochę napięcia. Wolę sobie nie wyobrażać, jaki jest z rodziną, albo z przyjaciółmi...
Dopiero po chwili jakby zorientował się, że Soraya przyszła tu przecież po kawę, a nie po analizę zachowań interpersonalnych starszego personelu. Odsunął się więc o krok od automatu, odruchowo prostując identyfikator przy fartuchu.
— Przepraszam. Zablokowałem dostęp do kofeiny — Odchrząknął trochę niezręcznie — A przecież pewnie właśnie po to tu przyszłaś?
Tak jak on, zresztą. Ze smutną pewnością, że jakoś zaserwowanej mu przez automat kawy będzie raczej tragiczna, ale jednocześnie nie posiadał innego wyjścia, jeśli chciał dotrwać na dyżurze do rana...

Soraya Cano
gall anonim
31 y/o
For good luck!
170 cm
Pielęgniarka w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
What comes after love?
I wanna know there's something for me after us
I don't think my heart was made to break this much
Tell me there is happy ever after love
Tell me there is happy ever after us
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

- Zdecydowanie można, bo ja szczerze mówiąc nie mam bladego pojęcia o czym on do mnie mówił. Zrozumiała tylko tyle, że chodziło o jakąś dokumentacje, ale to wszystko. Najprawdopodobniej byłam po prostu pierwszą pielęgniarką jaka mu się nawinęła, więc zamiast szukać tej właściwej postanowił się nie trudzić i zrobić wykład pierwszej lepszej z brzegu. Jakbyśmy wszystkie miały być winne temu, że jedna z nas coś zrobiła. A może nawet nie, tylko ktoś inny, ale najprościej na, pielęgniarki, bo najlepiej iść po najmniejszej linii oporu.
Potrzebowała wyrzucić to z siebie, bo w końcu była przypadkową ofiarą. Nie miała bladego pojęcia, dlaczego akurat ona i prawdę mówiąc raczej się nie dowie.
Poczuła się trochę lepiej, jak wyrzuciła to z siebie, ale najlepiej będzie jak wróci w końcu do domu. Co prawda jeszcze trochę jej na tym zejdzie, ale może już nie będzie tak źle. Chociaż teraz też tak myślała i wyszło jak wszyło. Teraz już na pewno nie będzie chwalić dnia przed zachodem słońca, a przynajmniej w tej chwili sobie t obiecała.
- Późna pora też nie pomaga w racjonalnym myśleniu - poprawiła wysuwające się z kitka włosy, stres powoli z niej schodził, gdy zagrożenie minęło. - To na pewno ciężki człowiek, więc wole go unikać jak tylko się da.
Rozumiała, że Ash mógł mieć takie, a nie inne przemyślenia, chociaż ją to tak na prawdę nie interesowało. Wolała unikać trudnych ludzi, żeby było po prostu prościej i tyle.
Pokiwała głową, że faktycznie przybyła tu na kawę. Chociaż prawdę mówiąc przez tyradę ordynatora prawie zapomniała. Tak ją facet zestresował niepotrzebnie, że Soraya się zwiesiła na moment. Dopiero słowa rozmówcy przypomniały jej, że taki miała cel jeszcze nie tak dawno temu.
- W zasadzie tak mnie Whitmore rozbudził, że już mi nie tak pilnie potrzebna - powiedziała zmęczonym głosem.- Ale jak już jestem, to się napije. Też chcesz?
Wyciągnęła z kieszeni monety i zaczęła je rzucać do automatu licząc na to, że tym razem uda jej się napić kawy.
- Ciężki dyżur?

ash kapoori
gall anonim
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”