-
nadal lubię starego coldplay'a, barman tu puszcza chujową muzę
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przynajmniej dzięki temu tak swobodnie wychodziło jej odgrywanie niechęci. Właściwie Babe wcale nie musiała niczego udawać. Vinnie zwrócił jej uwagę, że czasem brzmi aż nazbyt pretensjonalnie i że powinna przystopować, bo zaraz zrobi z Liry najbardziej irytującą postać, której nie da się nie lubić, a nie tak to miało wyglądać. Niespecjalnie był zachwycony, że nie trzyma się scenariusza. Przez to kilkakrotnie trzeba było powtarzać niektóre sceny. Znowu, a potem jeszcze raz. Paris praktycznie nie musiała robić żadnych dubli. A na pewno nie było ich tak wiele, jak w przypadku Seaton.
Kiedy Vinnie ogłosił przerwę, nie była w pełni z siebie zadowolona. Wiedziała, że stać ją na więcej, ale coś jej nie pasowało. W scenariuszu i w atmosferze panującej w studio. Może gdyby przyszło jej współpracować z kimś innym, poszłoby jej lepiej? To zabawne, bo nie miała większych powodów, żeby żywić niechęć wobec Laroche. Ale czy zawsze musi być jakiś konkretny powód? Nie wszystko, co robiła Babe miało sens. I nie wszystkich musiała darzyć sympatią. A jednocześnie oczekiwała, że wszyscy będą ją lubić. Typowa baba.
Zawiesiła swoją torebkę na ramieniu i ruszyła w stronę wyjścia na korytarz. Nie miała żadnych sprecyzowanych planów, co do lunchu. Nie zdążyła zjeść śniadania, więc właściwie mogłaby zjeść cokolwiek. Nawet te okropne kiełbaski z bufetu, które nijak nie przypominały kiełbasek. Pytanie Paris nieco zbiło ją z pantałyku. Rozejrzała się dookoła, jakby musiała się upewnić, czy aby na pewno kierowała pytanie do niej, a potem wzruszyła ramionami.
— W pobliżu nie ma żadnych sensownych knajp, więc chyba zjem na miejscu — stwierdziła i spojrzała na nią, mrużąc lekko oczy. — A ty? Nie wyglądasz na taką, która stołuje się tutejszym żarciem — stwierdziła, chociaż w sumie nie wiedziała, dlaczego i na jaką miałaby wyglądać. Może dlatego, że w wyobraźni Babe, bufetowe menu w ogóle nie pasowało do Laroche? Jakieś fancy restauracje z sushi, owszem. Ale przecież sama Seaton nie jadała tutaj z własnej woli, a właśnie dlatego, że najczęściej gonił ją czas i musiała wracać do pracy.
Paris Laroche
-
Przyszłaś się tu ruszać czy wyglądać?
Ci chłopcy są i tak na jeden strzał
Na parkiet trzeba ich wyciągać
Może gdyby ten DJ lepiej grał
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobwaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie do końca pojmowała również zdziwienie malujące się na twarzy Seaton, kiedy wreszcie się do niej odezwała poza studiem. Zachowywała się przecież całkowicie normalnie, nie powinna wzbudzać takich emocji. Przesunęła dłonią w okolicach ust, spodziewając się, że może ma coś brudnego na twarzy, skoro Babe tak się w nią wpatruje. Szybko jednak odrzuciła ten pomysł. Aktorka po prostu miała dziwny tok rozumowania. Laroche uniosła zaskoczona brwi.
— Nie rozumiem, czy to jest komplement czy próba obrażenia mnie — odpowiedziała szczerze. Powinno jej być miło czy przykro? Nawet jak już pozna intencje Seaton, to nadal z trudem wykrzesa z siebie wybraną emocję, bo w żadnej z tych opcji nie widziała większego sensu. To po prostu była jakaś skrajnie dziwaczna opinia.
