
- Tam! - poinformował towarzyszy, wskazując bronią, a chwilę później przeciwnik oddał strzał. Pocisk uderzył o ścianę tuż przy jego głowie, na co David zareagował skacząc w bok i chowając się za stojącą obok barierką. Zaczął obmyślać plan. Ostatecznie postanowił spróbować zaczaić się z drugiej strony, co pokazał reszcie oddziału poprzez gest ręką.
Ruszył, gdy jeden z kompanów skinął głową. Szedł nisko, praktycznie przy samej ziemi, próbując wykorzystać unoszący się pył. Gdy miał wrażenie, że jest blisko kontenera za którym chciał się schować, przeciwnik pojawił się nagle, zbyt blisko, zbyt wyraźnie. Instynkt przejął kontrolę.
Padł strzał.
David zobaczył, jak mężczyzna pada na ziemi. Nie było czasu na ocenę. Nie było czasu na cofnięcie się za osłonę. Kolejny dźwięk uniósł się w powietrzu i wtedy to on poczuł uderzenie - jakby ktoś z całej siły wbił mu pięść w bok.
Upadł na kolana, dłonią instynktownie przyciskając miejsce, z którego rozlewało się gorąco zupełnie inne niż to od słońca. Świat na moment stracił ostrość. Dźwięki przytłumiło głuche dzwonienie w uszach.
- Trafiony... - wydusił z siebie, nie będąc pewnym, czy ktokolwiek go słyszy oraz czy mówił o tym, że to on trafił kogoś, czy ktoś trafił jego.
Obok rozległy się krzyki, kroki, szybkie komendy, kolejne strzały lecz David ich już nie rozumiał. Ktoś złapał go pod ramię, ktoś inny zasłonił go własnym ciałem. David nie walczył, bo z każdą sekundą miał coraz mniej siły, a oczy zaczęły się zamykać.
- Jesteśmy tutaj. - usłyszał czyjś głos, zanim całkiem odleciał, opierając swój ciężar na ramionach ludzi, którzy go eskortowali, prowadzących go z dala od linii ognia.
Wsparcie którego oczekiwali, dotarło akurat w chwili, gdy Harrison pociągnął za spust.
Słońce nagle zgasło.
Obudził się w namiocie medyka. Powietrze było wypełnione zapachem środków dezynfekujących, a za nim stała lampa. Wokół panował półmrok, przerywany migotaniem reflektorów. Każdy ruch ciała wywoływał pulsujący ból, a świat wydawał się zniekształcony - miał wrażenie jakby miał na sobie okulary z filtrem wykrzywiającym rzeczywistość. Spojrzał w dół - bandaż na boku, nieśmiertelnik wciąż wiszący na szyi. Metal był chłodny, wbrew wszystkiemu, co czuł. Ręka mimowolnie przesunęła się po nim, szukając poczucia kontroli.
- Witaj z powrotem, Hawk. - usłyszał głos medyka.
David zmarszczył brwi, próbując podnieść głowę, czując, że każdy ruch wymaga precyzji.
- Jest... źle? - zapytał, a głos jaki się z niego wydobył, był zachrypnięty, ledwie słyszalny.
- Trafienie w bok. Na szczęście nie doszło do uszkodzenia narządów. Straciłeś sporo krwi, ale żyjesz. - Lekarz odsunął się, sprawdzając sprzęt. - Ale nie ruszaj się. Musisz odpoczywać. - powiedział głośniej medyk, jakby chciał by go dobrze Harrison usłyszał.
David przymknął oczy. Każde wspomnienie ostatnich sekund napływało falami - błysk metalu, huk wystrzałów... Wciąż czuł puls adrenaliny, mieszający się z bólem i zmęczeniem. Podniósł wzrok by spojrzeć przez w górę namiotu. Nie czuł ulgi ani triumfu. Czuł coś, czego nie umiał nazwać, coś w stylu ulgi pomieszanej z irytacją. Mimo, iż miał odpoczywać, jego umysł wciąż działał: planował i przewidywał.
W wieku 24 lat David nie wyruszył na kolejną misję. Nie dlatego, że nie chciał tylko po prostu poczuł, coś jakby blokadę. Sześć lat w wojsku nauczyło go wielu rzeczy m.in. dyscypliny ale też zostawiło ślad, którego nie potrafił tak zwyczajnie zignorować. Tamte wydarzenia, decyzje przełożonych i straty, których nie dało się cofnąć, sprawiły, że odłożył mundur na bok.
Dlaczego akurat Toronto? Po pierwsze mieszkali tu już jego bliscy, a po drugie, miał wrażenie, że łatwiej mu tu będzie znaleźć pracę. Nie miał jakiegoś konkretnego planu na siebie, ale coś jakby ciągnęło go do tego, by spróbować swoich sił na komisariacie policyjnym - może intuicja? Kilka miesięcy po przeprowadzce wstąpił do Akademii Policyjnej. Wkrótce zorientował się, że wszelka papierologia męczy go o wiele bardziej niż najcięższe szkolenia wojskowe. Nie zadawał pytań tam, gdzie odpowiedzi były oczywiste, ale nie potrafił udawać lojalności wobec ludzi, którym nie ufał (chociaż z czasem się tego uczył - [/i]wróg mojego wroga jest moim przyjacielem[/i]).
Do zespołu poszukiwań i ujęć zbiegów trafił, ponieważ wydawało mu się, że skoro w wojsku wielokrotnie tropił ludzi lub szukał zagubionych, to i tu poradzi sobie równie skutecznie. Podczas poszukiwań i łapania zbiegów nie liczyły się przemówienia ani raporty, liczyło się tylko jedno: znaleźć człowieka, który nie chce być znaleziony.
- od czasu do czasu, mimo że od ostatniego dnia w bazie wojskowej minęło 5 lat, wciąż potrafi mieć koszmary;
- Wyładowuje się najczęściej na strzelnicy, podczas samotnych biegów po mieście, albo w barze, pijąc whisky;
- wojsko wyrobiło w nim nawyk porannego wstawania - czasami choćby chciał pospać dłużej, to po prostu nie może;
- będąc nastolatkiem, kolekcjonował komiksy o superbohaterach;
- złożył trzy modele samolotów i kilka zestawów lego;
- wciąż nosi na szyi nieśmiertelnik;
- chciałby się nauczyć latać szybowcem;
- wyrobił patent żeglarski by w lecie pływać motorówką, którą wypożycza;
