34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Odwróciła wzrok od telewizora i spojrzała w miejsce, w którym narzeczona stała oparta o framugę. Chciała powiedzieć, że nie jest głodna. Słowa już formowały się na końcu języka, ale to dopiero byłoby podejrzane. Swanson na pewno by tego nie łyknęła. Owszem, był taki czas tuż po incydencie z Fosterem, kiedy Zaylee jadła jak wróbelek. Dłubała widelcem w talerzu, odsuwała od siebie kanapki, twierdząc, że po prostu nie ma apetytu. Wtedy nawet zapach świeżo parzonej kawy potrafił ją zemdlić. Ale tamten etap miała za sobą i wszystko wróciło do normy, aż w końcu odzyskała dawny apetyt z nawiązką. Teraz znów jadła za dwóch, a na co dzień była w stanie przejeść niejednego rosłego mężczyznę. Jej żołądek zdawał się nie mieć dna, zupełnie jak torebka, w której można było znaleźć wszystko, od paragonów sprzed trzech miesięcy po zapasową szminkę, skalpel i klucz francuski.
Zjem w kuchni — odparła, siląc się na lekki uśmiech. Jej palce, dotąd zaciśnięte na miękkim futrze Elviery, rozluźniły się powoli. Kotka zamruczała z cichym protestem i wbiła pazurki w materiał dresów, wyraźnie niezadowolona z perspektywy utraty wygodnego miejsca. Przez chwilę wyglądało na to, że nie zamierza ustąpić, więc Miller delikatnie, ale stanowczo podniosła ją i postawiła na podłodze. Elviera przeciągnęła się leniwie, rzucając jej spojrzenie pełne kociej dezaprobaty, po czym odeszła w kierunku parapetu.
Ona tymczasem ruszyła w stronę kuchni. Gdy mijała narzeczoną, przystanęła, nachyliła się i musnęła ustami jej policzek. W tym krótkim geście było więcej czułości, niż potrafiła teraz wyrazić słowami. Jej dłoń na moment zatrzymała się na biodrze ukochanej, jakby chciała zaczerpnąć więcej bliskości, zanim zniknęła za progiem kuchni. Łatwiej było udawać, że nic się nie działo niż próbować poruszać niewygodne tematy. Może w końcu wszystko rozejdzie się po kościach, nawet jeśli później miałoby to spaść na nie ze zdwojoną siłą.
Co przygotowałaś? — zapytała, jednocześnie robiąc miejsce na stole. Odstawiła laptopa Swanson na pusty blat pod oknem, a papiery zebrała w taki sposób, aby niczego przypadkiem nie pomieszać.
Już wcześniej czuła unoszące się w powietrze zapachu, ale wtedy pozostawała niewzruszona. Nie chciała dać po sobie poznać, że jeżyk uciekał jej do dupy. Zanim zajęła miejsce przy stole, to pierwsze, co zrobiła, to dokładne umycie rąk, w końcu przed chwilą głaskała kota. Jeszcze wyjęła talerze i sztućce, i dopiero potem usiadła na krześle, żeby nie kręcić się pod nogami. Już wystarczyło, że Rad cały czas był w pobliżu, nie odstępując Eviny na krok. Pewnie też został zwabiony zapachami i liczył na jakiś smaczny kąsek. W przeciwieństwie do Elviry, która chyba powoli i niechętnie godziła się z losem, że nic nie dostanie.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Apetyt Zaylee był niezrównany i jeśli odmówiłaby obiadu to naprawdę byłoby źle. Gdyby tylko obie nie były kobietami to Swanson zaczęłaby się obawiać czy przypadkiem narzeczona nie zaszła w nieplanowaną ciążę, gdy tak jadła za dwóch, ale biorąc pod uwagę zarówno biologię jak i fakt, że stan ten utrzymywał się permanentnie to można było odetchnąć spokojnie i podjąć się trudu wykarmienia podobnego głodomora.
Przytaknęła na słowa narzeczonej i już w zasadzie mogłaby się odwrócić, żeby zająć się nakładaniem obiadu, ale jeszcze przez chwilę stała w progu kuchni, wpatrując się w narzeczoną, która siedziała z kotem na kanapie. Elvira naprawdę nie była zadowolona z wymuszonej zmiany pozycji, ale musiała się z nią pogodzić. Zresztą parapet nad grzejnikiem również miał swoje profity choć na pewno nie był tak wygodny i miękki jak uda Miller.