— Wyglądasz na taką, która lubi gazpacho — dodała ostrożnie, nadal nie będąc pewną, czy we właściwy sposób dopasowała się do tej dziwacznej gry, w którą została wplątana. Przyjrzała się jej uważnie, oceniając, czy założony przez nią fakt, aby na pewno był sensowny. Coś jej podpowiadało, że tak. Nie miała pojęcia, co konkretnie, ale ta typiara wyglądała generalnie na fankę zup.
Skierowała się do wspomnianego bufetu, zgadzając się, że to będzie najszybsza i najprostsza opcja. Zdecydowała również w myślach, że zamówi sobie dzisiaj jakąś porządną kolację. Będzie musiała jakoś wynagrodzić się za to średniej jakości żarcie, które tu będzie mogła kupić. Przejście od jednego budynku do drugiego na szczęście nie zajęło zbyt dużo czasu, akurat te dwa miejsca były blisko. Przeczesała włosy, przechodząc przez rozsuwane drzwi, jakby chciała zapanować nad fryzurą, którą mógł wcześniej zniszczyć wiatr. W rzeczywistości nic takiego nie miało miejsca, wyglądała identycznie jak po wyjściu ze studia nagraniowego. Pewnie taki odruch. Przywitała się krótko z kobietami, które minęły je w korytarzu. Kojarzyła, że pracują tu jako oświetleniowczynie, ale nie wiedziała o nich na tyle dużo, by wdawać się w jakąś pogawędkę.
— Oczywiście nie musimy jeść razem, nie czuj się zobowiązana. Spróbujmy wrócić do studia o tej samej porze, okej? — zasugerowała spokojnym tonem, gestem wskazując jej miejsce przed sobą na końcu krótkiej kolejki ustawiającej się do lady. Nie była pewna, czy wcześniej nie zabrzmiała tak, jakby próbowała namówić ją do zaprzyjaźniania się w trakcie przerwy – a przecież wcale jej na tym nie zależało.
Nawet jakbyś opierdolił Viagrę, to nie staniesz przy mnie
-
nadal lubię starego coldplay'a, barman tu puszcza chujową muzę
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Znalazłabym lepszy sposób na to, żeby ci ubliżyć — odparła, wzruszając lekko ramionami. To akurat była prawda. Miała wystarczająco wybujałą wyobraźnię i bogate słownictwo, żeby wymyślić coś ambitniejszego. Stać ją było na więcej, ale jak widać Paris wcale jej nie doceniała i sprowadzała do poziomu, który cuchnął prostotą.
Kiedy tylko Paris wspomniała o gazpacho, Babe nie pozostało nic innego, jak unieść wysoko brwi. To dopiero była dziwaczna próba podtrzymania rozmowy!
— Kto normalny lubi zimne zupy? — prychnęła, bo naprawdę był okropny wybór. — Szczerze nie znoszę, jak potrawa udaje deser, kiedy w rzeczywistości nawet nim nie jest — dodała z przekąsem. Gdyby Seaton chciała zjeść coś na zimno, sięgnęłaby po kubełek lodów.
Ruszyła w stronę bufetu, trzymając się nieco z tyłu. Zmierzały w to samo miejsce, ale przecież nie szły tam razem. Nie muszą przecież inscenizować, że były koleżankami, kiedy w rzeczywistości tak nie było. Seaton zdecydowanie wolała pozostawić tą znajomość na płaszczyźnie czysto zawodowej.
Skinęła głową i podążając za gestem Paris, stanęła w kolejce, jednocześnie zastanawiając się nad wyborem dania. Nic za szklaną gablotą nie wyglądało ani ładnie, ani apetycznie. W końcu zdecydowała się na klopsy z soczewicy. Wolała nie tykać tutaj niczego, co zawierało mięso. Nigdy nie wiadomo, jak długo coś leżało za ladą. Niby kucharki zawsze zapewniały, że wszystko jest świeże, ale co właściwie miały powiedzieć? Że muszą wypchnąć resztki z dwóch poprzednich dni.
