ODPOWIEDZ
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
161 cm
rezydentka chirurgii Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

David Harrison

Od ostatniego spotkania z bratem w szpitala wiedziała jedno. Musiała przestać ignorować istnienia rodziny w Toronto. Nieważne, co by się działo, na pewno by ją wsparli. Chociaż bała się osądu, opowiedzenie o starych dziejach imprezowej Ivy, już wydawało się być dla niej straszne. Nienawidziła zawodzić bliskich. Oczami wyobraźni widziała już wzrok Davida, kiedy zaczyna opowiadać mu o wszystkim. Może Dante nie był taki zły? Ostatnio doprowadził ją do domu, a przypominała małe dziecko nie do zatrzymania. Wielka euforia, ciekawska i nieposkromiona chęć zabawy. Nie mogło być tak źle, prawda? Tyle że wtedy przed jej oczyma pojawił się Charlie, gdy siedziała w jego aucie. Przegryzła mocniej dolną wargę.
Wszystko było zaplanowane. Wystarczyło jedynie unieść rękę i zapukać. Długo się zbierała. Spóźniła się z dziesięć minut. Nie z własnego nieogarnięcia się, tylko dlatego, że stała przed tymi drzwiami. Po rozmowie z bratem nie będzie żadnego powrotu. Ścisnęła mocniej dłoń w pięść i zapukała zdecydowanym ruchem. Te sekundy oczekiwania na otworzenie drzwi ciągnęły się w nieskończoność. W trakcie trwania każdej z nich myślała tylko o jednym. Szybkiej ucieczce, póki jeszcze miała czas.
No cześć — rzuciła Ivy wraz z otwarciem się drzwi. Jej uśmiech jest nerwowy, jakby miała ochotę stąd uciec. Żołądek ją ściskał. Jakby właśnie przeżywała najgorszy egzamin życia. Przecież stała przed Davidem. Kochała brata całym światem i na pewno często wypłakiwała mu się w ramię — mam piwo i jakieś mrożonki — uniosła ku górze foliówkę, w której znajdowały sie czteropaki, mrożona pizza, frytki z batatów. Pewnie jakieś chipsy, ulubione ciastka, o które kłócili się w dzieciństwie. Same proste i zwyczajne rzeczy.
Przywitasz się ze mną jak należy — spytała lekko nieśmiało, unosząc teraz obie dłonie w geście przytulenia. Potrzebowała rozładowania atmosfery. Jej zdaniem była zbyt gęsta. Jak wytłumaczyć bratu, że bało mu się powiedzieć ponad rok o przebywaniu w tym samym mieście z winy faceta? Przecież to pierwszy red flag, którego nie da się w żaden sposób zignorować.
29 y/o
For good luck!
190 cm
detektyw ds. poszukiwań i ujęć zbiegów Toronto Police Service
Awatar użytkownika
We keep this love in a photograph
We made these memories for ourselves
Where our eyes are never closing
Hearts are never broken
And time's forever frozen still
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji-
postać
autor

#4 (chyba)

Szczerze? Zaskoczyło go, gdy Ivy faktycznie postanowiła się z nim spotkać po akcji w szpitalu. Sądził, że potwierdziła mu spotkanie dla świętego spokoju lecz ostatecznie nic z tego nie wyjdzie, a tu... taka niespodzianka. Jakoś ze względu na tą całą akcję z ukryciem swojej obecności w Toronto, David już sam nie był pewien, czego mógł się po siostrze spodziewać. Dalej nie rozumiał powodu przez który musiała podjąć tę decyzję lecz miał nadzieję, że czegoś się dowie podczas dzisiejszego spotkania.
Harrison zerkał co jakiś czas na zegarek i trochę zaczął go niepokoić brak odzewu ze strony Ivy. Już miał sięgać po telefon gdy nagle usłyszał pukanie do drzwi.
- Cześć, wejdź. - powiedział, robiąc krok do tyłu, by Ivy mogła swobodnie wejść do środka. Słysząc co znajdowało się w reklamówce, wziął ją i nim zaniósł do kuchni, do jego uszu dotarły kolejne słowa młodszej siostry. Spojrzał na nią tak, jakby właśnie chciała od niego czegoś niemożliwego, lecz ostatecznie zmiękł i ją objął. Tak, jak kiedyś ją przytulał, kiedy było jej smutno. Odsunął się po mniej więcej minucie. I gdy Ivy przekroczyła próg jego mieszkania, zamknął za nią drzwi i poszedł do kuchni, by powyciągać rzeczy z siatki na blat. Chipsy przesypał do miski - już jedne chipsy były w misce na wyspie razem z paluszkami (te znajdowały się w szklance).
- Miałem w planach zamawiać pizzę ale widzę, że nie muszę. - odparł, gdy zobaczył mrożoną pizzę i od razu włączył piekarnik. Telefon miał podłączony do głośnika i leciała z niego muzyka - a dokładniej z utworzonej przez Davida playlisty. Piwa nie rozlewał po szklankach, tylko wręczył jedną puszkę Ivy, a dla siebie postawił na stoliku przed kanapą. Pozostałe dwie puszki z czteropaka, postawił w lodówce - w lodówce chłodziło się też piwo, które on kupił kilka godzin wcześniej.
- Jak byś miała ochotę na mocniejszy alkohol to daj znać - bo w jednej z komód miał ładną kolekcję wódek, win oraz cydrów.
- No, to co tam u Ciebie? - spytał, biorąc chipsa i wkładając do buzi. Jakoś trzeba było zacząć tę konwersację, nieprawdaż?