Nie spodziewała się tego, że koronerka wykona pierwszy krok i ucałuje delikatnie jej policzek w drodze do kuchni. Mimowolnie uśmiechnęła się, gdy tylko to poczuła. Może jednak wszystko samoistnie powracało na dobre tory? Mogła być tylko wdzięczna za to, że zdecydowała się na samodzielne przygotowanie obiadu. Mimo wszystko dało jej to jakieś zajęcie, gdy musiała już wstać od papierów i odetchnąć.
Chciała ją objąć lub przynajmniej w podobnej manierze przeciągnąć po jej talii czy biodrze. Zamiast tego jednak postanowiła się skupić na nałożeniu posiłku, który był już gotowy. Zresztą Zaylee niezwykle szybko podeszła do w połowie zagraconego stołu w kuchni. Wciąż leżały na nim rozmaite papiery choć Evina nieco je uprzątnęła, zgarniając na kilka stosików okupujących z laptopem fragment blatu.
- Wołowina w sosie z czerwonego wina - odpowiedziała, wyłączając kuchenkę po czym sięgnęła po drewnianą deskę, na której mogła przetransporować danie na środek stołu.
Czy był to jedynie pretekst do tego, aby bezkarnie móc obalić całą butelkę wina? Co prawda nie była ona potrzebna w całości do tego, aby przygotować obiad, ale Swanson nie widziała sensu w tym, aby trzymać zanadto rozpoczętą butelkę, więc to, co nie trafiło do mięsa wylądowało w kieliszku, który już dawno siedział we wnętrzu zmywarki.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zaylee doskonale wiedziała, że jej apetyt bywał tematem żartów, westchnień i cichych kalkulacji zawartości lodówki, ale nie zamierzała z tego powodu przepraszać. Organizm miał swoje potrzeby, a ona nie widziała najmniejszego sensu w ich ignorowaniu. Odmówienie obiadu byłoby czymś nienaturalnym i Evina na pewno pierwsza by to zauważyła. Miała też wiele innych potrzeb, ale te musiała zepchnąć na drugi plan.
Kiedy narzeczona otworzyła piekarnik, zapach jedzenia szybko zawrócił jej w głowie, wołowinie w sosie z czerwonego wina wyglądała tak obłędnie, że Miller aż gwizdnęła cicho.
Ambitnie — skomentowała z uznaniem. I bardzo rozsądnie, biorąc pod uwagę jej stan permanentnego głodu. Swanson mogła działać jej na nerwy pod wieloma względami, ale musiała oddać, że gotowała świetnie. Nawet, jeśli nienawidziła stać przy garach.
A może to był sposób, żeby ją udobruchać? No cóż, przygotowywanie posiłków zawsze było jej najmocniejszym argumentem. Zaylee dalej czuła się wewnętrznie urażona i chociaż nie mówiła tego wprost, to narzeczona drażniła ją w drobnych gestach, w pauzach między słowami i tym, jak odwracała wzrok, udając, że wszystko było w porządku. Miller wiedziała, że nie jest. I Evina też musiała to wiedzieć. Właśnie dlatego żadna z nich nic nie mówiła.
Normalnie zwróciłaby uwagę na to, że Swanson wypiła sama całą butelkę wina. Pewnie nazwałaby ją alkoholiczką, ale teraz pewnie byłby to tylko kolejny pretekst do kłótni. Będzie można mówić o prawdziwym cudzie, jeśli coś w końcu nie pierdolnie. Jak na razie Zaylee pozostawała niewzruszona. Szło jej całkiem nieźle, jak na to, że zwykle podnosiła głos i próbowała na siłę zmuszać narzeczoną do konwersacji.
Seks na dziewięćdziesiąt dziewięć procent załatwiłby temat. Ale Miller była zbyt dumna, żeby cokolwiek insynuować. Istniało też jakieś prawdopodobieństwo, że znów spotka się z odmową, a wtedy jej wkurwienie przybierze jakąś niepojętą skalę. Lepiej darować sobie rozczarowania, zjeść w spokoju, dokończyć serial i wrócić na komisariat. Skoro Swanson uciekała od rozmowy, postanowiła dostosować się i wziąć z niej przykład. Podziękowanie w postaci wcześniejszego muśnięcia policzka musiało wystarczyć. Zaylee nie lubiła się płaszczyć i domagać atencji. Nie ten typ. A jeśli tak to miało wyglądać, to mogła tak jeszcze długo.