— Pijesz do mojego porannego spóźnienia? — zapytała, przesuwając się nieznacznie do przodu. — Jasne, spróbuję się nie spóźnić — powiedziała, jasno dając Laroche do zrozumienia, że nie będą jeść razem lunchu.
Ale Babe szybko zorientowała się, że chociaż kolejka była krótka, to wszystkie wolne miejsca były praktycznie zajęte. Ludzie, którym niestraszna była tutejsza kuchnia, łączyli się w grupki, okupując stoliki. Wolny był tylko ten jeden przy oknie. Westchnęła z lekką rezygnacją, a kiedy podeszła do kasy, żeby zapłacić za klopsiki, wskazała podbródkiem na te pojedyncze miejsca.
— Zajmę tamten stolik — poinformowała, siląc się na zwyczajny ton. — Zaraz nie będzie gdzie usiąść — dodała, zabierając swoją tackę z jedzeniem.
Takie rozwiązanie wydało jej się najbardziej sensowne. Zawsze to lepsze niż dosiadać się do nieznajomych i czuć się jak intruz, przysłuchując się ich rozmowom. Wprawdzie Seaton znała większość ludzi, chociażby z widzenia, ale i tak nie chciała dołączać w połowie konwersacji. Wtedy to dopiero czułaby się zobligowana, żeby dopytać, o czym tak dyskutują. A może to po prostu jej wrodzona wścibskość. Lubiła wiedzieć rzeczy i słuchać nowych plotek. Ale kto za tym nie przepadał? Pewnie Laroche. Nie wyglądała na taką, co jada w bufecie, a już zdecydowanie nie na taką, która lubuje się w krążących po studiu pogłoskach.
nie polubię cię, jak powiedzieć prościej?
-
Przyszłaś się tu ruszać czy wyglądać?
Ci chłopcy są i tak na jeden strzał
Na parkiet trzeba ich wyciągać
Może gdyby ten DJ lepiej grał
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobwaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— No to musisz coś ze sobą zrobić, bo wyglądasz, jakbyś jadła ją co niedzielę — rzuciła żartobliwie. Można jednak było się nie domyślić, że to żart. Mówiła spokojnym, rzeczowym tonem – ale lubiła w ten sposób opowiadać żarty. Problem w tym, że również się nie uśmiechnęła, co byłoby lepszym sygnałem. Jakoś o tym zapomniała. Przestawała już zwracać na takie pomyłki uwagę, co raczej nie świadczyło za dobrze o jej stanie psychicznym. No cóż, teraz też właściwie tego nie zauważyła i nie była gotowa na samodiagnozę.
Przyglądała się uważnie wszystkiemu, co było dzisiaj do wyboru. Większość wyglądała wyjątkowo niesmacznie. W końcu zdecydowała się na krem z czerwonych warzyw. Taka ciepła zupa na pewno poprawi jej nastrój i ulży nieco gardłu.
— Dziękuję — odpowiedziała, po czym znów skupiła wzrok na produktach za szkłem. Ucieszyła się, że kolaboracja zaczyna wychodzić im tak dobrze. Wyraziła swoją potrzebę, a Seaton nie tylko od razu zrozumiała, ale jeszcze się zgodziła! Doskonale. Ten dzień jednak miał szanse na całkiem dobre zakończenie.
— Dziękuję — powtórzyła, gdy Babe przedstawiła jej plan względem stolika. Przesunęła się w kolejce i zanim odeszła od kasy zamówiła jeszcze jakiegoś Kubusia. Kompletnie zapomniała o zgarnięciu podobnego soku w drodze do pracy, a przecież dział dużo lepiej niż woda. Zapłaciła za wszystko i zrobiła miejsce następnej osobie. Rozejrzała się po bufecie, żeby upewnić się, że w międzyczasie nie zwolnił się żaden inny stolik. Nic takiego jednak się nie wydarzyło. Poszła więc w stronę wcześniej wskazaną przez Seaton. Dosiadła się do niej, życząc jej smacznego. Spróbowała zupy, która okazała się naprawdę nie taka tragiczna. Sama pewnie nie ugotowałaby lepszej, ale to akurat żaden wyznacznik. W każdym razie posiłek nie zapowiadał się jak taka ostatnia tragedia. Spojrzała na zegarek, żeby upewnić się, że nie straciły w kolejce więcej czasu niż podejrzewała, ale nie – nadal mogły jeść bez pośpiechu.