Ivy Harrison
gall anonim
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
161 cm
rezydentka chirurgii Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

David Harrison

Im dłużej nie czuła ramion brata, tym bardziej przypominała małego, nieszczęśliwego szczeniaczka. Oczy jej błyszczały, wywaliła dolną wargę do przodu. Ile mogła czekać? Jednak nic nie powiedziała, dopóki nie poczuła ramion Davida. Szybko się w niego przytuliła, bo... tego właśnie potrzebowała. Odrobiny opieki, zrozumienia i szczerze liczyła na to, że brat jej to da.
Przecież wiesz, że zawsze jestem przygotowana, kiedy coś zjebie — zaśmiała się cicho pod nosem, patrząc na Harrisona przepraszającym wzrokiem. Co mogła mu powiedzieć więcej? Chipsy, paluszki, mrożona pizza w piekarniku i dźwięk otwieranej puszki od piwa. Tylko wystarczyło, by w oczach pojawiły się radosne ogniki. Zaraz przechyliła butelkę i wypiła z niej parę, sporych łyków. Nie byłaby w stanie rozmawiać z bratem na trzeźwo. Obawiała się słów, które będą wypływały z jej ust. Nie lubiła oceniać innych, częściej decydowała się mówić o tym, co ją bolało. Tylko teraz... jak mogłaby bronić Dante? Złodziej był jednym, wielkim, chodzącym red flagiem. Cokolwiek by nie powiedziała, jako lekarka, jak miała spotykać się z osobą kradnącą leki? Chociaż to zdarzyło się ostatnio, a od dawna byli już razem w Toronto.
Szczerze miałabym. Jakiś zestaw startowy setka popijana piwem? — powiedziała półserio, półżartem, biorąc głęboki oddech. Zresztą, spodziewała się kolejnej kłótni po powrocie do domu. Znów to jej nie ma, teraz to on się martwi o nią. Szczerze nawet nie wiedziała, w jaki sposób powinna to komentować. Bolało ją jego zachowanie, bo... było zbyt wiele powodów.
Mam chłopaka i mamy psa — kurna, wypracowanie niemalże jak opowiadanie na lekcjach o tym, co się robiło na wakacjach. Aż wywróciła teatralnie oczyma. Cokolwiek by nie powiedziała, brzmiałoby słabo — poczekaj — i zaraz przechyliła puszkę piwa, aż wypiła ją na raz. Ivy beknęła. Moi drodzy raz jeszcze, Ivy Harrison beknęła i to głośno. Zdecydowanie potrzebowała czegoś mocniejszego, by opowiedzieć o wszystkim — wiesz co... kocham go, ale no... bałam się, jak na niego zareagujecie — przyznała finalnie, odwracając wzrok. Aż ruszyła z powrotem do kuchni, by otworzyć kolejne piwo. Z trudem przychodziło jej osądzanie innych ludzi, nie próbując przy tym ich bronić.
29 y/o
For good luck!
190 cm
detektyw ds. poszukiwań i ujęć zbiegów Toronto Police Service
Awatar użytkownika
We keep this love in a photograph
We made these memories for ourselves
Where our eyes are never closing
Hearts are never broken
And time's forever frozen still
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji-
postać
autor

