someone told me, "stay away from things that aren't yours"
but was he yours if he wanted me so bad?
pacify her, she's getting on my nerves
you don't love her, stop lying with those words
Z końcem własnego wywodu Indie sama czuła się nim na tyle zmęczona, że po raz pierwszy od dłuższej chwili przycichła, tym razem na dłużej niż marne pięć sekund. Potrzebowała chwili przerwy od ciągłego mówienia, zwłaszcza, że nadawała niestrudzenie już od dawna, konkretnie odkąd kilkanaście minut temu przekroczyła próg mieszkania Lucasa. Wcale nie tylko dlatego, że miała mu dużo do powiedzenia.
Jasne, z radością i szczerym entuzjazmem donosiła mu o nowej współpracowniczce, ba, czekała na tą sposobność pół dnia, ale było w tym jej trajkotaniu coś nerwowego, niespokojnego, jakby czuła się do niego zobowiązana. Sumiennie zapełniała ciszę i całą wolną przestrzeń słowami, przede wszystkim po to, żeby odwrócić uwagę — jego też, ale przede wszystkim własną — od faktu, że było jej dziwnie. Nie, że źle, ale dziwnie. Dziwnie było być w jego mieszkaniu i jak gdyby nigdy nic zdawać sprawozdanie z porannej zmiany w kinie, dziwnie było znów siedzieć na jego kanapie, dokładnie tej samej, na której obudziła się skacowana jeszcze kilka miesięcy temu. A jeszcze dziwniej, najdziwniej było Indie udawać, że wcale nie była tym wszystkim głęboko zmieszana; że to w ogóle nie tak, że niczego już za bardzo nie wiedziała — ani jak zdefiniować ich obecną relację, ani co o niej myśleć.
— A z resztą, co ja Ci będę opowiadać... Widziałam, że pojutrze sami zamykacie, to przekonasz się sam. Nie będę spoilerować — zadecydowała, finalnie nie wytrzymując w tej ciszy specjalnie długo, ale umówmy się: można było się tego spodziewać. — Ty byś coś teraz powiedział. O, albo lepiej, coś byś włączył, co? — dodała, krótkim skinięciem głowy wskazując na konsolę. — Tylko żadne kurwa Call of Duty. Lepszego coś.
Lucas Miller