— Lekko rzucasz wielkimi słowami. To ciekawe. — W pewnym momencie skupiła wzrok na Babe i podzieliła się z nią tą uwagą. Brzmiało to jak zwykłe stwierdzenie faktu, bez oceniania. Aktorka zaskoczyła ją tym, jak skonkretyzowane emocje czuła wobec zwyczajnej zupy. A może ich nie czuła, tylko tak hiperbolizowała? Obie te rzeczy były dla Laroche nieco dziwne. To nie byłby pierwsze słowa, których użyłaby wobec posiłku, a przynajmniej nie w zwyczajnej rozmowie. A nie były przecież ani na scenie, ani na randce, a to w tych sytuacjach można się nieco popisywać językowo. Babe nie miała przecież powodu do popisywania się, więc to musiało wyjść z niej naturalnie. A przynajmniej tak to wszystko analizowała Paris.
Check na konkurencję, dalej lipa. Check na konkurencję, dalej nima
-
nadal lubię starego coldplay'a, barman tu puszcza chujową muzę
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wywróciła oczami. Jeśli to był żart, to nieśmieszny. Seaton musiałaby chyba być niespełna rozumu, żeby jeść gazpacho co niedzielę. Albo w ogóle kiedykolwiek. W dodatku Paris naprawdę nie musiała dziękować tak, jakby co najmniej uratowała jej życie. Wspólne siedzenie przy stoliku niczego nie oznaczało. Nie staną się nagle przyjaciółkami i nie zaczną pleść sobie wzajemnie kolorowych bransoletek, żeby przypieczętować łączącą ich więź. Wychodziła jednak z założenia, żeby lepiej nie jeść na stojąco. Jeszcze któraś z nich nabawiłaby się niestrawności i nici z dalszych nagrywek. Ale patrząc na jedzenie serwowane w bufecie, to nie wykluczona, że któraś z nich się od tego pochoruje.
— Wielkimi słowami? — powtórzyła po niej, gdy już usiadły naprzeciwko siebie przy tym jednym, samotnym stoliku. — Bo uważam, że obiady, w tym właśnie zupy, powinny być ciepłe? Jak miałabym ochotę na coś zimnego, to zjadłabym lody, a nie chłodnik — powiedziała, umieszczając sobie w ustach klopsika z soczewicy. Skrzywiła się nagle, wskazując widelcem na swój talerz. — O tym właśnie mówię. Całkiem zimne. Obrzydlistwo — mruknęła z nieukrywanym niezadowoleniem. Najwyraźniej kuchnia w Pinewood nie tylko skąpiła na składnikach, ale również na gazie prądzie. Naprawdę tak trudno było przytrzymać potrawy w garnku nieco dłużej, żeby mogły porządnie się zagrzać.
Przez chwilę dłubała w jedzeniu, ale od tego rozgrzebywania klopsiki wcale nie zrobiły się cieplejsze. Przynajmniej w smaku nie były najgorsze. Nawet, jeśli składniki byłyby nieświeże, skutecznie zatajona to dużą ilością przypraw.
— Co myślisz o scenariuszu Zefiry i Miasta Złamanych Dźwięków? — zapytała ot tak. Głupio tak siedzieć w ciszy. Zresztą Babe zwykle gadała dużo i rzadko zamykała jej się gęba. Pomimo dystansu wobec Laroche, umiała zachowywać się profesjonalnie. Rozmowa o pracy nie była zobowiązująca. Co innego, gdyby Paris zaczęła dopytywać o jakieś prywatne sprawy, a o tych Seaton zupełnie nie miała ochoty opowiadać. — Nie uważasz, że można byłoby to zrobić lepiej? — zerknęła na nią znad swojego talerza.