Nałożyła sobie sporą porcję na talerz i skosztowała pierwszy kęs. Wołowina aż rozpływała się w ustach. Musiała jednak spróbować jeszcze trochę, zanim wydała ostateczny werdykt. Z reguły wychwalała wtedy Swanson pod niebiosa, ale teraz jedynie pokiwała z aprobatą głową.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jej apetyt z pewnością był już legendarny. Całe szczęście nie znajdowały się na etapie, gdzie Evina musiała zamykać lodówkę na kłódkę, aby przypadkiem nie zabrakło w niej jedzenia i nie pomarły z głodu. W zasadzie to odkąd zamieszkały razem to Swanson po raz pierwszy posiadała w domu nieco pełniejszą lodówkę. Nawet jeśli miały się w niej znajdować jakieś gotowe dania do podgrzania czy też przekąski. Chociaż przez obecność Sama ich dieta miała powoli ulec zmianie...
Trzeba było przyznać, że faktycznie Swanson potrafiła gotować. Nie było w tym nic szczególnie trudnego. Po prostu trzymała się instrukcji obecnych w przepisie i wszystko wychodziło samo. Dla niej nie była to wielka filozofia i naprawdę dziwiła się jakim cudem Zaylee nie mogła tego w pełni opanować.
- Miałam czas - odpowiedziała zgodnie z prawdą, bo przygotowanie samego posiłku nie zajmowało szczególnie dużo czasu.
Musiała po prostu dopilnować, żeby w międzyczasie nic nie wybuchło w kuchni ani nie uległo innemu wypadkowi. Mięso dusiło się, a każdy ze składników powoli nasycał się niezwykle aromatycznym sosem. Ona z kolei miała czas na to, aby osuszyć pozostałe pół butelki wina podczas siedzenia nad sprawą.
Każda drobna przerwa w rozmowie czy moment, gdy podczas rozmowy unikały kontaktu wzrokowego jedynie powodował jeszcze większy dystans pomiędzy nimi. Chociaż wydawało się, że przynajmniej na chwilę zrobiły postęp, gdy tylko Miller zdobyła się na czuły gest, mijając ją w drzwiach.
Biorąc pod uwagę fakt, że to właśnie odmowa seksu doprowadziła do tej sytuacji to naprawdę mogło się wydawać, że był to przypadek jeden na milion, gdy faktycznie nie będzie to odpowiednie rozwiązanie. Głównie ze względu na upartość Miller oraz jej urażoną dumę.
Ciche skinięcie było jedynym na co mogła liczyć w tym momencie. Może to było aż nadto? Przez chwilę zastanawiała się czy powinna coś powiedzieć. Przełamać jakoś tę ciszę, która między nimi zaległa i drażniła niczym drzazga wbita tuż pod skórą.
- I co myślisz? - zapytała w końcu, nie mogąc znaleźć innego tematu niż znajdująca się przed nimi wołowina o silnym winnym aromacie.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W gotowaniu było wiele trudnych rzeczy. Trzeba było pilnować proporcji przypraw, wyczuć odpowiedni moment na zmniejszenie ognia i wiedzieć, kiedy potrawę należy wyjąć z piekarnika, żeby nie stała się zbyt sucha albo przypalona. Każdy błąd mógł zniweczyć nawet najlepszy przepis, bo zbyt dużo soli odbierało smak innym składnikom, a zbyt wysoka temperatura sprawiała, że sos warzył się i tracił aksamitną konsystencję. Gotowanie wymagało nie tylko cierpliwości, ale także intuicji i uważności.
Zaylee przekonała się o tym na własnej skórze. Choć z reguły omijała kuchnię szerokim łukiem, pewnego dnia musiała stanąć na wysokości zadania i obrała sobie za punkt honoru, że ugotuje dla chorej Eviny zupę. Początki były trudne. Nie obyło się bez wykipiałego bulionu i zbyt intensywnego aromatu czosnku, który zdominował całą potrawę. W kuchni unosił się zapach przypalonych warzyw, a na blacie piętrzyły się brudne naczynia, świadczące o kolejnych eksperymentach. Jednak Miller nigdy nie poddawała się tak łatwo i zupa w końcu powstała zupa. I była jadalna, więc tamtego dnia odniosła swój mały, wielki sukces.
Teraz pomyślała, że może pod nieobecność narzeczonej również powinna coś dla niej przygotować? Dać jej tym sposobem do zrozumienia, że jej zależy i jest wdzięczna za te wszystkie posiłki, które dostaje pod nos? Tak, zdecydowanie musiała to przemyśleć i opracować jakiś sensowny plan działania. Swanson wróciła już do pracy, więc musiała tylko spiąć się czasowo.