David parsknął śmiechem bo faktycznie, musiał przyznać siostrze rację - zawsze gdy coś poszło nie tak, była wręcz bardzo dobrze przygotowana i wiedziała w co się zaopatrzyć. Za to należał jej się szacuneczek, bo inaczej by wyglądało, gdyby przyszła bez niczego, a tak było wiadome, że zapowiada się ciekawa rozmowa.
- To fakt. - zgodził się, kiwając głową. Otworzył puszkę i wziął kilka łyków piwka. Co do propozycji związanej z mocniejszym alkoholem, David zrobił wielkie oczy, a po chwili parsknął śmiechem, bo nie spodziewał się usłyszeć takiej odpowiedzi, o czym zresztą świadczyło zaskoczenie wymalowane na jego twarzy.
- Setka popijana piwem? Tego się nie spodziewałem, ale myślę... że da się zrobić. - byli dorośli, więc nie widział żadnych przeszkód, co najwyżej podejrzewał, że może dość szybko przejść w stan nietrzeźwości, ale no cóż. Tak więc by pokazać, iż nie mówi nie, poszedł po wódkę oraz dwa kieliszki. Gdy wrócił do salonu, postawił trunek wraz ze szkłem na stoliku oraz czynił honory tj. rozlał wódkę do kieliszków.
- O, no to gratuluję. - odparł, bo nie widział nic złego w posiadaniu drugiej połówki oraz zwierzaka. On ze względu na pracę, wolał się nie angażować w opiekę nad zwierzakiem, bo zwyczajnie nie miałby czasu. Zaraz jednak David zmrużył oczy bo coś sobie przypomniał.
- Chwila... ukrywałaś przede mną, że jesteś w tym samym mieście przez ponad rok i myślisz, że największym problemem dla mnie będzie to, że masz chłopaka? - spytał, bo coś mu się tutaj gryzło. Wziął znowu kilka łyków piwa oraz sięgnął po chipsa, by go zaraz skonsumować.
- Jenyyy, coś Ty dzisiaj jadła... - powiedział, nie spodziewając się aż takiego beknięcia. No ale sam nie był lepszy, bo zaraz też beknął - ach to piwo. Nie ma to jak bekający duet. Może powinni pomyśleć nad pójściem do Mam Talent?
- A dlaczego się bałaś? Chyba nie jest jakimś psycholem z kryminalną przeszłością? - spytał, bo nie za bardzo rozumiał obawy młodszej siostry. I naprawdę miał nadzieję, że związała się z normalnym chłopakiem i nie miała poważniejszych problemów.

Ivy Harrison
gall anonim
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
161 cm
rezydentka chirurgii Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

David Harrison

Procenty bywały momentami zbawienne. Sama uciekała kiedyś w przeróżne używki. Tyle że wydoroślała, a alkohol wydawał się być jedynie odskocznią przy znajomych. Przy bracie była w stanie odpuścić wszelkie granicę, ale potrzebowała odwagi. Z trudem przychodziło jej mówienie o trudnych sprawach, a same ich kłótnie mogły być dla jej najbliższych jednym, wielkim red flagiem.
Na Ciebie można liczyć. Aż pomyślałabym, że jesteś alkoholikiem — parsknęła krótko, szturchając brata łokciem w brzuch. Na całe szczęście zaraz alkohol został rozlany, a ona szybko chwyciła za kieliszek. Bez odpowiedniego przygotowania nie powie ani słowa — to za nas — wymruczała Ivy i zaraz skrzywiła się niesamowicie. Ohydna. Zaraz rozlała kolejnego — na drugą nóżkę mój drogi — długo nie myślała, pijąc kolejnego. Dopiero wtedy uczucie gorąca rozlało się po jej ciele. Westchnęła ciężko, bo tego właśnie potrzebowała.
Uniosła delikatnie kąciki ust, wręcz na siłę, słysząc gratulacje. Kochała Dante, ale ta relacja potrafiła być dla niej naprawdę wyniszczająca. Zresztą wystarczyło na nią spojrzeć, by zauważyć, że coś nie gra.
Tak — wymruczała, spuszczając głowę. Kiedy David wypowiedział to głośno, brzmiało wręcz okropnie. Jakby nie miała żadnego serca wobec rodzeństwa — znaczy po części nie wiedziałam, co mam powiedzieć — a właściwie bała się spotkań, w trakcie których byłaby po kłótni. Roztrzęsiona, rozpłakana i z krwawiącą dłonią po zbieraniu roztrzaskanego talerza. Wtedy żadne plasterki nie były w stanie pomóc.
To bąbelki — stwierdziła, strzelając oczyma. Co mogłaby powiedzieć bratu? Jeśli chodziło o jej odżywianie, to niczym nie musiał się przejmować. Dbała oto, by było takie jak należy.
Nie wiem... — wybąkała pod nosem blondynka, wzdychając ciężko — bałam się powiedzieć o naszych ciągłych kłótniach... — oceny, to właśnie niej bała się najbardziej. Bała się osób, które byłyby w stanie skonfrontować ją z bolesną rzeczywistością i próbować postawić w stan walki o samą siebie — ostatnio jak był w szpitalu, to ukradł leki — a to był jeden z wielu przykładów... Tylko prawdopodobnie od najgrubszego z nich zaczęła.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#7”