Właściwie podejrzewała, jaka będzie odpowiedź. Nie dość, że Laroche wyglądała na taką, która jadała w fancy knajpach, to w jej oczach wyglądała na służbistkę. Taką, która stosuje się do poleceń i robi swoje. Babe też starała się robić swoje, ale zawsze miała coś do powiedzenia, a w jej głowie roiło się od uwag.
sorry, nie chce mi się gadać
-
Przyszłaś się tu ruszać czy wyglądać?
Ci chłopcy są i tak na jeden strzał
Na parkiet trzeba ich wyciągać
Może gdyby ten DJ lepiej grał
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobwaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Kto normalny lubi zimny zupy? Szczerze nie znoszę, jak potrwa udaje deser. Obrzydlistwo — wymieniła sformułowania, które w jej ocenie były wyjątkowe, pokazując przy tym każde kolejne na palcach. Rozmawiały od kilku minut, a zebrały się już trzy. To naprawdę było sporo – szczególnie, że wszystkie dotyczyły tego samego tematu. Może Babe skrywała w sobie po prostu jakąś szaleńczą pasję do kulinariów? Ale w takim razie, co robiła w tej pracy? Powinna zajmować się gastronomią, jeżeli wpływała na nią tak mocno.
— To mocne emocje, szczególnie biorąc pod uwagę, że wszystkie dotyczą obiadów. Ciekawe, jak mówisz o pracy, bogu, miłości albo seksie — doprecyzowała. Nie próbowała być wścibska. Nie starała się jej namówić, żeby przedstawiła jej opinie na wszystkie te tematy. Według Laroche były to jednak kwestie, do których większość ludzi podchodziła najpoważniej. Najmocniej się w społeczeństwie na te tematy kotłowało i w ogóle nie byłaby zaskoczona, gdyby Seaton tak żywo opowiadała na których z nich. Ale ona przecież mówiła o zupie i klopsach. Czy w takim razie te poważne kwestie urastają do jakichś gargantuicznych rozmiarów? A może właśnie zmieniają się w coś totalnie obojętnego? Hm. To brzmiało jak dobry materiał na część występu.
Jadła spokojnie, nie spoglądając w stronę Seaton. To byłoby przecież nie uprzejme, tak się ciągle gapić. Skupiła się na niej dopiero, gdy się odezwała. Nie odpowiedziała od razu. Przełknęła to, co miała w buzi i sięgnęła po serwetkę, żeby wytrzeć nią usta, bo miała wrażenie, że w międzyczasie zdążyła się pobrudzić. Oczywiście na skórze nie miała ani śladu zupy, zanim jeszcze się wytarła.
— Nie wiem, nie jestem scenarzystką. Przekaz całości jest dobry. Podoba mi się, że bohaterki nie są stereotypowo urocze. Lubię historie oparte od początku na konflikcie. Dziwi mnie jedynie, że nie dobrali nas na odwrót, ale może pomysł na taką przewrotną ekspresję się sprawdzi — wyjaśniła. W międzyczasie odłożyła na bok łyżkę, nie chcąc nią wymachiwać przed twarzą Babe. Właściwie nie machała rękami w trakcie mówienia, nadal była stoicko spokojna, ale czułaby się niezręcznie, gdyby nie odłożyła sztućca. Spojrzała na łyżkę, gdy skończyła i przesunęła ją o kilka milimetrów, bo wcześniej nie leżała idealnie prosto.
— Chciałabyś coś zmienić – oprócz kwestii? — dopytała, znowu skupiając się na Seaton. To, że nie pasowały jej dialogi, było dla wszystkich jasne. Ale może miała ochotę przebudować połowę fabuły?
— I obsady — dodała. To znów miał być żart. Jeszcze jedna próba, co jej szkodzi. Nie uśmiechnęła się, ale wzruszyła ramionami na znak, że nie czuje się w ogóle urażona, że jej partnerka sceniczna najchętniej wymazałaby ją z produkcji.