O wołowinie? — podniosła wzrok na narzeczoną, nieco zbita z tropu. — Potrzebujesz pochwały? — w oczach Zaylee pojawiło się lekkie rozbawienie, ale nie miało to nic związanego wspólnego ze złośliwością. Może Swanson aż tak przywykła do komplementów, które za każdym razem wypływały z ust Miller, kiedy próbowała sprezentowanego dania, że bez pochlebnej opinii czuła się nieswojo? — Przecież dobrze wiesz, że jest zajebista — żeby to potwierdzić, pochłonęła jeszcze jeden kawałek mięsa i dopchała go pieczonym ziemniakiem.
Niby była wszystkożerna i raczej nie kręciła nosem niczym francuski piesek. Sporadycznie zdarzało się coś, co jej nie smakowało, ale i tak to jadła. Przecież nie będzie marnować żarcia, prawda? Albo dokarmiać Elviry, która i tak była już szersza niż dłuższa. Umówmy się, podanie Zaylee jedzenia było jednym ze sposobów, żeby zamknąć jej gębę. Drugim były pocałunki. Można było jej też usiąść na twarzy.
Jeśli próbujesz zagadać, to musisz bardziej się postarać — zauważyła, patrząc wymownie na narzeczoną. Na razie szło jej co najmniej marnie, ale może się rozkręci? W sumie i tak wszystko było lepsze od tej wiszącej między nimi ciszy, od której Miller dostawała wewnętrznego szału. Na zewnątrz starała się niczego nie pokazywać, ale w środku aż ją nosiło.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wszystko można było opanować z odpowiednim przepisem jeśli wykazało się odpowiednią dokładnością oraz uwagą. Z takiego założenia wychodziła przynajmniej Evina. W końcu jeśli dobrze skonstuowana instrukcja podawała z matematyczną precyzją proporcje to należało się tego trzymać. Na sam koniec wychodziła próba smaku i wtedy ostrożnie można było dokonać próby dodatkowego doprawienia posiłku.
Zaylee na pewno byłaby w stanie coś ugotować, gdyby tylko chciała. W końcu przyrządzony przez nią rosół był perfekcyjny. Była też nieocenioną pomocą kuchenną w momencie, gdy decydowały się coś razem upichcić. Może i Swanson miała wtedy decydujący głos, ale koronerka robiła wiele rzeczy samodzielnie pod jej nadzorem.
Wspólne gotowanie zamieniało się także w prawdziwą rozrywkę. Inaczej było jedynie czasochłonnym obowiązkiem, którego Evina nie cierpiała. Zresztą i tak często korzystały z dobrodziejstw wszelkich knajp, które dostarczały im prawdziwe pyszności, gdy tylko nie miały czasu ani ochoty na stanie w kuchni lub ta nie posiadała odpowiednich składników do przygotowania konkretnego dania.
Wyczekiwała reakcji narzeczonej, bo przywykła do jej komentarzy. Cisza była nienaturalna i Swanson miała powoli jej coraz bardziej dość. Tylko, że nie bardzo wiedziała jak powinna ją przerwać w miarę naturalnie.
To prawa. Wiedziała doskonale, że obiad wyszedł jej zajebiście przez to, że sama również go próbowała. Sama może również nie należała do wybrednych osób, ale potrafiła rozpoznać kiedy danie nie było zjadliwe. Nawet jeśli miałoby wyjść spod jej ręki.
- Zwykle zagadywanie to twoja specjalność - odparowała i być może chciała w ten sposób przejść do ich zwyczajowego droczenia się, które w końcu zapełniłoby jakoś tę ciszę.
Nie była ekspertem od rozmów i często naprawdę ich nie potrzebowała do tego, aby mile spędzić z kimś czas. Wystarczyła jej sama obecność i świadomość, że w każdej chwili mogła się zwrócić do drugiej osoby. Jednak nawet w jej przypadku obecne milczenie było ciążące i na pewno powodowało nie tyle co rozdrażnienie, ale i fizyczny niemal dyskomfort.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To prawda. Zagadywanie było niemalże jej specjalnością. Potrafiła rozmawiać w każdych warunkach, w każdych okolicznościach i na każdy temat. Niezależnie od tego, czy znajdowała się na miejscu zbrodni, czy w laboratorium, jej umiejętność prowadzenia rozmów i wyciągania informacji od ludzi była nieoceniona.
W życiu prywatnym Zaylee była równie wygadana. To ona zwykle inicjowała rozmowy i nawet w trudniejszych momentach, podczas kłótni czy nieporozumień, nie potrafiła pozostać milcząca. Pierwsza zagadywała, próbując rozładować napięcie ironicznym żartem albo szczerym wyznaniem. Milcząca Miller była niczym zły omen, który nigdy nie zwiastował niczego dobrego. Evina przekonała się już o tym wielokrotnie.