Czy coś jej zrobiłam, To sobie nie przypominam. Że mi patrzy na dupę, to przecież nie moja wina
-
nadal lubię starego coldplay'a, barman tu puszcza chujową muzę
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Po prostu nie ukrywam, kiedy coś mi nie smakuje — wzruszyła ramionami, nabijając sobie na widelec klopsa. — Tak, jak nie ukrywam, że kogoś nie lubię — tutaj miała ochotę posłać Paris wymowne spojrzenie, ale skupiła się na lunchu.
Kochała jeść, więc kiedy ktoś je zbezczeszczał, mówiła o tym głośno i wyraźnie. A dla niej zimne posiłki, które jej mózg automatycznie przyswajał jako coś, co powinno być podane na ciepło, były zwyczajnie obrzydliwe. I Laroche nie powinna doszukiwać się w tym czegoś większego. Potrafiła wyrażać się w podobny sposób na różne tematy, nie tylko w kwestii tego, co miała na talerzu.
— Podobno z reguły mam bardzo intensywny sposób wyrażania siebie. I dotyczy to wszystkiego, nie tylko pracy, seksu, boga, polityki, służby zdrowia czy... Tego — wskazała podbródkiem na jej zupę. Nie miała w zwyczaju zaglądać innym w talerze, ale zupa wyglądała podejrzanie. Oby się tylko nie zatruła, bo będą musiały przekładać nagrania, a przecież zależało im, żeby dokończyć projekt jak najszybciej.
Będąc na miejscu Paris, już dawno wymierzałaby w nią łyżką, żeby coś podkreślić albo zaznaczyć. Seaton wiedziała, że znacznie się od siebie różnią, ale dopiero teraz zaczynała rozumieć, jak bardzo. Dzieliło je właściwie wszystko - od podejścia do pracy aż po sposób wyrażania emocji. O ile Babe była impulsywna i bezpośrednia, to Laroche była zadziwiająco spokojna. Jak w ogóle można tak funkcjonować?
— Mhm — mruknęła, choć nie do końca zgadzała się z jej słowami. Owszem, przekaz dla młodszych widzów miał sens. Bohaterki wyraźnie za sobą nie przepadały, ale zgodnie z przewidywalnym schematem w końcu miały się do siebie zbliżyć i zaprzyjaźnić. Miało to pokazać, że nawet największe uprzedzenia można przełamać, a różnice nie muszą dzielić. Przeciwnie, mogą stać się fundamentem porozumienia. Szkoda tylko, że wszystko to było podane w tak oczywisty i mało subtelny sposób, przez co historia traciła na wiarygodności i emocjonalnej głębi.
— Na pewno podmieniłabym nasze role — stwierdziła, bo to nie tak, że Laroch źle odgrywała Zefirę. Po prostu Seaton uważała, że zrobiłaby to lepiej. — Nie wygłupiaj się z tą obsadą — machnęła ręką, jakby odganiała natrętną muchę. — Skoro Tom i Vinnie stwierdzili, że widzą sens naszej współpracy, to coś w tym musi być — oznajmiła zwyczajnym tonem. Oczywiście, że Babe nie zgadzała się z ich decyzją, ale wolała toczyć dyskusję we własnej głowie. Przede wszystkim dlatego, że nie chciała stracić tej roli. Ostatnio trudno było się załapać na coś konkretnego na rynku dubbingowym.
Dokończyła swój lunch, odłożyła sztućce na talerz i sięgnęła po serwetkę. Przez moment w milczeniu przyglądała się Paris, aż w końcu zmrużyła lekko oczy.
— Skąd tak pomysł? Uważasz, że nie potrafię zachować się profesjonalnie i to do tego stopnia, że chciałabym cię wymienić na kogoś innego? — uniosła jedną brew, przywierając plecami do oparcia krzesła. Może jej niechęć była jawna, bo Babe nawet nie starała się z niczym ukrywać, ale czy faktycznie mogłoby zniżyć się do takiego poziomu, żeby zrezygnować ze współpracy z Laroche? To już lekka przesada.
czuję się jak w filmie, grają w bbc mnie. jakaś stara baba mnie ocenia jak na filmweb
-
Przyszłaś się tu ruszać czy wyglądać?
Ci chłopcy są i tak na jeden strzał
Na parkiet trzeba ich wyciągać
Może gdyby ten DJ lepiej grał
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobwaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Kogo więc nie lubisz? — dopytała, żeby rozwiać wątpliwości. To dużo lepsza metoda niż zastanawianie się. Laroche nie była mistrzynią w ocenianiu innych, ani w czytaniu im w myślach. Właściwie to często szło jej to kiepsko. O Seaton nie wiedziała właściwie niczego. Zdążyła docenić jej zdolności aktorskie i zauważyć, że pod wieloma względami się od siebie różnią, ale żadna z tych rzeczy nie przybliżała jej do właściwej oceny.
Ocenianie wszystkiego w tak żywy sposób też było dla niej dziwne. Jak w takim razie wyważyć, co jest naprawdę istotne i zajmujące, a co stanowi jedynie mrzonki? Na pewno nie było tak, że każda z tych kwestii była dla niej równie paląca, przecież to jakiś czysty idiotyzm. Nikt nie dałby rady angażować się równie mocno w tak wiele kwestii jednocześnie. Może i miała w sobie dużo więcej energii niż Paris, ale musiała mieć jakieś granice. A może po prostu dawała z siebie wszystko w godzinach pracy, a w domu zamieniała się w kompletnie spokojną i cichą myszkę? To dopiero byłoby coś.
Ucieszyła się, że znalazły już coś, w czym się tak łatwo zgodziły. Seaton również wolałaby zamienić ich role. Może jednak powinny się odezwać i zabrać głos w tej sprawie? Nie, to głupie. Produkcja musiała mieć w tym jakiś konkretny cel, przecież nie popełniliby tak durnego błędu. To wielka korporacja, nie trwonią pieniędzy bez powodu i nie podkopują celowo własnych projektów. Laroche nie miała wątpliwości, że wypadłaby lepiej jako Lira, ale całkowicie wierzyła też w to, że wypadnie bardzo dobrze jako Zefira. Może taka nietypowa dla niej rola będzie doskonałym wpisem do portfolio? Pokaże, że potrafi dużo więcej niż wszyscy do tej pory podejrzewali.
Kiedy Babe zamilkła, wróciła do jedzenia. Zostało jej niewiele, czasu miały jeszcze sporo, na szczęście nie musiała się spieszyć. Nie ruszało jej w ogóle, że siedząca na przeciwko aktorka ją obserwuje. Może się tak wgapiać bez końca, jeśli sprawia jej to przyjemność. A jak liczy, że pod naciskiem tego spojrzenia, Laroche zupa stanie w gardle, to niestety się bardzo myliła. Zwróciła na nią uwagę dopiero, gdy Babe się odezwała. Znów przetarła wargi serwetką i odłożyła łyżkę obok pustej miski, tym razem w taki sposób, że nie wymagała żadnych poprawek.
— Nie uważam, że nie potrafisz zachować się profesjonalnie — wyjaśniła, również opierając się wygodnie o krzesło. Nie kłamała, ani nie ubarwiała rzeczywistości. To Seaton niepotrzebnie dramatyzowała.
— Pomijając już kwestię tego, że to był tylko żart... Założyłam po prostu, że wolałabyś współpracować z kimś, z kim czułabyś dobrą chemię. Odniosłam wrażenie, że chciałaś ode mnie więcej niż mam w zwyczaju oferować — doprecyzowała, nawiązując do ich odmiennego stylu nagrywania. Laroche nie potrzebowała w trakcie tylu kontaktu i emocjo, co Seaton. Jej ekspresja Bejby w ogóle nie przeszkadzała, ale miała wrażenie, że jej partnerka czułaby się pewniej z kimś na podobnym poziomie energii.
Usuń konto, przeproś matkę, nie zapomnij ojca swego