A więc czekasz na gotowe — odparła podobnym tonem, nabijając na widelec kawałek pieczonego ziemniaka, którym wymierzyła w narzeczoną. — Sprytnie. A co, jeśli tym razem nie mam ochoty tego robić? — uniosła jedną brew, pakując sobie warzywo do ust. Przez chwilę delektowała się smakiem, aż w końcu przełknęła i ponownie podniosła wzrok na Evinę. — Będziemy siedzieć w ciszy do usranej śmierci? Pracuję przy zwłokach, Swanson. To żadne problem — przypomniała jej, bo kiedy spędzała długie godziny w prosektorium, tam też nie prowadziła dialogu. Trochę jednak przykro, gdyby jej związek przypominał autopsje.
Skoro Evina najwyraźniej nie czuła potrzeby rozmowy, sama też jej nie odczuwała. I choć z jednej strony pragnęła słów, z drugiej dziwnie komfortowo odnajdywała się w ciszy. Nie była ona teraz pustką, bo miała w sobie pewną naturalność. Coś, co wbrew oczekiwaniom nie drażniło. Z każdą chwilą milczenie przeciągało się w czasie i stawało się mniej wymuszone, a bardziej akceptowalne. Mogły po prostu siedzieć obok siebie, dzieląc przestrzeń i nie musząc niczego wyjaśniać ani tłumaczyć. I to w zupełności wystarczało. Miała dość ciągłego podtrzymywania konwersacji i tych wszystkich niekończących się prób wypełnienia przestrzeni słowami. Teraz mogła po prostu odpuścić. Nie było tu czułości ani głębszego porozumienia. Ale nie było też walki, nacisku ani oczekiwań. Najwyraźniej czasami cisza była lepsza niż słowa. Mogły istnieć obok siebie, nie zbliżając się, ale też nie oddalając.
I co mam ci właściwie powiedzieć? — zapytała, mrużąc nieznacznie oczy. Nie miała pojęcia, co Swanson chce usłyszeć. I czy w ogóle chciałaby coś usłyszeć.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może i Evina nie była jedynie milczącą obecnością w domu, ale nie zawsze inicjowała rozmowy czy miała ochotę na to, aby się odzywać. Nie miała jednak nic przeciwko temu, gdy mówiła Zaylee i dawała się wciągać w rozmowę. Często mówiły o pracy, ostatnio rozmawiały coraz więcej o Samie czy o swoich planach. Bywało też, że po prostu dyskutowały o oglądanych filmach czy czytanych książkach jeśli miały na to czas. W każdym razie zawsze znalazł się jakiś temat...
Poza dzisiejszym dniem, bo ten wydawał się być o wiele trudniejszy do tego, aby zwyczajnie konwersować przy obiedzie. Może jednak dalej do końca nie oczyściły atmosfery między sobą? Na to wyglądało. Niemniej nie miała większej siły do tego, aby to wszytko analizować. Nie teraz. Była za bardzo wykończona.
- To może nie powinnam cię męczyć? - podsunęła, zastanawiając się jak powinna podejść do tematu, ale zaraz też się uśmiechnęła, słysząc jej komentarz. - Zatem pragniesz mi powiedzieć, że nie prowadzisz rozmów ze swoimi denatami jak tak samotnie nad nimi stoisz?
Wielokrotnie wchodziła bez zaproszenia do prosektorium i gdyby tylko Miller miała taki zwyczaj to już dawno zdołałaby go zauważyć. Tak jednak nie udało jej się dostrzec czegokolwiek, co mogłoby sugerować, że kobieta rozmawia ze zmarłymi.
Atmosfera przynajmniej na moment się jeszcze rozluźniła. Przynajmniej tyle mogła zrobić na ten moment. Zaczepki zawsze przychodziły jej z łatwością. W końcu stanowiły niejako podstawę ich relacji jeszcze na długo przed tym jak się ze sobą związały.
- A co byś chciała powiedzieć? - zapytała na wypadek, gdyby faktycznie kobiecie chodziło po głowie coś konkretnego, co chciałaby powiedzieć w tej sytuacji.
Może dzięki temu uda im się powoli wrócić do dawnych układów dzięki sobą bez ich zwyczajowego sposobu na godzenie się. Po prostu musiały jakoś przebrnąć przez to wszystko, bo na pewno żadnej z nich nie przeszyłyby rzez gardło słowa przeprosin. W końcu żadna z nich nie miała za co przepraszać.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#33”